Sonic30th

Fenomen Sonica, czyli jak rozwijać popularność marki

Szybkim słowem wstępu

30 lat minęło. Niebieski Jeż Sonic w tym czasie wyrósł na jedną z ikon gier wideo i nie szykuje się, by miał kolokwialnie rzecz ujmując “spaść z rowerka“. Konkurencja na rynku nie śpi, a często można też odnieść wrażenie, że odbiega ona najszybszemu stworzeniu na Mobiusie pod wieloma względami, czy to jakością tytułów lub zasięgami i sprzedażą. Jednak Sonic jako marka ma swoje miejsce w tym grajdołku i dalej się nie zatrzymuje pomimo oczywistych wzlotów i upadków. Wielu zwiastowało rychły upadek serii, jednakże pewna rola ikony, czy też maskotki powoduje, że nie tak łatwo powalić kolosa, który przynosi firmie SEGA zielone pola w arkuszach Excela. W tytule nazwałem to “fenomenem” niczym Szaranowicz Małysza, może nawet trochę nad wyraz, ale szeroka rozpoznawalność niebieskiego Jeża jest na pewno sukcesem dla jego twórców i właścicieli. Wiele czynników składa się na popularność Sonica zaczynając od umiejętnego marketingu, współcześnie na wykorzystywaniu wyrobionego wizerunku maskotki, aż po “wciskanie Jeża gdzie popadnie“. Wszystkich na pewno nie będę w stanie wymienić, ale zobaczmy, co składa się na to, że postać, która jednym kojarzy się jako dobry ponaddźwiękowy bohater, a drugim jako długoterminowa żyła złota znajduje się tak wysoko w rankingach rozpoznawalności. Warto też na start zdefiniować sobie pokrótce, co stoi za terminem popularności w tym przypadku. Pewna specyfika branży oraz idąc za wpisem na stronie PWN, chodzi oczywiście o to, że niebieski Jeż jest najzwyczajniej w świecie powszechnie znany. Skończyliśmy ziemniaczki, przejdźmy do mięska.

Świadomość marki to podstawa

Świadomość marki. Co stoi za tym wesołym stwierdzeniem? Prosty fakt – jednostka wie o tym, że dany produkt istnieje. Nie mniej nie więcej, po prostu wie i w tym przypadku chodzi rzecz jasna o Sonica. Nie będzie kontrowersyjnym stwierdzeniem, że statystyczny entuzjasta gier komputerowych zdaje sobie sprawę z istnienia niebieskiego Jeża. Nie ważne znowu jak bardzo wie, czy grał, czy był na filmie. Dlaczego ten sam fakt jest tak ultra hiper ważny z perspektywy firmy SEGA? Osoba świadoma marki to potencjalny klient, a potencjalny klient może teoretycznie wyjąć swoje ciężko zarobione pieniądze i w jakiś dowolny sposób wydać je na Sonica. Prosta zasada jak nie wiesz, że coś istnieje, to nie możesz tego kupić. Pod tym względem Sonic jako całość osiągnął bardzo duży sukces, gdyż jakby nie patrzeć jest to marka o zasięgu globalnym i tak jak wspominałem we wstępie, to niebieski Jeż ma jednak swój taborecik wśród innych ikon przemysłu elektronicznej rozrywki. Oczywiście to nie działa tak, że od pstryczka palcami nagle każdy wie, że niebieski Jeż istnieje i popyla całkiem szybko, aby taki efekt uzyskać, należy włożyć całkiem sporą ilość pieniędzy i mieć łeb do interesów. Tutaj możemy tych klientów podzielić na dwie zasadnicze grupy. Pierwsza z nich to fandom, czyli szeroko zrozumiane osoby i tak związane z serią. Możemy dla potrzeby tego przykładu śmiało założyć, że takowa grupa i, tak czy siak, mniejszą lub większą kwotę w Sonica włoży, ale więcej o tym rozpiszę się w osobnym akapicie. Druga grupa to “klient zewnętrzny” roboczo nazywając, czyli osoby, do których marka chce sięgnąć, aby poszerzyć swoje zasięgi i zarobić więcej niż na tylko na grupie pierwszej, która jakiś tam mniejszy lub większy dochód zagwarantuje. Szok i niedowierzanie w systemie kapitalistycznym firmy chcą zwiększać swój dochód, częściowo nawet kosztem tej stałej grupy jeśli tylko mądre głowy od ekonomii stwierdzą, że się to opłaca. Jest to fundament, na którym można cokolwiek budować, ale jak to zrobić? Między innymi poszerzając i dywersyfikując swoją ofertę tak, aby trafiła do jak najszerszego grona odbiorców.

