Morio Kishimoto i jego niepozorna droga do sukcesu

Pamiętacie nasz zeszłoroczny artykuł o Takashim Iizuce? Otóż, kiedy pełen entuzjazmu szef Sonic Team promował Sonic Frontiers, ramię w ramię wspierał go niejaki Morio Kishimoto.

Honda NSR250R SP Rothmans MC28 z roku 1994 – iconicmotorbikeauctions.com

Jestem reżyserem Sonic Frontiers ■ Mieszkam z przygarniętymi kotami ■ Kocham motocykle i jeżdżę na moim MC28NSR

Morio Kishimoto – Twitter (opis profilu)


W przeciwieństwo do Iizuki, który mieszka w świadomości graczy co najmniej od przełomu wieków, Kishimoto dla wielu z nas zaistniał dopiero przy wspomnianej akcji marketingowej. Piastuje on obecnie niewiele niższe stanowisko – projektanta i reżysera (designer and director), choć na niektórych stronach figuruje po prostu jako „planista gier” (game planner), czyli kogoś w rodzaju koordynatora pracy powyższych i innych twórców. Działał aktywnie tak podczas promocji najnowszego hitu, jak i już po otwarciu sprzedaży, przekazując na Twitterze informacje na temat aktualnych poczynań deweloperów. Czy to więc niedziwne, że tak niewielu z nas go kojarzy?

Wbrew pozorom, nie. W odróżnieniu od – znów – Takashiego Iizuki, Kishimoto nie doczekał się nawet strony na Wikipedii. Jego życiorys to niemal wyłącznie sucha lista tytułów, a wywiadów, w których się udzielał, jest względnie niewiele, przez co trudno znaleźć o nim choćby dane tak trywialne jak wiek. Wyjaśnienie jest proste – jego współpraca z Segą rozpoczęła się dopiero w marcu 2005 roku, gdy Takashi miał już lata doświadczenia i wypracowaną pozycję w firmie. Ponadto najbardziej pamiętne czasy jeżowej serii powoli przechodziły do historii i zwrócenie na siebie uwagi grymaśnych fanów stało się ogromnym wyzwaniem.

TGS 2022 – gamerbraves.com

Nie było jednak tak, że Kishimoto nie zajmował się dotąd wcale komercyjną produkcją gier. Odpowiadał za nadzór projektów wideo gier korporacji Sammy, czyli albo bijatyki 2D, albo konwersjami gier pachislot i pachinko, skutkiem czego jego dzieła, choć z pewnością liczne, nie są nigdzie listowane inaczej niż pod zbiorczą nazwą „arcade games”. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy obie te firmy zmieniły się w SEGA Sammy otwierając mu drogę do tworzenia przygodówek całkiem innego rodzaju. Początkowo Kishimoto nie myślał o rewolucjonizowaniu swojej kariery, wypytując na wstępie o gry automatowe. Tu jednak trafił na przeszkodę, gdyż znane i lubiane przez niego klasyczne systemy z joystickami i przyciskami traciły w Japonii na popularności, zastępowane przez panele dotykowe i automaty hazardowe. On tymczasem był zainteresowany przede wszystkim produkcją gier wideo, w końcu więc rozmowa skręciła w stronę graczy domowych.

Pomimo że twórca przeskoczył główny okres rozkwitu serii Sonica, nie oznacza to bynajmniej, że Niebieski Jeż nie miał żadnego wpływu na niego i jego decyzje życiowe. Wręcz przeciwnie!

Po raz pierwszy spotkałem się z nim na CESA Show. Na Sunshine 60 odbyła się wystawa Sonic the
Hedgehog na Mega Drive. Miałem okazję zagrać tylko w jeden poziom, ale był taki ekscytujący!

Morio Kishimoto – wywiad dla SEGA Channel (03.2007) [tłumaczenie: browniehideout.wordpress.com]

Kishimoto był autentycznie oczarowany. Unikatowym podejściem, zupełnie innym niż w serii Mario, niedoścignioną prędkością, projektem wizualnym i oczywiście odjechanym głównym bohaterem. To właśnie to przeżycie dało mu impuls, by dołączyć do pierwszego oddziału GE Research & Development, licząc że może kiedyś w przyszłości trafi mu się szansa dodania jakiegoś wkładu do upatrzonej serii. Kiedy zaledwie dwa lata później taka szansa nie tylko przyszła, ale i dotyczyła budowania całej gry od podstaw, twórca był przeszczęśliwy.

