Strona głównaKontaktZarejestruj sięZaloguj się

  • Czy wiesz, że wizerunek Sonica pojawił się po raz pierwszy w grze "Rad Mobile"? Wydana ona została w styczniu 1991 roku, czyli daleko przed premierą oryginalnej gry z jeżem.
  • Wyścigowy spin-off serii: "Team Sonic Racing", trafi na sklepowe półki w drugim kwartale 2019 roku. Wyprodukowany zostanie przez Sumo Digital, które odpowiadało wcześniej za "Sonic & All-Stars Racing Transformed".
  • Czy wiesz, że Jun Senoue (gitarzysta i klawiszowiec Sonic Team) początkowo nagrał 8 prototypowych piosenek do wprowadzenia/finału "Sonic Adventure"? Ostatecznie wszystkie porzucono na rzecz "Open Your Heart", które świetnie nadawało się do zapowiedzi gry na Tokyo International Forum w 1998 roku, a także samego powrotu jeża do walki o konsumenta, po paru latach od czasu anulowania "Sonic X-Treme".
  • Najnowsza główna gra z niebieskim jeżem: "Sonic Forces", jest już dostępna w sprzedaży. Klimatycznie gra przypomina wczesne next-genowe inkarnacje naszego podopiecznego, co jednych przyciągnie do tej produkcji, a innych zniechęci. Warto także wspomnieć o tym, że to pierwsza gra z serii, która w Polsce doczekała się oficjalnej lokalizacji za którą odpowiedzialna jest Cenega - dystrybutor poprzednich gier "Niebieskich".
  • Czy wiesz, że komiksy z Soniciem, które były wydawane przez Archie Comics, mają tytuł "najdłużej wydawanej serii komiksowej opartej na serii gier wideo", który został nadany w 2008 roku?
  • "Sonic Mania Plus" jest dostępna już dziś! Gra zawiera nowy czteroosobowy tryb kooperacyjny, grywalnego Mighty'ego i Ray'a, tryb "Encore" zmieniający położenie przedmiotów oraz przeciwników, a także wiele poprawek. W specjalnej fizycznej wersji gry (dostępnej tylko na konsole), otrzymamy 32-stronicową książeczkę z szkicami i projektami postaci, przeciwników i plansz, podczas okresu prezentowania projektu firmie i produkcji, a także podwójną okładkę, przypominającą grę na Segę Mega Drive.
  • Czy wiesz, że Chip z "Sonic Unleashed" pierwotnie miał być duszkiem, stworzonkiem podobnym do Chao, lub nawet... rybą?
  • "Sonic: The Wrath of Nazo" Aarona Cowderego, nie będzie miała swojej premiery (jak to planowano) pod koniec 2019 roku. Animowanie aktu 1 z 3 okazało się zbyt skomplikowane, co przełożyło się na nieokreślone opóźnienie premiery animacji. Na szczęście, film będzie 15 minut dłuższy niż pierwotnie zakładano.
  • Dokąd nocą tupta jeż? Zapraszamy do aktywności w działach "Porozmawiajmy" oraz "Dyskusje", gdzie każdy to może wtrącić swoje symboliczne "dwa grosze" do rozmów na różnorakie sprawy związane z wielkim, szerokim uniwersum niebieskiego jeża, które jest nie większe, niż wypociny Marvela, czy też DC.





 [ Posty: 384 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14 ... 26  Następna
Szukaj:
Autor Wiadomość
Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 mar 2019, 20:04 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Meh... nie ma z tobą żadnej zabawy co? No ale dobra, uznajmy to za twoje zwycięstwo. Za twoją niewzruszoną postawę niniejszym przechodzisz inspekcje, bla bla blaaaa! - Wlepiłam wzrok w wystawę z napojami. - Skoro tak to wygląda to poproszę szklankę wody. Do niej dwie kostki lodu. Ale wodę proszę podać mi dopiero wtedy, gdy lód już się rozpuści! - mówiłam robiąc wzniosłe gesty i rzucając włosami.

