Strona głównaKontaktZarejestruj sięZaloguj się

  • Czy wiesz, że wizerunek Sonica pojawił się po raz pierwszy w grze "Rad Mobile"? Wydana ona została w styczniu 1991 roku, czyli daleko przed premierą oryginalnej gry z jeżem.
  • Wyścigowy spin-off serii: "Team Sonic Racing", trafi na sklepowe półki w drugim kwartale 2019 roku. Wyprodukowany zostanie przez Sumo Digital, które odpowiadało wcześniej za "Sonic & All-Stars Racing Transformed".
  • Czy wiesz, że Jun Senoue (gitarzysta i klawiszowiec Sonic Team) początkowo nagrał 8 prototypowych piosenek do wprowadzenia/finału "Sonic Adventure"? Ostatecznie wszystkie porzucono na rzecz "Open Your Heart", które świetnie nadawało się do zapowiedzi gry na Tokyo International Forum w 1998 roku, a także samego powrotu jeża do walki o konsumenta, po paru latach od czasu anulowania "Sonic X-Treme".
  • Najnowsza główna gra z niebieskim jeżem: "Sonic Forces", jest już dostępna w sprzedaży. Klimatycznie gra przypomina wczesne next-genowe inkarnacje naszego podopiecznego, co jednych przyciągnie do tej produkcji, a innych zniechęci. Warto także wspomnieć o tym, że to pierwsza gra z serii, która w Polsce doczekała się oficjalnej lokalizacji za którą odpowiedzialna jest Cenega - dystrybutor poprzednich gier "Niebieskich".
  • Czy wiesz, że komiksy z Soniciem, które były wydawane przez Archie Comics, mają tytuł "najdłużej wydawanej serii komiksowej opartej na serii gier wideo", który został nadany w 2008 roku?
  • "Sonic Mania Plus" jest dostępna już dziś! Gra zawiera nowy czteroosobowy tryb kooperacyjny, grywalnego Mighty'ego i Ray'a, tryb "Encore" zmieniający położenie przedmiotów oraz przeciwników, a także wiele poprawek. W specjalnej fizycznej wersji gry (dostępnej tylko na konsole), otrzymamy 32-stronicową książeczkę z szkicami i projektami postaci, przeciwników i plansz, podczas okresu prezentowania projektu firmie i produkcji, a także podwójną okładkę, przypominającą grę na Segę Mega Drive.
  • Czy wiesz, że Chip z "Sonic Unleashed" pierwotnie miał być duszkiem, stworzonkiem podobnym do Chao, lub nawet... rybą?
  • "Sonic: The Wrath of Nazo" Aarona Cowderego, nie będzie miała swojej premiery (jak to planowano) pod koniec 2019 roku. Animowanie aktu 1 z 3 okazało się zbyt skomplikowane, co przełożyło się na nieokreślone opóźnienie premiery animacji. Na szczęście, film będzie 15 minut dłuższy niż pierwotnie zakładano.
  • Dokąd nocą tupta jeż? Zapraszamy do aktywności w działach "Porozmawiajmy" oraz "Dyskusje", gdzie każdy to może wtrącić swoje symboliczne "dwa grosze" do rozmów na różnorakie sprawy związane z wielkim, szerokim uniwersum niebieskiego jeża, które jest nie większe, niż wypociny Marvela, czy też DC.





 [ Posty: 636 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36 ... 43  Następna
Szukaj:
Autor Wiadomość
Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 05 lip 2019, 1:40 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz może zostać użyte przeciwko tobie - ciągnęłam dalej swoją rolę, ale po chwili opuściłam broń i wyciągnęłam do niego dłoń uśmiechając się - A teraz proszę ładnie podziękować za uratowanie życia.


Sędzia chwilę zastanawia się o co chodzi, ale widząc jak opuszczam broń uspokaja się i wyłania zza krzesła.


- Dziękuję... Dziękuję... - odezwał się natychmiast z nieznacznymi ukłonami i nerwowym przecieraniem rąk.

- Steven, masz aparat?!

- Nie..?

- Kurde, uwieczniłbym to... Sędzia dziękujący recydywistce za ratunek... - Stephen i ten jego humor...

- Słucham?!

- Spokojnie, resocjalizowana. - od razu dorzucił pancernik na uspokojenie ewentualnych problemów. - Teraz co najwyżej ekscentryczna...

- Ej, nie ładnie tak podsłuchiwać! - Odwróciłam się do niego wzdychając - To miały być poufne informacje. I weź tu zerwij z przeszłością... - westchnęłam odwracając się do sędziego. - Raz czy dwa zdarzyło się panu mnie osądzać. Zostałam uniewinniona. Nazywa się pan... Gregory, prawda?

- Najwidoczniej faktycznie osądzałem... Ale chyba nie czyniłaś jakichś prawdziwych szkód. - odpowiedział mi, powoli powstrzymując nerwowe ruchy. - Rozumiem, że już wyszłaś na pros...

- Nie chcę nic mówić, ale może pan wie co jest za innymi drzwiami? - zapytał wychylający się zza drzwi Stephen.

- Za tymi drugimi zamkniętymi jest pani Triss, zajmująca się sprawami pozostałymi, innymi od naszych trzech. - przekazał. - A tamte inne to... sam nie wiem. Kilka dni temu mieliśmy tu zamach... Nikt nie zginął, ale zawalił się strop w tamtych pomieszczeniach, a nie było czasu już się tym zająć, bo potem zaczęły się ewakuacje kilku obszarów. - dodał.

- Ach, czyli teren czysty. Wybornie - odetchnęłam z ulgą, a po chwili uśmiechnęłam się i szturchnęłam łokciem Stephena - Dawaj wyłam też te drzwi i zrobimy jeszcze raz tą akcję! Tylko tym razem nie musisz rozpowiadać o mojej przeszłości - spojrzałam mu prosto w oczy przeszywając go wzrokiem. Powinno dotrzeć.

- Oczywiście... - zagwizdał niewinnie, zmierzając do tych drzwi.

- Ale... wiecie, że mogę po prostu do niej zapukać? - zapytał nagle sędzia, opuszczając pokój. - Mi zaufa, nie trzeba jej jeszcze straszyć. - dodał.

- Łeee... a gdzie w tym zabawa?! No ale cóż, w końcu mamy tu do czynienia z urzędasami. Proszę bardzo Wysoki Sądzie - ukłoniłam się wskazując rękami na drzwi

Kozioł charakterystycznymi małymi, ale szybkimi kroczkami podszedł do drzwi i zapukał.

- To ja, Triss. Ci Mobianie nic nam nie zrobią. To Ruch Oporu! - niedługo później zamek od drzwi przekręcił się i otworzono je. Wnętrze było identyczne, poza szkłem które poszło na zewnątrz i nie zaśmiecało biurka.


Triss była już wyraźnie starszą lisicą o fioletowym futrze z dostrzegalną siwizną. Ubrana w identyczny płaszczyk i grube, okrągłe okulary obserwowała twarze wszystkich nas wokół. Może faktycznie lepiej bez wyłamywania, bo biedna jeszcze zeszła by na zawał...


- Dobra, tylko wasza dwójka tutaj była, tak?

- W tej części najpewniej tak. Udało nam się szczęśliwie uniknąć schronów, ale po namyśle, chyba wolałbym być jednak tam. - odpowiedział Gregory.

- Chcecie wyzwolić miasto z rąk Imperium, tak? - zapytał Triss, opuszczając pomieszczenie.

- Oczywiście. Ktoś musi. - zasalutował Wisponem przy skroni Steven.

- Ta... i wybrali do tego najlepszych ludzi! ... Oraz tą tutaj - wskazałam na Alicję uśmiechając się.

- Obiecuję, ten bicz któregoś dnia ją udusi... - Alicia potrząsnęła groźnie Wisponem w moją stronę.

- Nie przejmuj się, ona czasami lubi podokuczać. - przerwał jej Stephen, chwytając Wispon Alicii za górny punkt.

- Jak wy ją znosicie?! - zapytała głośno.

- Miesiące praktyki... - dodał Steven, stając przy zabarykadowanych drzwiach. Próbował nieco je otworzyć, ale nic z tego nie wyszło.

- Zapraszam do naszej kwatery. Chętnie bym cię zamieniła za Nortona. On pewnie też by nie narzekał - zaśmiałam się i podeszłam do niej nieco bliżej przekładając jej rękę przez ramię. - Musisz się bardziej wyluzować mała! Oddać się we flow, czaisz o co mi cho, c'nie? Nie martwić się takimi rzeczami jak pole bitwy, Wispon czy... Em... gdzie... Gdzie jest mój Wispon? - zaczęłam się nieco nerwowo rozglądać po sali.

- Ten? - Wisp podał mi moją broń, podniesioną gdzieś po upuszczeniu przed samym wyważaniem drzwi.

- Wiesz... Nie pij następnym razem w mojej obecności, dobra? - Alicji z pomocą końcówki Wispona udało się wyrwać spod ręki i trzy razy szturchnęła mnie bronią jakby odpędzała jakąś poczwarę.

- Uwierz mi, na trzeźwo potrafię być gorsza - zaśmiałam się po czym zwróciłam się do Wispa. - Och, tak! O ty, wiem, ze lubisz Wispy, ale nie musisz kraść mojego. - Zabrałam swoją broń i aktywując ludziki przytuliłam je, Trevora standardowo odpychając na bok. Po chwili zwróciłam się do reszty. - Dobra, no to skoro widzę, że z dostania się do tych pomieszczeń nici to można się zbierać. Ktoś z was ma jakiś komunikator? Bo chyba wypadałoby poinformować psa że teren czysty... czy coś... I chyba można wracać do głównego holu wraz z naszymi gośćmi honorowymi. - wskazałam na sędziów.


Nastała krótka cisza przerwana szeptami dwóch braci. Alicia nagle zdjęła mi hełm i pokazała wymownie wnętrze. Z słuchawkami...

- Ach... czyli to ty tu jesteś tą najważniejszą. Niech tak będzie szefowo. Potraktuj zatem poprzednie zdanie bardziej jako prośbę niż rozkaz - uśmiechnęłam się i odeszłam na bok, bliżej Braci Pancerników.

Alicia westchnęła i zdjęła hełm, przerzucając swój do mnie do przetrzymania. Po chwili już dawała znać.

- Jak wygląda sytuacja na górze? U nas już czysto i mamy nawet dwóch cywili.
Chwila odgłosów w hełmie.

- Już kończą czyścić piętro. Przenieść mamy cywili do korytarza i proszą nas, abyśmy do nich dołączyli. Nadal mamy jeszcze wyższy obszar do oczyszczenia, nie mówiąc o działach. - zdejmuje hełm i odrzuca mi go, pokazując ręką, aby oddała jej ten bez słuchawek.

- Mehhh! Jeszcze więcej walki... - westchnęłam odrzucając hełm. - No ale dobra, mus to mus... - mówiąc to zatrzymałam się gwałtowni odciągając pancerników nieco na bok - Okej... który z was wie?


Reszta udała się w kierunku barykad przy wejściu do sądu.


- Co? - zapytali obaj. Ten po lewej miał nieco skrzywiony nos.

- Ten, który wie, wie co mam na myśli. Pewna... kłopotliwa sprawa...

- Recydywa? - ten z skrzywionym nosem, chyba Stephen, zapytał od razu.

- To co pytałeś o aparat? - dopytał Steven.

- Dobra, ty wypad - wskazałam na tego bez skrzywienia nosa. - Chociaż pewnie się domyślasz, ale cicho sza - wskazałam gestem ręki zasuwanie zamka na ustach.

- Dobra, dobra... Jak ktoś inny poświęca czas na słuchaniu, to już źle... - zamruczał to drugie pod nosem, dołączając do reszty.

- Słuchaj Stephen... albo Steven... mam nadzieje, że tylko ty podsłuchałeś to co mówiłam Timowi... Jeśli tak jest, byłabym wdzięczna gdybyś tego jednak nie rozpowiadał. To z sędzią przejdzie jako żart i niech jako, żart to pozostanie, ok? - byłam w tym momencie całkowicie poważna. No ale cóż, konsekwencje żalenia się w otwartym pomieszczeniu.

- Słuchaj... Pewnie znajdzie się wielu, których popełniło jakiś błąd. - Stephen udał się w stronę wrót, obracając jeszcze głowę. - Już nie będę nic mówił, jeśli tak chcesz. - zapewnił.

