Strona głównaKontaktZarejestruj sięZaloguj się

  • Witamy na BlueBlur.pl - największym polskim forum dedykowanemu serii gier wideo o ponaddźwiękowym jeżu Soniku, maskotce japońskiej firmy SEGA. "Gotta Go Fast!"
  • Czy wiesz, że oryginalny "Sonic the Hedgehog" z 1991 roku, miał posiadać kultowy "Sound Test" znany z późniejszych odsłon? Niestety, został on wycięty z powodu szybko zbliżającej się oficjalnej premiery gry i związanego z tym pośpiechu. Doprowadziło to do powstania dużej, niewykorzystanej przestrzeni w plikach gry, co zostało wykorzystane na umieszczenie intra z (dziś kultowym) syntezowanym "Seegaaaa!". Ta krótka sekwencja zajmowała 1/8 całego kartridża i była większa niż niektóre poziomy!
  • Najnowsza gra z niebieskim jeżem: Sonic Forces, jest już dostępna w sprzedaży. Klimatycznie gra przypomina wczesne next-genowe inkarnacje naszego podopiecznego, co jednych przyciągnie do tej produkcji, a innych zniechęci. Warto także wspomnieć o tym, że to pierwsza gra z serii, która w Polsce doczekała się oficjalnej lokalizacji za którą odpowiedzialna jest Cenega - dystrybutor poprzednich gier naszych kochanych "Niebieskich".
  • Sonic Mania (czyli nowa gra utrzymana w klimatach retro) trzyma na serwisie Metacritic porażającą średnią recenzji 86/100! Gratulujemy wszystkim programistom, wliczając w to utalentowanego australijskiego romhackera Christiana Whiteheada i niezależnego kompozytora Tee Lopesa! "Hail to the King, Baby...!"
  • Nowa animacja tworzona obecnie przez domorosłego rysownika Aarona Cowderego - "Sonic: The Wrath of Nazo" - będzie miała swoją premierę dopiero pod koniec 2019 roku. Trochę długo, ale cierpliwie będziemy czekać, szczególnie gdy to jest sequel do legendarnej flashowej animacji tego samego autora - "Sonic: Nazo Unleashed".
  • "Dokąd nocą tupta jeż? Możesz wiedzieć, jeśli chcesz!" Zapraszamy do aktywności w działach "Porozmawiajmy" oraz "Dyskusje", gdzie każdy to może wtrącić swoje symboliczne "dwa grosze" do rozmów na różnorakie sprawy związane z zawadiackim jeżem Sonikiem, jego sporą ekipą, inteligencją czcigodnego(?) Doktora Ivo "Eggman'a" Robotnika i innymi oryginalnymi tematami, które jednych zaskoczą, a innych zostawią bez większych zastrzeżeń...
  • Premiera gry Sonic Incursion jak dotychczas tworzonej przez tylko jednego fana odbędzie się najprawdopodobniej w 2017 roku. Gra zapowiada się naprawdę świetnie.
  • Zapraszam do udziału w zabawie organizowanej przez użytkowniczkę naszego forum Suisho Kasumi w dziale "Porozmawiajmy" i wątku "Zagadki - tapety z Sonic Channel". Zachęcam do udziału.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14




 [ Posty: 8 ] 
Szukaj:
Autor Wiadomość
Offline
 Tytuł: Bestia z Station Square
Post: 06 sty 2017, 14:49 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Uwaga: Proszę nie traktować tego FF na poważnie. Dziękuję za uwagę

Rozdział I


To był kolejny typowy dzień w Station Square...
W centrum jak zwykle było tłoczno, na ulicach tworzyły się znienawidzone przez turystów spoza kraju korki, a w parkach ptaki spokojnie śpiewały nie obawiając się o swojej przyszłości.
[Do dziś nie rozumiem, dlaczego ludzie nazywają odgłosy ptaków podczas okresu godowego śpiewem... ( ͡° ͜ʖ ͡°) ]


__________________________________________________________________________________


Kilka kilometrów dalej, na przedmieściach mieścił się dom Sonic'a - jednego z najważniejszych bohaterów narodowych które swoje czasy świetności dawno miał za sobą. Odkąd psychotyczny Doktor Ivo Robotnik stara się znaleźć wreszcie jakiś logiczny plan zamachu stanu, wszystkie trzy miasta sypiają spokojnie...

...

- [wstaw śpiącego Sonic'a]
- "Puk! Puk! Puk!"
- [wstaw nadal śpiącego Sonic'a]
- "Drrrrryń!"
- [wstaw niewyspanego zirytowanego jeża]
- "..."

...

- "DRRRRRYŃ!"
- "!!!"

Zmęczony niekończącym się maratonem puknięć i zadzwonień, Sonic postanowił ruszyć swoje cztery litery z łóżka i podszedł do drzwi...
[podszedł - czyt. wdg. Sonic'a: umyć się, ubrać buty, pościelić i posprzątać w domu dla gościa w niecałe 16 sekund :Super szczęśliwy: ]

- "Może to pewnie kolejny psycho-fan z chęcią podpisania autografu? Wiedziałem że Tails dał mi zły pomysł żeby udostępnić adres mieszkania na Fejsie..." - pomyślał niebieski jeżyk i otworzył drzwi.

Tymczasem zamiast spodziewanego psycho-fana [Najgorsi to Ci, którzy robią SonAmy na Deviancie. Administracja podobno nie nadąża za banowaniem tych gorszych wersji] "Niebieska Strzała" ujrzała jakiegoś mobianina.

Wyglądał na młodego. Gdzieś 14, góra 15 lat. Był zielony, ale patrząc na to że to był Ryś Rudy [cholera, po angielsku "Bobcat" brzmi lepiej...] można go było zaznaczyć do postaci oryginalnych.
Reszta ubioru była gdzieś na tym forum więc lepiej będzie jeśli nie będę owijać w bawełnę...

- "Dzień Dobry. Czy to mieszkanie szanownego p. Maurycego Olgiwiusza?" - powiedział nieznajomy.
- "Tak. Tylko mów na mnie "Sonic" lub coś innego. Jestem wyczulony na to imię."
- "To dobrze. Nazywam się Roger i jestem z sąsiedniego miasta. Miło mi pana poznać!"
- "Koleś, ja mam tylko 16 lat... A tak po krótko - co Cię tutaj sprowadza?"
- "No... Pan narrator (tak się zwie, przysięgam!) powiedział żebym zagościł u Ciebie na 1 tydzień."


Ta odpowiedź zaskoczyła niebieskiego jeża.
BARDZO.

Oprócz towarzystwa swoich przyjaciół (w tym Tails'a) zazwyczaj Sonic niezbyt pozytywnie był nastawiony na osoby nieznajome lub świeżo poznane. Bynajmniej tym razem intuicja powiedziała mu że ten typek nie powinien być groźny. Szczególnie gdy on sam kojarzył skądś "Pana Narratora"...

- "No dobrze. Możesz się tutaj rozgościć. W moim domu (chociaż mieszkam z Tails'em) jest jeden pusty pokój. Kiedyś Ogoniasty miał zachciankę zrobić swój pokój do eksperymentów, ale nie użył bo ma już jeden taki pod zie... Ech... Lepiej to pomińmy okej?"
- "Dobrze. Tylko gdzie jest Tails? Słyszałem o nim wiele. Szczególnie gdy rozbroił tą rakietę 19 lat temu..."
- "Oj tam. Jest w Akademii Narodowej. Po tym jak go zatrudnili, to od razu ona podskoczyła w rankingach. Powinien tu wrócić po 22:00."

Słysząc to Roger postanowił pójść i odpakować rzeczy w "swoim" pokoju. Jednak plecaczek który miał nie był normalny...
TO BYŁ MIĘDZY-WYMIAROWY NIESKOŃCZONY WÓR NANO-TECHNOLOGICZNY!!!!111111111111111111111111111

Tak więc żeby przypadkiem nie wysypać wszystkich swoich dorodnych okazów... technologii, postanowił dawać delikatnie ważniejsze przedmioty. W kilka minut pusty biały pokój zamienił się w mini-pałac dla nerda jak on...

W ten sposób mogliście się dowiedzieć drodzy czytelnicy, jak postacie poboczne zameldowywują się w domach postaci głównej w fanfikach podobnych do tego, który teraz czytacie...


Ostatnio zmieniony 05 maja 2017, 17:09 przez ChaoLaChao, łącznie zmieniany 18 razy

Offline
 Tytuł: Re: Bestia z Station Square - cz. I
Post: 06 sty 2017, 15:17 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Ciekafe, nie pofiem xD

Te! Ty kradzieju! Czo to za przerwy?!?! "~*~" jest zaklepane przeze mnie! TEN ZNACZEK MA ZASTRZEŻENIA NA PRAWA AUTORSKIE XD

_________________
Obrazek


Offline
 Tytuł: Re: Bestia z Station Square - cz. I
Post: 06 sty 2017, 15:21 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Luki the Hedgehog pisze:
Ciekafe, nie pofiem xD

Te! Ty kradzieju! Czo to za przerwy?!?! "~*~" jest zaklepane przeze mnie! TEN ZNACZEK MA ZASTRZEŻENIA NA PRAWA AUTORSKIE XD

No dobra.
Szybka cenzura! Hop hop

_________________
    
"Wszędzie tyle piasku! Green Hill powinno zostać Sand Hill." ~ Cenega Polska


Online
 Tytuł: Re: Bestia z Station Square - cz. I
Post: 06 sty 2017, 17:10 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Dość ciekawy pomysł na fanfic. Na pewno będę czytał.