Następnie odeszłam od lady i usiadłam w stoliku najbardziej w kącie, wcześniej odsuwając wszystkie krzesła poza tym przy ścianie na którym zamierzałam siedzieć. Usiadłam krzyżując nogi i ostrożnie kładąc zabezpieczony pistolet na stół, aby zmienić pusty magazynek. Spojrzałam na swój pasek i wyjęłam jeden z dwóch które mi jeszcze zostały. Następnie włożyłam go a ten zużyty przypięłam do paska. Podczas tego wszystkiego cały czas przysłuchiwałam się rozmowie przy pobliskim stoliku.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 mar 2019, 20:19 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Siorbię namiętnie zew, przynajmniej misiek nie kłamał.
- Wiesz, co sobie cenię najbardziej? Wolność... Tylko ona mnie kocha i rozumie. I teraz sobie wyobraź, że zgadzam się z twoją ofertą. Sam musisz przyznać, że nie jest to typ umowy "Usługa-wynagrodzenie". To jest kredyt. "Życie za dożywotnią służbę"... Zapewne tak sobie wyobrażasz naszą "współpracę". Za to wolność mi oferuje równą wymianę "Żyj tak jak chcesz-konsekwencje decyzji". Tak, konsekwencje. To nie jest tak, że, jak jest się wolnym, to się nie czuje, czasami kuku... Akcja w wiosce, sprzątnięcie twojego podwładnego... Nie wiem, czy był wolny, czy jego ślepa wiara go sprowadziła pod muszkę tego karabinu. No, ja na niego śmierć sprowadziłem z własnej woli. To jest podstawa wolności. Prawo do decyzji z całymi jej konsekwencjami, co obiecujesz tym wszystkim biednym duszyczkom, które do ciebie dołączają? Bo na pewno nie wolność. Moja odpowiedź na tę bez profitową ofertę brzmi nie. Jeżeli chcesz poderwać na mnie całe piekło i ziemię. Proszę bardzo, posłużysz się mną, aby zabić tych, którzy mnie ocalili? nie krępuj się. Przecież obaj znamy konsekwencje... Czyż nie? To nie jest duma, czy pycha ani żadna szlachetność. Daleko mi do bohatera. Zresztą... Tobie też.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 mar 2019, 23:35 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Barman wziął zwykłą, przezroczystą szklankę, nalał wody i wyjął gdzieś spod lady (światło sugerowało lodówkę) dwie kostki lodu z niebieskiego opakowania. Po włożeniu ich odsunął szklankę na bok, aby lód mógł się rozpuścić. Teraz wziął ścierkę i zaczął przecierać nieco zabrudzony blat.

- O, albo ostatnim razem Łeb przewrócił się o mały kamyk. Mały kamyk! - tur zaczął chichotać razem z towarzyszką. Historia kamyka o którego przewrócił się kozioł spod barykady była ci już znana.
- No... ale mimo wszystko właśnie za to ich uwielbiam. - dodał po chwili, spijając już do końca zawartość swojego kubka.
- Racja. Bez nich to miejsce nie byłoby takie samo. - dodała kotka, poprawiając nieco grzywę zachodzącą na prawo.
Nastała tymczasowa cisza, tak jakby oboje chcieli ochłonąć po swoich śmiechach.

Nagły huk spowodował obrócenie głów przez tura, kotkę i lisa w stronę drzwi. Po trzech sekundach wpadł przez nie Harris.
- Imperium! Atakują osłabioną barykadę! Mają wsparcie małego okrętu! - wybiegł, a po tym nastąpił kolejny huk. Tur wziął oparty o stół młot, którego rączka rozsunęła się na długość godną halabardy za sprawą sprawnego ruchu, a kotka dosięgła swojego Wispon-bicza. Ruszyli do drzwi.

Lis spokojnie dokończył czyszczenie blatu i schował szklankę wody z topniejącymi dwiema kostkami lodu pod ladę.
- Będzie czekać... - powiedział nadzwyczaj spokojnie, po czym wziął pistolet i usiadł na krześle, rozsiadając się tak by mieć broń w gotowości. - Stukniesz tą zapatkę przed zamknięciem drzwi? Chyba że zostajesz. - zapytał, wskazując znajdujący się obok drzwi haczyk pod wspomnianą zapatką. Jego konstrukcja służyła za kłódkę, pewnie mogącą się zamknąć kiedy drzwi zostały zamknięte. Tur i kotka już byli na zewnątrz.

Will

Anonim wziął kolejny łyk na końcu przemówienia i położył szklankę na stoliku.
- Cenię osoby z własnymi poglądami... - odpowiedział, nagle znikając. Miałeś wrażenie, że śmignął ci zielony błysk. Zniknął?
- Pytasz co daję? - usłyszałeś go tuż za sobą, mówiącego ci w prawe ucho. Choć nie byłeś związany, nie mogłeś ruszyć ciałem. Nagle wszystko co było przed tobą zniknęło. - Nadzieję, że po tych wszystkich miesiącach wreszcie nastanie tak bardzo wyczekiwany pokój. - przed twoimi oczami ukazało się miasto, nagle siedziałeś na balkonie.
Budynki przypominały kamienne wieżowce otoczone wszelkiego rodzaju rurami.
- Oto Grand City... Największe miasto wschodu. Sześć milionów Mobian... - nagle budynki wydają się wyginać pod wpływem szumu. Zastępują je ruiny, dym i Sentinele.
- Te maszyny zadały śmierć trzydziestu pięciu milionom Mobian. Połowie populacji planety! To miasto obecnie jest ruiną, z której uciekło jakieś kilka tysięcy Mobian. Nie zdziwiłbym się, gdyby wyszło, że obecnych przetrwałych musielibyśmy liczyć w setkach. - nagle krzesło obróciło się, a Anonim stał przed tobą, a za nim białe drzwi, które otworzył. Miałeś wrażenie, że zbliżasz się do środka.

