Strona głównaKontaktZarejestruj sięZaloguj się

  • Witamy na BlueBlur.pl - największym polskim forum dedykowanemu serii gier wideo o ponaddźwiękowym jeżu Soniku, maskotce japońskiej firmy SEGA.
  • Czy wiesz, że Jun Senoue (gitarzysta i klawiszowiec w Sonic Team) początkowo nagrał 8 prototypowych piosenek do wprowadzenia i finału "Sonic Adventure"? Ostatecznie wszystkie porzucono na rzecz "Open Your Heart", które świetnie nadawało się do zapowiedzi gry na Tokyo International Forum w 1998 roku, a także samego powrotu jeża do walki o konsumenta, po paru latach od czasu anulowania "Sonic X-treme".
  • Najnowsza gra z niebieskim jeżem: "Sonic Forces", jest już dostępna w sprzedaży. Klimatycznie gra przypomina wczesne next-genowe inkarnacje naszego podopiecznego, co jednych przyciągnie do tej produkcji, a innych zniechęci. Warto także wspomnieć o tym, że to pierwsza gra z serii, która w Polsce doczekała się oficjalnej lokalizacji za którą odpowiedzialna jest Cenega - dystrybutor poprzednich gier naszych kochanych "Niebieskich". Z mojej oceny, to tłumaczenie jest nieco średnie, ale jeśli ktoś bardzo chce zobaczyć, jak Infinite posługuje się słownictwem prof. Jana Franciszka Miodka, to proszę bardzo - nikomu (prawie) nic nie zabraniam!
  • "Sonic Mania Plus" trafi na sklepowe półki (także w Polsce!) tego słonecznego lata. Gra będzie zawierać nowy czteroosobowy tryb kooperacyjny, grywalnego Mighty'ego i Ray'a, tryb "Encore" zmieniający położenie przedmiotów oraz przeciwników, a także wiele poprawek. W specjalnej fizycznej wersji gry (dostępnej tylko na konsole), otrzymamy 32-stronicową książeczkę z szkicami i projektami postaci, przeciwników i plansz, podczas okresu pitchowania i produkcji, a także podwójną okładkę, przypominającą grę na Segę Mega Drive.
  • "Sonic: The Wrath of Nazo" Aarona Cowderego, nie będzie miała swojej premiery (jak to planowano) pod koniec 2019 roku. Animowanie aktu 1 z 3 okazało się zbyt skomplikowane, co przełożyło się na nieokreślone opóźnienie (i tak odległej) premiery animacji. Na szczęście, film będzie 15 minut dłuższy niż pierwotnie zakładano, co bardzo ucieszyło całą niebieską społeczność.
  • Dokąd nocą tupta jeż? Możesz wiedzieć, jeśli chcesz! Zapraszamy do aktywności w działach "Porozmawiajmy" oraz "Dyskusje", gdzie każdy to może wtrącić swoje symboliczne "dwa grosze" do rozmów na różnorakie sprawy związane z zawadiackim jeżem Sonikiem, jego sporą ekipą, inteligencją czcigodnego(?) Doktora Ivo "Eggman'a" Robotnika i innymi oryginalnymi tematami, które jednych zaskoczą, a innych zostawią bez większych zastrzeżeń.
  • Jeśli ktoś dotrwał do końca, to mam do przekazania ważny komunikat dla SilverCzechowiceDziedzice. Potrzebujemy Cię tutaj!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14




 [ Posty: 2 ] 
Szukaj:
Autor Wiadomość
Offline
 Tytuł: Prolog
Post: 13 maja 2018, 19:03 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Uwaga! Ten fanfik nie powinien być traktowany na poważnie! Może zawierać on sceny umyślnie przerysowane lub brutalne!

Prolog

W samym środku Central City działo się istne piekło.

