Sonic and the Fallen Star – Recenzja z Anielskiej Wyspy

WSTĘP

Dorastając w latach, gdy gry komputerowe dopiero się kształtowały, a komputery i konsole nieśmiało pojawiały się na rynku, pokochałem wszelkiego rodzaju gry platformowe, przygodowe i strategiczne. Miłość do gier z tamtych lat i nostalgia pozostawiły na mnie mocny ślad, więc gdy tylko zaproponowano mi ogranie gry aspirującej do miana Retro, jak dziecko z entuzjazmem zabrałem się do ogrania tego tytułu. A gdy gra okazała się dobra, zachowywałem się jak w piosence zespołu Golec Orkiestra “Gdy widzę słodycze to kwiczę. A oczy mi świecą jak znicze” i tak było tym razem, ale zacznijmy od początku…

SONIC AND THE FALLEN STAR

Gra typu Retraux Sonic Fan Game, wydana w lipcu 2022 roku przez StarDrop Studios. Gra została zauważona przez fanów nie tylko z uwagi na prostą czy bardzo efektowną rozgrywkę, ale i na oprawę graficzną, która sprawia wrażenie, jakbyśmy uruchamiali tytuł z połowy lat 90-tych. Twórca poświęcił grze półtora roku, jak sam mówi, by poznać proces tworzenia gry. Pierwszy raz Fallen Star został zaprezentowany na SAGE 2021, a ukończony i wydany w 2022. Gra składa się z 9 poziomów, które możemy ograć albo jeżem Soniciem, albo jego przyjacielem Tailsem. Zawiera również oryginalny soundtrack autorstwa Hollie Tailor. Z uwagi na zapowiedzianą kolejną “część” pod tytułem Sonic and the Moon Facility, postanowiliśmy specjalnie dla was ograć i omówić ten tytuł z naszej, jako graczy, perspektywy.

FABUŁA, CZYLI O CO TUTAJ CHODZI

Sonic podczas wycieczki samolotem wraz z Tailsem widzą, jak z nieba spada gwiazda. Nasi przyjaciele decydują się udać na miejsce katastrofy. Tam okazuje się, że jest już Eggman i po zażartej walce, Sonicowi udaje się pokonać maszynę doktora, ale wpada w pułapkę. Gdy już wydaje się, że Eggman przejmie gwiazdę i zapewne wykorzysta jej moc do jakichś niecnych i złych planów, ta rozpada się na pięć części. Każdy fragment ląduje w innym, odległym miejscu wyspy. W tym momencie rozpoczyna się prawdziwa przygoda w Sonic and the Fallen Star, a nasz Niebieski Jeż i jego lisi przyjaciel wyruszają w podróż po wyspie, by odnaleźć fragmenty gwiazdy, zanim zrobi to Eggman.

ROZGRYWKA, CZYLI PADY W ŁAPKI I GRAMY

Rozgrywka jest klasyczna, jak przystało na grę o Sonicu, a sterowanie nie jest skomplikowane. Strzałki plus dwa dodatkowe klawisze. Oczywiście wszystkie klawisze możemy sobie zbindować w wybranej przez nas konfiguracji, ale nie tylko: możemy podłączyć i skonfigurować sobie również pada, jeśli wolimy go od klawiatury. Sonic i Tails poruszają się fajnie, płynnie, a reakcja na nasze klawisze jest niemal natychmiastowa. Przeciwnicy są podobni do tych spotykanych w klasycznych grach od SEGI, ale o nieco innym wyglądzie i umiejętnościach. Zmieniono również wygląd niektórych gadżetów i innych power-upów w tym na przykład osłonę Sonica. W oryginalnej grze Sonic posiadał osłonę w kształcie sfery, co przypominało bańkę. W Fallen Star zmienia się to, że nasz Jeż jest otoczony osłoną, która jest kwadratem. Walki z bossami nie należą do szczególnie trudnych, a jedyną trudność, jaką mi sprawił, był boss w kształcie latającej, kolczastej kuli z kolcami, ale to raczej mini-boss. Ogólnie rzecz biorąc, walki z bossami wymagają po prostu bycia uważnym i atakowania ich w konkretnym momencie, gdy opuszczają swoją gardę. Bardzo fajnie rozwiązane są odcinki specjalne, które w porównaniu z tragicznymi nieraz momentami w pierwszym Sonicu są teraz przyjemne do przejścia. Biegniemy Soniciem lub Tailsem w głąb ekranu i zbieramy monety, a także niebieskie kule. Te drugie wpływają na naszą prędkość i im więcej ich zbierzemy, tym nasz bohater porusza się szybciej. Sama konstrukcja planszy specjalnej jest prawdopodobnie inspirowana rozgrywką z gry mobilnej Sonic Dash 2 Sonic Boom.