Znalazłeś się na ścieżce, po bokach był olbrzymi spadek. Dolina. Jej formę rozszerzały kwadratowe bloki i pętle. Ziemia miała charakterystyczny wzór szachownicy złożonej z dwóch odcieni brązu.
- Green Hill... A może raczej Sand Hill? - nagle trawa wysuszyła się. Kawał pustyni zastąpił piękne równiny. W oddali widoczna była piramida przecięta na boku dwiema, idealnie symetrycznymi liniami.
- Nawet ta wioska. - znalazł się nagle za tobą i zepchnął krzesło przez barierkę. Gdy jednak upadło ono na sam dół doliny, zobaczyłeś po prostu... miejsce niedawnej ucieczki. Dym oraz kolejne zielone pojazdy powoli stawały się liczniejsze.
- Wolność to rzecz względna. Przecież zawsze są jakieś osoby postawione nad innymi. Prawie zawsze, bo jednak są też władcy... - zobaczyłeś wielką wieżę otoczoną pierścieniami, a wokół struktury masa innych budynków. Imperial Tower. - ...władcy jednak upadają. - po czym ukazała się obecna forma miasta. Ruiny otoczone szeregiem zniszczonych okrętów i sama wieża tylko w połowie tak wysoka jak kiedyś.

Nagle znaleźliście się w tym samym pomieszczeniu, a Anonim przed tobą. Wyglądało to tak, jakby te zmiany otoczenia nigdy nie nastąpiły.
- Zawsze będą osoby wyższe. Więc wolność zależy od wybranego władcy. Są ochotnicy, ale także zmuszeni. Dlatego nie lubiliśmy Podświadomości. Zabierał on wolę. - wziął kolejny łyk napoju, następnie spoglądając na ciebie tymi zielonymi ślepiami. Zmrużyły się.
- Jaką podejmujesz decyzję? - zapytał, łącząc palce w piramidę.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 mar 2019, 0:03 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Na informacje o ataku zareagowałam spokojem. To była tylko kwestia czasu zanim imperium zaatakowałoby tą osłabioną pozycję. Na komentarz barmana zaśmiałam się, a następnie odpowiedziałam na następujące pytanie ociągając się na krześle.


- Nie no, nie będę tu tak siedzieć. Zwłaszcza, że tak uparcie chcesz tu zostać i pilnować swojego cennego Burbona - uśmiechnęłam się i ruszyłam do wyjścia. Przy drzwiach chwilowo zatrzymałam się. - Podobasz mi się. Jeżeli oboje przeżyjemy tą bitwę i w końcu uda mi się założyć bar o którym zawsze marzyłam to zatrudnię cię jako barmana! - przyłożyłam dwa palce do czoła po czym oderwałam je do góry i wychodząc uderzyłam w zapatkę.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 mar 2019, 16:35 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Chowam twarz w dłoniach. Jaki on jest żałosny, jak można w ogóle służyć pod kimś takim- Nie ma osób wyższych, są tylko tacy, którzy potrzebują zarzucić swoją wolność, bo nie potrafią z niej korzystać. Jeżeli wygrasz, to taki świat chcesz dać tym którzy przetrwają? Świat gdzie ty wydajesz wolność. Dziwię się, że nie znalazłeś wspólnego języka z tym całym Eggmanem. Przecież ty masz zapędy na imperatora! I nie zamydlaj mi oczu Grand city, nie tylko tam doszło rzezi. - Patrzę się w te ślepia, śmierć nie wydaje mi się taka straszna w obliczu propozycji tej abominacji. - Oferujesz mi pokój? Przecież jesteś w mojej głowie, widzisz cały mój życiorys, mało w nim pokoju. Ja go nie znam i nie potrzebuję. I każdy, kto chce czegoś więcej niż twojej wątpliwej koncepcji "pokoju" będzie stawiało opór, nawet do rychłego zgonu. Co do wioski. To nie ja ją zaatakowałem, to twoi ludzie. Mogliście negocjować z "czerwonymi" to była obrona. Naturalna reakcja na wasze zamiary. - Pragnę wstać i wyjść, ale zdolny jestem tylko siedzieć. Jednak patrzę w oczy bestii-Nie, po prostu... Nie.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 mar 2019, 20:20 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Barman na siedząco wykonał identyczny salut, zachowując doskonale kamienną twarz.
Drzwi zamknęły się, a do twoich uszu doszedł dźwięk dwóch stuknięć. Drzwi się zamknęły. Nagły huk przeszedł ci pół metra od lewej ręki, nieznacznie odrzucając na bok, jednak udało ci się ustać na nogach. Szum też szybko minął.