Cytuj:
Dzień Dobry. Czy to mieszkanie szanownego p. Maurycego Ogliwiusza?


Ogliwiusza?


Offline
 Tytuł: Re: Bestia z Station Square - cz. I
Post: 06 sty 2017, 17:24 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Cytuj:
Dzień Dobry. Czy to mieszkanie szanownego p. Maurycego Ogliwiusza?

Ogliwiusza?


W komiksach przed falą Genesis pełnym imieniem Sonika było "Maurice Olgivile"

_________________
    
"Wszędzie tyle piasku! Green Hill powinno zostać Sand Hill." ~ Cenega Polska


Online
 Tytuł: Re: Bestia z Station Square - cz. I
Post: 06 sty 2017, 17:39 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Cytuj:
W komiksach przed falą Genesis pełnym imieniem Sonika było "Maurice Olgivile"


Hm, coś mi się tak kojarzyło. Ciekawe nawiązanie. Będzie takich więcej?

Mimo wszystko, w twojej odpowiedzi na moje pytanie jest błąd. Wersja "Olgivile Maurice Hedgehog" (to Olgivile podobno miało być pierwszym imieniem Sonica, a Maurice było drugim) została podana przez... Pendersa. Nie jest kanoniczna. Ian Flynn potwierdził, że Olgivile nie jest prawdziwym imieniem Sonica i długo nie wiedziano, jak się naprawdę nazywa. Jak się potem okazało, Sonic w jakimś tam międzyczasie został przemianowany na "Sonic" i aż do końca starego kontinuum nazywał się "Sonic Maurice Hedgehog".

To nie jest żadne tam szukanie dziury w całym. To tylko pytanie z ciekawości, bo nie spodziewałem się tu nawiązań do komiksów i ciekawostek z nimi związanymi.


Offline
 Tytuł: Re: Bestia z Station Square - cz. I
Post: 06 sty 2017, 17:48 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Eee ten FF jest... specyficzny... ciekawy... W każdym razie jest fajny :D

Łamanie czwartej ściany. :ok:

Sonic ma cały czas 16 lat. :ok:


Cytuj:
Odkąd psychotyczny Doktor Ivo Robotnik stara się znaleźć wreszcie jakiś logiczny plan zamachu stanu, wszystkie trzy miasta sypiają spokojnie...


Wait, what? Czyli teraz kiedy Eggman ma jakieś dobre plany to ludzie się nie martwią? ( z reszta ktoś się wcześniej martwił?) To co on na prezydenta startuje?

Obrazek

To w sumie by wiele wyjaśniało...

Hmm... Pan Narrator... Gdzieś już to słyszałem w odmętach internetu, ale... nie nie możliwe, że ktoś inny to zna!

W każdym razie jest fajnie. Czekam na więcej :D

_________________
Obrazek

Imperium Eggmana walczy w służbie dobra więc poddajcie się lub kara was spotka!


Offline
 Tytuł: Re: Bestia z Station Square
Post: 05 maja 2017, 17:13 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Rozdział II


Tak więc... W mieście minęła 22:00.

Miles po 10 już z rzędu dniu spędzonym na nauczaniu w akademii powoli wracał do domu.
Był zmęczony dzisiejszym dniem i uznał że nauczanie tam było błędem.
Przez duże "B".
Nawet jeśli oferowane były niezłe stawki...

- "Ach ta dzisiejsza młodzież... Już się boję co się ze mną stanie gdy dorosnę?" - mówił sam do siebie 12-letni lisek.

Przed oczami przewijały się obrazy kpin przez jego utalentowanych uczniów, wieloletnich nauczycieli, oraz reszty personelu która nie mogła uwierzyć że taki mały kurdupel może być zdolny do nauczania w jednej z największych akademii w kraju.

- "Czy na pewno jestem w ogóle komuś potrzebny?"

Nagle dresy.
Znów te dresy.
Dresy.
Dresy. Z Cypisem włączonym przez głośniki na fulla. Z całym sześciopakiem piwa "Mocny Full 99.9999999% alkoholowy".
Miles ich po prostu nienawidził.
Owszem, był spokojnym, słodkim chłopczykiem do przytulania, ale i tak ich nienawidził.
Szczególnie gdy przeżywają taką wysoko-oktanową libację.

No serio.

Aż serce się kroi na myśl co się z nimi stanie w przyszłości...

- "Masz jakiś problem?!" - wykrzyknął nagle najwyższy dres który stanął za plecami zaniepokojonego "futrzaka-noblisty" (aaaaaa aluzja do fanbejsu furry aaaaa)
- "Nie, nic mnie tu nie sprowadzaaaaa.. Hej! Chyba jest już po ósmej czyż nie? Mamy ciszę nocną!"
- "No i kogo to obchodzi?! Libacja musi trwać!"
- "A jeśli się upijecie na całego, to kto ma po was sprzątać? Policja?!"
- "No te psy chyba po to służą co nie?!
- "Czekaj... Obrażanie funkcjonariuszy, nękanie nieletnich i zakłócanie ciszy nocnej? Okej. Dzwonimy na policję..."

...

- "KONFIIIIIDEEEEEEEEEEEEEEENT!!!!!!!!!!!!!!!"

Wtedy żarty się skończyły. Jak Giena, najsilniejszy z ekipy, ale taki niziołek wyrwał ten kosz i przyfasolił Tailsowi nim w twarz to aż ptaki co jeszcze spały na drzewach się przewróciły.
Chcąc się pozbierać z podłogi ziomki szybko zrobili kilka chwytów zapaśniczych nauczonych od Popusia Krula™ a na końcu szybko rzucili nim jak Dżą Cina do śmietniska...

Wtedy Tails stracił przytomność, a ekipa szybko wznowiła libację.


__________________________________________________________________________________________


Tymczasem w Centrum Dowodzenia G.U.N intensywny monitoring prowadzony od kilku dni trwał nadal. Ostatnio głośno było o jakimś nowym gatunku ufoków czy coś. Bynajmniej - ściśle tajne.
Jeden z pracowników ochrony dostrzegł coś dziwnego...

- "Panie Dowódzco?"
- "Proszę."
- "Zauważyłem coś dziwnego na Ulicy Im. Segaty Sanshiro."
- "Coś związanego z tymi Sliavu o których niby masz ten ból... Głowy."
- "Znalazłeś okaz?"
- "Coś lepszego! Jeden z nich wybrał swojego nosiciela!!!"
- "..."
- "Dostanę awans?"
- "Nie. Teraz dzwoń po ludzi z rządu... Mam plan..."



______________________________________________________________________


- "Ludzie, ile jeszcze on będzie wracać?! Czekam już prawie 2 godziny! Już nawet nie mam z kim grać w CoDa!" - powiedział już zmęczony Sonic.
- "Nie wiem... Może poszukamy go?" - odpowiedział równie zmęczony Roger który po cichu zrobił wcześniej mały tour po prywatnym ogrodzie Chao jeża, bo tak.
- "Co ty?! Wiesz że sam umie wrócić! Zresztą i tak kiedyś czekałem na niego 5 godzin. Okazało się że zrobił to specjalnie... Szczwana kanalia..."
- "Jeszcze nie minął tydzień, a już widzę że go niezbyt lubisz... Czyżby zazdrościsz mu fejmu na akademii i pobicia kilku rekordów? Owszem, ty tylko dorobiłeś się muzeum ale..."
- "NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE. PRZESTAŃ." - odpowiedział zdenerwowany jeż, który po tym zdaniu szybko wrócił do łóżka...

-- 05 maja 2017, 17:10 --

Rozdział III


Symbiont obudził się w kontenerze.
Widział wszystko. Śmieci, śmieci, wincyj śmieci...
Smród był niewyobrażalny.
Czuł także nieopodal grupę ludzi i głośną muzykę która przyprawiała go o raka.

- "Wygląda na to że jednak trafiłem na tą planetę szybciej niż reszta!" - pomyślał XXX69 który poczuł że znajdował się w ciele jakiegoś osobnika...

Wyglądał na lisa.
Takiego trochę dziwnego ale dobra:

Pokaźna sylwetka.
Rozciągliwe ramiona? Skądś to znam...

Szorstkie szaro-pomarańczowe futro.
Nogi perfekcyjnie zbudowane pod każdy teren.
Z ciemno-brązowym wykończeniem w postaci stóp i dłoni.

Ostre jak sarkazm Gargamela szpony i kły
Spiczaste uszy i rewelacyjne oczy.
Węch dzięki któremu mógł wyczuć każdego w promieniu 5 kilometrów.

I co najważniejsze...

TE SEKSOWNE OGONY!!! :3

- "Szlag, biedaczyna zmutowała. Już się boję jak będzie cierpieć nad ranem..." - powiedział sam do siebie, po czym otworzył drzwiczki i upadł na beton szybciej (i na szczęście niżej) od słynnego0 Magika.

Widział wszystko. Był w pokaźnym metropolis. A dokładniej w parku. Wokół piętrzyły się drzewa i drapacze chmur. Na środku znajdowała się grupa dresów która odbywała libację życia.

- "Okej... Może się spytam tych gości o więcej? Mam nadzieję że będą to pozytywne kontakty" - pomyślał Sliavu Numer XXX69 po czym podszedł do wspomnianych meneli.
Wyglądali na mocno pijanych. Cała ich "impreza" wymykała się spod kontroli...

- "Dana dana dana."
- "Eeee Gienia zobacz!"
- "Czo?1"
- "Ten perdolony liseg pszypakowau"
- "Hurk czooooo1111 Marek ty kuwa hyba śie nahlałeś hurk [czkawka]"


W tym momencie jeden z bandy - Seba, postanowił podejść do naszego bohatera:

- "Ekchem. Gościu, eeeeee masz problem?! Już raz Cię dobiliśmy... JEszcze raz?!?!"