Na pewno można wspomnieć o sporej ilości miejsca na zapisy gry, o różnych zakończeniach (dobrym i złym), a także o dostępnych trybach gry. Fajnym dodatkiem jest też galeria, którą odblokowujemy w trakcie rozgrywki.

CZĘŚĆ ARTYSTYCZNA, CZYLI O GRAFICE I MUZYCE

Graficznie według zapowiedzi twórców, faktycznie mamy do czynienia z powrotem do gier, jakie widzieliśmy w latach 90-tych. Sonic i Tails są bardzo dobrze animowani, kolory są nasycone, a całość wygląda zaskakująco dobrze. Podczas rozgrywki w każdej planszy towarzyszy nam dobrze dopasowana klimatycznie muzyka, przy której przyjemnie się gra, a sama melodia, jeśli ktoś zna przykładowo Pegazusa, to sprawia, że poczuje się, jakby grał właśnie w tamte zapomniane już nieraz gry. Poziomy specjalne są niezłe, ładne i z pomysłem. Co głównie zwróciło moją uwagę w planszach specjalnych, to tła, które naprawdę mogą się podobać. Oprócz standardowych kolumn, czy enigmatycznych sześcianów, kolorowych plansz, spotykamy widok na planetę Mobius/Sonic World, który jest moim ulubionym. Możemy też spotkać gwiazdy w przestrzeni kosmicznej, co może przypominać przejście warp z pewnej popularnej na tamte czasy gry, która doczekała się ekranizacji filmowej… udanej lub nie, to zależy od gustu. W trakcie zmagań w planszach specjalnych również posłuchamy muzyki, ale tym razem są to fajne rockowe kawałki, które idealnie pasują do tempa rozgrywki i akcji.

Zostały nam jeszcze cutscenki. Tak, gra posiada cutscenki, które towarzyszą nam przy zmianie poziomu lub w jakimś ważniejszym momencie. Tu trudno mieć jakieś pretensje. Są dobrze wykonane, ładne, postacie fajnie animowane, zwłaszcza w momentach, gdy scenka staje się bardziej filmowa. Szkoda, że postacie są nieme, a także nie otrzymaliśmy choćby dialogów w napisach, ale nie można mieć wszystkiego, za to otrzymujemy klimatyczną i fajnie dobraną muzykę w ważniejszych momentach. Kolejna dobrą cechą cutscenek jest to, że są jakby integralną częścią rozgrywki, co sprawia, że gra i scenka często zlewają się w jedno i nie powoduje efektu oderwania od gry.

ODCIENIE SZAROŚCI, CZYLI PONARZEKAJMY

Cóż nic nie jest tak kolorowe, jak się wydaje i tak też jest w tym przypadku. Choć gra ma ewidentnie wiele zalet jak bardzo ładną animację, kolorowe, przypominające dawne platformówki plansze i ciekawą, wciągającą fabułę… to jest kilka rzeczy, które mi osobiście nie przypadły do gustu. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dźwięki. O ile muzyka jest pasująca i klimatyczna, to dźwięki zbierania monet, podskoków, odbijania się i wszystkiego innego jest żywcem wyjęte z pierwszej gry. Druga sprawa to bossy, które są za proste. Poza wspomnianą kulą, walki z nimi często przypominają potyczki z innych gier, jak na przykład Freedom Planet. Ostatnia rzecz, która mnie irytowała podczas gry, to niezwykłe wręcz przyciąganie, jakie Sonic ma w specjalnych odcinkach, reagując zbyt ochoczo na nasze klawisze. O ile w normalnej mapie wszystko jest w porządku, tak w specjalnych planszach, gdy wciśniemy przycisk np. w lewo lub w prawo, wydaje się, jakby Sonic był przyciągany w stronę ściany. Trzeba bardzo uważać, bo wygląda to tak, jakby Sonic był dosłownie przyciągany do czegoś, co utrudnia uniki, czy wylądowanie na drodze kul, przyśpieszenia lub pierścieni, a bardzo ułatwia nam wylądowanie na kolcu czy minie.

PODSUMOWANIE

Mimo wszystko mogę polecić grę. Jako platformówka o Niebieskim Jeżu jest przyjemna i gra się fajnie, choć cały czas towarzyszy nam uczucie, które można porównać ze słowami pewnej piosenki… Ale to już było. Na pewno fani Sonica się nie zawiodą, zwłaszcza że historia jest dobra, ale jeśli ktoś zna gry Sonica, a szuka ciekawej i zaskakującej platformówki, to są lepsze opcje.


Podziel się z innymi!
Domyślny obrazek
Yeen
Artykuły: 61