SEGASammy

Merczyk

Co człowiek to opinia na temat ilości merchendisu, który jest związany z Soniciem. Jedni mają go w poważaniu, drudzy natomiast otwierają swój portfel na oścież, aby dostać kolejną koszulkę z Jeżem do rąk własnych. Mimo że nie jest to jakoś ultra ważny czynnik w tej układance, to niewątpliwym jest fakt, że szeroko pojęty merch pomaga przynajmniej podtrzymywać popularność marki. Już nawet nie rozdrabniając się w szczegóły dotyczące jakości np. Sonicowych zabawek, lub użyteczności kolejnych tosterów, kaloszy, czy innych cudów, które trafiają na półki sklepowe i są sygnowane napisem Sonic the Hedgehog. Tych wszystkich szpargałów jest multum i nie jest to moim zdaniem stwierdzenie nad wyraz. Na upartego można Jeżem udekorować sobie dom, ubrać się na każdą porę roku i tak dalej. Wciąż jednak mówimy o oficjalnych licencjonowanych rzeczach. Kiedy dodamy jeszcze do tego tony bootlegów i produktów robionych przez fanów na małą skalę to wychodzą nam faktycznie ilości przepotężne. Wróćmy jednak do samej popularności i merczyku. Dlaczego jednak jest on jakkolwiek istotny? Po pierwsze teoretycznie można założyć, że jego ilość jest wynikową popularności marki. Przecież gdyby Sonic nie był swoistą ikoną to np. pluszaki z Jeżem nie wyróżniałyby się od innych generycznych “miśków” i nie byłoby ich aż tyle. Jeśli marka jest popularna to i merczu jest więcej, to oczywiście można jeszcze więcej dolarów na marce zarobić. Czemu tego merczu jest coraz więcej i więcej? Przez popularność tutaj należy rozumieć dużą bazę klientów, która będzie potencjalnie chętna, aby takowe Sonicowe kalosze kupić. Ten rowerek i tak ma dalsze przełożenie niż tylko na Sonicową społeczność. Wiąże się to bezpośrednio z tym co nakreśliłem w poprzednim akapicie. Jeśli szary Kowalski jest jakkolwiek świadomy istnienia marki, jaką jest Sonic the Hedgehog to można śmiało założyć, że spotkanie np. figurki na półce sklepowej, lub kolejnego pluszaka w jakimkolwiek serwisie aukcyjnym będzie podtrzymywać świadomość istnienia marki. Idąc dalej, skoro ten mechanizm działa, to wiadomo mamy jeszcze już wcześniej wspomnianych producentów nielicencjonowanych, którzy chcą się podłapać pod popularność Jeża i ukroić sobie jakikolwiek kawałek tego dolarowego tortu. Nie ważne jak bardzo to jest w porządku, bo nie o tym teraz rozmawiamy. Zabawa polega na tym, że również ci producenci działają na rzecz napędzania tego koła napędowego popularności. Poprzez mechanizm, który opisałem wcześniej. Jakby nie patrzeć to dalej jest ten sam niebieski Jeż, a więc popularność jest podtrzymywana. Dodatkowo można myślę rzucić takim hasłem, że im więcej tego merczu jest i im on jest łatwiej dostępny, to wpływa to pozytywnie na rozpoznawalność marki. Oczywiście nie tak bardzo jak gry/filmy/seriale, czy inne media, ale wciąż choćby minimalnie znowu mamy jakąś tam szansę na to, że ktoś nowy podłapie i stanie się nowym potencjalnym klientem. Oczywiście to, czy osoba związana jakkolwiek z marką będzie chciała wydawać swoje pieniądze w ten sposób, zależy od jej indywidualnego podejścia, ale nie ma się co również dziwić, że takowego merczu jest co raz więcej, gdyż to się zwyczajnie sprzedawcom opłaca i podtrzymuje rozpoznawalność marki.