Wtedy Sliavu zrozumiał że nosiciel jeszcze przed chwilą został przez nich pobity i wrzucony do "kubła na śmieci" (jak lokalni nazywają) gdzie się znajdował w formie śluzu.

- "..."
- "Hej, Gienio! Chyba lisek się cyka!"
- "Ja nic od was nie chcę... Po prostu powiedzcie mi co się po prostu odwaliło, okej?!"
- "Fikasz fikasz FIKASZ?!?!!?Pierdzisz i znikasz!111"


Wtedy gdy Seba chciał uderzyć naszego bohatera, ten szybko zrobił unik i dowalił mu tak mocno że sam wylądował w kubłu.

- "Ej! Osobnik nawet wygląda na dobrze przystosowanego do walki..." - pomyślał obserwując szarżujących dresiuli.

Gdy Gienio chciał zaatakować, szybko został dobity...
Gdy Marek też chciał zaatakować, równie szybko został dobity...

[pół godzinki później]

W czasie gdy cała gromada wiła się w pół-zamkniętym kuble na śmieci, XXX69 dostrzegł... Czekaj, czy to nie przypadkiem... Żołnierz G.U.N?! Szlag, jeśli go zranię chociaż trochę, to razem z innymi mnie zabiją. Jak dostanę się w ich ręcę też mnie zabiją! Ale zresztą jestem tutaj by ich ostrzec przed nimi... Szlag, szlag, SZLAG!
...
Ale czekaj!
Podczas transformacji umysł nosiciela chwilowo zlewa się z symbiontem...
To w tym wypadku...
Skąd on to...
Aha! Trafiony!

Po tej szybkiej rezolucji, XXX69 szybko znikł z miejsca zdarzenia, zanim żołnierz otworzył kontener, kierując się przy okazji do domu wspomnianego Sonic'a.

Reszta to już wiadomo. Szybkie ciche włamanie, hops na kanapę na niepoznakę i śpimy...
Teraz czekamy na ranek... Ciekawe co będzie dalej?


______________________________________________________________


Rano, po zadzwonieniu budzika, Sonic z trudem wywlókł się z łóżka.

- "Eeeech... Tak późno?! No nawet pospać jeszcze chwilkę nie można..."
- powiedział i szedł na dół. Wtedy zobaczył tam Tailsa śpiącego na sofie. Cały i zdrowy, tylko nieco brudny, potłuczony, bez butów i rękawiczek...

- "Halo? Tails, ziomku obudź się! Czego Cię tak długo nie było?!"
- "S-s-sonic... Sonic... SONIC?! Gdzie j-ja jestem?! Czekaj. Łączę wątki..."
- "To ty nie pamiętasz co wczoraj się stało gdy wracałeś?"
- "No... Wracałem jak zwykle, nagle pojawiły się dresy, i BAM! Dobili mnie, a teraz tutaj się budzę i..."
- "Ogoniasty! Co ty?! Nie mów bzdur! Przecież na tym osiedlu nie ma, nie było i nie będzie żadnych dre..."
- "Chłopaki!"
- krzyknął Roger który już się obudził parę godzin wcześniej - "W wiadomościach mówią że wczoraj ktoś w nocy dobił grupę dresów na osiedlu gdzie wracał Tails! Trochę złamań, wszyscy byli w kontenerze na śmieci. Jakiś gość z G.U.N ich znalazł..."

...

Sonic i Tails oniemieli. Pierwszy wtedy spał, a drugi nic nie pamiętał... Czyżby był w mieście jakiś nowy zawodnik?


______________________________________________________________



Tymczasem w Centrum Dowodzenia G.U.N znów wrzawa.

Po nocnym incydencie władze pierwszy raz namierzyły pełnoprawny okaz Slivau... Przy okazji monitoring i zeznania świadków dały jednoznaczny obraz sytuacji - okaz ten był łudząco podobny do mobiańskiego lisa...

Między personelem przechadzał się niewyspany Dowódca który dawał gorączkowo kolejne instrukcje kolejnym pracownikom:

- Jedni mieli mieć przedłużoną zmianę monitoringu z 12h na 24h;
- drudzy mieli znaleźć dane wszystkich mobiańskich lisów w okolicy i je przeanalizować (wbrew pozorom - ze względu na to że to co teraz czytacie to fan-fiction, w miastach znajdowało się MNÓSTWO oryginalnych mobiańskich lisów...);
- a w końcu, wysłano wiadomość do wszystkich żołnierzy w kraju. Jaką?

Wiadomo: DZIENNIE ZWIĘKSZAĆ LICZEBNOŚĆ ODDZIAŁÓW NA PATROLACH DOPÓKI OBCY SIĘ NIE ODNAJDZIE...

-- 05 maja 2017, 17:11 --

Rozdział IV

Doktor Ivo Robotnik a.k.a "Jajko-człowiek" nadal rozmyślał jak dokonać zamachu stanu.
W ciągu minionych 25 lat próbował wszystkiego.
A to przepołowił ziemię, a to zrobił międzygalaktyczny park rozrywki, a to zbudował kilka stacji kosmicznych i reaktywował jedną należącą do G.U.N, ale i tak to nic nie dało
[wdech...] GDYBY NIE TEN NIEBIESKI JEŻ I JEGO PRZYJACIELE!!!1111 [wydech...]

Ciągle myślał. Szukał jakiegoś słabego punktu mieszkańców Zjednoczonej Federacji...
...
Jednak... Coś... Coś może...
...
A nieeeeee, za tanio i zbyt nudno.

To musi coś być oryginalnego...
Coś, co powali całe wojsko na kolana... Coś co...

- "Lordzie Robotnik! Nasze satelity przechwyciły nowe sygnały z placówki badawczej i centrum dowodzenia G.U.N!" - powiedział oddany giermek i bratanek "Eggman'a" - Snively. (Cubot i Orbot byli zbyt ciamajdowaci, a Decoe i Bocoe... Sami wiecie.)
- "Dobra! Mów co macie! Może się mi przyda w knowaniach..." - powiedział Robotnik, z nadzieją jakiegoś olśnienia...
- "Szukają jakiegoś ufoka... Nie wiem. To nie jest żaden Black Arms, tylko jakiś nowy. Symbionto-podobny. Wiem, że jest w ciele jakiegoś lisa i że uaktywnia się w godzinach późno-nocnych, ale..."
...

- "Mów mi więcej!" - powiedział Eggman który najwyraźniej wyobrażał już swój plan opus magnum. (wywnioskowałem to, bo zawsze gdy Eggy wdaje się w jakieś interesujące rozmowy, to aż mu wąsy się trzę... Czekaj jego wąsy są sztuczne...)

Kilka chwil później, "robo-pachołki" z samym Eggmanem na czele zmieniły częstotliwość WSZYSTKICH lokalizatorów w taki sposób, by odbierały sygnały z G.U.N (ciołki nie zmieniły kodowania od 50 lat xddddd)


[Pięć godzin później]


Wszyscy byli w hali imprezowej bazy Robotnika: rodzina, roboty, wspólnicy, dziennikarze undergroundowego magazynu "Top Zuy", zaproszeni VIP Złoczyńcy... I wtedy - BAM! Wybiła 18:00!

- "Czas na EGGłoszenia Parafialne!" - Wybrzmiał głos z głośnika.

Na scenę wkroczył Egg... Uch... LORD ROBOTNIK! Który jak zawsze w piątki wygłaszał przemówienia i plany w ramach spotkań prasowo-lokalnych...

- "Drodzy pracownicy i goście!!!" - wykrzyczał jak Bruce Dickinson podczas typowego koncertu Maidenowców.

Tylko tyle starczyło żeby pół sali krzyczało jak nastolatki podczas koncertu Justina Biebera albo (na szczęście już upadłego) One Direction.

- "Jak zawszę zapraszam was tu na ogłoszenia związane z statusem mojego pokaźnego konta bankowego, lub mojego niedawno rozbudowanego robo-wojska, lecz tym razem... POKAŻĘ WAM MOJE EKSKLUZYWNE PLANY PODBICIA CAŁEGO STANU ZJEDNOCZONEJ FEDERACJI!!!"

Wszyscy w sali dostali mieszanych uczuć. Jedni się śmiali, jedni byli wykurzeni... Jak wiadomo, Robotnik zyskiwał w magazynie "Top Zuy" od ponad 10 lat, 1 miejsce w kategorii "Top 100 Najgorszych Złoczyńców Roku", ale fakt że rozdawał w czasie imprezy darmowe chilli-dogi, uspokajało bardziej negatywnie nastawionych gości...

- "Mój plan który wam pokażę może was zaskoczyć gdyż... Sami spójrzcie:
G.U.N od niedawna patroluje wzmożoną aktywność rasy kosmicznej jaką jest "Sliavu" - odznaczają się tym, że są to po prostu gluty, które mogą zmieniać swój kształt, rozmiar i na dodatek na trwale osiedlać się w ciałach innych organizmów.

Owszem, wszystko zależy od ich klasy, ale nawet najsłabsza (jaką jest piechota) potrafi zamienić... Na przykład Lisa Mobiańskiego: w machinę niepowstrzymanej destrukcji, śmierci, zniszczenia, rozpierdzielu, bla, bla, bla...
Jednemu takiemu właśnie przydarzyła się okazja żeby zostać nosicielem wspomnianego ufolka.
Jak to się stało? Sliavu dostają się do organizmu jak te marsjanki z jaj z "Obcego" - wskakują na łepetynę ofiary, przenoszą przez jego gardło najpierw swoje bogate wnętrze (rdzeń każdego Sliavu) a potem otoczkę, skąd potem trafiają do żołądka (otoczka pozwala im ratować cztery litery przed kwasem) a potem trafiają do krwi i... Tyle! Proste czyż nie?!"