- Dzięki... - powiedziałam cicho uśmiechając się. Po chwili dogoniłam go i szturchnęłam łokciem mówiąc energicznie - Bo chyba nie chciał byś całkiem popsuć mojej reputacji w rebelii, co nie? Z resztą no dalej! Jaka reputacja? - zaśmiałam się głośno.

- Ekscentryczki, która lubi dokuczać innym i wyraźnie lubi jednego cichego skunksa?

- Ej! Spadaj! Chociaż w sumie pewnie mścisz się za Amel... czy to ten drugi? A może faktycznie macie ją na zmianę? - wystawiłam mu język. Zbliżaliśmy się do reszty

- Amel, no... - Stephen przeniósł wzrok na pobliską szablę. - Steven... chyba woli Alicie. Ale nic więcej nie zamierzam mówić. Nie wyciśniesz niczego! - od razu ostrzegł.

- W porządku... zachowaj swoje sekrety - uśmiechnęłam się. Złączyliśmy się z resztą i byliśmy tuż w pobliżu głównego holu.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 05 lip 2019, 21:36 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Koleżanka przyszła pancerz załatwić na nasz mały ewent. - Kieruję się w stronę muszkietu.
- Ach, na pewno znajdzie się coś na uboczu. - Hondo rusza w kierunku skrzyń. Od razu w oczy rzucają się jakieś blaszki i tym podobne.
- Proponuję jakieś książki pod ubraniami, to tak ode mnie...- Wracam do zabawy spluwą i przyglądam się pumie, aby wybadać, jak bardzo jest podobna do Kiry.
Na pewno pierwsze co rzuca się w oczy to brak bardzo ostrego scyzoryka, który trzymałaby przy pasie, albo którego ewentualnie użyłaby w walce. Ciemna sierść wyraźnie wyróżnia jej niebieskawe oczy, kiedy u Kiry widać mniej kontrastu barw. Poza tym, na pewno jej ruchy są nieco żywsze i szybsze. Z założonymi rękami przechadza się po sali, obserwując co Hondo, szuka przy skrzyniach. Jak działa w boju, jest raczej kwestią trudną do ustalenia przy obecnej wiedzy.
Szakal bierze kilka blaszek, jakieś trzy stare tomy i nieco sznura, aby móc te elementy w ogóle nosić.
- Trochę szkoda mi tych encyklopedii... Ale w sumie to i tak są trochę przestarzałe. Do wyboru do koloru... - dodaje, kładąc je na stoliku. Pantera bierze w dłoń najpierw jeden z tomów i nieco ocenia go w dłoni, następnie oceniając część blaszek. W końcu postanawia wziąć dwa tomy i cztery blaszki. Hondo, bierze resztę na stosik przy skrzyniach.
Jakaś dziwnie nabuzowana i imię jakby nietutejsze... Jednak gdyby narzucić jej płaszcz i przebranie jak Kirze to może miałaby swojego dublera... Nie jestem zwolennikiem przypadków, ale zaryzykuję pytaniem.
- Ajsza, pochodzisz może z południa? - Udaję, że jestem bardziej skupiony na mechanizmie broni.
Kątem oka dostrzegam pytające spojrzenie pantery, ale zaskakująco wyrozumiałe.
- Urodziłam się w Desert Harbor, ale moi przodkowie pochodzą z zachodniej części Południowego kontynentu. Chodzi o imię? - najwidoczniej nie jestem pierwszym pytającym.
- Między innymi... - Przyznaję się bez bicia. I oczekuję dalszej części opowieści.
- Podobno nadali mi je, bo od początku wykazywałam ruchliwość, przywodzącą na myśl ogólnie taki jakby pełen wigor. Jako dziecko byłam bardzo pomocna... Wyszło, że nie pasuje to do ciężkiego charakteru, jaki towarzyszy rzekomo osobom o tym imieniu... - wyjaśnia znaczenie imienia.
- Teraz już nie jesteś? - dopytuje nagle Hondo, poprawiający coś przy jakimś pistolecie. Sama Ajsza skupiona była na ustalaniu dokładnego ułożenia określonych elementów. Sznur schowała już do kieszeni, więc najpewniej planuje założyć to na samą operację. - Znaczy... żeby to tak nie zabrzmiało... - jego tłumaczenia przerywa sama odbiorczyni.
- Jeszcze jestem. Po prostu już nie mam w sobie tego wesolutkiego dziecka pełnego werwy i energii. Już od wejścia w dorosłość kilka lat temu się zmieniłam. A wydarzenia, jakie spotkały to miasto, nie pomogły.
- Każde takie imię ma znaczenie?
- To taka tradycja w zachodniej części. Dawniej imiona nadawano po wróżbach z gwiazd, bo rzekomo decydowały o charakterze dziecka. Mnie nadano je już bez takich bzdet, bo obecnie oficjalny moment nadawania imion następuje u nas rok po narodzinach.
- A co oznacza imię: Kira? - Warto się dowiedzieć... Chociaż domyślam się, o co biega, z jej imieniem.
Z tego, co pamiętam, to imię... oznaczało osobę... - spogląda oczami w sufit i chwilę się zastanawia. - Na pewno niezależną kobietę, ale detali nie pamiętam. Miałam gdzieś w domu księgę tych wszystkich imion, jakbyś był ciekawy. - wyjaśnia po chwili. - Zawsze można też ją kupić na targu, przez napływ uchodźców się obecnie spopularyzowała, więc pewnie ją gdzieś znajdziesz.
- Jakbyś znalazła chwilę, to możesz mi pożyczyć... No, chyba że ty ją masz Hondo-Patrzę na szakala poufnie. Skoro był zdolny załatwić takie cacko to i pewnie taką książkę posiada...
- A wiesz, daj mi moment... Może nawet znalazłbym taką w magazynie, bo kilka tomów kupiłem swego czasu właśnie na sprzedaż. - Hondo odkłada pistolet z otwartym magazynkiem i idzie w kierunku skrzyń na rogu.
- Jak ty się tu odnajdujesz? - umiejętność odszukiwania rzeczy intryguje wyraźnie panterę, która już powoli kończy ustalanie położenia dodatkowej ochrony.
- Powiedzmy, że w moim zawodzie pamięć o przetrzymywaniu określonych rzeczy to bardzo ważna cecha. - odpowiada podczas poszukiwań.
Niech pomyślę, co mi zostało jeszcze do przygotowania? I jak długo już jestem obserwowany? Na sto procent jestem obserwowany przez Łowcę... Na dwieście wie o magazynie...Ale jak wiele wie o moich planach obrony... A co do imienia Kiry... Pasuje do niej...Ehhhh... Mam nadzieje, że o niczym nie zapomniałem...
- Ooo... Chwilunia... Ach, przeklęty gryzoń, idź, idź! - szakal stuka kilkakrotnie po deskach i mała myszka wyskakuje zza skrzyń, nagle chwycona przez dłoń stojącej nie tak daleko Ajszy. - Hohoho, ten Sonic chyba byłby dumny. - Hondo wychodzi zza skrzyń i kartkuje książkę. - Nadgryzł mi trzy strony, gryzoń przebrzydły...
- Mam kumpla myszę, więc uważaj trochę na słowa... - zwraca uwagę Ajsza, zmierzając do przymkniętej klapy, po czym wypuszcza białą myszkę przy samej szczelinie, pozwalając jej zejść po znajdujących się niedaleko szczątkach drewna, najpewniej starych elementach, które po remoncie zostawiono z jakichś przyczyn i o nich zapomniano.
- Gryzoń, mam na myśli, właśnie takiego małego szkodnika... A twój kumpel mysz to kumpel mysz. - Hondo wyjaśnia się z tych słów, podając mi książkę. - Nic nie stracisz, nadgryzł trochę ramki i jedną ilustrację, ale nic w takim przypadku cię nie omija. - dodaje.
- No to szukamy... - Nachylam się nad tomem, w drugiej dłoni dzierżąc broń.
Książka ma ciemną, fioletowawą okładkę z żółtymi literami "Imiona i ich znaczenia - wydanie nowsze".
Po krótkim przejrzeniu alfabetu natrafiam na imiona rozpoczynane "K". Niedługo później znajduję Kirę.
"Kobieta niezależna. Nigdy nie chce skorzystać z pomocy innych, wszystko woli wykonać sama. Wśród rówieśników Kira nie znajdzie bratniej duszy, ponieważ nie rozumieją oni jej skomplikowanego charakteru. Kobieta o tym imieniu nie goni ślepo za karierą zawodową. Woli być panią domu, aby to partner ją utrzymywał. Jeśli chodzi o związki, Kira nie jest przekonana do ślubu. Planowanie dzieci również spycha na dalszy plan. Żyje tym co jest tu i teraz."
- Jakbym czytał tani horoskop... - Mówię cicho do siebie. - Pokaż co tam jest jeszcze spisie treści.
Podczas przeglądania wpisu niespodziewanie natrafiam na Hondo.
- O, zobaczmy! - szakal stoi akurat obok, też najwidoczniej zainteresowany tematem. Czyta na głos:
"Dyplomata, ma świadomość tego, że są dwie strony medalu i potrafi zrozumieć inny punkt widzenia. Ma dużą wrażliwość, kieruje się w życiu uczuciami i emocjami, Hondo łatwo też nawiązuje kontakty z otoczeniem. Czasem można się na Hondo zdenerwować za zbyt dużą emocjonalność i dramatyczność. Hondo to, osoba bezpośrednia, odważna i opiekuńcza. Ufa własnym możliwościom, lubi walkę i ciągłe starcia. Uważa, że bycie grzecznym się nie opłaca."
- O kurczę. Nawet trochę się zgadza! - wstrzymuje chichot rozbawienia, ale w końcu przegrywa.
- Jesteś wrażliwy? - pyta Ajsza, pakując książki i blaszki do małej skrzyneczki.
- To akurat nie... - Hondo chrząka, powstrzymując swój cichy chichot.
- Wrażliwość ma wiele form... Na przykład nie znosisz tego, że marnowane są zasoby i starasz się je lepiej wykorzystać... Jedziemy dalej.
Tym razem badając imiona od samego początku natrafiam na Ahmeda, w które spisie dodatkowym jako alternatywę podano "Ahmisa".
"Obdarzony jest pewną naturalną domieszką arystokracji. Lubi się popisywać i błyszczeć w centrum zainteresowania. Trudno mu usiedzieć w jednym miejscu, usilnie poszukuje kontaktów, nie znosi nudy. Ma naturalną ciekawość świata, dąży do zdobywania wiedzy i informacji z najróżniejszych dziedzin. Ma silną wolę i determinację-gdy czegoś chce, to za wszelką cenę dąży do tego, by to osiągnąć. Może łatwo paść ofiarą własnej dumy, arogancji czy egocentryzmu."
- Wiesz co... jak kiedyś będę miał dziecko, na wszelki wypadek znajdę mu jakieś imię pasujące do kogoś przyjemnego, miłego, spokojnego... - stwierdza Hondo.
- Zakład, że Bruce to będzie taka cicha woda? - Chichoczę cicho.
- Przyjmuję. Jak wygrasz, stawiam ci dwa dodatkowe naboje do Silver Muskeetera.
Znajduję Bruce'a.
"Ma skłonności do romansów. Lubi poznawać tajemnice życia, dlatego dużo się uczy i czyta. To postać bardzo dokładna i precyzyjna. Nie potrafi gromadzić wokół siebie przyjaciół. Lubi kontakty z otoczeniem, ale nie ulega wcale wpływom. Sprawia wrażenie osoby bardzo pewnej siebie, ale często są to pozory."
- Lepiej uważaj, jeśli masz dziewczynę. - żartuje Hondo, po czym przełyka ślinę. - Jeden nabój może być? - pyta po chwili, sięgając do pobliskiej skrzyni pełnej amunicji. Wyjmuje jakieś małe, drewniane pudełeczko.
- Yhymmm... - Zatrzymuję się na literze S. Losowo pada na imię Sally... Jest całkiem ładne i proste... No i po Sally może wpadnę na Sonic, chociaż to i tak jest pewnie ksywka tego niebieskiego jeża... - Ile chcesz za pudełko amunicji? - Pytam, wczytując się w artykuł.
- Pudełko amunicji do tej broni jest trochę drogie... No i może nie być pełne. Stówka? Takie pudełko mieści dobre pięćdziesiąt nabojów, a jakoś ponad połowę tam mam. - Hondo sięga do skrzyni, wyciąga większe pudełko i otwiera, abym mógł policzyć.
- Widzę, że bardzo wam się to spodobało... - pantera staje z drugiej strony, patrząc na trzymany spis.
- I tak zostawię na razie broń u ciebie... No i tak nie mam, jak zapłacić za to.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 05 lip 2019, 23:12 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

"X" siedziała na jednej z barykad, trzymając dumnie w ręku swój Wispon. Gdyby nie rana na nodze, wyglądałaby trochę przerażająco przed ewentualnymi atakującymi pomimo bardzo jasnego futra i dość niewinnej twarzy.
Norton siedział już dużo mniej odsłonięty obok, pukając w Wispon, kiedy Ricardo stał oparty o krawędź ściany, obserwując stronę przeciwnego holu.