segashop.eu

Społeczność

Serie gier wideo, które nie mają za sobą oddanej społeczności, z reguły nie są w stanie zbyt długo pedałować na rowerku, który zasuwa na drodze zwanej rynkiem elektronicznej rozrywki. Konkurencja jest zbyt duża i nie wybacza błędów. Oczywistą oczywistością jest również fakt, że zaangażowanie takowej społeczności odbija się bezpośrednio na promocji marki. Nie ważne, czy mówimy tutaj o uzdolnionych artystycznie osobach, które rysują fanarty, muzykach, pisarzach fanfików, osobach piszących artykuły o Sonicu, czy uzupełniające wpisy encyklopedyczne. Wszytko to składa się na całość torciku, jakim jest społeczność związana z Soniciem, a im większy ten torcik jest, tym bardziej widoczny jest on na zewnątrz, co przekłada się z perspektywy producentów Sonica na nazywając to roboczo “darmową reklamę“. Z drugiej strony łaska społeczności na pstrym koniu jeździ. Nie należy każdego fana generalizować i wrzucać do jednego worka pt. “oddany serii aż do śmierci“. Dlatego ważnym elementem tej układanki jest kreowanie wizerunku firmy SEGA na zasadzie “Hej! Jesteśmy przyjaźni dla naszej społeczności“. Ta antyinterwencjonistyczna polityka ma dwa zasadnicze cele. Po pierwsze na zewnątrz kreuje nam się pewien pozytywny wizerunek “nie jesteśmy taką złą i bezduszną korporacją” ewentualnie jak to dawniej było “SEGA does what Nintendon’t“, a po drugie naturalną koleją rzeczy pozwala tejże społeczności się rozwijać, co jak już pisałem wcześniej, zwyczajnie się opłaca. Utrzymywanie jak największej ilości osób przy danej marce jest bardzo ważne, jak i również przyciąganie nowych fanów. Ogólnie rzecz ujmując, możemy też jasno stwierdzić, że w akurat konkretnym przypadku naszej Sonicowej społeczności to jest ona bardzo podzielona pod różnymi względami. Mówiąc nawet o takich drobnostkach jak kolor rąk niebieskiego Jeża i kolejne rzesze filmików na YouTube, które mają za zadanie dane stanowisko uargumentować. Wszystkich ludzi, którzy na jakimś tam forum są w stanie całą serię włożyć do czarnego pojemnika na zmieszane odpady, oraz tych, którzy dadzą sobie w tej samej dyskusji rękę odciąć za niebieskiego Jeża. Oni wszyscy mają wpływ. Z jednej strony tworzy to pewien nie najlepszy wizerunek społeczności na zewnątrz jako ultra kłótliwej i wręcz toksycznej. Z drugiej strony jak to stwierdził Phineas Barnum “nieważne, co o mnie mówią, ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko“. To bardzo prosta zasada, która wpisuje się w model rozgłosu Public relations. Ważne, że takowy istnieje bez względu, czy pozytywny, czy negatywny. Ten rozgłos udowadnia jedną rzecz w kwestii popularności marki, że wciąż jest żywa i jest o niej głośno pomimo wielu zwiastowanych już upadków “na głupi łeb“.