Widownia była nieco sceptyczna...

- "Nosiciel Sliavu NICZYM nie odróżnia się od zwykłego organizmu. Ale co sprawia że jest tą całą "machiną zniszczenia"? Otóż w godzinach nocnych świeci Księżyc, prawda? Wydziela on promieniowanie podobne do tego z środowisk w których rodziły się owe "elieny" Powoduje to, że krew nosiciela w którym znajduje się Sliavu powoduje jego przebudzenie, a co za tym stoi: przejęciem wszystkich narządów przy okazji mutując ciało żeby odpowiadać standardom gluta. No wiecie. Coś jak to "Coś" z tego filmu "Coś". Podobny efekt można uzyskać podczas ekstremalnego stresu.

Widownia zaczęła powoli interesować się planem przegrywa.

- "Nareszcie! SAM PLAN! Otóż G.U.N jak wspominałem chce złapać nosiciela z glutem, aby rozwinąć bio-inżynierię wojskową, a co za tym stoi - zchrzanić nasze interesy. Otóż - postanowię że JA (ze swoim wojskiem) wykradnę nosiciela gdy ten będzie w zasięgu G.U.Nowców, poddam go praniu mózgu, by wreszcie zrobić jego duplikaty by podbić..."

Wtedy dyszący Snively szybko podbiegł zza sceny by coś przekazać Eggmanowi...

Coś szeptał, a z każdą sekundą uśmiech szalonego naukowca zwiększał się.
W końcu pełen entuzjazmu powiedział:

- "Uwaga! To nie koniec!!! Moje satelity przechwyciły sygnał z statku Sliavu z ich całym wojskiem i Generałem na czele! Szukają wadliwego uciekiniera-zdrajcę który miał nazwę "XXX69" który jest najwyraźniej tym czymś w ciele Lisa. Tak więc jeśli go złapię i skontaktuję się z jego załogą, możemy się dogadać i wspólnie podbić cały kra... Tfu! CAŁY ŚWIAT!!!!!!!!"

I wtedy się zaczęło: Cała hala krzyczała z radości, analitycy zła tylko zacierali ręce by postawić Eggmana na "najprawdopodobniejszego władcę świata", a sama rodzina (w tym wiecznie marudna Mama Robotnik) nie mogła uwierzyć jakim geniuszem jest ich najbardziej niezrównoważony psychicznie członek... Gdyby tylko Gerald mógł to usłyszeć...


______________________________________________________________


Zegar wskazywał godzinę 19:00...

- "Czy przypadkiem nie zauważyłeś że Tails zrobił się taki... Nieśmiały?"
- zapytał się Roger gdy Sonic masakrował to kolejnych noobów w najnowszym Butterfildzie (kruciiiii)
- "Co ty?! Wiesz sam że on zawsze taki był. Zresztą, także znasz go trochę krócej niż mnie, co daje jednoznaczny dowód że to po prostu jeden, uparty prze..."

...

- "SŁYSZAŁEM!" - krzyknął lisek ze swojego pokoju coraz bardziej zniesmaczony bycia gardzonym przez swojego największego przyjaciela

...

- "Widzisz? Ostatnio ty też zaczynasz być chamski. Nie powinieneś go przeprosić? No bo wy jesteście psiapsiółki i w ogóle..." - powiedział Roger który zaczynał powoli się denerwować...
- "Co ja robię?! Po prostu on to robi specjalnie! Nie chcesz mi uwierzyć?!" - powiedział jeż, któremu najwyraźniej nadszarpnięto ego.

- "Nie, gdyż po prostu nim gardzisz! Przyjaciół tak się nie powinno traktować! C'nie?!"
- "Wcale że nie!"
- "Wcale że tak!"
- "WCALE ŻE NIE!"
- "WCALE ŻE TAK!"
- "NIE!"
- "TAK!"
- "NIE!!!"
- "TAK!!!"
- "NIE!!!!!!!!!!"
- "TAK!!!!!!!!!!"


[brzdęk]

Lisek zamknął swoje drzwi i spokojnie położył się na łóżku. Wspominał te piękne czasy dzieciństwa, kiedy poznał Sonic'a i przestał być samotnym, kiedy to ratował mu wiele razy cztery litery, oraz jak dzięki niemu nauczył się, że czasami warto uwierzyć w siebie...

- "To było coś... Teraz z nami jest już tylko gorzej..."
- Pomyślał i postanowił szykować się do spania...

Najpierw postanowił otworzyć okno, żeby było trochę świeżej. Jego nocnym nawykiem także było oglądanie tego nocnego przedmiejskiego krajobrazu... Księżyc... Gwiazdy... Ta miła cisza... Spokój...

...

Tails w pewnym momencie poczuł dziwne delikatne mrowienie w swoim ciele...

- "Dziwne... Nigdy nie miałem takiego uczucia..." - pomyślał zaniepokojony lisek.

Wtedy mrowienie zaczęło się nasilać. Mrowiło go coraz więcej, silniej, gorzej...

Tails zaczął słabnąć. Tracił panowanie nad ciałem. Ledwo co oddychał...

Wtedy mrowienie zaczęło przechodzić w ból

Nagle zauważył że jego białe części futra ciemniało, ciało zyskiwało coraz większą muskulaturę, a dłonie rosły...

Zaczął rosnąć, na dłoniach zaczęły pojawiać się szpony, zęby były coraz bardziej ostrzejsze, a nogi zamieniały się w podobne u... Wilka? Lisa?
Coś w tym stylu...

Tymczasem para rękawiczek i butów po prostu pękły.

Wtedy Tails ujrzał w myślach jakąś postać.

To był on.

Wyglądał na normalnego. Leżał w śmietniku.
Przypominało to sytuację ze wczoraj.
Jednak jedyne co było dziwne, to wtedy gdy coś spłynęło ze ścian, i wsiąkło między drzwiczki.
Wpłynęło przez jego gardło, po czym ostatecznie go osłabł.
Wyglądał wtedy na trupa.

Potem zaczął się trząść. Jego ciało zmieniało kształt.
Podczas transformacji zaczął zwijać się z bólu.
Zwijał się w tej samej chwili co on sam.
Wyglądał teraz bardziej...

Potężnie?
Straszniej?
...

Sam przypominał...
Jakiegoś szaleńca...

Szaleńca którego nikt nie rozumie.

Ma misję. Po tym co przeżył, chce ratować.
Ratować nas wszystkich.

To wszystko spisek.
Spisek. Złamany przez niego samego.

Spisek odwrócił się przeciwko niemu...
Brat przeciw bratu...

Inwazja...

Zniszczenie i zagłada ostateczna...

Sąd ostateczny?

Oh boi. Już w Terminatorze 2 było lżej!
Btw. Czy przypadkiem nie przesadzam z tym "edżizmem"? Pozdro - Pan Narrator


W pewnej chwili Tails i jego drugie wcielenie "podzielili się bólem".
Bolało go wszystko. Ból był tak mocny, że wypadł z okna i...

Bach.

Nic większego się nie wydarzyło.
No tylko trochę zemdlał.

...

Otumaniony symbiont obudził się i zauważył że znalazł się poza domem.

- "Szlag, pewnie te kilka poprzednich minut musiało go nieźle boleć..."
- pomyślał i wstał...

Postanowił lepiej się rozejrzeć po okolicy.
Może oni już tu są? Pod przykrywką...

Inspektorzy...?

-- 05 maja 2017, 17:12 --

Rozdział V


- "Sonic, czy Ci się zdaje, czy na górze nie jest przypadkiem zbyt cicho?" - powiedział zaniepokojony Roger który najwyraźniej już doszedł do porozumienia po długiej kłótni której niezbyt opłacałoby się tu opisać.
- "Nah. No co ty? Tails dawno już jest w łóżku." - powiedział niezbyt zadowolony jeż który wyraźnie wyglądał na zmęczonego. - "Może pójdę spać. Najpierw tylko może chyba przeproszę smarkacza bo chyba rzeczywiście byłem dla niego zbyt ostry..."
- "Mogę iść z tobą? Przeprosiłbym za tą głośność na dole"
- "Dobra..."

...

Sonic i Roger byli tuż przed drzwiami prowadzącymi do pokoju Tails'a

[cicho]

[puk, puk, puk]

[cicho sza]

- "Tails, obudź się! Ja i Sonic chcielibyśmy Ciebie przeprosić!" - wołał Roger próbując z Sonic'iem otworzyć zamknięte drzwi od pokoju Tailsa

Jednakże nikt nie odpowiadał...
Minęło już 5 minut, a lisek nadal nie otworzył.

[cichej niż cicho]

[PUK, PUK, PUK KANALIO]

[aaaaaaaa wewnentrze cierpienieeeee]

- "Powinniśmy otworzyć te drzwi siłą. Może się obraził? Albo coś mu się stało?! Nie odzywa się..." - powiedział zaniepokojony Roger.
- "W sumie - masz rację..." - powiedział do niego również zaniepokojony Sonic i po tym postanowił zrobić małego kopniaka.

[BACH!]

Drzwi padły trupem. No... Raczej umarły na śmierć. Przy okazji Sonic i Roger zauważyli coś strasznego - okna były otwarte, a śladu po Tailsie po prostu nie było!