Sędziowie na razie znaleźli się obok Nortona, kiedy pozostali ustawili się w rozwidleniu, tuż pod herbem. Nagle rozległ się trzask słuchawki.
- Oczyściliśmy już piętro. Chcielibyśmy kogoś do akcji za jakąś minutę, bo mamy tu dwóch żołnierzy Imperium jako zakładników, już nie mówiąc o tym, że nam ranili towarzysza. - przekazał w słuchawce Muscle.

- Z tego co widzę u nas wszyscy cali, więc zaraz wyślemy tam parę osób. - odezwał się Norton, prostując z pozycji siedzącej na stojącą. Też miał słuchawki, więc otrzymał tą informację razem z tobą.
Przeszedł przez barykadę i stanął przy pozycji. Zdjął hełm.
- Ktoś chce się wymienić? Nie możemy zostawić tej pozycji bez kontaktu, a też chcę coś zrobić. - przeszedł wzrokiem po wszystkich wokół.

Will

- Heh... Fajny typ nawet... - komentujesz cicho i rzucasz oko na moich rozmówców. - A czyje imię wy chcecie sprawdzić?
- Nie mam żadnych. Te których potrzebuję znam na pamięć. - odpowiedziała pantera.
- W sumie zobaczyłbym Joachima. Taki jeden strażnik, który też robił mi swego czasu problemy... A po tym chyba czas przerwać, wolę sprawdzić pistolet dla jednego z towarzyszy. Tego Luttiego czy coś... - przewrócił kartkami Hondo i natrafił na to imię.

"To aktywny i zaangażowany mężczyzna, bardzo inteligentny i pomysłowy. Niestety brak mu wiary w siebie, dlatego usilnie poszukuje aprobaty. Wszędzie go pełno, we wszystko się angażuje i każdemu chce pomóc. Nawet na siłę. Mocno przeżywa wszelkie porażki, do których duma nie pozwala mu się przyznać. Potrzebuje ludzi dookoła, ale nie umie być stały w przyjaźni. Kocha szaleństwo i dobrą zabawę. Jeśli osiągnie równowagę, będzie dobrym mężem i ojcem."

- Och, aż mi się go mimo wszystko szkoda zrobiło... - szakal chrząknął i skierował się do pistoletu.
- Poczekaj... - podnoszę rękę do Hondo. - Wstrzymaj się z bronią dla niego. Jego osobę muszę sprawdzić.
- Czyżby jakiś podejrzany osobnik? Jak dla mnie wydawał się po prostu cichy, ale widziałem go krótko. - Hondo oparł się na krześle z zainteresowaniem.
- Yhymmm... - wskazałeś na broń. - Wstrzymaj mu wydanie tej broni, póki nie upewnię się co do niego. - przejrzałeś książkę w poszukiwaniu imienia pana L.

"To postać ruchliwa, nie mogąca usiedzieć w miejscu. Często jednak kieruje się bardziej sercem niż rozumem. To bardzo przekorna osoba, lubiąca mówić "nie", sprzeczać się i upierać. Posiada niezachwianą pewność siebie, rzadko ufa innym. Lutfi wyróżnia się intuicją oraz znawstwem ludzkiej natury."

- Obawiam się, że raczej większość się nie sprawdza... - skomentowała pantera, nadal stojąca obok twojego barku.
- Jestem paranoikiem jeżeli nie zauważyłaś, Ajsza. - przerzuciłeś kartki w poszukiwaniu kolejnych ciekawych imion. Padło na "Elna".
Nie znalazłeś jej bezpośrednio, ale dostrzegłeś ją jako alternatywę "Eleny".
"To kobieta, która posiada wrodzone zdolności do przejmowania kontroli nad swoim otoczeniem i predyspozycje do zajmowania kierowniczych stanowisk, nie tylko na gruncie zawodowym. Ma cechy przywódcze, jest pionierem przecierającym innym szlaki. To także indywidualista, człowiek o silnej wibracji, mocno zaznaczający swoją obecność, eksponujący swoje ego."

- Istne przeciwieństwo Clem... - zaszeptałeś do samego siebie. - Co to za dziwne imię... - wskazujesz Ajszy na "Ailureen".
- Spotkałam się z nim raz, ale sama nie pamiętam gdzie...
Przedstawiono tutaj to jako alternatywę "Aileen".

"Posiada dar zjednywania sobie ludzi, urabiania ich na swój sposób, wciągania ich do wykonywanych wspólnie zadań. Często bierze na siebie odpowiedzialność za powierzone do wykonania zadania, z czego wywiązuje się wzorowo. Lubi dźwigać odpowiedzialność."

- Hmmmmm... - stwierdzasz z otuchą, że przynajmniej twojego prawdziwego imienia tu nie ma, tylko Will i Max... Może sobie spojrzysz na nie... Ale alfabetycznie jest jeszcze C jak Clementine.
"Ma duszę wrażliwą na piękno. Jest osobą lekko introwertyczną. Przywiązuje dużą wagę do przyjaźni, zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami. Posiada wiele swoich ulubionych pamiątek i bibelotów. Nie ma najłatwiejszego charakteru."

- Hmmmm... Pasuje nawet do niej.... - stwierdzasz. Postanawiasz zbadać Willa, Maxa i wracać wreszcie do roboty.
Bliższy spisu treści był Will.
"Potrafi swoją osobowością zauroczyć towarzystwo. Koniecznie chce osiągnąć szybki sukces nie bacząc na koszty. Lubi poznawać tajemnice życia, dlatego dużo się uczy i czyta. Doskonale przystosowuje się do sytuacji nawet najbardziej szokujących. Jeśli ktoś zajdzie mu za skórę, potrafi czekać nawet latami, aby się z nim porachować. Łatwo odnajduje się w każdej sytuacji."

Potem trafiłeś na Maxa.
"Jest osobą inteligentną, szlachetną, kulturalną i niezwykle subtelną. Ma skłonność do wplątywania się w trudne sytuacje, z których potem ciężko jest wybrnąć. Ma wielkie poczucie humoru. Ma skłonność do odnoszenia wszystkiego do siebie. Posiada duże doświadczenie życiowe, toteż chętnie służy innym radą."

- Bo się zaczerwienie... - zamknąłeś książkę i oddałeś ją Hondo. - Nie wydawaj Luftiemu broni jeśli możesz. Silver Muskeetera zostawiam pod twoją opieką. - skierowałeś się w stronę drabiny. - Idę do hotelu, ktoś ma po drodze?
- Na razie tu zostaję. Muszę załatwić sobie tą broń i przenieść do magazynu. Tam już zostaję do nocy. - odpowiedziała pantera.
Hondo przyjął książkę z powrotem i położył na wierzchu jednej z skrzyń. Skoro broń na razie ma nie iść do tygrysa, postanawia przeszukać skrzynie w tym samym miejscu gdzie była książka. Najwidoczniej woli się upewnić, że gryzonie nie dorwą kolejnych kartek.

Opuściłeś pomieszczenie z pomocą drabiny i zszedłeś na sam dół, wracając do hotelu. Podróż trwała spokojnie między większymi ulicami i mniejszymi uliczkami miasta...
Nagły szum w jednej z odosobnionych uliczek przeciął gwar sąsiedniej dużej ulicy, kiedy wiatr smagnął cię po czapce, strącając ją z głowy. Od razu w oczy rzucił ci się wbita w ścianę stalowa rurka.
- Jakie to słabe aerodynamicznie. - stwierdził Łowca, kucając na daszku parterowego domku zakrytego przed dużą ulicą dwupiętrowcem i naciągnął z powrotem kuszę w powietrzu. - Naprawdę niefajnie, że pozbawiłeś mnie zapasu miedzianych rurek i teraz muszę kombinować z tym stalowym bzdetem, żeby nie marnować tych rurek za dużo... - sam czubek kuszy oparł się o ziemię, kiedy on położył ramiona na jej kolbie i uważnie przyłożył głowę bliżej.
- Wiesz... Czasami rezygnowałem z celów, bo uznawałem je za małe zagrożenie czy po prostu ich eliminacja nie była specjalnie potrzebna... Ale powiem ci, że zastanawia mnie twoja osoba. Wyglądasz mi na takiego typowego najemnika za pieniądze, a z drugiej strony jednak walczysz z Anonimem... Dlaczego? - zapytał tak po prostu, kucając i trzymając kuszę przy sobie.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 06 lip 2019, 2:40 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Ooo! Ja! Ja się chętnie wymienie! - powiedziałam energicznie podnosząc rękę. - Ale hełm możesz sobie zostawić. Mamy takie same. Ruszaj do akcji dzielny wojowniku! - podeszłam bliżej klepiąc go lekko po ramieniu.


Następnie usadowiłam się koło X. Chwile sie powierciłam starając się znaleźć dogodną pozycję i gdy w koncu było mi wygodnie zagadałam.

- Siemka skarbie! Dawno nie gadałyśmy! Co słychać?