Po spojrzeniu w górę ujrzałaś jeden z najmniejszych okrętów Imperium Eggmana. Był to Egg Light-Carrier, czyli zminiaturyzowana wersja okrętów bojowych, który zamiast do walki powietrznej stworzony został głównie do desantowania wojsk i wspierania go częściowym ogniem bojowym. Spod jego powierzchni w las zaczęły spadać miniaturowe kapsuły na hakach, a niektóre już powracały na pokład.

Przy barykadzie stali Wallace, Łeb i kotka. Tur pomógł wstać rysiowi, któremu nogę poharatał odłamek po wystrzelonej bombie. Szybko zapomniał o ranie, najpewniej była bardzo powierzchowna, bo tylko trochę podarła mu spodnie, nie było widać nawet śladów krwi na samym ubiorze.

Dowódca koordynował akcję obronną cywili. Po prostu schowali się w domach. Imperium nie miało zwyczaju atakować tych miejscówek. Czasy Eggmana nie oszczędzającego ludności cywilnej minęły.

Harris szybko z pomocą sowy-naukowca i drugiego kozła zaczął szykować barykady na środku placu. Miało to na celu umocnić pozycję. Wrota do miejscowości zostały zamknięte i wzmocnione belkami przez lisa i jeża-rekrutów. Wieże dalej zajmowali dwaj snajperzy, którzy już oddali po jednym pierwszym strzale.

W oddali błysnęły czerwone ślepia jakiegoś Egg Pawna, a w oddali dostrzegłaś mały błysk. Strzał.
- Snajper! - wykrzyknął Łeb, chwytając ranionego w prawy bark Wallace'a i schylając się za barykadę. Jeden z snajperów na wieży musiał go namierzyć, bo oddał strzał. Nie wiadomo czy celny.


Will

- Oczywiście że nie... Mógłbym pokazać dużo więcej miejsc, jednak nawet ja nie mam czasu. - zwrócił uwagę gdy wspomniałeś o ofiarach wojny. Wziął butelkę i napełnił swoją szklankę do połowy. Ustawił ją poza twoim zasięgiem.
- I nie widzę twego życiorysu. Poza zdarzeniami w wiosce, rzecz jasna. - wziął łyk. Jego druga ręka drżała, a głos wydawał się trochę bardziej wściekły. - Widzę jednak osobę, która swoje poglądy wspiera do końca. Tacy właśnie budzą mój szacunek... - położył niedopitą szklankę, trzymając nadal w uścisku dłoni.

Nagle szklanka pękła pod wpływem zacisku jego pięści. Szkło ześlizgnęło się z jego dłoni jakby była naoliwiona lub z mydła.
- Wioska jak najbardziej mogła się poddać... Ale nie zrobiła tego. Od początku Podświadomość uprzedzał, że zamierzają po prostu odwiedzić to miejsce by uzupełnić zapasy, ale burmistrz ostrzegł, że na to nie pozwolą... - spod wierzchniej części jego dłoni spłynęła bardzo nieznacznie czerwono-zielona substancja. Krew? - Czy w to uwierzysz? To twoja sprawa. - powstał i obrócił się.

Na stole została plama wymieszana z szkłem, a Anonim powoli podszedł do szafek, które zniknęły zastąpione tunelem. Nie siedziałeś, stałeś i do tego miałeś pewną swobodę ruchów. Nie mogłeś jedynie się obrócić o pełne 180 stopni.
- Owszem, zamierzam decydować o wolności! - rozpostarł ręce, a wtedy stał on między tobą i światłem. - Jednak ta wolność nie będzie niewolą... Będzie tym czym ta wolność być powinna! Jestem Ostatecznym Heroldem! - obrócił się w twoją stronę. Jego ślepia przebijały się przez jasne światło, które częściowo cię oślepiało.

Jego szata wzbiła się w wietrze, a ty zacząłeś czuć się jakbyś szedł pod wiatr, jednocześnie stojąc.
Z światła wyłoniły się cztery sylwetki skryte pod cieniem.
Olbrzym o wielkich rękawicach z goglami o świecących szkłach i chustą zamiast maski.
Skrzydlaty nietoperz z czymś w rodzaju kreski zamiast ślepi, trzymający coś przypominającego kuszę.
Niewiele niższy od Anonima rysiowaty o długim ogonie i z długim kijem opartym o ramię. W porównaniu do reszty, jako jedyny nie świecił w żadnym miejscu.
Oraz jakiś kompletnie niezidentyfikowany, który przypominał chodzącą zjawę. Pod powierzchnią kaptura widoczne było zielone światło.

- Jesteście Heroldami! Jesteśmy Jutrem! - sylwetki poza nietoperzem zniknęły odchodząc ku światłu. - Mój Herold przekazuje ci ostrzeżenie: Bój się Łowcy! - zniknął w świetle, a Anonim sekundę po nim.

Światło gasło. Nastała ciemność.