- "TY IDIOTO!!! A NIE MÓWIŁEM ŻEBYŚ NIM NIE MIOTAŁ?!" - wykrzyczał wyraźnie zdruzgotany Roger który zaskoczony przebiegiem spraw nie zauważył że...

Pod balkonem nie ma ciała!
Wygląda na to że uciekł...

- "No i git. Szukamy go?" - odparł nieśmiały Sonic który najwyraźniej poczuł swoją winę.
- "No ba!"

______________________________________________________________


Była noc - cicho wszędzie, głucho wszędzie - co to będzie?! CO TO BĘDZIE?!
Podczas inspekcji podwórza, Sonic nie znalazł nic. Po prostu on przepadł bez śladu...

Roger nagle do niego podbiegł i powiedział:

- "Sonic! Znalazłem ślady przed domem! Wyglądają na... Lisie? Wilcze? Kurczę, dziwna mutacja. Tails chyba taki nie był. Czyż nie?"
- "..." - zamyślił się Sonic i postanowił bez słowa powoli nadążać za śladami. - "Wyglądają na to że Tails skierował się w stronę parku!"

...

Przechodząc obok innych przechodniów i fanów pytających o autograf, Sonic i Roger zauważyli, jakby było... Więcej wojskowych niż policjantów. A w ogóle - jacyś wojskowi byli! Czy to nie jest zbytnie zaostrzanie standardów?! Nową godzinę policyjną wprowadzili?! W końcu to są przedmieścia! Ostatni raz tak było podczas zamieszek i przyjechania do miasta Justyny Bimber...
Sonic i Roger idąc mijali tak coraz więcej i więcej i więcej wojskowych. Policji już nie było. G.U.N ją zastąpiło. Ale na jak długo? I dlaczego?!


______________________________________________________________


W końcu powoli po zaliczeniu kilku taksówek, Sonic i Roger bez żadnych większych rewolucji znaleźli się w nocnym centrum Station Square. Ile było wojskowych! Co oni tam knują?! To obudziło Sonic'a.
Wpadł na pomysł. Skoro ma w kontaktach kolegę po fachu, to czemu go nie zapyta o szczegóły przebywania Tails'a?

Tylko gdzie jest?
Tu nie...
Nie...
Tam nie...
O! Sprzedawca chilli-dogów!
nom nom nom.
Dziękuję. Parę centów mniej.
...

No wreszcie!

- "Józku witaj towarzyszu! Widziałeś gdzieś mego ziomka? Zgubiłem go."
- "неt. Nie było go nigdzie. Apropos - na służbie jestem. Szefu teraz daje spore wymagania. Czegoś szukają czy coś."
- "Aha. Trzymaj się"


No nic... Spróbujmy inaczej...
Może...

Nagle na telebimach rozpoczęła się transmisja wiadomości telewizji publicznej. Zazwyczaj przez nie także były kiedyś często emitowane listy gończe, alerty, i.tp.
Na ekranie mówiono... Że dziś wieczorem... W jakimś RTV/AGD Coś... Coś przed chwilą... Ktoś... Pobiło jakiegoś... Tfu. Zabiło... Eeee... Zabiło jakiegoś młodego dorosłego i zraniła wojskowych. Osoba była agresywna w stosunku do patrolujących. Wyglądał jakoś... Chyba...
...

- "Może tutaj będą jakieś informacje!"
- pomyślał Roger i zabrał Sonic'a w to miejsce.

...

Wojskowych jak mrówek.
Policji także.

W zasadzie wszyscy tam byli. Jacyś dziennikarze, detektywi, wojskowi...
Sporo. Byli jeszcze spece od ciał. Cały budynek w taśmach policyjnych. Wszyscy wyglądali na zakłopotanych, a dziennikarzy wypraszano tym dalej im tylko mogli.

Czyżby ten ktoś który zaatakował osobę miała jeszcze coś do ukrycia? A może to nie był ktoś tylko coś... Bynajmniej szkoda że to musiał być RTV/AGD bo można było kupić te najnowsze "Chao w Kosmosie 6"

Jednakże - Tails'a nigdzie nie było!


______________________________________________________________



- "Szlag, oni tu są! Już tu są! Po mnie! Szlag! Szlag! SZLAG!"


Wojsko wyraźnie miało z niego niezłą radość.

Po tym jak udało mu się oczyścić jednego z tych szeregowych pod przykrywką, wszyscy jakby oszaleli. I dobrze. XXX69 nie posunie się w niczym. Szczególnie jeśli to dotyczy całej galaktyki. Tylko gdzie tu iść... Sliavu skierowało się w stronę parku.

- "Cholera! Zaczyna się! Zaczynam mieć coraz większą ochotę na zabijanie... Cholerne instynkty! Dlaczego akurat musiałem trafić tu jako pierwszy?! No nic. Muszę jakoś powiadomić G.U.Nowców o zagrożeniu bez wykrycia. Chyba że..."


W pewnej chwili uciekający obcy uderzył w pewien obiekt. Był nim wojskowy. Niby taki Sztallon. Muskuły jak u Jaglaka, wzór żołnierza perfekto. Z eksperymentalną bronią i swoim wąsem. Popatrzył się na liska.

- "No witam!" - powiedział swoim ruskim akcentem. - "Może się pobawimy?"

Ufff! Dobrze że alejka! Można się na szybko skryć.

Obcy czmychnął w stronę stereotypowej ciemnej alejki z filmów noir. W niej stał jakiś wysoki gość w garniturze i jego przyczepa. Dżiiizys... Czy przypadkiem nie za dużo tych wątków?!

- "Eche.... [czkawk!] Witaj... Eeeee... Jaruniu... EeeeeeeEK!" - powiedział dziwny nieznajomy. Po dłuższej chwili wyraźnie pijany... Rozwalił się. Tak naprawdę było to Chao z Czarnego Marketu i jego rybi kompan. Przed chwilą odbijał towar (a raczej jego resztki) i przy okazji nieco przedawkował soku z Gumi-jagód™

- "..." - burknął wyraźnie zniesmaczony... Raczej... Żeby nie powtarzać nazwijmy go Kitsune bo wygląda jak Tails z koszmarów tak? Tak! Wyglądał mocarniej, dłonie były większe niż zazwyczaj, szpony to wiadomo, nogi jak u takiego przerośniętego lisa... Okej - Nasz Kitsune wyraźnie czuł że jednak trafił w zły zauek.

No i jeszcze kogo my tu mamy! Pan Sztallon!

Tak więc pozostało szybko uciec i olać sprawę. Za pomocą pokaźnych, giętkich ramion, Sliavu dostał się na dach w parę chwil. Tymczasem uniwersalny żołnierz wdał się w bójkę oskarżając Chao o morderstwo. No i jak jego okularki poszły! Seksowne oczy. Nie powiem. :3


______________________________________________________________


- "Ech... Szukaliśmy Tails'a CAŁĄ noc i nic! Teraz jednak rzeczywiście wygląda na to że to po prostu nie był od taki foch..." - powiedział do Rogera Sonic który już miał wchodzić do domu.
- "No tak. Tylko co z nim zrobimy?" - zapytał Roger.
- "Wszystko w swoim..."

Wtedy otwierając drzwi, Sonic zauważył, że drzwi były otwarte! A w środku...?
Tails! Siedział spokojny na kanapie i oglądał TV! Wygląda jakby był tu od 3'ciej...

- "Hej chłopaki! Co tak was wczoraj wieczór nie było? Nudno było trochę..."

- "..."


______________________________________________________________________________________________


Tymczasem w siedzibie G.U.N...
Najwyższa gotowość! Po kilkudziesięciu incydentach podczas ubiegłych dni, wojsko znów stanęło na gotowości. Szef chciał tego okazu. Za wszelką cenę. I co gorsza, dostał się do raportu Eggman'a - wroga nr. 1 narodu...

...

- "Czyli niby mówisz że on planuje wraz z Sliavu dokonać wspólnego zamachu stanu?!" - powiedział do swojej sekretarki zaskoczony Dowódca który przed chwilą czytał nowe wychwycone raporty.
- "Tak. Robotnik i Jednostka XXXX1 już mają powoli uchwycone pierwsze kontakty. Inwazja nie ma daty." - odpowiedziała jak to zawsze sielskim tonem sekretarka Prezydenta (No i Dowódcy! Nie zapomnijmy!)
- "Hmm... Wygląda na to że moja taktyka rzeczywiście powinna ulec zmianie..." - pomyślał sobie Dowódca po przypomnieniu sztabu kryzysowego.

...

- "Tak więc: UWAGA! UWAGA! PRACOWNICY, WOJSKO I WSZYSCY ZGROMADZENI!"

Wtedy wszyscy pracownicy i przebywający w ściśle strzeżonym budynku skierowali słuch. Wiadomo było jasne:

Ekchem.
Dorwać obcego.

Nie ważne co się wysadzi.
Kto dostanie kulką w łeb.
Byle żeby był i basta.
Żywy.
Martwy też może być.
Ale żywy taki lepszy
Milusi.
Puchaty.
:3

Bynajmniej dobrze że wojsku udało się uchwycić kilka razy na taśmie tego gościa. Porad ustalił też pan Chao z czarnego marketu, zaufany insider...

Postanowiono więc przedyskutować to w placówce badawczej.
Po 13 godzinach do Dowódcy przyszła wiadomość:
"Nosicielem najprawdopodobniej jest Miles Prower. Kompan Maurice'a Ogilive'a."
I wszystko znów stanęło na głowie. Szczególnie gdy już jutro dzień niepodległości miasta!
Ugh...
Gdyby tylko mógł o tym wiedzieć Sonic! On jest od tego specem!