Psychotyczny i nieuchwytny Dr. Ivo "Eggman" Robotnik postanowił ponownie dokonać próby puczu mobiańskiego rządu, tym razem za pomocą monstrualnych rozmiarów mecha bojowego w kształcie kraba. To czarno-fioletowe, napędzane niezniszczalnym Super-Hiper-Ultra-Mega-Fikuśnym Rubinem Zagłady Z-Innego-Wymiaru-I-Nie-Daj-Boże-Innego-Uniwersum "dzieło sztuki" (tak jak Ivo powiedział wcześniej przez megafon) miało około 30 metrów wysokości, posiadało 9 odnóży i płaską, lekko kanciastą kabinę, gdzie to Doktor osobiście sterował kolosem oraz strzelał z umieszczonego tam działa laserowego. Całość była opancerzona do bólu.

Atak rozpoczął przedpołudniem w samą Niedzielę, kiedy to większość mieszkańców nie pracowała i odpoczywała po minionym tygodniu. W niecałe 15 minut, GUN ogłosiło w mieście stan wyjątkowy i użyło wobec agresora niemal wszystkie czołgi, odrzutowce, eksperymentalne bronie i inne badziewia, które okazały się bezużyteczne w walce z "Nadziewabem Mk. II".

Łapiecie? "Nadziewać" i "Krab" w jednym!
Ech, nieważne...

Wracając do pierwszej godziny batalii, żołnierze GUN byli prawie wszędzie i korzystali z wszelkiej maści karabinów plazmowych, granatników, RPGków, bazuk, mini-gunów, micro-gunów, nano-gunów, cy-gunów, i tak dalej. Ale żadna broń nie okazała się skuteczna w bezpośredniej walce, z którego to powodu niektóre naziemne eskadry szybko skończyły "nadziane" na ostro zakończonych, długich nogach tego metalowego giganta.

Gdy Robotnik kontratakował, nie okazywał żadnej litości: specjalnie strzelał laserem w stronę wieżowców, dziurawiąc je, albo w najgorszym wypadku wysadzając, zapalając całe ulice i parki. Zgniatał samochody, nadziewał czołgi i rzucał nimi w żołdaków niezdarnymi nogami swojego mecha, a także kompletnie rujnował cukiernie i kina, niszcząc wszystko, co było niewinne, miłe i po prostu fajne.

Jednak najgorszą rzeczą, którą bez przerwy robił szczęśliwy niczym przedszkolak Eggman, był hałas, który słyszały sąsiednie miasta w ogóle nie interesujące się tą sprawą. Eksplozje i syczenie laserowego działa wywoływały u żołnierzy i zwyczajnych mieszkańców Zjednoczonej Federacji niespotykany dotychczas poziom irytacji, nie pozwalając tym drugim porządnie się zdrzemnąć, zjeść obiad, przeczytać książki, a tym pierwszym po prostu pokonać tego szaleńca.

Okropne. Sam nic gorszego bym nie wymyślił.

Minęło kilka godzin. Najwyższe państwowe autorytety ustaliły, iż Eggman zmierza w kierunku Pałacu Prezydenckiego, chcąc na pewno go zniszczyć za pomocą śmiercionośnego lasera, którym palił kolejne pojazdy i dziurawił całe budynki. Wiedząc, że to wszystko, co GUN posiadało w lokalnym zasięgu, po prostu nie działało, cały kraj zaczął godzić się z nadchodzącą przyszłością, podczas której Eggman podbiłby cały świat i stworzył na jego zgliszczach swoje Imperium, w którym nie istnieją mobianie, a same roboty, które masowo powstawałyby w Eggmanlandach - zwariowanych parkach rozrywki, na których punkcie Robotnik miał po prostu kręćka.

Gdy nadzieja zaczęła umierać, na szlak zniszczenia wyszedł niski, jasno-pomarańczowy lisek z turkusowymi oczyma, który stanął naprzeciw gigantycznego kraba (z najgorszych koszmarów osoby posiadającej zdrowy zmysł wyczucia spójności designu). Nie wyróżniał się on czymś nadzwyczajnym od swoich rówieśników gatunkowych, z wyjątkiem charakterystycznej grzywki, pary biało-czerwonych, długich butów i drugiej pary (tak, pary!) długich ogonów, które były ze sobą symetryczne i zazwyczaj wywoływały u innych uśmiech politowania. Jego futerko na brzuchu, pyszczku i końcówce ogonów było białe, a na dłoniach znajdowały się rękawiczki, z których korzystają często mechanicy i majsterkowicze.