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 06 lip 2019, 14:59 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Podjąłem tę decyzję w ciągu kilku sekund. - Kurde... Teraz wszyscy widzą moją rudą czuprynę. - Może dlatego, że ja wolę, kiedy każdy sam podejmuje decyzje za siebie i posiada swoją wolność... A Anonim pragnie pokoju za wszelką cenę. - Schylam się po kapelusz. - Słyszałeś o czymś takim? Ilu to nie było takich, którzy samodzielnie próbowali zbudować raj dla wielu i nie podołali... - Zaciągam czapkę na oczy. - Będziesz strzelał czy nie?
- Powiedz mi, jakoś przed wojną nie było zbyt dużo sytuacji z ucieczkami, niepokojem i zniszczeniami całych wsi... Anonim chce tego pokoju, bo czas najwyższy, żeby można było żyć we względnym spokoju. Co będzie potem? To już jest komplikacja na inny czas. - Łowca niespodziewanie unosi kuszę. Strzał ląduje tym razem przed stopami, ale metalowa rurka ma teraz zwitek papieru. Herold powstaje z kolana i napina ponownie kuszę w powietrzu, wpatrzony w moją twarz.
- Mało wiesz o świecie... - Stawiam nogę na bełcie. - Zawsze były napady... - Jakby mi krew od dłoni odeszła, dziwne uczucie. - I jakbym wielu nie próbował zapobiec, nigdy nie powstrzymałem wszystkich. Tak samo jest z Anonimem... On chce pokoju za wszelką cenę a, jak nie byłby potężny nie wytępi tego z nas. Obaj o tym wiemy. - Zdejmuję nogę z bełtu i schylam się po zwitek. - To, co będzie potem... Nie jest komplikacją na inny czas. Przyszłość tworzy się tu i teraz i aktualnie właśnie ty albo ja ją możemy zmienić. Tylko... Kto ma ku temu większy potencjał. - Rozwieram kartkę. - Jeżeli nie umiesz mnie zabić, to czemu chcesz ze mną rozmawiać? Czemu cały czas próbujesz mnie strącić, zamiast po prostu to zrobić i o mnie zapomnieć? I nie mów, że jestem intrygujący. Bo w to nie uwierzę...- Uśmiecham się smutno. - Ty się wahasz? Ja trochę też.
Kartka zawiera rysunek maski Anonima i dopisek "To czas decyzji... Twojej i mojej."
- Ciekawy czemu się waham? Bo mimo tego całego tekstu "twoje cele to moja krew na rękach" od Anonima, to nadal czuję się, jakbym właśnie trzymał te rękawice w wannie krwi... A ty jesteś jedną z osób, które tworzą największe wahanie od czasu... od samego początku mojej przemiany... - niespodziewanie zeskakuje na dół, jednym strzałem miedzianej rurki zrzucając olbrzymi szyld na ulicę, sprawiając, że ten trafia idealnie między uliczkę a dużą ulicę, zakrywając ją. Za nią słychać jęki strachu i zaskoczenia.
- Owszem, były napady... Ale teraz Mobianie bardziej niż kiedykolwiek stają się wspólni. A raczej stawali się wspólni. Ruch Oporu, prawda? Pokonał tyranię wroga... I zrobił to wspólnie! Ale teraz? Nagle część Mobian dołącza do zmienionego Imperium Eggmana i co? Już kolejne konflikty! Anonim chce to zmienić... Chce zjednoczyć wszystkich nawet pod przymusem i sprawić, że wreszcie staną się jednością! Czymś, czym powinni być od dawna! Bo to jest możliwe, jeśli tylko zechcą! - czubek kuszy z hukiem uderza miejscami siekącymi w bruk, rozbijając kilka kamiennych cegiełek. - A jednak jego metody nie zawsze działają... I to mnie denerwuje. - na klatce piersiowej jego szaty dostrzec można zielonkawy blask.
- Ahhh... o to chodzi-Siadam na chodniku. - Tak naprawdę jednoczą idee. - Znajduję obok siebie jakiś patyk i szukam piasku, aby sobie na nim porysować. - Ale nie w wydaniu Anonima... Pomyśl o tym tak... Chcesz żyć wolny w Chaosie z szansą na zmianę czegoś i zbudowaniu czegoś dobrego, czy żyć w tym zjednoczeniu budowanym na strachu, tajemnicy i braku wiedzy? - Patrzę w niebo-I nie chcę być chamem, ale to ty masz ręce we krwi, Anonim je sobie tobą umył... Tak sądzę. - Obracam się do niego-Ale ty chyba o tym wiesz? Anonim ma sen i wizję... Tylko pomyśl, czy ty ją z nim dzielisz, czy jesteś tylko pionkiem w tym wszystkim. Pocieszę cię, mi też jest daleko od gracza. - Z lekką obawą próbuję poklepać nietoperza po ramieniu.
Herold chwilę obserwuje patyk rysujący coś na ziemi.
- Chyba wolałbym żyć wolny... - podaje po krótkiej chwili odpowiedź na pytanie co do sposobu jednoczenia. - Ale z moich obserwacji wynika, że strach działał lepiej... Chciał stworzyć tymczasowy terror, który mógłby zjednoczyć ludzi. Bo kiedy wszyscy działają razem, zżywają się... Tak sądzę. - nie reaguje na klepanie.
Naciąga jednak błyskawicznie kusze, po czym obraca ją na jakiegoś strażnika.
- Ręce do gór... - jego karabin zostaje przebity na wylot i upada. Na widok wzroku Herolda ucieka.
- Tak, widzę tę krew... Nie dosłownie, ale czuję się jakbym miał ją mieć... - dodał krótko, ładując kuszę ponownie.
- Strach działa dobrze na krótką metę. - Rysuję znajomy pyszczek na piasku, Łowca i tak go nie pozna. - Byłem kiedyś w takim państwie, gdzie rządzono strachem, gdzie codziennie przypominano wszystkim, że są nic niewarci. Że nie mają nic, że mogą zniknąć i nic po nich nie zostanie. Bali się. I wiesz co zrobili w końcu? - W odpowiedzi zobaczyłem pytający wzrok herolda.
- Wszczęli rewolucję. Nie mieli nic oprócz wątłej nadziei, że lepsze jutro nadejdzie. I co, że Anonim chce zostać mesjaszem? Stać się wspólnym wrogiem? Nie, najsilniejszym spoiwem jest wiara w lepsze jutro. Wrogów do pokonania jest aż zanadto, Anonim nie musi dokładać swojej cegiełki. Rozejrzyj się-Wskazuję mu ręką, po jakiej dzielnicy się znajdujemy. - Udowodnij mieszkańcom tego miasta, że lepsze jutro nastanie, jeżeli zaczną je budować. Uwierz, to bardziej chwyta za serce niż rewolucje. One są jak erupcje wulkanów, które niszczą wszystko na swojej drodze. Są ostatecznym wyjściem...Ale nie są najlepszym.
- Widziałem już, co się stało z tym miastem... Pustynna Grypa Eggmana... Uchodźcy uciekający przed Heroldem... - obserwuje uliczki. - Tak, to straszne... - kładzie kuszę na barku, wpatrując się w pobliskie wnęki. Niewykluczone, że jako Łowca może mieć wyczulony także zmysł wzroku i dostrzega dużo więcej niż inni.
- Ale na swój sposób wizja Anonima jednoczy także w swoim celu. - obraca się. Oczy maski wpatrzone prosto w moją twarz. - Mogłeś nie widzieć tych wszystkich Mobian z dalszych rejonów, dawniej skłóconych, teraz jednak walczących we wspólnym celu, który dla nich jest lepszą wizją niż to, co jest teraz... Ale czy to na pewno najlepsza idea? Czy na pewno istnieje w ogóle jakaś "najlepsza" idea? - pyta, wpatrzony w szyld. Jego tył zdobił teraz przejście na dużą ulicę, z drugiej ukazując swoją zawartość... Cokolwiek tam było.
- Liberté, égalité, fraternité, ou la mort... - Nastaje chwila ciszy. Wodzimy wzrokiem po pustej przestrzeni. Trawi je przez dłuższą chwilę, dopóki hałasy z ulicy nie są bliższe nam.
- Tak... - jego słowa przerywa niespodziewanie tumult z drugiej strony uliczki. - Lepiej, żebyś miał dobre wyjaśnienie. - wzbija się w górę i staje na krawędzi dachu.
- Czekaj.- Wstaję-Ostatnia rzecz. - Jeżeli czeka mnie teraz więzienie albo śmierć... To mogę ci zaoferować braterstwo. - Wyciągam fragment planu. - Jeżeli je wybierzesz :Będę siedział na dachu hotelu oczekując śmierci albo braterstwa... - Patrzę gorączkowo w stronę ulicy. - Jeżeli śmierć wybierze mnie tu, to szukaj kreta, albo cichej jeżycy. Pokaż im to, zaufają ci.
Herold stoi na dachu, wpatrzony w kartkę. Po kilku sekundach nagle z pasa wyjmuje jakąś linę z hakiem i z jej pomocą chwyta plan, przechwytując go.
- Cokolwiek się teraz stanie, możesz być pewny... Jeśli przeżyjesz ten dzień, to w tej chwili masz prawdziwego Pokutnika... Tak, to akurat wiem... - na uliczkę wybiega grupa strażników, dlatego Łowca ucieka.
Na czele grupy pojawia się jednak wyzwanie...
Ten skurczybyk Ahmis...

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 06 lip 2019, 23:19 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Grupa szybko coś jeszcze przedyskutowała co do składu i wśród osób zostających znalazł się jeszcze Wisp.

- Ach... - od razu speszyło ją słowo "skarbie", ale chyba trochę mniej niż wcześniej. - Noga uwiera. I to bardzo. Boję się, czy nie będzie zakażenia. - podrapała się nad raną, nie narażając bandaża.*
Ricardo stał plecami do was, obserwując przeciwny korytarz. Wisp z kolei wpatrywał się w stronę dużych, otwartych Drzwi Sprawiedliwości. Nadal zostawione na oścież, prezentowały barykadę i stojącą za nią restaurację, która jeszcze

Słuchawka zatrzeszczała.
- Za niedługo dostarczymy wam dwójkę jeńców i dodatkową dwójkę żołnierzy. Charmy i Frideric do was dojdzie. Jego hełm przejął Stephen... tak, Stephen... jakby co. - przekazał Norton. - Pomóż go dostarczyć, bo młody już poleciał... - odezwał się do kogoś. Słychać było jakieś głosy, zanim jeszcze wilk przypomniał sobie o rozłączeniu.

I rzeczywiście, niedługo później usłyszeliście trzepot skrzydeł Charmy'ego, który nadleciał z wyprzedzeniem i dłońmi rozrzuconymi jak samolot.
- Naprawdę musieli nam dać jego? - zapytała Samantha cicho samą siebie, żeby mieć pewność niedosłyszenia tego przez pszczołę.
Mniejszy huk rozległ się z góry. Wystarczył, aby posypał się tynk.

Will

- Proszę, proszę... - króliczy strażnik pewnym krokiem zbliżył się, a tuż za nim było sześciu strażników. - Natknęliśmy się na pogłoski, że w tej okolicy znajduje się pewien... Herold. - rozejrzał się uważnie, badając otoczenie.
- Mamy jakiś bełt, sir! - jeden z strażników zbliżył się do dolnej części ściany. Ten sam bełt który wcześniej strącił ci czapkę.
- Mhm... Najbardziej intrygujący jest jednak fakt, że akurat spotyka to ciebie. Jednego z najbardziej węszących w okolicy Mobian jakich znam. Co powiesz? - Ahmis stanął na odległość półtora dłoni z złożonymi rękami, wyczekując odpowiedzi.

- Miał prezent dla ciebie. - pokazujesz kartkę strażnikowi. - Poluje na mnie tylko dlatego, że widziałem za dużo i pragnie ci sobie te twoje uszka... Jak to on powiedział... Ahhh... Przyczepić na kraniec kuszy jako amulet na szczęście.
- Och, interesujące... - zerwał mocnym ruchem rysunek i przeczytał. - Rozumiem, że to uroki zbytniego węszenia? - uniósł wzrok z nad kartki, już dużo mniej pewny siebie i nerwowo obejrzał się wokół. Strażnicy szukali innych poszlak, ale znaleźli tylko drugi bełt i linkę. Błyskawicznie ułożyli konkluzję połączoną z tą kartką. "Co to w ogóle może znaczyć..." wyszeptał, najpewniej nieco głośniej niż chciał.
Bardziej teraz zainteresowali się rozbitym brukiem po uderzeniu kuszy Łowcy.
- Raczej drwina z tego że podejmujesz zły trop... Ale ja nie mam bladego pojęcia co mu siedzi w głowie... - zdejmujesz czapkę i oceniasz jej uszkodzenia, wszyscy strażnicy skupiają się na twojej fryzurze... Prawie czerwone i gęste, chociaż niezręcznie przystrzyżone włosy. Wyglądają trochę dziewczęco. - Ale nie mam prawa mu zarzucić tego że jest złą osobą.

- Mhm. - schował kartkę do torby będącej częścią ubioru. - Jakoś nie spotkałem się jednak z sytuacją, aby inni mieszkańcy wioski skończyli jako obiekt nękania z strony Herolda. - niespokojnie obserwował dachy, kiedy dwóch innych strażników czyniło to samo, a pozostali jeszcze zbadali ewentualne inne tropy. Bezskutecznie. Widać, że Łowca zostawia ślady tylko takie jakie chce.
Na dachach pojawiło się dwóch strażników szukających wroga. Pewnie nawet było ich więcej.
- Poszedł sobie, nie panikuj. On pozwala ci wiedzieć tyle ile on chce żebyś wiedział. - kierujesz się w stronę wyjścia z uliczki.

- Chwilunia, chwilunia, jeszcze nie skończyliśmy! - Ahmis błyskawicznie znalazł się za twoimi plecami, chwytając za bark. - W którą stronę poszedł?
- Wskoczył na dachy, a dalej nie wiem... - Ściągasz jego dłoń z swojego ramienia z obrzydzeniem. - Tak swoją drogą, gdzie twoja opiekunka?

Ahmis zmrużył oczy.
- Nosek? Pilnuje innej uliczki... - wyraźnie próbował kryć obrażenie na te słowa, ale też mu to do końca nie wyszło. - A skoro już mam moment, wyjaśnij może o co chodzi z tą kartką, którą ci zwróciłem od tego dzieciaka. - zmienił nagle temat.
- Wygląda mi to jak plan. Czego? Nie wiem... - skwitowałeś krótko.
Ahmis westchnął, hamując ironiczny śmiech. Pochwycił cię za kołnierz koszuli.
- Słuchaj, widzę że jestem dla ciebie jakimś idiotą specjalnej troski... Ale może cię zaskoczę. Tak, wiem dobrze, że to plan. Plan jakiegoś budynku. I szczerze? Wnioskuję, że raczej na pewno coś o tym wiesz! - jeden z żołnierzy, kobieca czarna mysz spośród strażników chwyciła go za bark.
- Sir...
- Dobra. - od razu puścił kołnierz, cofając ceremonialnie dłonie jakby unosił ręce do góry. Następnie założył je na piersi. - Więc o co w tym chodzi?! Jak już naprawdę masz zgrywać nic nie wiedzącego, to możesz chociaż wyjaśnić skąd to masz... - zapytał z wyraźnym gniewem.