Sonic the Hedgehog – Twitter

Różnorodność mediów

Powoli już pod różnymi aspektami możemy dojść do wniosku, że im więcej Sonica to marketing szybciej się kręci, a arkusze kalkulacyjne mienią się w odcieniach zieleni. Jednakże aspekty omawiane wcześniej nie mają aż tak dużego impaktu jak jednak dywersyfikacja oficjalnych mediów. Wiadomo Sonic to nie tylko gry, są one oczywiście głównym składnikiem całej marki, ale film (i jego nadchodzący sequel), seriale animowane, serie komiksów oraz wszelakie cameo niebieskiego Jeża najbardziej się odbijają na popularności i pomagają ją podtrzymywać. Można nazwać, że wręcz fundamentem tej całej budowli. Po pierwsze odbija się to bezpośrednio na społeczności, o której mówiłem już uprzednio, że jest ważna. Jak? Pozwala to naturalną kolejną rzeczy na zaspokojenie pewnego zapotrzebowania na content. Najlepszym przykładem będą ostatnie lata bez gry z głównej serii. Na wszelakie sposoby łatano takową dziurę innymi rzeczami. Najważniejszą z nich oczywiście jest film, ale o nim później. Gry poboczne, komiksy i inne rzeczy, które pojawiały się po drodze, miały podbić budżet marki w czasie kiedy nie wychodzi jej najważniejszy produkt, a dodatkowo jak pisałem wcześniej “zaspokoić zapotrzebowanie“. Czy to się udało? Zostawiam to do indywidualnej interpretacji. Po pierwsze jednak zerknijmy na produkcje kinowe i telewizyjne, które najszerszym echem odbiły się za ten czas. Sonic. Szybki jak błyskawica głównie chciał sięgnąć po młodszego widza, bądź ewentualnie podejść pod kino familijne. Jednakże poprzez nieprzeciętne ilości fan serwisu zadowolił on ostatecznie również i społeczność. Ważne było jednak to, co pisałem wcześniej, czyli “sięgnąć po młodszego widza“, który często z założenia nie miał do tej pory styczności z serią. Poprzez samo kreowanie niebieskiego Jeża jako tego “cool guy’a” miał przyciągnąć tychże młodych do kin. Z drugiej strony mamy oczywiście śliczny inaczej pierwszy design Sonica. Afera i kontrowersje wylewały się niczym Cola po dodaniu Mentosa, a kolejne redakcje i kanały na YouTube ścigały się w produkowaniu contentu, który będzie jechał na fali “Sonic bad. Sonic ugly“. Nie ważne, czy to były po prostu nieświadomie błędne decyzje, czy przemyślana strategia promocyjna. Najważniejsze jest to, że zrobiło się głośno na każdym kroku, a to bezpośrednio odbija się na tym co pisałem w poprzednim akapicie, czyli zasadzie rozgłosu. O filmie wiedział już każdy, jeśli nawet chodził do kina tylko na kolejne komedie romantyczne z Karolakiem w roli głównej. Popularność rośnie, ale niesmak pozostał do momentu kiedy pokazano już finalny design, a wtedy już rowerek dojechał do mety. Dzięki temu udało się sięgnąć bardzo szeroko po zewnętrznego odbiorcę, który nie poszedłby do kina na samo hasło “Sonic“. Podobnie mają się sprawy z różnymi serialami animowanymi, które wychodzą przy okazji serii. Sonic X, Sonic Boom, Sonic Underground itd. Gry pozostają głównym daniem szczególnie dla społeczności, ale seriale znowu sięgają po zewnętrznego (z reguły młodszego) odbiorcę, aby przyciągnąć go do marki. Nie są przypadkami anegdotycznymi historie, że dana osoba zaczęła właśnie najpierw od obejrzenia np. Sonic X, przez co na dłużej została z serią (szczególnie w krajach, gdzie konsole nie były aż tak rozpowszechnione). Seriale właśnie można potraktować jako bardziej rozbudowany marketing gier, czyli głównej części całej marki, oraz sposobność na “zaspokojenie zapotrzebowania” poprzez regularność wydawania odcinków. Inną za to parą kaloszy są komiksy, które pierwotnie hen w przeszłości miały być dodatkiem do gier i pomagać w marketingu jeszcze raczkującej serii rozbudowując świadomość jej istnienia. Tak jak dawniej Archie Comics cisnęło te komiksy przez kupę czasu to z biegiem lat, starały się jednak cały czas być dodatkiem, który od czasu do czasu bawił się w marketing gier, często właśnie odnosząc się do wydarzeń z danego tytułu, ale z drugiej strony należy pamiętać, że dla osoby, która nie przeczytała takowych, to był jeden wielki grajdołek. Sprawa ma się trochę inaczej z główną serią Sonic the Hedgehog od IDW Publishing, które postawiły na format (przynajmniej do tej pory) bazujący na Forces i to na nim kreując świat Sonica. Teraz mówimy raczej o formie już kompletnego dodatku do serii, czymś, co ma zaspokoić zapotrzebowanie fana na content z Sonica w czasie przerw w planie wydawniczym np. gier. W końcu taka to specyfika formatu. Pomimo opóźnień komiksy wychodzą w miarę regularnie, a dodatkowo są okraszone seriami pobocznymi. Dodatkowo sam świat przedstawiony w serii Sonic the Hedgehog jest na tyle rozbudowany, że pozwala on na budowę mniej lub bardziej skomplikowanych pod kątem fabularnym historii. W kwestii pewnego uzupełnienia materiału komiksy wydają się być naturalną opcją, dodając do tego pewien fakt tradycji komiksowych w Sonicu i przyzwyczajenia fanów do formatu.