-

Przez twoją czapkę przebijało się nieznaczne światło. Od razu poczułeś, że pojazdem nie trzęsie. Staliście. Gdzieś w oddali słyszałeś głosy, a nieco bliżej odgłos puszczanej farby w sprayu.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 mar 2019, 20:43 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Bóg też może krwawić... Na całe szczęście ty nim nie jesteś i na pewno możesz zdechnąć... - Wstaję i postanawiam sprawdzić, co się dzieje.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Ostatnio zmieniony 13 mar 2019, 20:59 przez Kaźmirz, łącznie zmieniany 1 raz

Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 mar 2019, 21:26 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
"Oczywiście! Zawsze muszę wpakować się w coś takiego!" padłam na ziemię zaraz po strzale a następnie przeskakując z osłony do odsłony dostałam się w pobliże dowódcy.


- Nie ma to jak rutynowy atak co nie? Pewnie sobie poradzicie, a ja mogę dostarczyć informacje dla Sergio? - nie miałam zamiaru ryzykować życia za tą dziurę. Problemem były jednak zamknięte bramy i fakt, że przez ten okręt mogli nas łatwo otoczyć. Liczyłam, że może jednak dowódca będzie wyrozumiały.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 13 mar 2019, 20:58 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

- Jeśli znajdziesz sposób na wyjście... Teraz te bramy są naszą jedyną szansą na utrzymanie tej pozycji. Informacja jest ważna, ale raczej nie dostarczysz jej otoczona przez te siły. Musimy ich osłabić, wtedy będzie można o tym myśleć. - dowódca dotarł do magazynu, biorąc Void Wispon i trzy kanistry Mocy Koloru.

Kolejne dwa pociski spadły na Rockslide. Jeden trafił w kwaterę, robiąc solidną dziurę w dachu, a drugi padł na wstępną barykadę, robiąc w niej wyłom. Siła wybuchu odrzuciła do tyłu kozła i kotkę. Wallace przez swoje położenie tylko całkowicie upadł na ziemię z pozycji siedzącej. Pocisk wywołał przede wszystkim kłęby dymu, spod których wyłaniały się czerwone ślepia maszyn.
Jeden z robotów podszedł do Wallace'a z mieczem i już miał się zamachnąć, kiedy jego tułów rozciął Wispon-bicz. Wallace nie był taki bezbronny. Szybko przerzucił Wispon na prawą dłoń i lewą podparł się, ruszając na drugą barykadę nietrafiany przez pociski.
Tur wyważył drzwi do kwater, kiedy ryś dołączył do grupy przy pierwszej barykadzie.

Kolejny pocisk z okrętu trafił w lewą wieżę, niszcząc jej szczyt. Snajper-ptak w porę zeskoczył na murek i zsunął się obok bramy. Drugi snajper za to zestrzeliwał Egg Pawny spod kłębów dymu.
Dym zaczął opadać, a waszym oczom ukazała się grupa szaro-czerwonych mundurów Imperium. Ubrani w szare hełmy o czerwonych szkłach i dodatkowy pancerz na tułowiu, oddali strzały z standardowych karabinów. Było na razie widać tylko pięciu, o metrowych sylwetkach. Jeden był jeżem o zielonych kolcach, inny musiał być pancernikiem wnioskując po jego fioletowych plecach.

Pociski zadały pierwszą ofiarę po waszej stronie. Kilka kul trafiło kozła z środkowych barykad kilkakrotnie, głównie w brzuch, ale też w obojczyk i ramię. Padł na ziemię, miotając się z bólu. Miał za dużo ran by można było go sensownie opatrzyć. To kwestia chwil aż umrze.


Will

Ujrzałeś przed sobą wyżyny górskie, tworzące efekt olbrzymich wydm. Tym razem jednak oprócz piachu dostrzegałeś skały. Musieliście być już w okolicach Desert Harbor.

- Och, w końcu wstałeś. Miałeś strasznie kamienny sen. - odezwała się Clementine, siedząc na przyczepie i nieco przekręcając się w twoją stronę, przez co jej lewa noga zaczęła leżeć na powierzchni pojazdu, kiedy prawa nieznacznie huśtała się w powietrzu od kolana w dół. Tuż za tobą na piachu stał lis, który najwidoczniej już do końca przemalowywał pojazdy. Zauważyłeś, że jeden z nich jest już całkowicie czerwony.
- Bruce i nasz dowódca dyskutują z strażą miasta... - od razu wyprzedziła pytanie.

Rzeczywiście, zobaczyłeś przejazd przez coś w rodzaju wąwozu, pilnowany przez wysoką na cztery metry bramę, na której widać było pozostałości po jakimś znaku. Od razu rozczytałeś "Desert Harbor" z resztek liter. W oddali, na wysokich skałach widoczne były jakieś armaty, najpewniej obrona przeciw-powietrzna.
Strażnik w żółtym pancerzu ochronnym i maską o kolorze piasku trzymał w ręku Void Wispona. Dyskutował bardzo spokojnie w porównaniu do dwójki znanych ci osób. Byli dobre dwadzieścia metrów od was, dlatego tylko ich mimika sugerowała złość.