Skłamałeś na dziesiątkę:
- Nie zdążyłem tego dać mojemu zleceniodawcy w wiosce. Kazał mi opracować miejsca docelowe do zamontowania ładunków w oparciu o ten plan. Nie zdążyłem i się sypnęło. Zostało mi tylko to, uznałem to za ważne, więc postanowiłem to ukryć.
- Mhm... - Ahmis mimo wszystko i tak pewnie podszedł do tej informacji z dystansem, ale ten typ tak raczej ma. - Więc następnym razem przynajmniej nie wplątuj w to niewinnego dziecka. - obrócił się.

Straże zaczęły powoli podążać za Ahmisem. Została tylko mysz.
- Nawet sprawdzam, czy aby nie ma na to jakiegoś paragrafu... W końcu jakiś pewnie znajdę, a wtedy będziesz miał problemy, koleżko! Mam naocznych świadków! - ostatnie słowa wykrzykiwał, bo był względnie daleko. - Caroline?! - zauważył zostającą mysz.
- Sprawdzę jeszcze tą okolice na wszelki wypadek! I tak mam tu patrol! - na te słowa tylko pokiwał z zrozumieniem.

- Przepraszam za niego... - odezwała się nagle mysz, gdy królik znalazł się wystarczająco daleko. - To palant, który jednak znalazł dostatecznie dużo współpracowników, by się wybić.
- Ten dzieciak od którego on to ma... Nic mu nie jest? - przybliżasz się do myszy. - Herold nie tknie niewinnych, dlatego dałem to chłopakowi, nie chciałem go rzucić na śmierć... informuję z góry. - szepczesz przyspieszonym tonem.
- Nic mu nie zrobił, po prostu jeden strażnik dostał cynk i to zbadał. Dostali nawet małą rekompensatę pieniężną za najście, bo... powiedzmy, że ojciec jest trochę... nie do końca idealnym przykładem swojego ojcostwa... - odpowiedziała na to pytanie. - Ale zaraz. Skąd ty wiesz, że Herold nie tyka niewinnych? A kelner? - zwróciła uwagę na drugie zdanie.
- Nie tu, przyjdź do hotelu. Sama i nieuzbrojona... Wymienimy się informacjami. - wtajemniczyłeś.
- Dobrze... zmianę kończę jednak dopiero popołudniu, więc pewnie przyjdę pod wieczór. - poprawiła hełm. - Więc trzymaj się i uważaj na Ahmisa. - po czym zgodnie z wcześniejszymi słowami zajęła się dodatkowym szukaniem jakichś informacji.
Patrząc na siatkę szpiegowską Ahmisa, ma to sens, w ten sposób nie będzie że kłamała.

Opuściłeś uliczkę naokoło, zmierzając w stronę hotelu. Dalsza podróż mijała już przez główne uliczki pełne różnych osób, przede wszystkim charakterystycznych dla dzielnicy uchodźców.
Nie byłeś już daleko od hotelu, ale od razu w oczy rzuciły ci się jakieś worki zakrywające ciała i jakaś dwunastka służb medycznych wsparta kilkoma strażnikami miasta do ochrony. Trzy takie worki. Przechodzisz natychmiast przez drzwi, kiedy...
Zderzenie, przewalasz się na plecy pod wpływem ciężaru drugiej osoby, która chwilę po tym zderzeniu przetacza się w bok.
- Och, wybacz! - Kira zasłoniła twarz dłońmi, szybko stając na nogi i pomagając ci wstać. - I wybacz znowu, ale muszę pędzić! - i pobiegła dalej, przez wąskość drzwi przecierając się bark w bark. Całe szczęście, że przez pośpiech znowu się nawzajem nie przewróciliście...

Clem coś dyskutowała z recepcjonistą, kiedy jakiś strażnik stanął obok ciebie. Paul.
- Pan Giles umiera... - powiedział krótko, zdejmując hełm. Miał rozerwany materiał na biodrze. - Atak tuż przed hotelem ze strony zwolenników Anonima. Pięciu ludzi zdjęło habity odsłaniając zielone koszule i rzuciło się z bronią palną oraz wybuchową na hotel... Co widać...

Rzeczywiście, półki z książkami i tutejszy stolik z fotelami w tej chwili były zgliszczami, a wokół była obecna czerń popiołu po wybuchu.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 07 lip 2019, 11:14 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Uważaj żeby cię nie użądlił - powiedziałam cicho, przybliżając się do Samanthy - Chociaż podobno Knuckles to lubi, tak przynajmniej słyszałam - rozłożyłam ręce kiwając głową na boki. Skunksica mimowolnie parsknęła i zakryła usta.

- Oj, masz wybujałą wyobraźnię... Obawiam się, że Knuckles po tym wszystkim zachodzi teraz w głowę jakim cudem nadal jest wodzem. - odpowiedziała na to.

- Bo ma dosyć odwagi, aby podjąć odważne decyzje. - odezwał się Ricardo swoimi plecami.

- Jakież to odważne decyzje? - Samantha mimowolnie obróciła się na siedząco przez barykadę prosto na twoją stronę, żeby patrzeć prosto na rozmówcę.

- Wysadził Death Egg aby wygrać wojnę, chociaż w ten sposób uśmiercił trzy miliony Mobian. - odparł.

- Naprawdę... odważna decyzja... - Samantha miała wyraźnie inne zdanie na ten temat.

- Niemalże tak samo odważna jak wymyślenie Operacji Wielkiej Fali w półtora minuty - zaśmiałam się - Nie było mnie wtedy w sztabie, ale każdy kto był i do tego dopuścił powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności.

- Operacji Wielkiej Fali nic nie może wyjaśnić, owszem... - Ricardo obrócił się na stojąco i podszedł bliżej. - Ale bądźmy szczerzy... Wolałybyście doprowadzić do całkowitej anihilacji społeczności Mobian czy poświęciłybyście trzy miliony, aby dużo większa liczba miała szansę dalej żyć? - na te słowa Samantha zaczęła wyraźnie się zastanawiać.


Z tyłu widać Friedrica, Stevena i dwóch żołnierzy Imperium z rękami nad głową, trzymanych na muszce Wisponów. Jeden był czarnym bykiem o typowej, metrowej posturze, druga fioletową szczekuszką* z szarymi goglami na oczach.

- Gdyby nie Sonic to i tak nic by z tego nie wyszło. A ja nawet nie jestem fanką Sonica, więc nie, nie uważam, żeby Knuckles był najlepszym materiałem na dowódcę. - powiedziałam wpatrując się w jeńców. Mogli się cieszyć, że nie wpadli w moje ręce...

- Gdyby zrobiono tą operację dobrze, to pewnie ocalono by dużo więcej osób niż tylko tysiące... - dodaje Samantha.
Ricardo uniósł brew, chyba zaskoczony popieraniem tego przez Samanthę i wzruszył ramionami, kierując się do więźniów.

Steven tylko pokiwał ręką i od razu ruszył na górę, kiedy Friedric z naruszonym prawym ramieniem podszedł bliżej, a Ricardo kazał usiąść jeńcom pod herbem miasta.

- Rączki do przodu, żadnych gwałtownych ruchów i dajecie się dodatkowo przeszukać.

- Sprawdzeni. - rzekł pies.

- To dobrze, bez ruchów! - wymachnął bronią i z powrotem oparł się o ścianę.

- Bo inaczej traficie do pokoju, gdzie zaczniemy was wiercić, aż wy przestaniecie się wiercić! - krzyknęłam do imperialnych uśmiechając się. Szczekuszka lekko uniosła głowę. Cholerne szczekuszki i ich porąbana nazwa. Pewnie pochodzą ze Szczebrzeszyna. Spojrzałam na Samathę - Sorki X, taki tam czarny humor. Czarny jak spopielone zwłoki! Ho ho ho! - zaśmiałam się wysokim głosem szturchając ją łokciem.

- Zbadajmy lepiej pobliskie pomieszczenia, bo jeszcze coś ten humor mógł ukraść. - Samantha wstrzymała z trudem mimowolny śmiech. Ale dłużej już nie można było podyskutować...