- HEJ, TY! - wykrzyczał wyraźnie zdenerwowany. Wściekłość wylewała się z jego słodkiej twarzyczki, niczym woda z najbardziej egzotycznych wodospadów.

Eggman skierował kamerę prosto na facjatę liska.

- TAK! CHODZI MI O CIEBIE! CHCIAŁEM ZAMÓWIĆ SOBIE CURRY, ALE RESTAURACJA DO KTÓREJ ZAZWYCZAJ CHODZĘ, BYŁA CAŁA W PŁOMIENIACH! TO TWOJA SPRAWKA?!

Głośniki mecha-kraba zabrzęczały i wydały potem krótki szum.

- Yyy... Halo? Halo-halo? Próba megafonu, czy mnie słyszysz bałwanie?
- Jeśli Ci odpowiadam to tak. I nie, nie jestem bałwanem. Jestem lisem ślepoku.
- No, eee... Przepraszam. Mój wzrok zaczyna mi siadać, a biorę zawsze okulary przeciwsłoneczne, zamiast tych zwykłych. Takie 2 w 1 są strasznie dro-
- ZAPYTAŁEM SIĘ CIEBIE CZEGOŚ!

- Ach. Zatem... Pozwól, że Ci to wyjaśnię. Jak widzisz, od paru ładnych godzin, cały kraj prowadzi ze mną wojnę, gdyż chciałbym siłą obalić obecny, demokratycznie wybrany rząd i na jego gruzach wybudować moje totalitarne Imperium gdzie to-
- Tak, wiem... Wszyscy wiedzą idioto, ostatnio nam to przypomniałeś trzy tygodnie temu!
- Ojej, tak? No to... Zadam Ci takie małe fikuśne pytanie: Czy szalony naukowiec z ilorazem inteligencji o wysokości 300 punktów IQ, który buduje roboty w kształcie jego samego, za pomocą jego WŁASNYCH funduszy, LEGALNIE pozyskanych części i BOGATEGO doświadczenia, które zostało także LEGALNIE uzyskane i chcący podbić cały świat, nie lubi wszystkiego, co słodkie, fajne i miłe? Otóż TAK! TO JA ZNISZCZYŁEM TEN KLUB SPORTOWY!
- To była restauracja, ciołku.
- Aha... W sumie racja. Zatem TO JA ZNISZCZYŁEM TĄ RESTAURACJĘ! I TERAZ KOŃCZY MI SIĘ CIERPLIWOŚĆ. GIŃ PLEBSIE!

Wściekły Ivo wyłączył megafon. Działo promieniowania elektromagnetycznego znajdującego się na kabinie mecha-kraba zaczęło cicho piszczeć. Jego układ pompujący i optyczny zaczął przybierać coraz bardziej czerwoną barwę, a samo piszczenie dochodziło coraz wyższych oktaw. Układy po krótkiej chwili zaczęły świecić jaskrawą, mięsistą czerwienią, która jarzyła się tak mocno, jak letnie słońce w południe. Piski i jęczenie lasera było coraz głośniejsze i intensywniejsze, aż do momentu, gdy całość konstrukcji ucichła i wypluła na zewnątrz wiązkę światła, która błyskawicznie pochłonęła i spaliła wszystko, co stało (lub leżało) na ziemi, wywołując także głośny huk. Cała ulica natychmiast wypełniła się ciemnym, ciężkim dymem pochodzącym z odłamków mniejszych kiosków i budynków, które tam się znajdowały.

Gdy pył opadł, Eggman i walczący z nim żołnierze ujrzeli wyżłobiony na asfalcie wielki krater, który był na tyle głęboki, że można byłoby wypełnić go wodą i mógłby wtedy skutecznie pełnić funkcję basenu średnich rozmiarów. Liska nigdzie już nie było.