Nathalie Fourdraine

Eta wsjo

Sonic jest rozpowszechniany jako marka na wielu płaszczyznach i równie wielu mediach zaznacza swoją obecność, w mniejszym bądź większym stopniu. To właśnie dywersyfikacja mediów oraz powszechna świadomość marki są podstawą, dzięki której możemy stwierdzić, że niebieski Jeż na ten moment jest powszechnie znany, a do tego można też śmiało założyć, że ten stan zbyt prędko nie ulegnie zmianie. Wypracowana przez lata rola pewnej swoistej ikony/maskotki zobowiązuje i jest sukcesem osób, które stoją za kreowaniem i rozwijaniem marki na przestrzeni lat. Oczywiście nie bez potknięć, bo ziemia jednak nie widziała takiego, co byłby idealny, ale jednak pomimo wielu niebagatelnych problemów można śmiało stwierdzić, że rowerek jedzie dalej. Trzeba mieć oczywiście wzgląd na to, że wszystkie te zabiegi mają na celu generowanie przychodów, ale to jest oczywiste jak śmierć i podatki. Nie wymieniłem oczywiście wszystkich części składowych, ponieważ zajęłoby to więcej wirtualnych stron papieru niż nie jedna praca magisterska. Myślę jednak, że na podstawie tych paru przytoczonych wątków można wysnuć parę prostych wniosków. Wpychanie Sonica gdzie popadnie, ma swój sens, ponieważ przekłada się to na świadomość marki i podtrzymuje jej status jako “globalnie znanej“. Wszystko to ma prosty cel. Z jednej strony przyciągnąć nowego klienta do marki, a z drugiej strony zadowolić tych, którzy w tejbazie klientówsą i mają jakieś tam swoje indywidualne oczekiwania i wymagania względem serii. Wszystkich nie zadowolą, ale ta różnorodność ma właśnie sięgnąć jak najszerzej, dzięki czemu ma się ograniczyć liczba niezadowolonych, a mówiąc z innej perspektywy “tych, którzy nie kupią“. Schodzi to do takich rzeczy jak nawet wydawanie równoległe gier “klasycznych” i “współczesnych” jeśli chodzi o niebieskiego Jeża. Dzięki temu pomimo wielu zwiastowanych katastrof, rychłych upadków itp. statek dopłynął do przystani pt. 30-lecie.

sonic30th.com
Podziel się z innymi!
Domyślny obrazek
AniTrochęFioletowy
Mówią mi Fioletowy, a jednak AniTrochęFioletowy ¯\_(ツ)_/¯
Artykuły: 82