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 07 lip 2019, 15:52 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Co się dzieje ? - Zbliżam się do strażnika.
- Atak zwolenników Anonima, jak mówiłem. Pewnie liczyli, że przy odrobinie szczęścia zdejmą tego heroldobójcę czy coś, nadal to badają, bo złapali jednego... - Paul chrząka, plując krwią. "Przeklęte rany wewnętrzne..." jęczy pod nosem i macha jakiemuś medykowi wewnątrz budynku.
- Całe szczęście, że po ostatnich zdarzeniach nadesłano tu grupkę straży... Ale i tak oberwało dużo osób. Za dużo, co do każdej za dużo... - medyk się zbliża. Clem w tym czasie szybko biegnie na piętro po skończeniu rozmowy z recepcjonistą, który siada na fotelu i przeciera czoło.
- Mogę wejść w takim razie? - Podnoszę go i podciągam do najbliższego krzesła.
- Raczej pomieszczenia są wolne poza pilnowanym magazynem, gdziekolwiek chcesz iść... - Paul znajduje się już na krześle, kiedy medyk zaczyna wstępne badania.
Opuszczam strażnika i kieruję się na górę w stronę Clem i prawdopodobnie Bruce'a.
Na górze nie jest już tak tragicznie. Właściwie to atak zdecydowanie tu nie dotarł.
- Max! - Bruce przerywa rozmowę z siedzącym przy drzwiach swojego pokoju Ahdim, którego nie widziałem już dłuższy czas swoją drogą, siedzącego z plecami opartymi o ścianę i wyraźnie płacze. - Jak dobrze cię widzieć! Przynajmniej ty nie padłeś ofiarą... - dodaje kret, wzdychając z ulgą i ręką na sercu.
Łowca będzie się musiał z tego wyspowiadać... Albo będę miał solidny argument w mojej rozmowie z nim...
- Na razie wiem, że doszło do zamachu... Możesz mi przytoczyć jakieś szczegóły... I powiedzieć czemu Kira wypadła stąd jak oparzona?
- Poszła poszukać jakichś środków odkażających na targu. Nawet nie chodzi o pana Gilesa... Tego starszego, co na ciebie nakrzyczał, kojarzysz, prawda? - Bruce rozgląda się wokół. - W każdym razie, sam nie znam wszystkich szczegółów, bo przybyłem w tym samym momencie co pojazdy medyczne zbliżające się pod sam hotel. Wiem, że pięciu zwolenników Anonima z jakichś nieznanych powodów obrzuciło miejsce jakimiś własnoręcznie zrobionymi granatami, po czym rzuciło się z bronią do środka. Najwidoczniej nie wzięli pod uwagę, że ostatni zamach doprowadził do podwojenia straży i zostali odparci, ale nie bez strat... - tu spogląda na Ahdiego.
- Ciężko ranili pana Gilesa, poharatali Harolda... tego pancernika, bo chyba jego też nigdy nie poznałeś z imienia... I zabili to niewinne dziecko, chyba domyślasz się które... Nie mówię tu już nawet o straży... - Bruce wzdycha wpatrzony w otwarte drzwi. Słychać było jakieś wytłumione przez dystans komendy. - Clem znowu weszła w swój drugi żywot medyczki... Pan Giles jest pod jej opieką i jednego lekarza. Ale czy wyjdzie... Dostał trzy cięcia nożem i odłamkami po granacie.
- Co oni myśleli? - Patrzę na drzwi pokoju, zza którym zniknęła Clem. - Że w ten sposób wykurzą mnie, zmuszą do błędu czy po prostu zrobią raban?
- Mogli po prostu celować nawet w Heroldobójcę... Każdy uciekinier z tej wioski mógł być zamieszany w śmierć Herolda, więc mogą chcieć po prostu zemsty za łamanie ich mitów... Czy coś... - odpowiada na ostatnie pytanie kret.
Widziałeś na łóżku starszego z przyrządami podtrzymującymi tlen i trzy osoby próbujące go ratować. Clem właśnie prowadziła z jakimś medykiem operację wyjmowania odłamków.
- Ehhh... Ja mam za to trochę pytań i ciekawych wieści, jednak... Nie są one takimi, które można przekazać tu. - Wskazuję głową na pokój. - Chodzi właśnie o Herolda... - Po czym przenoszę wzrok na Clem, wzdycham. Spotkam się z nią później... Na razie mogę wyłącznie życzyć jej powodzenia.
- Och, znowu? - Bruce od razu podchwytuje temat i podaje mi klucz, jeszcze tylko na chwilę zmierzając do Ahdiego. Minutę później już spotykamy się w pokoju.
- Najpierw: Skąd wytrzasnąłeś tego Lutetra?
- Lutfiego? - chyba pierwsza osoba, która podaje jego imię prawidłowo. - Był ze mną w oddziale, ale zawsze trzymał się na uboczu naszej grupy. Wprost dał do zrozumienia, że nienawidzi Anonima i nawet w trakcie obecnej kariery zasłynął z pochwycenia lub zlikwidowania kilku z nich. - wyjaśnia, co wie.
- Hmmmm... W magazynie zachowywał się właściwie jak jeden z jego szpiegów... Cóż skoro ty za niego ręczysz to... I tak nie jest ważne. - Kret zaskoczony podnosi brew.
- Tam też na uboczu? - Kreta wyraźnie to teraz interesuje.
- Ta... Przyglądał się jak ja i Pierre rozbrajamy bombę... Z niego też jest niezły agent. Nie dość, że nie nosi spodni, to jeszcze skacze w swoim domorosłym pancerzu. - Rozluźniam się na krześle-Ale w sumie jest przezorny, a to się szanuje.
- On nosi spodnie, pewnie ten jego prowizoryczny pancerz saperski go zmusił w tych upałach do mniejszej liczby ubrań... Przypominam, że takich osób bez ubrań jest więcej. - Zwraca uwagę Bruce.
- Niezręcznie się czuję przy osobach, które chodzą w pełnym stroju Sonica albo naciągają na siebie tylko jakąś kurtkę, albo kamizelkę, ok? Mam do tego dziwny wstręt-Poprawiam się w krześle-W każdym razie, napadł mnie Ahmis...
- Znowu?! - Bruce wzdycha. - Uwziął się, co?
- Uspokój się, udało mi się ustawić spotkanie z jedną z jego podkomendnych... Przyjdzie tu wieczorem, a ty ją przyjmiesz.
- Jakie imię? Może kojarzę. - Bruce'a zaciekawia ta informacja.
- Caroline. - Mówię po dłuższej chwili namysłu-Taka czarna, myszowata.
- Ach... No to dobrze trafiłeś! - poklepuje mnie po ramieniu. - Ona od dłuższego czasu szuka jakiegoś sposobu na pozbycie się Ahmisa, bo jego metody i wszystko inne prowadzi w praktyce do większych komplikacji niż rozwiązań... Dobrze trafiłeś.
Niestety nie zaliczę hattricka...
- Dziś będę musiał spędzić noc na dachu budynku, mam umówione spotkanie. A że ty ją znasz... Cóż, to ty z nią pogadasz-Patrzę na okno. - Da radę, się wdrapać na górę wychodząc oknem?
- W sensie, tutaj? - kret wyraźnie nie rozumie mojego celu.
- Tia... - Podchodzę do ramy i się przez nią wychylam-Nie chcę ci robić nadziei, dlatego, powiem ci dopiero jutro, o tym, co zastaniemy.
Zauważam mały parapet, na który można by wspiąć się dzięki wciągnięciu po stanięciu na parapecie naszego okna.
Kret nagle chwyta mnie za ramię i zdejmuje swoje specjalne okulary, uważnie z bliska lustrując moje oczy. Puszcza po krótkim badaniu.
- I tak bym nie uwierzył, jeśli domyślam się, co osiągnąłeś... - kret siada na krześle.
- I może dobrze... - Podchodzę do aneksu i zaczynam szykować kawę. - Teraz poczekać aż Clem skończy operację.
- Potrwać może kilka godzin, więc poczekasz raczej długo, znając tą jeżycę. Wysłałem już informacje do burmistrza, któryś z naszych powinien wkrótce dać znać jak to poszło.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 07 lip 2019, 23:13 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Czasu na zbadanie jakiegoś pomieszczenia może jednak nie starczyć... Jakiś wybuch przeszedł przez powietrze na zewnątrz i słuchawka natychmiast trzasnęła.
- Nadciąga w waszą stronę jakiś oddział z Egg Tankiem! Ekipa Tyrona wysyła wam już wsparcie! - przekazał nerwowo Muscle.

Sędzia Jules wyraźnie pojął o co chodzi i szybko objął uspokajająco Triss.
Samantha zeszła z barykady i oparła Asteroid Wispon. Szybko na pozycję dosiadł się Friedric.
Dwóch Imperialnych już chciało wstać, ale ich zapędy powstrzymał Ricardo.
- Spokojnie, mam ich na muszce. - przekazał, przechodząc bronią z jednej strony na drugą.
- Mamy problem! Mamy problem! - Charmy trochę spanikował i zaczął kręcić bączki. Kolejny huk go uspokoił.
- Co oni, niszczą tą dzielnicę? - Samantha pilnowała wzrokiem drzwi.

Wrota były otwarte na pół-oścież. To była kwestia czasu, kiedy waszym oczom ukazały się pierwsze Egg Pawny z tarczami, mającymi lukę u boku na ręczne działko.

Will

Czas mijał już cicho. Kawa się zaparzyła, zalała... Jakiś strażnik tylko na moment wszedł robiąc spis informacji na temat osób i szkód. Jako że obaj byliście cali i zdrowi, a pomieszczenie nietknięte, wyszedł po pół minucie.
Do pokoju w pewnej chwili wkroczyła Kira, oczywiście po wcześniejszym zapukaniu. Minęło jakieś pół godziny względnej ciszy przerywanej jakimiś jękami, odgłosami przechodzenia zewnątrz i tym jednym wejściem.

- Tragedia... tragedia... tragedia... - tygrysica wyraźnie nie mogła ochłonąć.
- Już, spokojnie...
- Jak mam być spokojna?! Banda świrów zaatakowała nas w hotelu! Widziałam śmierć kilku osób i sama ledwo wyszłam z tego z życiem! - teraz dopiero dojrzałeś na jej wijącym się wściekle ogonie zaczerwieniony bandaż.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 08 lip 2019, 1:23 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Grrr... chciałam tu odpocząć! - krzyknęłam wstając gwałtownie i unosząc gniewnie ręce do góry. Chciałam wyskoczyć przed drzwi i pokazać im fakeny, ale zbyt często narażałam się ostatnio na ostrzał. Musiałam w inny sposób się rozładować. Mój wzrok zatrzymał się na imperialnych żołnierzach. Podbiegłam do nich.

- Hmm... skoro kochacie imperium tak bardzo, że aż za nie walczycie to pewnie zaufacie temu, że wasi towarzysze wstrzymają ostrzał gdy zrobimy z was tarczę. W końcu Imperium jest już takie miłe co nie? - uniosłam brew. Zanim szczekuszka zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować złapałam ją i przłożyłam pistolet do pleców, wyprowadzając ją bliżej drzwi. - Spokojnie szczebrzeszynko, nie wierć się.


Oczekiwałam obiekcji ze strony reszty, ale o dziwo nic takiego nie było. Popatrzyli się na mnie krzywo, ale raczej nikt nie starał się mnie powstrzymać. To... nieco zbiło mnie z tropu i wprawiło w lekki niepokój.


- Ehhh... dla dobra komedii muszę pociągnąć żart do końca - wyszeptałam cicho.

- Ż-że co? - odezwała się szczekuszka.

- Liczyłam na to, że moi towarzysze mi na coś takiego nie pozwolą. Ale jak zwykle muszą mnie zawodzić... - westchnęłam odchodząc bliżej drzwi. - Mamy tu jedną z waszych! Drugi jest w środku! Nie otwierajcie ognia! - krzyknęłam do Imperialnych.

- Co ty... chcesz negocjować?

- Nie mam zamiaru... ani uprawnień...

- To co...

- Nie zadawaj głupich pytań i padnij!


Krzyknęłam rzucając się na ziemię i puszczając szczekuszkę. Nie jestem pewna czy oberwała od nadlatujących pocisków, ale mi udało się bez szwanku przeczołgać za najbliższą osłonę. "Pięknie się załatwiłaś idiotko" pomyślałam "Teraz jeszcze musisz odbić Cesarzową Szczebrzeszyna lub to co z niej zostało". Ostrożnie wychyliłam się zza osłony by zbadać sytuację.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 08 lip 2019, 19:10 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Chcą nas wytępić, aby informacja o tym, że zabito jakiegoś herolda, nie rozeszła się dalej. - Biorę łyk kawy.
- Przecież rozeszła się już dziewięć dni temu... - zwraca uwagę tygrysica.
- No to chcą zemsty na tych, którzy pozwolili na rozejście się takich informacji. Pamiętaj, to my byliśmy w tej wiosce, a Heroldobójca jest wśród nas. To mógł być atak nawet na niego, ale z drugiej strony, sam Anonim raczej wie, kto nim jest... - sugestywnie wzrok dwójki pada prosto na mnie.
- Więc... atak padł prosto na nas. - jej spojrzenie dosłownie przeszywa dusze nas obu.
- Na to wychodzi. - potakuje ponurym tonem Bruce.
- Rozeszła się informacja o tym, prawda. - Wstaję z zamiarem przygotowania napitku tygrysicy-Ale jeszcze nie rozeszła się aż tak daleko, to po pierwsze. Po drugie, Anonim raczej celuje w to, aby nikt nie próbował mi pomóc, zastraszył nas wszystkich, abyśmy w końcu sami siebie powybijali. - Chcesz kawę Kira?
- Mój wewnętrzny duch działa teraz jak kawa razy trzy. - Rzeczywiście, ogon ostro przecina powietrze wokół niej. Może dlatego tygrysica trzyma się bardziej na boku.
- Dobra, tylko zastanówmy się... To był po prostu atak od frontu? - Bruce zadaje to pytanie bezpośrednio Kirze.
- Na to wygląda. Byłam w holu. Nagle wpadło tu pięciu Mobian z zielonym ubiorem czy tatuażami i po prostu obrzucili to miejsce bombami i ołowiem. - Kira chodzi od okna do środka sali.
- Pomimo faktu, że tutejsze straże są prawie trzy razy liczniejsze? - Zwraca uwagę kret.
- Całkiem możliwe, że o tym nie wiedzieli... Pamiętaj, wysłali tu kolejną szóstkę strażników dopiero po wczorajszych zdarzeniach z zamachowcem i wybuchem w hotelowym magazynie.
- Tym bardziej. - Pozostawiam aneks i podchodzę do okna-To nie miał być żaden taktyczny atak, zwykła próba zasiania strachu. Udana zresztą. - Przystawiam kubek do ust. - To moja wina i nie ma co zaprzeczać. - Biorę łyk. - I tak niedługo opuszczam to miasto. Nawet jeżeli negocjacje z burmistrzem wyjdą czy nie.
- Może drążę to niepotrzebnie, ale zastanów się, Max. - Bruce przekierowuje wzrok prosto na mnie i opisowo gestykuluje przy następnych słowach. - Anonim wie kim jest ten Heroldobójca i tak naprawdę wystarczyłby odpowiedni atak na ten pokój. Możliwe, że nawet próbował... - tu wyraźnie przypomina o sytuacji z kelnerem, pokazując palcem ten pokój, drzwi i wbicie palca w brzuch. - A tymczasem co robi? Wysyła garstkę swoich zwolenników na to miejsce, aby zaatakowali pierwsze lepsze osoby? Dobra to najpewniej próba zwykłego zastraszenia. Ale czy tylko to? Naprawdę poświęciłby życie pięciu osób, aby zrobić małą, praktycznie nic nieznaczącą rozróbę?
- Przez tych palantów zginęło niewinne dziecko! - Kirę zaczyna znowu ponosić, dosłownie wstrzymuje się przed huknięciem w stół. - Co nas obchodzi jakiś większy motyw?! Dwójka pozostałych palantów powinna zostać powieszona za kończyny, liny powinno się przypiąć do koni, a następnie zakończyć to batem, który zmusi te konie do biegu! - w tej chwili przegrywa tę walkę, uderza z zaskakująco mocnym hukiem, który kruszy wierzchnią warstwę deski.
- Kira... - Bruce otwiera usta w niedowierzaniu. Chyba nigdy nie widział tak wściekłej koleżanki.
- Ja... Zaraz wrócę... - Tygrysica zakrywa twarz dłonią i opuszcza szybko pokój. Gdyby dobrze się przyjrzeć, dojrzałoby się łzy płynące z jej oczu.
Nastaje cisza.
- Właśnie zobaczyłeś to, czego pragnie osiągnąć Anonim. Pomyśl, co jest bardziej satysfakcjonujące? Wróg martwy, czy wróg zniszczony? - Obserwuję świat za oknem-Jak myślisz ilu takich maniaków ma w mieście? Ja sądzę, że ma ich wielu i każdy z nich odda swoje życie w imię "Lepszej przyszłości".
- Tak, nie będę krył, że czuję pewien strach. - Bruce ma dość poważną minę, jak na to, co mówi. - Ale jeśli mam być szczery, moja chęć odpowiedzi jest odczuwalna dwa razy mocniej. - zacisk pięści z pięścią, aż słychać zgrzytnięcia kości. - Jak myślisz, czego mogą oczekiwać od nas w tej chwili?
- Może właśnie tego kontrataku... - Nie wiadomo, kiedy a kubek stał się pusty. Wzdycham ze smutkiem i ruszam przygotować kolejną dawkę napitku. - Obawiam się, że Anonim wie, o tym, co planujemy w magazynie i wie o tym, że Łowca się wacha. Może sam herold to tylko zasłona dymna, pod którą właśnie tacy fanatycy jak ci stąd planują nam wypowiedzieć walną bitwę.
- Ostrzegę resztę, na wszelki wypadek. - Bruce obserwuje obszar za oknem razem ze mną. Widok niższych i wyższych budynków na tle wzgórza i błękitnego nieba nie jest czymś wyjątkowym.
Drzwi otwierają się i Kira już wraca. Jedyną różnicą są nieznacznie zaczerwienione oczy.
- Już ci lepiej?
- Zdecydowanie. - różnica zwiększa się. Jej ogon nie lata wokół otoczenia, a do tego tygrysica wreszcie siada na krześle.
- Jeżeli chcesz pomścić to dziecko, to okazja ku temu może się nadarzyć za niedługo-Zaczynam obszukiwać szafki-Jest tu jakiś termos?
- Tutaj nie ma, ale... - Kret chwilę zastanawia się. - Ahdi chyba miał jakiś. Bardzo potrzebne?
- Nieee... Sobie przyniosę go później, po prostu noc na dachu może się niemiłosiernie dłużyć.
- Tylko ostrożnie, dobra? Ahdi przeżywa tę stratę najmocniej... - Kret spoważniał.
- Tak, nie dziwię się. - Kira przytakuje.
- Nie, no co wy, nie mam ochoty go prosić o termos w takiej chwilii-Sprecyzowałem. - Tylko, jak Clem skończy a ja będę na górze, to jej powiedzcie, ok?
- Jasne. - Kira znowu przytakuje.
- Może pójdę do Ahdiego, skoro o tym mowa. Naprawdę przyda mu się teraz wsparcie. - Bruce wstaje i przeciąga się. Zdecydowanie zasiedziały. Za to ja wziąłem się za picie kolejnej kawy.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 08 lip 2019, 23:48 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Pocisk energii z Egg Tanka uszkodził Drzwi Sprawiedliwości... I tak skazańcy ich nie lubili.
Szczekuszka miała ogrom szczęścia. Pociski od Egg Pawnów poszły bokami, jakby brały pod uwagę kto jest przed nimi, przez co myszopodobna wyczuła moment i natychmiast uciekła w stronę swoich stron.