Robotnik już miał ruszyć dalej w stronę Pałacu, lecz wtedy przed monitorem zauważył tego samego liska co wcześniej. On lewitował!

- Hej! Jajogłowy! Następnym razem... Weź naładuj ten głupi laser wcześniej. Takie urządzenia muszą się porządnie rozruszać, zanim będą mogły wykorzystać swój niszczycielski potencjał. Ciołku!

Nie miał żadnych przypaleń, zadrapań i ani jednego siniaka. Był w jednym kawałku, a na jego twarzy rozciągał się wielki, pogardliwy uśmiech i kołtuńskie spojrzenie. Eggman spojrzał dokładniej w stronę prowokatora - korzystał on ze swoich ogonów, niczym śmigła helikoptera, dzięki czemu mógł się unieść 30 metrów w górę, unikając eksplozji i śmierci poprzez spalenie żywcem. Doktor nigdy nie spodziewał się czegoś takiego w całej swojej karierze, a nawet i życiu. Mieszkańcy razem z żołnierzami także.

- CO?! - wrzasnął zszokowany Ivo - JAK TY TO UMIESZ ROBIĆ?!
- Hmm... Na pierwszym miejscu umieściłbym lata praktyki. Po śmierci mojego ukochanego opiekuna, trafiłem na bruk. Udało mi się wtedy szybko przystosować do miejskiej dżungli, wykorzystując własną słabość. A ty co potrafisz? Nawet porządnie miast niszczyć nie umiesz?

Ciśnienie Robotnika diametralnie podskoczyło. Miał już po prostu dość.

- POSŁUCHAJ MNIE TY BACHORZE. MOŻE I UMIESZ LATAĆ, ALE NIE ZMIENIA FAKTU, ŻE JA: DOKTOR IVO ROBOTNIK - JESTEM NAJWSPANIALSZYM, NAJPRZYSTOJNIEJSZYM, NAJBARDZIEJ ELEGANCKIM, NAJINTELIGENTNIEJSZYM I NAJLEPSZYM PRZYWÓDCĄ ZJEDNOCZONEJ FEDERACJI KTÓREGO ŚWIAT OCZE-

Gdy niesamowicie przejęty Eggman wymawiał swoje kultowe przemówienie, do kamerki zapukał ten sam lisek, z którego na chwilę spuścił oko.
- Co jest Doktorku? Kompleks mniejszości? Ojejku. I jeszcze się nawet nie przedstawiłem. Jestem Miles, ale znajomi nazywają mnie po prostu "Tailsem". Miło mi teraz robić tu z Pana istnego barana.

Wściekły Eggman natychmiast wystrzelił laser, bez żadnego ostrzeżenia.
Niestety chybił - lisek z gracją ominął promień, śmiejąc się naukowcowi prosto w twarz. Spróbował ponownie po raz drugi - znowu pudło. Strzelił trzeci raz, czwarty, piąty... I nic. Lis pozostawał nie do złamania. To denerwowało naszego antagonistę coraz mocniej.

Żeby odpocząć, Tails wylądował bezpiecznie na budynku agencji reklamowej, który zajmował tylko połowę wysokości mecha bojowego, którym sterował Doktor. Usiadł, wyciągnął gazetę i zaczął czytać.

- Och! Doktorku! A słyszałeś, że to już twoja 12 próba puczu w tym roku? Nie przestajesz mnie zaskakiwać.

Ivo wymierzył współrzędne i z całej siły wbił kilka nóg swojego mecha w stronę liska...
Znowu chybił. Lis odskoczył, a nogi kraba wbiły się w budynek tak głęboko, że zaklinowały się, uniemożliwiając ich wyciągnięcie. Ivo przeżywał nowy stopień szaleństwa, jakiego dotąd nigdy nie doświadczył w swoim życiu. Lis odwrócił się od całej sceny i spojrzał w dal. Wysilał swój wzrok, aż do momentu, gdy na jego pyszczku pojawiać się zaczął ciepły uśmiech, pełny nadziei.

- SONIC! TERAZ TY!

