BlueBlur.pl---Najlepsze forum o Sonicu w Polsce
https://www.blueblur.pl/

RNŚ: Rozdział VIII - Kłamstwo
https://www.blueblur.pl/rns-rozdzial-viii-klamstwo-t584.html
Strona 1 z 1

Autor:  Nika [ 11 wrz 2016, 15:59 ]
Tytuł:  RNŚ: Rozdział VIII - Kłamstwo

Możecie mnie zabić za ten rozdział. Najlepiej w męczarniach. Dłuuugo, powoooli i baaardzo boooleśnie. Należy mi się.
Długi czas czekania + Badziewny rozdział = WINNY!
O, patrzcie, jakim jestem genialnym matematykiem!
(Idę płakać, bo w matmę też nie umiem).
PS. Serio możecie mnie zabić, ten rozdział wyszedł mi koszmarnie, ale poprzysięgłam sobie, że dzisiaj go skończę, to go skończyłam, pisanie tego to była jakaś masakra, pisałam to dwa razy i ogólnie obie wersje różniły się bardzo, ale jedyną cechę, jaką mają wspólną to to, że obie to swoiste porażki. Akurat łapcie tę drugą, bo jest dokończona xD
Nie życzę wam miłej lektury, tytuł to "kłamstwo" co prawda, no ale proszę was, życzyć komuś miłej lektury tego rozdziału, to jak życzyć komuś "dobrej zabawy" na matematyce :P