- Bruce próbuje przekonać straże do wpuszczenia nas, ale wygląda na to, że będziemy musieli udać się do obszaru emigracyjnego. Najmniej bezpiecznej strefy miasta ze względu na obecność szpiegów Anonima... Szczególnie po twoim wyczynie z Heroldem. - od razu pokazała kciukiem w górę i uśmiechem, że "wyczyn" miał jak najbardziej szczery charakter.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 13 mar 2019, 21:21 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Ta... Fajnie i w ogóle pięknie. - Patrzę się w oczy jeżycy, nawet ładne...- Powiedz mi... Jak dobrze znasz całą "ekpię". - Obserwuję widok przed nami — I co ciebie wiązało z wioską... - Zeskakuję z paki w celu chęci przejścia się i przemyślenia tego wszystkiego- Idę się przejść, dołączysz do mnie? I tak chyba nie masz nic do roboty, a ja gdzieś miałem w tej okolicy skrytkę z zapasowym sprzętem, a i po tych gratach się rozejrzę za jakimś złomem... No i mam pytanie, czy jest coś lub ktoś, kto wie coś więcej o heroldach ?

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 mar 2019, 0:57 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
"No i fajno" pomyślałam wydając z siebie westchnięcie. Stałam tak przez chwile nieco narażona na ostrzał ale, gdy dowódca zdążył wrócić i kolejne pociski spadły na miasto otrząsnęłam się.


- Chyba wypadałoby wyciągnąć rannych z kwatery, co nie? - wskazałam palcem na uszkodzony budynek. - O ile jest z nich co jeszcze zbierać...


Kończąc zdanie sama podbiegłam do pierwszego magazynu. Przejrzałam półkę z Wisponami i ostatecznie wzięłam białego. Nie jest może najlepszy, ale najlepiej potrafię posługiwać się właśnie nimi. No i w tej sytuacji każdy Wispon jest znacznie lepszy niż mój pistolecik.


Wróciłam na plac i chowając się za najbliższą odsłoną starałam zorientować się w sytuacji.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Online
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 mar 2019, 15:00 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Znalazłaś się przy domu najbliżej pierwszej barykady. Ściana dawała wystarczającą osłonę. Przynajmniej dopóki stoi pierwsza linia obrony...

Kolejny pocisk uderzył w drugą wieżę, jednak drugi snajper nie miał dosyć refleksu. Widać było, jak w wyniku wybuchu przelatuje przez barierkę i upada gdzieś za bramą. Jeśli eksplozja nie dała rady go zabić, a upadek też nie wystarczył, to jednak jego położenie oznacza niechybną śmierć, kolejną ofiarę wojny.
Łeb, Wallace, kotka i ryś ostrzelali siły wroga z jeszcze funkcjonującej części pierwszej barykady. Po chwili jeden z żołnierzy Imperium dostał Asteroid Wisponem w głowę, upadając z rozbitym hełmem odsłaniając jego szare uszy.

Tur wyciągnął psa-medyka na ramionach i żółtego kota trzymającego go od strony pleców za szyję. Ustawił ich po prawej stronie ściany. Pies miał pocięte przez odłamki nogi, za to kot poparzenia na prawej stronie ciała. Pies oparł się o ścianę i trzymał w ręku pistolet, gotowy do użycia gdy już wrogowie znajdą się w polu jego widzenia. Kot jedynie klepał się po jeszcze żarzącej części prawej ręki.
- Wyciągnąć pozostałych! - krzyknął dowódca do lisa-rekruta.
- Nie ma już kogo! - odkrzyknął tur, co ocaliło lisa przed zestrzeleniem od snajpera. Pocisk przeszedł mu tuż nad głową.
- Filon, namierz tego snajpera! - dowódca wykrzyknął do ptaka, który kiwnął głową i dołączył do drugiej barykady, przy zmrużeniu oczu szukając czerwonego błysku. Po chwili już wystawił snajperkę i po sekundzie oddał strzał. Czerwone światło załamało się, a snajper wyraźnie wyłonił się zza krzaków. Z rozbitą głową i snajperką pozbawioną właśnie lunety... Ten Filon jest niezły.

Wallace za pomocą Wispona-bicza przeciął kolejnego Egg Pawna, kiedy Łeb wyskoczył zza barykady i z wystawioną do przodu głową wbił się w drugiego Egg Pawna, jaki zdążył przekroczyć linię dwóch barykad z pierwszej linii rzucając go machnięciem głowy na bok i dobijając stopieniem wnętrza Fire Wisponem.
Kolejny strzał Filona sprzątnął pancernika, którego gogle hełmu rozpadły się w majestatycznym rozprysku szkła. Po chwili strzał Void Wispona od dowódcy wciągnął karabiny i kawałki pancerzy pozostałych trzech żołnierzy, którzy zaczęli się wycofywać.