Dr. Robotnik i żołnierze spojrzeli ponownie w stronę liska. Przycupnął na budynku, jakby miał zamiar na kogoś czekać. Parę chwil, w oddali wszyscy widzieli niebieską sylwetkę, która karkołomnie przeskakiwała nad płonącymi budynkami, niczym światowej sławy traceur (dla nieobeznanych - osoba zajmująca się parkourem). Pędziła z niewiarygodną prędkością i wykonywała długie susy, aż do momentu, gdy skoczyła na szklaną ścianę wieżowca i zaczęła biec po niej prostopadle. Biec po boku wieżowca - "szaleństwo!" pomyślicie. Ale w tym szaleństwie była metoda. Postać która tego dokonała była po prostu szybka. Ale to nie był poziom jakiś maratończyków; ten "ktoś" był tak szybki, że łatwo można było mu przypisać łatkę "najszybszego stworzenia na świecie", rozwijającą ponaddźwiękowe prędkości. Takich cudów nawet mityczny klan kolczatek z Wyspy Aniołów nigdy nie wymyślił!

Sylwetka zeskoczyła i wylądowała idealnie obok Tailsa. Można było już ustalić cóż to była za pospieszna persona. A był to jeż; niebieski, niewiele wyższy od lisa i (jak wcześniej opisałem) z niesamowitym zapałem do biegania. Jego kolce wyrastające w kierunku tułowia były tak długie, że optycznie skracały szalonego pędziwiatra, ale gdy nikogo nie było w jego otoczeniu. A skoro był Tails, to można byłoby ocenić, że są one głównie dla celów wyrównania przepływu powietrza, tak jak reszta jego ciała, które wyglądało na bardzo areodynamiczne. Miał charakterystyczne, czerwone buty z złotą klamrą, których podeszwa była dużo grubsza niż u niejednej pary sportowego obuwia, a oprócz tego miał brzoskwiniową skórę, zadziorne zielone oczy i śnieżno-białe rękawiczki, które kurczliwie trzymały się jego dłoni, pozwalając mu na lepszy chwyt podczas osiągania niebotycznych prędkości.

Jeż odepchnął delikatnie przyjaciela i błyskawicznie ruszył z miejsca, prosto na zaklinowane nogi robota, którym w środku sterował Ivo. Szaleniec czując, że Sonic może być gorszy od jego dwu-kitowego przyjaciela, natychmiast wystrzelił laser w jego stronę. Ale było już (znowu?) za późno - jeż tak szybko wspiął się na kadłub, tak jak wbiegł na nogi. Gdy laser doszedł na miejsce, brutalnie odciął nogi od metalowego cielska kraba, w końcu go uwalniając z budynku, ale czyniąc go za to bardziej niestabilnym. W końcu jak 6 nóg może utrzymać pięciotonowego kolosa?

Eggman wiedział, że walka z jeżem to nie przelewki. Włączył hydraulikę lasera, przez co działo wysunęło się z kabiny i ukazało się jeżowi tuż nad kadłubem, gdzie to znajdował się sam doktor. Ivo już miał zamiar strzelać, lecz jeż natychmiast złapał się lasera, zrzucił się razem z nim na ziemię i oderwał go, dając się potem złapać Milesowi, który razem z nim odleciał na budynek z odciętymi nogami. Największe zagrożenie ze strony szalonego naukowca zostało unieszkodliwione.

Dr. Robotnik był załamany. Nie mógł uwierzyć, że dwójka kolorowych zwierzaczków miała mu okazję przeszkodzić w drodze do władzy. Z tego powodu doktor postanowił skorzystać z karkołomnego planu B, który ocierał się o japońskie Kamikadze.

Całe cielsko kraba natychmiast rzuciło się na budynek, prosto na dwójkę przyjaciół, bez względu na to, czy konstrukcja mieściła się na budynku, czy też nie. Czy się zawali? Doktor miał nadzieję, że tak się właśnie stanie: Sonic i Tails nie zdążyli zeskoczyć z budynku, pozwalając zatopić się w kilkutonowej konstrukcji, która wpadła z hukiem na czubek agencji, uszkadzając jej elewację. Poza tym nic się większego nie stało.