______________________________________________________________


W domu Sonic i Roger oglądali telewizję. Kibicowali Chesterom. Drużynie narodowej z Federacji. Właśnie w ramach mundialu grali pół-finał z reprezentacją San Escobaru. Wśród trybun byli prezydent, dowódca i El Presidente. Wyraźnie coś szeptali. Szczególnie Dowódca.
Dwójce nie śpieszyło się do przygotowania na uroczystości związane z zapieczętowaniem Chaos'a w Głównym Szmaragdzie.

- "Ej, Roger!" - powiedział nagle Sonic do nowego kompana. - "Czy Ci się zdaje, czy ostatnio Tails jest taki... Dziwny?"
- "Ale w czym?"
- "No wiesz... Tak długo teraz nie wychodzi ze swojej pracowni... Cichy i grzeczny także się zrobił, natarczywie chodzi ze swoim dziennikiem i jakby szykowałby się na coś..."
- "No jak to na co? Ma mieć przemówienie na uroczystościach!"
- "Jakich znowu uroczystościach?!"
- "No niepodległości! No ty też! Półgodzinne!!!"

...

- "O kurka zapomniałem."

Wziuuuu ruszyły szykowania z kopyta.

Sonic szybko korzystając z internetowego binga przemówień szybko sobie skleił nowe, a Roger poszedł odwiedzić Tails'a... W końcu garnitur sam się nie wybierze...

Schodami w dół.
Jakiś kod.
Więcej schodami w dół...
No już.

Tails coś majsterkował przy jakimś krześle. Wszędzie porozrywane karteczki. Lustro, kamera... Czyżby planował coś głębszego?

- "No hej. Możesz mi doradzić w ubiorze? Mam mały dyle..."
- "ANI SŁOWA!"

To zmusiło Roger'a do szybkiego wyprostu. Tails wyglądał na niewyspanego. Pracował kilka dni z rzędu. Na korkowej tablicy miał zdjęcia wszystkich nocnych napadów i incydentów uchwyconych przez wojsko. Na biurku zaś wiele akt, pendrive'ów i innych zdjęć. To go jeszcze bardziej zaniepokoiło...

- "Czy to... Zdjęcia z tego napadu na RTV? A to? Dewastacja Lidla... Kompletne zniszczenie opuszczonej księgarni... Uhu! Bójka trzech mężczyzn i wojska! Wszyscy zabici! Tego nie widziałem..."

Wśród akt były jeszcze jakieś bójki osób, brutalne zwierzęce napaści, widzenia kosmitów...

Oglądając coraz bardziej zgromadzone zdjęcia i podchwycone akta G.U.N i Eggmana (Nic nie mówił Sonic'owi!) Rogerowi nasuwały się pytania, żeby w końcu...

- "Stary! Skąd ty masz tyle informacji!? Co ty planujesz?! Dlatego tyle nie spałeś? A tak w ogóle... Dlaczego ty gubisz swoje buty?! Nie nadążam za kupnem nowych."


Tails zastygł w przerażeniu.
Prawda się wydała.

- "Słuchaj..."

Wtedy zamykając drzwi i wyłączając wszystkie rzeczy związane z monitoringiem podszedł do Rogera i cicho powiedział...

- "Coś się ze mną dzieje. I jest coraz gorzej. Staram się jakoś to wyjaśnić. Ale nic nie mów okej?"

-- 05 maja 2017, 17:13 --

Rozdział VI


W super-hiper-mega-duper-ekstra tajnej podwodnej bazie nikczemnego Doktora Robotnika schładzano już szampany...

- "Lordzie Robotnik!"
- wykrzyczał Snively - "Pierwsze jednostki obcych mają trafić na ziemię już jutro!!!"
- "Wspaniale! A gdzie? Mam dla nich [i]gorrrrący prezent..."[/i] - powiedział nikczemnie Eggman który najwyraźniej chciał zmienić plan na gorszy.
- "To będą najprawdopodobniej Mistyczne Ruiny... Mają takie współrzędne na wszystkich komputerach pokładowych. Wywnioskowaliśmy że..."
- "MISTYCZNE RUINY?!"
- wykrzyczał Eggman

...

- "No co w tym złego?"
- "W Mistycznych Ruinach znajduje się placówka badawcza G.U.N! W związku... Czekaj... Armia XXXX1 jest po prostu zbyt potężna... Aha! Rozumiem. Żeby zaoszczędzić na czasie postanowią od razu wykończyć wojsko by potem przejąć władzę w państwie?"
- "Tak Lordzie Robotnik! W samo sedno!"
- "Jak słyszałem, oprócz podboju kolejnej planety, Silavu planują odzyskać zdrajcę którego właśnie w tej chwili szuka wojsko... Czyżby nowe akty planu?"


...

Minęło kilka chwil, a Robotnik już był gotów pokazać swojej załodze nowy plan ćwiczeń który ma przygotować roboty do właściwej inwazji... Plan był taki:

1. Nakierować wszystkie satelity na kontakty G.U.N i Silavu. Już są ponoć pierwsze stosunki.
2. Czekać na chwilę, gdy wojsko aresztuje Tails'a. To on ma zdrajcę!
3. Poczekać na wylądowanie Silavu i początek transakcji Tails'a za zawarcie sojuszu.
4. ATAKATAKATAK!!!
5. Cieszyć się zniszczonymi siłami G.U.N i Silavu - zwycięstwo!!!
6. Zmiksować i doprowadzić do prania mózgu gatunków - koniec planu i instant win...

- "Ten plan będzie BOSKI! Yooooosh..."


______________________________________________________________


Tymczasem w placówce badawczej G.U.N wielkie czekanie.

Dzień niepodległości i związane z nim uroczystości już jutro, a nie ma żadnych konkretów dotyczących negocjacji z Silavu...
Na szczęście udało się oszacować że ich armia ma liczebność taką samą jak u Eggman'a lub samego wojska Federacyjnego, a język pochodny od gatunku Yermmo, co jest dosyć zaskakujące biorąc pod uwagę fakt że Silavu występowały w galaktyce już dużo wcześniej w porónaniu do Metareksów, Black Armsów, wspomnianych Yermmo lub pochodnych. To tacy "kosmiczni wikingowie"...

...

- "Dowódco?" - rozbrzmiał głos ze słuchawki telefonu biurowego dowódcy. - "Mamy pierwsze sygnały. Nasze przypuszczenia były prawdziwe. Jeśli uda nam się znaleźć XXX69 i go przywrócić generałowi, nasza armia może odpocząć..."
- "Skąd takie przypuszczenia?" - powiedział Dowódca. - "Zawsze może się skończyć zdradą, a wtedy zaczną się problemy! Co gorsza, wykorzystać ich chce Dr. Robotnik! To przecież jest wiadome jak fakt że bagietki pochodzą z Rosji!"
- "Eee... Chyba z Francji..."
- "MILCZ GDY TWÓJ SZEF MÓWI! No nic... Bynajmniej mam plan. Sądzę że najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby od razu aresztować Tails'a, przywieźć go do placówki badawczej przed zmrokiem, wyciągnąć z jego krwi symbionta, by w końcu oddać zdrajcę obcym, wynegocjować współpracę w podbojach i będziemy kwita!"
- "Nawet dobry pomysł... A jeśli Eggman też zechciałby skorzystać na ich mocy?"
- "To uda nam się go pokonać. W końcu jak zyskamy XXX69, to przed jego oddaniem wyeksportujemy jego DNA które przyda się w przypadku zdrady lub nagłego ataku..."
- "Ach tak. Co będzie zaś z uroczystościami? Jeśli go aresztujemy, wszystko może się wydać! (oraz dlatego że on ma swoje przemówienie...)"
- "Anuluje się."
- "Jak to?!"
- "Powiemy że sprzęt się zepsuł. Profit?"
- "No chyba..."


...

Udało się już wysłać pierwszą wiadomość do Silavu i XXXX1!
Mamy nadzieję że wspólnymi siłami uda się nawiązać sojusz, który zaowocuje w wiele dobrego dla armii i więcej... Żeby tylko Robotnik niczego nie zepsuł...
Och! Zapomniałem. Powiadomcie Sonic'a o sprawie. Niech pojawi się tu szybko i anonimowo!



______________________________________________________________


Tymczasem na statku Silavu...

Generał XXXX1 rozkoszował się widokiem produkcji nowych jednostek pełną parą... Ich ilość była tak wielka że wszyscy mogliby podbić 5 planet równocześnie! A wiecie ile to surowców?! Nawet fakt tajemniczego zamordowania inspektorów którzy pomogli w lokowaniu miejscówki nie osłabiał entuzjazmu Generała...
Wtedy do niego przybiegł ten mały, knypkowaty XXXX2, najważniejsza osoba obok samego Generała. To jemu udało się nawiązać kontakty z wszystkimi większymi kosmicznymi rasami. Łącznie z ziemianami...

- "Generale! Generale! GENERALE!!!" - przypełzał zdyszany glut.
- "Czego chcesz kmieciu?!"

- "Ja i nasza baza naukowa otrzymała nową wiadomość od ziemian. O dziwo - znają nasz język. To oznacza że oni są nawet dobrze rozwinięci... Mówią że mają naszą zepsutą jednostkę, oraz proszą o sojusz..."
- "Aha. Mają jed... C-c-co?! SOJUSZ?!?!"
- "Tak Generale. Mówią że w ramach oddania XXX69 pomogą nam w podbojach i innych tego typu sprawach... Mówią że mają doświadczenie..."