Transportowiec wystawił kolejne kapsuły, które po kilku sekundach wróciły na okręt. Jego ostrzał skończył się, pewnie już nie miał amunicji. Light-Carriery zawsze miały małą ilość broni bojowych.

Ostatnie Egg Pawny cofnęły się razem z żołnierzami. Łeb wychylił swoją rogatą głowę razem z kotką, obserwując podejrzliwie las. Coś tam czmychało.

- Egg Walkery! - krzyknął Filon, strzelając w dal. Z lasu trójkami wyłoniły się lawendowe sylwetki kojarzące się z strusiami. Ich głowy przypominały lornetki o czerwonych szkłach, a skrzydła zastępowały wyrzutnie pocisków. Jedna trójka maszyn stanęła w miejscu, przykucnęła i wystrzeliła w górę świecące pociski, jakie zaczął zestrzeliwać Harris. W końcu jednak kilka z nich dotarło do pozycji dowódczej, wybuchając małymi eksplozjami obok sowy i jeża-rekruta.
Obaj upadli na ziemię, tarzając się z bólu. Jednak jeszcze żyli, bo po chwili leżeli nieruchomo, powoli dochodząc do siebie.
W międzyczasie pozostałe maszyny szybko zbliżały się do barykady, chcąc ją stratować. Ostrzał sprzątnął kilka z nich, ale to była istna chmara.

Will

- Jestem z tych okolic. - przyznała jeżyca nieco pochmurniej, wskazując jakieś odległe budynki. - Te budowle kilometr stąd pamiętają czasy epidemii. Przeżyłam ją. - przyznała, zsiadając z wozu wraz z twoją propozycją przechadzki.
- Znam nieco straże miasta, ale na pewno jestem jeszcze mniej zaznajomiona niż Bruce. Spędziłam tydzień w kwarantannie, a i tak potem nie do końca mi ufano. Bardzo obawiano się tej grypy. - odpowiedziała w końcu na pytanie o powiązaniach z wioską. - To była chyba jedyna wioska, która choć trochę nie bała się ludzi z tych okolic. - dodała.

Podczas akcji z Heroldem nie miałeś okazji się nawet dokładniej jej przyjrzeć. Nieznacznie niższa od ciebie, o typowej szczupłej sylwetce Mobiana. Jej oczy były jakby złączone wewnętrznymi końcówkami jak u słynnego bohatera, Sonica. W porównaniu do niego były jednak bardziej żółtawe, z domieszką brązu.

Na sobie miała bardzo luźną, brązową koszulę idealnie do pasa, z krótkimi rękawami które wydłużała wcześniej na prawym ramieniu czerwona opaska naderwana jako bandaż dla Bruca. Jej brązowe spodnie przylegały do nóg, kiedy czarne buty były nieco pogrubione, najwidoczniej dostosowane do piaszczystej powierzchni większości południowego kontynentu. Dłonie zdobiły dwie żółtawe, cienkie bransoletki zwieńczające brązowe rękawiczki bez palców i z białym prostokątem na środku.
Miała łącznie dwanaście kolców. Po dwa najbardziej po bokach schodziły mocno w dół, dochodząc aż do szyj, kiedy reszta szła bardziej w górę, jakby u Sonica.
W porównaniu do jeża wszystkie były dużo cieńsze, faktycznie przypominając kolce nawet mocniej niż u Dźwiękowego.