Mieszkańcy byli w szoku - tak waleczni mobianie zginęli tak szybko? Nikt nie mógł w to uwierzyć Gdy mecha-krab już całkowicie zatopił się w budynku i przebił się przez swoje odcięte wcześniej nogi, z głośników znowu zabrzmiał jęk.

- Halo-halo? Drodzy towarzysze! Po ostatnich klęskach, postanowiłem w końcu wziąć się za plan awaryjny i postanowiłem dodać do mojego ukochanego kraba jeszcze jedną funkcję. Otóż za 1 minutę wybuchnie ładunek wybuchowy równowartości pięciu milionów paczek C4, niszcząc w ten sposób pół miasta, kiedy to ja spokojnie odlecę stąd za pomocą mojego zaufanego Eggmobila, który znajduje się w środku. Teraz właśnie aktywuję całą procedurę i zakończę wasz nędzny żywot. Tak jak tej dwójki, z którą walczyłem. Narka fraje-

*SKRRRRA-BANG!*

Przez kadłub robota przeleciała dziwna, niebiesko-żółta kulka, przerywając przemówienie szalonego naukowca i przeszywając całą konstrukcję niczym pocisk z karabinu snajperskiego, łamiąc ją w pół. Reszta robota rozpadała się w zaskakująco krótkim czasie, a sama sekwencja została przerwana, przy okazji awaryjnie wyrzucając niedziałający Eggmobil na zewnątrz, rozbijając go o ulicę.

Tuż obok wraku, z którego wydostał się Eggman, spokojnie wylądował duet Sonic-Tails, cały, zdrowy i bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Można było by się założyć, że gdy krab upadł na agencję, obaj szybko skryli się w budynku, wchodząc przez dziurę, którą wcześniej wydrążyły zaklinowane nogi robota. Ivo ogarnął się, pozbierał i odwrócił, widząc ku swojemu przerażeniu wściekłe twarze żołnierzy, mieszkańców miasta, samego Prezydenta, który przybył na miejsce całej akcji, a także samego Sonica i Tailsa, którzy stali od niego niecały metr. Tuż nad jego głową przeleciał przypieczony Super-Hiper-Ultra-Mega-Fikuśny Rubin Zagłady Z-Innego-Wymiaru-I-Nie-Daj-Boże-Innego-Uniwersum i rozbił się na malutkie kawałeczki, które wyparowały z powierzchni Mobiusa.

Wiedział, że z tej sytuacji już nie ucieknie.

- Eee... To się naprawi! Może... To trochę potrwa, ale... Yyy... Czemu się tak na mnie patrzycie?

Zakłopotanie szaleńca rosło w zwariowanym tempie, szczególnie gdy w jego kierunku zaczęli zmierzać najlepsi żołnierze jakich do dyspozycji obecnie miało GUN. Prowadził ich czarny jeż z napędzanymi nuklearnie obuwiem i czerwonymi wykończeniami kolców - Shadow. Nie wiadomo skąd pochodził, lecz każdy wiedział, że był najbardziej zaufanym przez GUN członkiem ich organizacji, a także postrachem błaznów, którzy mieli ochotę zakłócić porządek publiczny. Zazwyczaj na służbie nigdy nie okazywał żadnych emocji, ale tym razem na jego twarzy wymalowana była agresja, jak by był jakimś seryjnym mordercą z horrorów lat 80-tych. Widać, że to był zdesperowany czło- tfu, jeż.

- Osz ty w mordę jeża.

Eggman na jego widok wyprostował się, wyciągnął z kieszeni swojej sportowej marynarki malutką białą flagę i zaczął trzymać ją tak kurczliwie oraz wysoko, jak tylko się da.

- WATASHI WA AKIRAMERU! - wykrzyczał, i upadł na swoje plecy. To był już koniec.