Sonic and the Secret Rings (2007) był nie tylko jego pierwszym projektem pod nowym szyldem, ale też pierwszą domową grą wideo. SEGA jednak najwyraźniej dostrzegała jego potencjał, gdyż od razu przyznała mu rolę głównego projektanta. Można sobie wyobrazić, że nie było to trudne, kiedy spojrzeć, jakie ożywienie wprowadziło do zespołu jego pojawienie się. Kishimoto niczym nadpobudliwe dziecko zamęczał kolegów po fachu milionami pytań na temat specyfiki i ewolucji gier z niebieską maskotką i zarzucał pomysłami starszego stażem reżysera gry – Yojiro Ogawę. Fascynacja Sonicem nie przeszkadzała mu w dostrzeganiu słabości, które należy poprawić oraz możliwości, które da się rozszerzyć. Nie podobała mu się stagnacja programistów, którzy trzymali się utartej wizji tego, jak „powinno się grać w Sonica” i postanowił przebudować mechaniki od podstaw. Podobnie jak Iizuka u progu drugiej generacji był gotów testować, sprawdzać i poszukiwać nowych rozwiązań i wbrew protestom niestrudzenie zachęcał opornych współpracowników do tego, by dali szansę alternatywom. To dzięki niemu ta odsłona jest tak odświeżająca, pełna urozmaiceń, wyzwań i niespotykanych wcześniej w serii elementów. Żartobliwie wspomina to jako trudny czas tak samo dla siebie, jak i dla wszystkich, którzy z nim pracowali. Jednocześnie dumnie wspomina, że praca nad tą marką, zwłaszcza w towarzystwie zespołu, który akurat wrócił z jednostki USA, była spełnieniem jego marzeń i wspaniałym doświadczeniem.

Po kolejnej części w stylistyce średniowiecznej, Sonic and the Black Knight, twórca awansował na kolejną pozycję i od tej pory rzuca się w oczy ścisła współpraca z szefem Sonic Team. Pomimo że Morio Kishimoto zawsze stoi niżej na liście osób zaangażowanych w produkcję, czy to jako reżyser, czy jako główny projektant, w wywiadach i na prezentacjach sprawia wrażenie co najmniej tak samo zaangażowanego i odpowiedzialnego za ich wspólne dzieła. Panowie wspaniale się dogadują i wspólnie przedstawiają swoje najnowsze gry. W takim układzie zrealizowane zostało Sonic Colors, Sonic Lost World i Sonic Forces. Wszystkie te gry, choć o skrajnie różnym odbiorze przez fanów, łączy cel wprowadzenia do nich czegoś wyróżniającego, choć przy tym podkreślającego klasyczne umiejętności Sonica – to właśnie zasługa Morio Kishimoto. Być może również dzięki jemu, jego niespożytej młodzieńczej energii, optymizmowi i pomysłowości, w ostatnich czasach zaczęliśmy tak często widywać Iizukę, chętnego do dzielenia się swoimi przemyśleniami i wiarą w markę? Kto wie, niemniej SEGA z pewnością wiedziała, co robi, powierzając produkcję (a co za tym idzie znaczną część działań reprezentacyjnych) związanych z Sonic Frontiers również jemu. Kontynuacja Sonic Frontiers została już potwierdzona. Czy i w niej odnajdziemy nowatorski śmiały wkład Kishimoto? Jeszcze za wcześnie na snucie podejrzeń, ale jedno jest pewne – jeszcze o nim usłyszymy.

Źródła:
segaretro.org, game.watch.impress.co.jp, 4gamer.net, imdb.com, mobygames.com, gamereactor.pl

Podziel się z innymi!
Domyślny obrazek
Arici Albastru
Rozpędź się, ściana sama się znajdzie.
Artykuły: 56