- "...to dość rzadkie..."

- "Co mam robić generale?"
- "TO CO ZAWSZE KMIECIU!!! Nakieruj na Mistyczne Ruiny i zanudź ich swoimi komunikatorami. To będzie wspaniałe przyjęcie..."


______________________________________________________________


- "Czyli starasz się mi wmówić że nocą jakieś łajno przejmuje kontrolę nad twoim ciałem i dostajesz szału zabijania?"
- "Nie! Uwierz mi! Proszę! Całe miasto jest w niebezpieczeństwie! On też! Musisz mi uwierzyć!"


Roger nic, a nic nie mógł uwierzyć w to co mówił Tails. To było zbyt abstrakcyjne... "Psychopatyczny lisowilkokosmitołak z kosmosu"?

Tfu! Trzeba zrobić z tego film!

Wtedy do nich przyszedł Sonic. W ręce trzymał słuchawkę od telefonu stacjonarnego. Wyglądał na zdezorientowanego.

- "No siemka chłopaki! Dzwonili do mnie chłopaki z G.U.N no i..."

Tails zrezygnowany wzdychnął.

- "TAKWIEMCOŚWEMNIESIEDZIJATEŻTEGONIEROZUMIEMPLANUJĄINWAZJĘJESTEMJEDYNĄNADZIEJĄTAKTYLKOPLISNIEWYDAWAJNO"

...

- "Dzwonili do mnie gdyż odwołano uroczystości z okazji Dnia Niepodległości. Sprzęt im się popsuł."


...

- "Uff~"

- "No i jeszcze coś: [i]czym do cholery są te akta?

- "Eeeech no... No niby dostałem... No pożyczyłem od G.U.N w ramach projektu..."
- "Aha. No dobrze. No bo się jeszcze pytali coś o twój stan zdrowia psychicznego lub coś w tym stylu..."
- "C-c-co?! Nie. Daj mi słuchawkę."[/i]

Tails szybkim zdecydowanym ruchem wyrwał telefon i szybko powiedział:

- "Halo? Tutaj Miles Prower. Słucham?"
- "Tutaj centrum dowodzenia Guardian Units of Nations. W czym pomóc?"
- "Pytaliście się mnie o stan mojego zdrowia psychicznego tak?"
- "Nie."
- "Jak to?! Mój znajomy wspomniał o tym przed chwilą!!!"
- "Może źle zrozumiał. Mieliśmy na myśli że wysłaliśmy część oddziału by zbadać pański poziom zdrowia psychicznego..."
- "..."

Wszyscy ucichli...

...

[BACH]

Drzwi padły. Tym razem od pracowni. Szybkim ruchem weszło kilkadziesiąt żołnierzy (nooooo takie to bydle pojemne) którzy jeszcze szybciej zabezpieczało zdjęcia i akta. Kilka z nich jeszcze szybciej podeszło do Miles'a i jeszcze szybciej zakuło go w kajdanki...

- "Jest pan aresztowany. Prosimy za panem numer 1..."

Wszyscy byli zdezorientowani tempem w jakim to wszystko się odbywało. Gdy aresztowany Tails kierował się do wyjścia nagle zostało ono zablokowane przez Sonic'a.

- "Co tu się dzieje?!" - wykrzyczał. - "O co tak naprawdę chodzi?!"
- "Mówiłem Ci idioto że to prawda!" - powiedział Tails w dosyć dziwnej, ciężkiej barwie głosu. - "To WSZYSTKO to spisek!!!"

Tails zaczął się szarpać i coraz bardziej być agresywny w stosunku wojska. Aby go uspokoić potrzeba było kilku dodatkowych żołnierzy i jeden stary dobry znajomy - Sztallon.

Chcąc zrozumieć coś z nagłej interwencji, Roger podbiegł do Tails'a. Jednak dostęp do niego został ograniczony ze względu na wojsko. Przy okazji sam Tails był niesamowicie wsciekły i coraz bardziej brutalny, czego nie było od dawna...

- "Luuuudzie, ale tak na serio? O CO WAM CHODZI?! "

Do Roger'a podszedł jeden z żołnierzy. Najbardziej zrównoważony. Wyglądało na to że to on prowadził akcję:

- "Wasz kompan jest odpowiedzialny za kilkadziesiąt morderstw które się odbyły w tym mieście w przeciągu kilku minionych tygodni. Mamy na to dowody. DUŻO DOWODÓW."

- "Ale gdzie go prowadzicie?!"
- "Eeee... Tajemnica wojskowa!"


Wtedy Sonic zauważył że jeden z trzymających Tails'a żołnierzy rzucił granat hukowy. Wtedy hukło, grzmotnęło, a Sonic i Roger stracili przytomność na kilka minut...

...

- "Ugh... C-c-co się stało? ... I... Czekaj..."

Świeżo obudzony Roger szybko podszedł do Sonic'a.

- "Sonic! Sonic! Obudź się!"
- "Eeeech... Co się stało?!"
- "Nie ma Tails'a! I jego dokumentów!"
- "Jednak rzeczywiście miał jakiś problem. No nic. I tak zakładam że nic nie zrobił! Szybko! Musimy go... A nie - JA muszę go uratować!


- "Ale gdzie on jest?!"
- "Obstawiam że... Nie wiem."
- "Mówisz? Bo JA mam pomysł!"

Wtedy Roger schylił się pod biurko i odsunął szmatkę.

- "Jest! Jak się spodziewałem!" - pod szmatką był schowek w którym Tails trzymał swój wysłużony netbook. - "Teraz tylko wklepać hasło i... Daj mi chwilę a może coś znajdę na temat."
- "Co zamierzasz z tym zrobić?"
- "Tails miał wojskowe akta i zdjęcia? Będzie mieć i wojskowe dane... BINGO! Z przechwyconych sygnałów wynika, że Tails już wcześniej wiedział o akcji. Wynika stąd także, że zostanie zabrany do... Mistycznych Ruin?!"

- "Daj popatrzeć... Placówka Badawcza!? W życiu nie wiedziałem że G.U.N tam jakąś zbudował!"

- "To widzisz."
- "Okej. Ty zostań w domu, a ja szybko uratuję Tails'a! Zrozumiano?"
- "Tak. A jeśli plan pójdzie w łeb?"
- "No co? Co mogłoby pójść nie tak?! Bynajmniej masz tu krótkofalówkę. Będziemy się porozumiewać gdyby co."


Sonic szybko wyszedł z pracowni i skierował się w stronę Centralnego Dworu. Tam stąd trafi on do Mistycznych Ruin!

...

- "Bzzt! Sonic! Z moich danych wynika że żołnierzy jest tak wiele że mogą Cię aresztować! Radzę byś znalazł jakąś inną drogę bo na stacji jest ich jak mrówków... Bzzt!"
- "Okej! Coś wymyślę! Odbjur."


Wtedy Sonic postanowił dla lepszej widoczności i szybkości, postanowił skorzystać ze skrótu jakim są przedmiejskie dachy. Wtedy zauważył dziwną ciężarówkę... Otaczały ją inne ciężarówki

- "Bzzt! Roger! Mam na wizji jakąś dziwną eskortowaną ciężarówkę! Bzzt!"
- "Bzzt! To pewnie Tails i G.U.N! Radzę byś coś ją śledził, może znajdziesz bezpieczniejszą drogę? Bzzt!"


Wtedy Sonic diametralnie zmienił taktykę. Spowolnił i gorączkowo wpatrywał się w pojazd. Czekał aż trafi do miasta...

...

W końcu! Ciężarówka nie zdążyła i musiała stanąć na skrzyżowaniu. W końcu to wojsko: prawo trzeba szanować.
Sonic za pomocą Spin Dash'a wsunął się między samochody i złapał się osi pojazdu.

Teraz pozostaje czekać...

I czekać...

Troszkę żwiru...
Czekaj, ŻWIRU?!

Okej, teraz beton.

Wygląda na to że... Ciężarówka już zahamowała.

Czy to już tutaj?!
Czy to pułapka?!

Sonic zszedł z osi.
Pojazd był pusty i rozładowany.
Przyczepa także.

Był sam.

- "Bzzt! Sonic gdzie jesteś? Odezwij się! Czekam na twoją odpowiedź! Odbiur! Bzzt"
- "Bzzt! Hej! Tu Sonic! Jest taka sprawa - jestem na statku wojskowym. I chyba płynę do portu w Mistycznych Ruinach. Bzzt!"
- "Bzzt! To dobrze! Tylko uważaj na G.U.N! Trochę się będą wałęsać! Bzzt!"


Po krótkiej chwili zamyślenia Sonic uświadomił sobie w co się wpakował.

- "O szlag."

Otóż psycholog wykrył dawno u niego hydrofobię: lęk przed wodą. Na dodatek nie umie pływać! W tym wypadku oznacza to jeśli G.U.N zacznie go gonić, nie będzie miał ucieczki! Lepiej się skryć i poczekać na przypłynięcie do brzegu...
No nic. Goryczki dodawał wszechobecny sztorm który ledwo się rozwinął...
W tym wypadku RZECZYWIŚCIE zaznacza to brak ucieczki...

Sonic postanowił korzystając z wiedzy zgromadzonej w MGS'ie zakraść się do wnętrza statku...

- "Bzzt! Hej Roger! Gdzie mógłby być Tails?"
- "Bzzt! A co ja?! DUCH ŚWIĘTY?! Znajdź go sam. Tylko uważaj bo według przecieków Tails'a wojskowych jest wiele, więc warto trochę uważać. Bzzt!"
- "Ech..."