Niepokojąco podobny do Sonica jeż podniósł dużo wyższego od niego doktora i zakuł go w kajdanki tak szybko, jak Niebieska Błyskawica wcześniej skakała po budynkach:
- Doktorze Ivo Robotnik. Jestem agent specjalny Shadow i aresztuję Pana za terroryzm i naruszenie narodowego prawa w niemal każdy możliwy sposób.
- Ale ja nikogo nie zgwałciłem!

- Milcz jak do Ciebie mówię. - wysyczał, po czym wyciągnął swój zaufany, prosty pistolet plazmowy i przystawił go do brzucha (czyt. gigantycznego magazynu tłuszczu) przerażonego Doktora.

Eggman szybko ucichł i został odprowadzony przez pozostałych żołnierzy do najbliższego czołgu, który odjechał tak szybko, jak odpowiednio podrasowany Mały Fiat, któremu założono silnik pewnego włoskiego, sportowego pojazdu. Pozostali żołnierze i mieszkańcy otoczyli dwójkę przyjaciół, bombardując ich gromkimi brawami i gwizdami. Przez tłum przedzierał się Shadow, który ostatecznie podszedł do Sonica i Tailsa. Z każdym postawionym przez niego krokiem, na jego twarzy zaczął malować się nieśmiały uśmiech niedowierzania, o którym jego współpracownicy zapomnieli dawno temu.

- Mieliśmy tego grubasa na celowniku od samego początku jego działalności. Do tej pory straciliśmy kilkadziesiąt żołdaków i mnóstwo sprzętu, ale wam udało się go uchwycić, obezwładnić i unieszkodliwić w najpiękniejszy sposób, jaki mogłem sobie wyobra-

- Podlizujesz się nam? - przerwał mu Sonic. - To był tylko zwykły samosąd. Mieliśmy go dość, więc Tails zaprojektował dla mnie Power Sneakers, dzięki którym mogę rozwijać takie psychotyczne prędkości, od których się uzależniłem. Chcesz coś jeszcze od siebie dodać? Jeśli co to nie dziękuj, za pięć minut zlecą się fotoreporterzy i..
- Zatrudniam was! - przytaknął Agent - Zatrudniam! Nie ma bata! Jesteście niesamowici! Miles i... Jak masz na imię, drogi młodzieńcze?
- Jestem Maurice. Ale nazywaj mnie Sonic, bo to imię brzmi bardziej hardkorowo.
- Racja: Sonic i Tails... Witajcie w GUN! Czekałem na takich uzdolnionych młodziaków bardzo długo. Dowódca będzie wniebowzięty!

Po raz pierwszy szczęśliwy od dłuższego czasu Shadow ochłonął, rozejrzał się i wykrzyczał na całą ulicę:
- Cholera, to było po prostu zaje-


Spoiler:


Ostatnio zmieniony 21 maja 2018, 9:31 przez ChaoLaChao, łącznie zmieniany 1 raz

Offline
 Tytuł: Re: Izolacja
Post: 13 maja 2018, 22:50 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
O nie! Tails ma charakter z Lost World! A Sonic jest takim dupkiem jak w Fleetway! Dlaczego? :płacze:



A ta poza tym to bardzo fajnie. Trochę memicznie, ale tego się można było spodziewać :P Nie przeszkadza to w żaden sposób w fajnym opisywaniu akcji. Tylko te charaktery Sonica i Tailsa mi nie do końca pasują... ale to już kwestia gustu :P


A no i mam nadzieje, że sąd zlituje się nad Eggmanem i da mu nie karę śmierci a dożywocie. Doktorek będzie móc wtedy uciec przy pomocy swoich LEGALNIE zarobionych zasobów i spróbować przeprowadzić pucz ponownie! :D

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Szukaj:
 [ Posty: 2 ] 

cron



Najlepsza firma na świecieSonic forumNiebo dla niebieskichNajlepsza encyklopedia o Sonicu w Polsce
więcej linków
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Blueblur is a fansite that is not in any way officially affiliated with SEGA. Sonic the Hedgehog and other associated characters are owned and copyright © SEGA Corporation. Published material and comments represent the thoughts of their authors.
</body> </html>