Na jednym z pojazdów znalazłeś małe kawałki metalu i śrubki. Nawet wkradł się śrubokręt, przykryty nieco metalem.
Na innym za to miałeś okazję znaleźć jakąś kulkę, otwartą w środku.
- To chyba jakiś kawałek granatu. Jest nawet zawleczka. - Clem wzięła coś w rodzaju tych blaszek od otwieraczy do kapsli. Kulka faktycznie miała jakiś punkt do zaczepienia tej zawleczki aby ją zamknąć. W środku widać było też plamy oleju.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 mar 2019, 15:45 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Widząc co się dzieje szybko skoczyłam do barykady by pomóc obrońcom w niszczeniu Egg Walkerów. Większa siła ognia by ich może zatrzymała. Spojrzałam się jeszcze chwilę na okręt. Wygląda na to że zaraz będzie się wycofywał. Chciałam go użyć do ucieczki ale tak czy siak był za daleko. Teraz moją najlepszą szansą na przeżycie była pomoc z całych sił i odparcie ataku. Zaciskając zęby strzelałam najlepiej jak mogłam w nadbiegające Egg Walkery.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 mar 2019, 20:32 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Przyda się-Biorę śrubokręt do ręki, a śrubki upycham w kieszeni. Prowadzę jeżyczkę przez kilka metrów.
- Nie widziałem nigdy tej grypy na oczy... Przynajmniej znalazłaś miejsce, gdzie czułaś się w miarę dobrze... Od dawna znasz Bruce'a i resztę? - Stajemy przed wysuszoną studnią, odmierzam 10 kroków w lewo i klękam, na ziemi dłubię w niej chwili, wreszcie wyciągam małą, zardzewiałą papierośnicę. Otwieram ją. Kluczyk, nienaruszony, zawieszony na skórzanym pasku. Teraz od miejsca znalezienia klucza odmierzam kolejne dziesięć kroków w prawoi kolejne 10 od samej studni. Kopię razem z Clem rękami w ziemi przez chwilę. Błękitna blaszana skrzynia z kłódką tak zardzewiałą, że można by ją sforsować odrobiną siły. Oczywiście, że tak można, bo sam taką kłódkę założyłem. Zdzieram ją, jeżyczka patrzy na mnie w lekkim zaskoczeniu. Uśmiecham się i obracam skrzynię zawiasami do siebie. Które i tak nie są potrzebne...
- Magia tej skrytki polega na tym, że mimo posiadania kluczyka to i tak nie masz zamka. - Wyciągam śrubokręt i szukam palcami niewielkiej przestrzeni. Wkładam śrubokręk i zrywam blaszkę. Robię tak samo z prawej, lewej i na froncie skrzyni. Wieko spada, a przede mną ukazują się moje stare zabawki. Dziecinnej konstrukcji miotacz ognia... Sztuczka z aerozolem i zapalniczką nigdy nie skona. Niewielki i łatwy w przeładowaniu. Potem, petardy oprócz takich dziecinnych jak diabełki, wisienki lub anonimowe na swój sposób "Achtungi" po moje domorosłe gazowe purchawki, które rozpleniają łatwopalny i duszący gaz. Clem zainteresowaniem obdarzyła czarną bombkę większą od pozostałych.
Wyciągnęła ją i potrząsnęła. Po chwili spojrzała na mnie zaskoczona.
- To jest matrioszka, w środku znajdują się ołowiane kulki. Pod wpływem wyzwolenia ładunku kulki rozlatują się wszędzie, a dalej możesz się domyślić. - W zapasach znajduję jeszcze trochę lasek dynamitu oraz mój pierwszy detonator. Jego najdziwniejszą cechą był zegarek kieszonkowy, który pracował bez przerwy. Moje początki w saperstwie i ładunkach nie były najlepsze...
- Trochę to smutne...- Zaczynam-Mimo tego, że tu zostawiłem, to on dalej liczył każdą sekundę, oczekując powrotu swojego właściciela, jednak to miłe, że on liczy i czeka. - Patrzę się na nią-Nawet, jeżeli byłoby to bezsensu... Miałaś kogoś takiego?

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Ostatnio zmieniony 18 mar 2019, 15:04 przez Kaźmirz, łącznie zmieniany 1 raz

Offline
 Tytuł: Marcowy Evil #4 (Wpis #8)
Post: 16 mar 2019, 22:39 
Awatar użytkownika
Znajomy

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Widzisz, wszystko jest pod kontrolą! Komu jak komu, ale swojemu kumplowi Stromaggowi możesz zaufać. - odpowiedziałem Zielonej, po czym odwróciłem się w kierunku Eftiego i puściłem do niego kumpelskie oczko w podziękowaniu za to, że uratował mi skórę przed gniewem Zielonej. Po chwili usłyszałem głos Ruperta. - Stary, zostaw wszystko mnie, a ty w tym czasie się odpręż... Wyobraź sobie, że właśnie wracamy z baru i tym razem to nie mnie trzeba taszczyć pijanego, tylko ciebie. - zażartowałem z nadzieją, że chociaż w jakimś stopniu poprawię samopoczucie mojemu towarzyszowi. W końcu dogoniliśmy Hatiego. Moim oczom ukazały się dwa martwe ciała. Gdy spojrzałem na Dino pierwszy raz od dawna poczułem bezradność. - (I pomyśleć, że to mogłem być równie dobrze ja lub Zielona...) - na tę myśl zimny dreszcz przeszedł po całym moim ciele. Poczułem wierzgającą się Zieloną. - Ej, ej, mała, spokojnie, weź głęboki wdech... - zacząłem, po czym od razu dodałem - Wiesz dobrze, że to ja tutaj jestem od nieprzemyślanych ataków a ty od myślenia. Nie wymieniajmy się rolami, bo to się może źle skończyć dla całej naszej grupy. - po tych słowach puściłem ją i złapałem mocniej za swój bejsbol. - To jaki jest plan?! - krzyknąłem do reszty drużyny. - Bo mnie już świerzbią łapy, by pokonać kilku imperialnych Mobianów!


Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Szukaj:
 [ Posty: 384 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14 ... 26  Następna

cron



więcej linków
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group

Polityka Prywatności

Blueblur is a fansite that is not in any way officially affiliated with SEGA. Sonic the Hedgehog and other associated characters are owned and copyright © SEGA Corporation. Published material and comments represent the thoughts of their authors.
</body> </html>