Sonic zakradł się do schodów prowadzących do wnętrza statku. Co chwilę upewniał się że nie ma wojskowych. Już był na dole... A tu... Pokoje. Dużo pokoi. Jak w hotelu, ale takim szaroburym bez farb... Na środku piątka żołnierzy grała w Eurobusiness (polski akcent musi być! xd)

- Okej Naka! Jesteś na moim polu. PŁACISZ MI 9000 DOLARÓW.
- BRAJAN NO CO TY! NIE NAM TYLE! ALE ZA TO MOGĘ ODSPRZEDAĆ MOJĄ DZIAŁKĘ WIESZ?
- Iizuka, zluzuj majty, wiesz że masz 5 hoteli.
- Jason, a czy sprzedawanie działek w Euro jest możliwe?
- Chrrrrrr... [mlask, mlask]


Sonic po cichu musiał wybrać trasę odwrotną od zamierzonej...
Spacerkiem wybrał się w stronę dziobu statku. Może tam coś znajdzie?

Wtedy zauważył przechodzącego oficera.

- "No i lipa!" - pomyślał jeż. - "Nie mam pudełka żeby się skryć! Chwila, chwila..."

Sonic spostrzegł że stoi tuż koło kratki wentylacyjnej. Sonic szybko z niej skorzystał i w ostatniej chwili udało mu się ukryć.

- "Uff... Mało brakowało! A jak ciemno! Może uda mi się znaleźć Tails'a w tym całym labiryncie..." - pomyślał.

- "Bzzt! Sonic! Tu Roger! Jak poszukiwania? Nie słychać Ciebie było przez prawie 5 minut!"
- "Bzzt! Serio? Nie umiesz tylu wytrzymać bez moich słów?"
- "Nie. Po prostu nieco się cykam. Słyszałem że z Tails'em sprawa może być poważniejsza niż przypuszczałem. No nic... Trzymaj się! Pa! Bzzt!"


Poważniejsza? Jeż nieco pogubił się.

...

[brzdęk]

[brzdęk]

[brzdęk]

Sonic powoli i ociężale czołgał się przez wentylację. Na czuja sprawdzał każdy zakamarek i upewniał się gdzie może być Tails.

Tutaj jest broń...
Tu też jest broń...
Tu też jest broń...
Tu jest jakiś niebezpieczny mem...
Tu jest broń...
Tu jest Tails...
Tu jest broń...
...

TAILS?!"

Jeż szybko cofnął się parę klatek w tył. I wreszcie! Znalazł się! Tails!
Stał na jakimś metalowym oparciu. Coś jak w szpitalach psychiatrycznych. Był cały owinięty w różnej maści kaftany, a sam nie miał butów...

To jakaś poszlaka?

Był otoczony przez kilku żołnierzy. Przepytywali go...

- "Dobra koleżko, jak już Ciebie tutaj wcisnęliśmy, to powiedz - Skąd. Masz. Sliavu?
- "A-ale n-naprawdę! Nie rozumiem o co wam z nimi chodzi! On mi wszedł przez przypadek! Przysięgam - ja nic nie mam z nim wspólnego! Łącznie z jego koleżkami!"
- "Na pewno? Może..."
- "Gromadziłem wystarczającą ilość akt, zdjęć, filmów, dowodów i innych pierdółek. Teraz to WY powiedzcie mi wprost. O co wam chodzi z tymi obcymi?!"
- "Zaufaj nam. Sprawy rządowe. Powiedzieliśmy co powiedzieliśmy. Teraz..."


DRRRRRRRRRRYŃ!!!

- "Hej, Dżakson! Jest przerwa obiadowa!"


Wszyscy żołnierze wyszli z izolatki, pozostawiając Tails'a samego...

- "Bzzt! Hej, Roger! Mam Tails'a! Odezwę się do Ciebie jak przypłyniemy! Odbjur! Bzzt!"


Sonic szybko uderzył w klatkę na ścianie i wyszedł z wentylacji.

- "Tails? Jesteś cały?
- "Sonic! Tak się cieszę że tu się znalazłeś! Sytuacja chyba jest grubsza niż myślałem..."
- "To fajnie! A! Mam jeszcze jedno pytanie."
- "Jakie?"
- "Dlaczego G.U.N nagle dostało świra na twój punkt?"


Tails zamilkł.

Ucichł, zamilkł... Po prostu.
Była kompletna cisza.

- "Nawet przyjacielowi od narodzin nie powiesz?! To chociaż powiedz co się stało."

Tails tylko drgnął spoglądając na Sonic'a.

- "To może... Co masz że Cię ścigają? Nie wiem... Ściśle tajne dokumenty?"

Tails'a zaczęło coś świerzbić...

- "Byłeś świadkiem jakiś działań?"

Tails zaczął się trząść i słabnąć...

- "Narkotyki?"

Lisek w pewnej chwili zaczął powoli niszczyć zabezpieczenia i padł na ziemię.
Zwijał się z bólu.

- "No dobra... Ostatnie słowo. Niech zgadnę... Ostre, niebezpieczne memy?"

Lisek zaczął mieć zawroty głowy. Rósł i rosły także jego ogony. Powoli zaczął wrzeszczeć z bólu... W końcu wydukał:

- "Nie... Nic z tych rzeczy..."

- "Do siedmiu boleści, powiedz w końcu o co do licha chodzi?! Wiesz że nie lubię czekać!!!"
- "Nic... Nic a nic..."


Wtedy Tails powiedział dziwnym ciężkim głosem...

- "Wszystko się za niedługo wyjaśni... Teraz uciekaj..."

...

To nie był Tails...

To był ktoś inny.
Miał rację. COŚ w nim siedziało. COŚ na nim żerowało. I w końcu: COŚ go wykorzystuje...

Sonic się zląkł. Dawno nie był tak przerażony...

- "Ooooookej... To ja spadam. Cześć!"

Sonic dla niepoznaki szybko wyszedł z izolatki i zamknął za sobą drzwi.

Jednak nagle spostrzegł dym...

- "CO?! POŻAR!?! Ooooo nie! Tego brakowało!" - pomyślał i poszedł w kierunku źródła...

Z każdym metrem, dym zdawał się przygasać, by coraz bardziej zanikać.
W końcu dymu nie było.

- "Co się dzieje na tym statku?!"


Wtedy Sonic zrozumiał.

Zobaczył sporą grupę żołnierzy.
Korzystając z przerwy potajemnie ćpali zakazaną na statku marihuanę...

- "ŻE CO?! Jaja ze mnie robicie!"

Sonic spostrzegł, że jeden z żołnierzy zauważył go.

- "Jeż Sonic?! O MÓJ BOZIU! JEŻ SONIC!!! Oooo brachu! To najlepszy dzień mojego życia!!!! LUUUUUDZIE! SONIC TU JEST!!! ŁAAACHUUUUUUUUUU!!!!"

- "No i lipa." - pomyślał Sonic.

Cała grupa żołnierzy-ćpunów podbiegła do Sonic'a. O dziwo nie strzelała a...
Wyciągała notesy.

- "Sonic! Zrób autograf do mojej kolekcji!!!"
- "Sonikku! Fundnę ci Chilli-doga!"
- "Soniacz! Powiedz mi! Jak się czułeś całując Elise?!"


Pytań i żołnierzy przybywało... Było ich więcej, więcej, więcej i więcej...
Sonic w pewnej chwili nie wytrzymał.

- "Im outta here!"

Korzystając ze swojej szybkości szybko dobił kilku żołnierzy.

- "Hej! Jeż ucieka!!!"
- "No i lipa. Znowu."


Sonic został zmuszony znów biec. Żołnierze byli wszędzie. I powiem wam, nawet ci najbardziej najarani byli niespotykanie szybcy...

- "Gdzie mogę się skryć... Gdzie mogę się skryć... Aha!"

Sonic szybko wszedł do jakiegoś dziwnego pomieszczenia. Jak się okazało - była nim toaleta.

- "Ugh! Co za smród! Chyba nie płacą sprzątaczom wystarczająco dobrze..."

Wiedząc że w każdej chwili może zostać złapany, Sonic dał dyla do wentylacji znajdującej się nad klozetem.

[BACH!]

Żołnierze niszcząc drzwi weszli do toalety.

- "Sigma-Alpha-3? Nie ma żadnej żywej duszy. Teren czysty! Szukać jeża gdzie indziej. Ołer."


Wszyscy wyszedli z toalety zostawiając Sonic'a samego...

DRRRRRRRYŃ!!!

- "Uff! Mało brakowało! Jestem ciekaw jak się trzyma Tails?"


Wtedy, kilka chwil po wypowiedzianych słowach, statek zatrząsł się.
Siła była tak wielka, że Sonic przypadkowo upuścił Walkie-Talkie zostawiając włączony guzik.

- "Bzzt! Chlup! Szlag! Blurgublublublu... ! Argh!!! No i masz. Krótkofalówka utopiła się w klozecie! Co teraz zrobię?! Bzzt!"

Wtedy Sonic wychylił się z wentylacji i spojrzał w okno.

Statek był już w Mistycznych Ruinach.

_________________
    
"Wszędzie tyle piasku! Green Hill powinno zostać Sand Hill." ~ Cenega Polska


Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Szukaj:
 [ Posty: 8 ] 





Najlepsza firma na świecieSonic forumNiebo dla niebieskichNajlepsza encyklopedia o Sonicu w Polsce
więcej linków
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Blueblur is a fansite that is not in any way officially affiliated with SEGA. Sonic the Hedgehog and other associated characters are owned and copyright © SEGA Corporation. Published material and comments represent the thoughts of their authors.
</body> </html>