Rozdział VIII
Kłamstwo

Knuckles przyglądał się zdjęciom z uwagą. Początkowo, co prawda, stanął jak wryty, lecz później, nie chcąc tworzyć niepotrzebnego zamieszania, szedł równie powoli, tak, jak jeszcze zanim widział cokolwiek. Możliwe jednak, że po prostu był zbyt skołowany ostatnimi wydarzeniami, by przyjąć do siebie to, co miał przed oczyma.
Espio natomiast był zdezorientowany tym spokojem i wyciszeniem, które zazwyczaj były strażnikowi zupełnie obce. Ninja spodziewał się, że Knuckles wybuchnie gniewem lub będzie się o cokolwiek dopytywał. Jeszcze przed sekundą, kameleon wyobrażał sobie siebie, który wyrywa mu kopertę, dekoncentrując go tym samym, a następnie zwykłym zagrywką zmuszając go do wyciszenia. Tymczasem, nie działo się zupełnie nic.
Knuckles oddał kopertę z zawartością.
– Straszne. Nigdy bym się tego nie spodziewał – mruknął sam do siebie, unosząc nieznacznie głowę.
Istotnie, tego chyba nie był w stanie przewidzieć nikt. Knuckles miał jednak na myśli coś zupełnie innego, niż Espio mógł podejrzewać, w skutek tego nie odzywali się do siebie już przez całą drogę do pobliskiego szpitala.
Między grupą utrzymywała się dość ciężka atmosfera. Co prawda, początkowo Sonic zadawał jeszcze mnóstwo pytań, ale po pewnym czasie znużył się wymijającymi odpowiedziami, poza tym, stale był zażenowany tym, że wszyscy pomagają mu iść. Czasem także Vector próbował przerwać tę ciszę i powiedzieć coś ciekawego, ale każdy wiedział, że robi to na siłę i tak naprawdę, sam błądził gdzieś daleko myślami.
„Wszystko będzie dobrze” i dźwięk zamykanych drzwi były na pewno dla wszystkich sporym wytchnieniem.
– Jestem zmęczony – westchnął Charmy, opadając na podłogę i spuszczając obolałe skrzydła.
– Powinniśmy wracać do domu – powiedział Espio, opierając się o balustradę schodów.
– Zgadzam się – odparł Vector. – Zbyt dużo wrażeń na dziś – skrzyżował ręce, po czym spojrzał na Knucklesa. – Ty też powinieneś…
Ale Knuckles nie patrzył na nich, tylko gdzieś w dal. Vector poczuł się nieswojo, ale kontynuował:
– No, co tak stoicie? Idziemy!
Pszczółka z westchnieniem zebrała się z ziemi i podleciała do swojego szefa. Kameleon odbił się od barierki i dołączywszy do drużyny rzucił przez ramię Knucklesowi długie, wymowne spojrzenie, którego on jednak nie mógł dostrzec, będąc zwróconym w zupełnie inną stronę.
Ogarnąwszy się nawzajem wzrokiem, Drużyna Chaotix zaczęła odchodzić.
– Idę z wami – odezwał się nagle Knuckles, podchodząc i stając na samym brzegu schodów, kiedy tamci już zeszli.
Trójka detektywów stanęła w miejscu.
W koło było cicho i nikt nie przechodził.
Wszyscy najwyraźniej na coś czekali, bo nie wyglądało na to, że chcą się odwrócić. Strażnik też wydawał się czekać.
– Ale Anielska Wyspa nie jest po drodze – odrzekł Vector odwróciwszy się, występując kilka kroków naprzód i wpatrując się wprost w Knucklesa.
Charmy odwrócił się powoli i spojrzał na nich obu. Wyglądali, jakby walczyli. Jakby oboje chcieli się nawzajem zabić spojrzeniami.
Zacisnął piąstkę na piersi spoglądając w dół. Za chwilę jednak spojrzał na Espio, który, początkowo spoglądając w dal, spojrzał teraz na niego, a spojrzeniem tym, jakby chciał rozwiać wszystkie jego wątpliwości.
Espio nie wiedział tak wiele, a już wiedział więcej, niż chciał wiedzieć i było to dla niego niezręczne uczucie. Tak jakby ostatnio wszystko układało się zbyt niecodziennie, ale jednak tak… przypadkowo.
Zwrócił wzrok w innym kierunku, ale za chwilę odwrócił się znowu.
Zauważył, że kiedy tylko Charmy zdał sobie z tego sprawę, też spojrzał gdzieś indziej.
Wtedy było dla niego pewnym, że jego młodszy kolega boi się ostatnich wydarzeń, ale jednocześnie, wcale nie chce tego okazywać, szczególnie przed Vectorem.
Dzieci nie powinny angażować się w takie sprawy i Sonic zdawał z tego sprawę. Tylko kiedy Vector fakt ten dotrze do Vectora?
– Ale wy też nie idziecie do domu – odpowiedział ostatecznie Knuckles, utrzymując kontakt wzrokowy.
Krokodyl zadrżał nieznacznie na te słowa, ale nie uczynił nic więcej.
– Co mówisz? – zapytał.
Knuckles wzburzył się.
– Jeżeli to prawda, to co widziałem, to nie idziecie do domu! – zacisnął pięści. – Idę z wami.