Znalazłaś się w niefajnej sytuacji... Najbliższą osłoną były Drzwi Sprawiedliwości uchylone pod mocnym kątem, przez co praktycznie byłaś odsłonięta przez połowę możliwych ataków.
Niespodziewanie tarcze popękały pod wpływem uderzenia Wispona-wiertła. Wisp...
- Nigdy więcej takich szaleństw, dobra?! - pochwycił cię za dłoń i z pomocą mocy Wispona pospieszył w przeciwną stronę. Znów byliście za barykadą, a ptak schował się i zaczął trząść, prawdopodobnie sam zaskoczony swoją akcją.
- Właśnie straciliśmy przez nią więźnia! - wydarł się wyraźnie niezachwycony Friedric.
- No cóż, zawsze mniej problemów od środka... - Ricardo trzymał dalej na muszce byka.

Na miejsce przybiegła wreszcie trójka innych żołnierzy, od lewego rozwidlenia.
Przewodził im brązowy kot w kamizelce kuloodpornej, a tymi prowadzonymi byli żółty jeż, który wnioskując z nieco większych proporcji był tenrekiem, oraz biały królik z okrytą bandażami lewą ręką.
Od strony drzwi nadchodziły kolejne Egg Pawny, wsparte dwoma żołnierzami uzbrojonymi w jakieś bronie z podpiętymi butlami i długą lufą. Kryli się nieco za tarczami maszyn.
- Miotacze płomieni... - Samantha od razu rozpoznała broń.

Will

- Właściwie... to z kim masz spotkanie na dachu, jeśli wolno spytać? To dość nietypowe miejsce na spotkanie. - obecna nadal w pokoju Kira zmrużyła oczy w zainteresowaniu.
- Z Pokutnikiem - siadasz na przeciwko niej. - Znaczy... Może...
- Czy ja nie jestem tym Pokutnikiem? - Kira rozszerzyła oczy w zdumieniu. - Nie... w tym momencie żartujesz... - chyba załapała o co chodzi.
- Nie, nie żartuję. Mam okazję którą muszę wykorzystać. Jeżeli zabije mnie, to automatycznie Anonim da wam spokój. Dostanie to czego chciał, lecz jeżeli on sam się przekona że wszystko jest lepsze od Anonima, to zyskamy potężnego sojusznika.
- To naprawdę takie łatwe? Max, to misja samobójcza... - Kira nadal wyraźnie nie dowierza temu co usłyszała.
- On sam nie był oddany Anonimowi przed tym zamachem. Teraz? Jest zagubiony jak dziecko. Myślał że Anonim wskaże mu oraz wszystkim drogę do szczęścia... - posłodziłeś kawę z cukrem usilnie sobie wmawiając, że to miód. - Aktualnie Łowca zalicza brutalne zderzenie z rzeczywistością. Poza tym, obiecałem mu że będę tam na niego czekał.

- Cóż, jak dla mnie to szaleństwo... Ale mnie nie było przy tych twoich spotkaniach. - Kira podniosła dłonie, jakby postanowiła zrezygnować z dalszego wyjaśniania swoich własnych obaw.
- W ogóle wiesz co oznacza twoje imię? - zmieniłeś nagle temat, aby odwrócić jej uwagę od miażdżącego ją smutku i gniewu.
- Em... W sumie to nigdy się nie zastanawiałam? - podziałało. Tygrysica natychmiast rozszerzyła oczy w zdumieniu na nagłą zmianę tematu.
- Moment żebym nie pomylił... - chwilę myślisz. - "Kobieta niezależna. Nigdy nie chce skorzystać z pomocy innych, wszystko woli wykonać sama. Wśród rówieśników Kira nie znajdzie bratniej duszy, ponieważ nie rozumieją oni jej skomplikowanego charakteru. Kobieta o tym imieniu nie goni ślepo za karierą zawodową. Woli być panią domu, aby to partner ją utrzymywał. Jeśli chodzi o związki, Kira nie jest przekonana do ślubu. Planowanie dzieci również spycha na dalszy plan. Żyje tym co jest tu i teraz."... Mam nadzieję że dobrze zacytowałem książkę z której pochodzi ten ustęp.

Kira chwilę obserwowała cię, mrugając trzykrotnie.
- Że co... Eee... A co to ma w sumie do rzeczy? - tygrysica zmrużyła oczy w zastanowieniu.
- Pytaj twórców tego dziwnego horoskopu i Ajszy... - odpowiedziałeś siorbiąc cicho kawę.
- Ajszy? Co to w ogóle za imię? - tygrysica powoli zaczęła chyba zapominać o obecnych zdarzeniach, zaskoczona zmianą tematu rozmowy.
- Ano... Południowe, jednej ze strażniczek. Pumy dokładniej. - odpowiedziałeś i na to.
- Koleżanka Bruce'a, wnioskuję? Bo nie kojarzę żadnej pumy z wioski...
- Tak, zresztą urodziła się tu, tylko jej rodzice pochodzili stamtąd... Sądzę że może byście znalazły wspólny język, to tylko moja dygresja. - prawie opróżniłeś kubek.

- Naprawdę taka podobna? - zainteresowała się tematem. Gdyby nie nadal nieco podczerwienione oczy i raniony ogon, to ani trochę nie byłoby widać po niej skutków tego ataku.
- Na pewno tak samo sprawna. - uśmiechnąłeś się ku chwale zwinności tygrysicy.
- Ach... Mam jednak nadzieję, że "Atletyczna" się nie przyjmie. Jak spotkasz Phila przede mną, daj mu znać na wszelki wypadek, bo czasami już mam momenty, kiedy mój scyzoryk ma pójść w ruch. - Kira pierwszy raz od tego incydentu się śmieje. - Nie no, tak źle nie jest. Ale "Atletyczna" niech lepiej się nie przyjmuje. - dodała szybko.
- Zapamiętam... W ogóle, nie pamiętam czy pytałem, ale dlaczego opuściłaś dalsze południe? - znowu zmieniłeś znienacka temat.

Tygrysica spochmurniała błyskawicznie. Spojrzała na okno, potem na ciebie.
- Kiedy Anonim po raz pierwszy się pojawił, nasza wioska sprzeciwiła się jego zapędom... Byłam jedną z osób, które wyniosły się stamtąd zanim doszło do walk Anonima z plemionami, widząc przewagę wroga... Żałuję i tyle. - przerwała na tym historię. Wyraźnie woli o tym nie rozmawiać.
- Hmmm... - sam wyraźnie posmutniałeś. - Kira, możesz mi zadać dowolne pytanie o przeszłość, filozofią o cokolwiek. Jeżeli czujesz że cię obraziłem. - dodałeś po chwili - Mogą być nawet sprośne.
- Nie... Nie trzeba. - Kira spuściła wzrok. - Zresztą i tak to dostrzegłam... - pokazała kciukiem za siebie, gdzieś tam był pokój zajmowany przez nią i Clem.
- Taa...Gorzej jak wciągnę ją w potyczkę z siłami z którymi nie powinno się siłować...
- Clem jest zaradna, zaufaj mi. Szczerze nie zdziwię się, jak przeżyje nas wszystkich. - odpowiedziała Kira, znowu wracając kontakt wzrokowy.
- Ale ile wytrzyma takich masakr jak ta?
- Tego nikt nie wie... - znowu temat spoważniał i Kira zaczęła stukać palcem o stół, w miejscu który nieznacznie popękał w wyniku jej wcześniejszego uderzenia. Z sylwetki wydaje się niepozorna, ale siłę jednak ma...

Przerwałeś wreszcie niezręczną ciszę:
- Dokąd się udasz po tym? Wiesz, nie zamierzam nikogo wciągać w otwartą wojnę z Anonimem... A pewnie się domyślasz że, właśnie ku temu zmierzam.
- Szczerze? Dopóki Anonim istnieje, zamierzam z nim walczyć. A dopiero wtedy zacznę myśleć nad resztą przyszłości... - stukanie minęło. - Czy... będę mogła udać się z tobą?
- W końcu co dwóch Pokutników to nie jeden. - wzniosłeś kubek, aby wypić zdrowie tygrysicy.
- No tak... co dwóch Pokutników to nie jeden. - odpowiedziała na toast, choć nieco mniej pewnie.