Vector przez chwilę nic nie mówił, z lekko otwartymi ustami ze zdziwienia.
– ESPIO! – wydarł się, odwracając się.
– Mówiłem ci, że to zrobię – odpowiedział Espio spokojnie, unosząc dłonie i składając je na wysokości oczu.
– Myślałem, że masz na tyle rozumu we łbie, by jednak tego nie robić!
– I tak by się prędzej czy później dowiedział – stwierdził kameleon, odwracając się i spoglądając na swojego szefa spokojnie.
Ten zacisnął zęby.
– Nawet tak sobie nie żartuj. Wiesz, o co mi chodzi.
Espio zmrużył oczy, ale nie miał nic do powiedzenia na ten argument, oprócz tego, co wolał zachować dla siebie.
Przynajmniej na tę chwilę.
– Chciałbym, by z nami poszedł.
Pozostała dwójka spojrzała na Charmy’ego, który wypowiedział te zdanie. Wyglądał na zdecydowanego i gotowego bronić swojego zdania.
– TY NIE MASZ TU NIC DO GADANIA! – oznajmił Vector.
– Podobnie jak ty – dodał ninja, wchodząc w jego pole widzenia.
– Co!? Jak ty się do mnie odzywasz w ogóle!? – spytał krokodyl już odrobinę mniej wściekły, ale za to bardziej zdezorientowany. Espio z zasady nigdy się mu nie sprzeciwiał, a już na pewno nie w taki sposób.
– Nie możesz mu mówić, gdzie ma iść. Skoro chce to zobaczyć, nie możemy mu bronić.
Vector wysłuchał tego, po czym przez chwilę nic nie mówił, spoglądając w ziemię. Odetchnął.
– Wiesz, że to twoja wina – mruknął.
– Możesz mi za to uciąć z wypłaty – odpowiedział Espio.
–Ech i tak w tej chwili nic nie dostajesz – uśmiechnął się lekko. – Mógłbym cię zwolnić, ale za bardzo cię lubię.
Odwrócił się i spojrzał na Knucklesa, który tkwił z założonymi rękoma i z poważną miną spoglądał gdzieś w bok.
– Hej, jak chcesz, to możesz iść z nami – zakrzyknął Vector, bardzo możliwe, że wewnętrznie w zdecydowanie lepszym humorze niż reszta.
***
– Zbyt długo nam to zajęło – westchnął krokodyl, wpatrując się w radiowóz policyjny, stojący przed domem, do którego nie tak dawno zmierzali.
– Teraz już na pewno nas tam nie wpuszczą – dodał kameleon, zatrzymując się i spoglądając na podwórze.
Koło drzwi stał jeden z policjantów.
– Powinniśmy się spytać, co tu się dzieje? – zapytał cicho Knuckles.
– Nie jestem pewien – odpowiedział Espio.
– Teoretycznie wszyscy wiemy, co się stało – powiedział Vector, – ale może wiedzą już coś więcej.
– Naprawdę myślisz, że powiedzą nam więcej niż to, co już wiemy? – mruknął kameleon. – Nie wyda im się to dziwne, że dopytujemy tak szczegółowo?
– Chyba najlepszą rzeczą, jaką możemy teraz zrobić, to zapytać ogólnie, „zdziwić się” i odejść – przyznał krokodyl. – Z pewnością później będą o tym mówić.
– Ale to nie musi być prawda – szepnął Knuckles. – Wątpię, by głośno powiedzieli o tym, co tam się stało, a sami widzieliście przecież…
Vector skrzywił się na te słowa, ale nic nie powiedział.
– Z pewnością dostarczę wam wiarygodnych informacji – uśmiechnął się Charmy, wesół, że może coś w końcu powiedzieć i w dodatku coś, czym mógłby się chwalić.
– Ciszej, Charmy – zganił go momentalnie Espio.
– A więc postanowione – podsumował Vector. –Zróbmy co mamy zrobić, zanim samo sterczenie tutaj i szeptanie pod nosem wyda się podejrzane.
***
– Espio, mogę cię o coś zapytać?
Kameleon odwrócił się.
– Coś się stało?
Knuckles spoglądał w dół.
– Dlaczego mi to pokazałeś? – spytał, unosząc głowę.
– Sam chciałeś wiedzieć – uśmiechnął się kameleon, splatając palce i mrużąc oczy.
– Mogłeś powiedzieć – odpowiedziała kolczatka stanowczym głosem. – Nie zrobiłbym afery.
Espio uśmiechnął się nieco bardziej.
– Powiedz mi – otworzył oczy i spojrzał na niego nieco bardziej radośnie niż zwykle. – Czy nie chciałbyś odkryć tych wszystkich zagadek, które od niedawna cię trapią?
– Co masz na myśli? – spytał strażnik, zaciskając zęby.
– Czy nie chciałbyś być detektywem?…
– Nie, mam inne sprawy na głowie – oznajmił Knuckles z pogardą.
– …jak za starych, dobrych czasów…
Knuckles szerzej otworzył oczy.
– Wiesz przecież, że to nieprawda.
– Skoro to nie jest prawda… – Espio uniósł głowę do góry. – To najwyraźniej obaj wierzymy w to samo kłamstwo.
Po czym odwrócił się i odszedł, jak gdyby nigdy nic.

Strona 1 z 1 Strefa czasowa UTC [letni]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/