W końcu sobie przypomniałeś:
- Która godzina? - rozejrzałeś się za zegarkiem. Na zegarze ustawionym przy ścianie nad krawędzią stołu wybiła godzina 15:24.
- Właśnie takie chwile są najgorsze...Czekanie na przeznaczenie. - wstałeś. - Są tu jakieś karty, albo coś takiego? Przejrzałbym sprzęt czy jest z nim w porządku, ale na razie są tu strażnicy... - podszedłeś do skrytki. - Sprawdzę tylko czy nic nie ukradli, dobra?
- Spoko. - Kira doskonale zrozumiała.
Odchyliłeś deski pod którymi spoczywała skrytka i... Wszystko jest w najlepszym porządku. Rękawica znajdowała się nietknięta na swoim miejscu.

- Dobra... To co z tymi kartami? - zapytałeś, zatykając schowek z powrotem.
- Hm... Ktoś może miał starą kolekcję kart. Może da się przekonać do partyjki na zabicie czasu... - Kira wstała, ruszając zbadać swoje podejrzenia.
Wróciła trzy minuty później. Z pancernikiem, który dawniej osłonił cię podczas ucieczki z wioski, wysadzając Bomb Wisponem jedno z aut. Podczas dzisiejszego ataku został raniony, dostając w nogę, którą teraz miał w specjalnym wzmacniaczu kolana. Pod pachą miał skrzyneczkę, najpewniej z wspominanymi już kartami.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 09 lip 2019, 0:25 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Łooookej! Dzięki za pomoc - powiedziałam do Wispa po czym zwróciłam się do Frederica - Hej! Powinniście byli mi wybić z głowy taki głupi pomysł! Więc to wasza wina! - uśmiechnęłam się ponuro patrząc się w stronę wrogów. - Pobiegłabym ją dorwać ponownie, ale to obecnie byłoby jeszcze głupszym pomysłem. A moja niania mi na to nie pozwoli tak czy siak - klepnęłam Wispa po ramieniu i zaczęłam rozglądać się za swoim Wisponem. Jak zwykle leżał gdzieś na ziemi.


- W każdym razie ta szczebrzeszynica będzie moja! A na razie pozostaje nam chwilę strzelać, ale jak ten Egg Tank otworzy ogień to nasze szanse są marne. Moglibyśmy spróbować się wycofać jeszcze bardziej wgłąb, tam nas raczej nie dorwie - wskazałam za siebie oddając wcześniej cztery strzały w stronę przeciwników. - Ale skoro tak to musimy załatwić jak najwięcej imperialnego ścierwa zanim wejdzie do budynku!

Krzyknęłam żwawo kontynuując ostrzał. Pozwoliłam nawet Trevorowi wziąć udział w akcji wystrzeliwując wszystkie pięć pocisków, starając się nimi zdjąć miotacze ognia.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 10 lip 2019, 16:07 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Dobra, to, w co gramy proszę pana? - Pytam pancernika na wejściu.
- Oczko lub standardowy poker... Te znam najlepiej. - Odpowiada pancernik, szybko siadając na krześle, aby nie przeciążać nogi.
- No to niech pan rozdaje. Tylko ostrzegam, jestem marnym graczem. W dodatku spłukanym. - Rozkładam bezradnie ręce. - Proponuję, aby stawką była kawa.
- Może być. Przydałaby się, jak wygram. - Pancernik zaczyna wstępne wykładanie. - Mam w razie czego trochę pieniędzy, więc sam mogę wystawić parę dolców.
- Może nawet nauczy cię trochę. - Dodaje Kira. - Mi też coś jeszcze tam zostało, więc może coś zarobisz.
- Swoją drogą, Jackson jestem... Nie mieliśmy okazji się nigdy lepiej poznać, ciągle coś się działo. - Przedstawia się przy okazji pancernik, wykładając kolejne karty.
- Max Acorn-Wyciągam rękę w odpowiedzi. - Biedny, spłukany inżynier. I nie, wolę nie grać na pieniądze... No, chyba że ma pan zawieruszony słoik miodu, wtedy z chęcią rzuciłbym panu rękawicę o niego.
- A wiesz, kupiłem ostatnio trzy słoiki, bo miałem spore szczęście. Mogę jeden postawić. - Pancernik powoli kończy wykładanie. - Trochę już podjedzony, ale spokojnie, przynajmniej wiem, że faktycznie dobry. I po prostu smarowaliśmy chleb, więc nie ma problemu jakby co. - śmieje się, wykładając już ostatnie karty.
- Dasz jakieś fory? W razie czego mogę postawić jakąś butelkę wody, żeby nie było. - Kira kieruje pytanie do pancernika, resztę do nas obu.
- Oczywiście. Skoro dwójka graczy nie ma wielkiego doświadczenia, to trzeba trochę to z balansować. - Pancernik potakuje z uśmiechem.
- No to rozdawaj mocium panie! Za miód jestem aktualnie w stanie oddać nerkę!
- Wybacz, nie potrzebuję... - Jackson chyba nieco się krępuje w wyniku tego stwierdzenia.
- Clementine pewnie by się ucieszyła. - Kira wyraźnie pochmurnieje, ale szybko się rozpromienia. - Dobra, zapomnijmy na moment o panu Gilesie. Na pewno chciałby, żebyśmy się nie martwili. - Dodaje szybko, co poprawia humor także pancernikowi.
Pierwsza partia. Ustaliliśmy, że gramy w oczko i wystawiliśmy nasze "żetony". Wystawiam kawę. Dokładniej dwie puszki, dla mnie jest to równowartość jednego słoiczka miodu. Pancernik uśmiecha się uprzejmie, chociaż ja czuję, że pod tym szczerym licem kryje się cynizm i wyrachowanie. Kira, nie pozostaje dłużna o wykłada butelkę wody. Każde z nas patrzy na siebie, Tygrysica bluźni cicho, po czym dokłada od siebie jakąś niewielką buteleczkę, jaką nosiła przytroczoną do naszyjnika, skrzętnie ukrytego pod podkoszulkiem. Patrzy po nas obojętnym wzrokiem.
- Uwierzcie, ta buteleczka jest warta wszystko, co macie i jeszcze trochę.
- Nie oceniam Kir. - Dodaję cicho. - Dobra, zaczynajmy te mistrzostwa najbliższych czterech metrów i okolic.
Pierwsze rozdanie: No nie kłamiąc, u mnie wypadło do kitu: Walet i dama. To jest 5 oczek... Dobieram. Kira i pancernik również. Szlag...Walek. Na szczęście pancerniak też dobiera... Na nie szczęście Kira nam rzuca kartami przed twarze. As, król, dama: W sumie 18. Jackson dziesiątka i dwie damy... 16. Ja 7.
- To, co rozgrywamy do trzech? - Zarzuca tygryska, bawiąc się swoim uchem.
- Ależ tak... Jak najbardziej-Chwyta talię i zaczyna przebierać kartoniki.
Drugie rozstanie się: No już lepiej i to o wiele... Dwie dziesiątki... Nikt mnie nie przebije. I Kira Rzuca Błękitne oczko... Jackson miał dwie dziewiątki.
- Zaczynam lubić tę grę.... - Tygrysica zaciera ochoczo puchate ręce. Słodki chaosie czego ona używa, aby zachowywać taką miękkość dłoni, owiniętych tylko sportowym bandażem... Wracając, do motywu przewodniego:
Trzecie rozdanie: Nawet Jackson nie kończy rozdawać kart, a Kira rzuca Asa i dyszkę.
- No... To dawajcie mi moje fanty. - Pasiasta zarzuca nogi na stół. Chrząkam znacząco.
- Kira... Ja rozumiem, że aktualnie czujesz się królową gry, ale ja dosłownie widzę, że dziś przebiegłaś prawie dwa kilometry. - Pancernik również się delikatnie odsuwa, kiedy tygrysica to zrobiła.
- Phi... Dobra... - Zdejmuje nogi i przyciąga do siebie nasze fanty.
Zapowiada się nieciekawe popołudnie. I jeszcze zakurzyła blat, po czym ta kobieta chodziła do wszystkich diabłów?!

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 10 lip 2019, 23:36 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

- Tylko nie zabijaj, co? - odezwał się Frederic. - Już wystarczy, że oddałaś ją wrogowi...
- Mniej roboty dla mnie! - wykrzyknął Ricardo, podnosząc głos z powodu nowego wybuchu.
- Więcej strzelania! Dołączajcie! - Samantha wezwała gestem nową trójkę, która zbliżyła się do barykad.

Kot i jeż trzymali wprawdzie idealne dla korytarzy Lightning Wispony, ale królik uzbrojony został w Void Wispon... A to w takim korytarzyku właściwie broń typu insta-death...
Cała piątka pocisków porozbijała się na różne sposoby. Trzy trafiły w tarcze, jeden pozbawił Egg Pawna strzelającej ręki i tylko ostatni, co ciekawe Trevor, trafił prosto w linkę łączącą miotacze, przez co strumyk aktywnego ognia poszedł po drugim zbiorniku, rozsadzając ich z hukiem obu naraz...

- Prawie szkoda mi tych drani... - odezwał się jeż.
- Mi już tak... - dodał Wisp, chowający się za barykadą.

Tymczasem to nie był koniec. Przez wrota nadleciały Spinnery, które natychmiast związał walką Charmy z pomocą ostrzału Frederica.
Tymczasem przed wejście przybyła grupa dopakowanych Egg Pawnów. Ich ciała wzmacniała pół-przezroczysta, czerwona zbroja z energii, a w dłoniach miały coś w rodzaju grubych karabinów.
- Elite Pawny! - wykrzyknął królik, wystrzeliwując pocisk Void Wispona. O dziwo maszyny utrzymały się na gruncie.
- Dostosowano je do przeciwdziałania tej broni... Bierz swój pistolet! - wygląda na to, że nie tylko ty masz broń dystansową nie będącą Wisponem.

Will

Szybko ustaliliście pojedynek o kolejną rundę. Kira postawiła tym razem na miód, jako obiekt do zwyciężenia dla was. Od czegoś trzeba zacząć, a przez stawkę zrezygnowano z innych nagród... Choć tobie bardzo się podobała, kiedy pancernik na pewno chciałby ją odzyskać.
Rozdania do trzech tym razem poszły inaczej dla tygrysicy niż by chciała, wydłużając nieco grę.
Tym razem w ruch poszły karty o niskich nominałach. Moment wewnętrznej ciszy jednak przyćmiły kolejne dobrania, kiedy idealnie złożony król, przedstawiony jako wiewiórka z berłem, czerwonawą koroną i charakterystycznym blond wąsem dał ci 21.
Drugą rundę wygrał pancernik. Udało się to dość sprawnie, bo jego decydującą kartą która go wystawiła był as dający łącznie 19 na tle twojego 14 i 12 punktów Kiry. Przedstawiał on miecz trzymany za rękojeść, który przechodzi przez okrągłą, stereotypową koronę. Tak jakby właśnie wbił ostrze w wasze serca...
Trzecia runda była ponownie dla ciebie. Na start dwa walety, bijące w oczy rycerską postawą kojota, jednego z mieczem, drugiego z lancą... Ale wtedy przy dobieraniu karty trafiłeś asa, który był obróconą wersją poprzedniego. Zmiażdżyłeś pancernika mającego tylko 5 punktów i przewyższyłeś Kirę wystawiającą niespodziewanie trzykrotnie króla, jakkolwiek to zrobiła, tracąc do ciebie 4 punkty.
Czwarta runda poszczęściła się Kirze. Natychmiast wystawiła asa i czwórkę, wygrywając nad twoją piątką z dwójką i pancernikowym duetem dam.
Ostatnią rundą zakończyłeś rozgrywkę. Dziesiątka i jedynka, po czym dobrana siódemka dały ci triumf.

I kochany miód! Pancernik obiecał przynieść od razu po skończeniu wszystkich rozgrywek, o ile wcześniej go nie odzyska.
Pukanie przerwało ewentualną kolejną rundę. Do pokoju weszła Clem.
- Dobrze, że zostawiłaś kartkę, bo bym nie była pewna gdzie cię szukać... - zdjęła rękawiczki i maskę, przecierając czoło z wyraźną ulgą.
Wygląda na to, że pan Giles ma szanse przeżycia.


Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Szukaj:
 [ Posty: 636 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36 ... 43  Następna

cron



więcej linków
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group

Polityka Prywatności

Blueblur is a fansite that is not in any way officially affiliated with SEGA. Sonic the Hedgehog and other associated characters are owned and copyright © SEGA Corporation. Published material and comments represent the thoughts of their authors.
</body> </html>