Strona głównaKontaktZarejestruj sięZaloguj się

  • Czy wiesz, że wizerunek Sonica pojawił się po raz pierwszy w grze "Rad Mobile"? Wydana ona została w styczniu 1991 roku, czyli daleko przed premierą oryginalnej gry z jeżem.
  • Wyścigowy spin-off serii: "Team Sonic Racing", trafi na sklepowe półki w drugim kwartale 2019 roku. Wyprodukowany zostanie przez Sumo Digital, które odpowiadało wcześniej za "Sonic & All-Stars Racing Transformed".
  • Czy wiesz, że Jun Senoue (gitarzysta i klawiszowiec Sonic Team) początkowo nagrał 8 prototypowych piosenek do wprowadzenia/finału "Sonic Adventure"? Ostatecznie wszystkie porzucono na rzecz "Open Your Heart", które świetnie nadawało się do zapowiedzi gry na Tokyo International Forum w 1998 roku, a także samego powrotu jeża do walki o konsumenta, po paru latach od czasu anulowania "Sonic X-Treme".
  • Najnowsza główna gra z niebieskim jeżem: "Sonic Forces", jest już dostępna w sprzedaży. Klimatycznie gra przypomina wczesne next-genowe inkarnacje naszego podopiecznego, co jednych przyciągnie do tej produkcji, a innych zniechęci. Warto także wspomnieć o tym, że to pierwsza gra z serii, która w Polsce doczekała się oficjalnej lokalizacji za którą odpowiedzialna jest Cenega - dystrybutor poprzednich gier "Niebieskich".
  • Czy wiesz, że komiksy z Soniciem, które były wydawane przez Archie Comics, mają tytuł "najdłużej wydawanej serii komiksowej opartej na serii gier wideo", który został nadany w 2008 roku?
  • "Sonic Mania Plus" jest dostępna już dziś! Gra zawiera nowy czteroosobowy tryb kooperacyjny, grywalnego Mighty'ego i Ray'a, tryb "Encore" zmieniający położenie przedmiotów oraz przeciwników, a także wiele poprawek. W specjalnej fizycznej wersji gry (dostępnej tylko na konsole), otrzymamy 32-stronicową książeczkę z szkicami i projektami postaci, przeciwników i plansz, podczas okresu prezentowania projektu firmie i produkcji, a także podwójną okładkę, przypominającą grę na Segę Mega Drive.
  • Czy wiesz, że Chip z "Sonic Unleashed" pierwotnie miał być duszkiem, stworzonkiem podobnym do Chao, lub nawet... rybą?
  • "Sonic: The Wrath of Nazo" Aarona Cowderego, nie będzie miała swojej premiery (jak to planowano) pod koniec 2019 roku. Animowanie aktu 1 z 3 okazało się zbyt skomplikowane, co przełożyło się na nieokreślone opóźnienie premiery animacji. Na szczęście, film będzie 15 minut dłuższy niż pierwotnie zakładano.
  • Dokąd nocą tupta jeż? Zapraszamy do aktywności w działach "Porozmawiajmy" oraz "Dyskusje", gdzie każdy to może wtrącić swoje symboliczne "dwa grosze" do rozmów na różnorakie sprawy związane z wielkim, szerokim uniwersum niebieskiego jeża, które jest nie większe, niż wypociny Marvela, czy też DC.





 [ Posty: 434 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26 ... 29  Następna
Szukaj:
Autor Wiadomość
Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 10 maja 2019, 15:31 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Biorę ponownie gazetę, by ją dokładnie przejrzeć.
- Kto obejmie stanowisko po tym koźle, nie wiecie może? - Po co zadaję to pytanie? Pewnie odpowiedź będzie zawarta w artykule, chcę odwrócić uwagę reszty od porażki związanej z Otto.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 10 maja 2019, 22:37 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

- Tak, to ja... Charmy, do licha, uważaj z tym Wisponem! - krokodyl z wyraźnie rozluźnionego napiął się i rzucił w kierunku widocznej nieco w oddali pszczoły z kaskiem. Charmy trzymał w powietrzu Asteroid Wispon, który w jego rękach wydawał się niesamowicie spory.
- Auć, ile on ma siły? - Wisp sekundę po skoku krokodyla wyjęczał, powoli naprostowując ramię. - Tobie też uszkodził bark? - zapytał Tima, który głową zaprzeczył, pokazując ruchem barku jak uniknął tego problemu. Jego umiejętności unikania zagrożeń zdecydowanie imponowały...
Szliście moment dalej, widząc wściekłe gesty Vectora i roześmianego Charmy'ego. Wtedy rozpoznaliście cel.

Zbliżyliście się do punktu z prowizorycznym biurkiem. Szary ptak, dowódca oddziału Węża który zdołał m.in. przeżyć Wielką Falę, koordynował kolejnych przybyszy, aż padło na was. Norton podał mu karteczkę.
- Ach, kwatera A-7... - sięgnął do szufladki rozstawionej obok i podał każdemu po kolei kartkę z miękkiej teczki.

"Elna:
Pierwsza ofensywa razem z całą drużyną i innymi (łączna siła 200 osób), punkt południowozachodni, w skład sprzętu wchodzi hełm, komunikator, Asteroid Wispon i miniaturowa apteczka.
[stempel przedstawiający pięcioramienną gwiazdę z prawym ramieniem zastąpionym miniaturą tejże, a z lewej poprzecinana liniami]"

Po krótkich spojrzeniach zrozumieliście sens taktyczny. Wasza grupa składała się w większości z starszych osób, które miały więcej doświadczenia niż inni. Najwidoczniej chciano mieć najwięcej pewności, że wstęp do uderzenia okaże się zwycięski, a weterani to dawali.

Will

- Jeszcze nie doczytałem. - burknął kret, zakładając ręce na piersi nieco jak obrażone dziecko. Pochłonęła go pewnie lektura. W tej chwili drzwi zamknęły się za jeżycą, która opuściła pomieszczenie. Kira skończyła obieranie ziemniaków i wzięła miskę do hotelowej kuchni. Niestety w pokojach nie było kuchenek. Zostaliście sami, kiedy Otto stukał palcami o palce i coś mamrotał ledwo dosłyszalnym szeptem.

"[...]najbardziej zastanawiające pytanie: kto obejmie urząd prezesa po śmierci Van Doyla? Najpewniej będzie to któryś z trzech szefów filii firmy z innych miast.[...]" O dziwo, nie było więcej szczegółów. Celowa chęć krycia nazwisk? Ci szefowie są znani mieszkańcom Desert Harbor? Można gdybać.
Znalazłeś też więcej szczegółów. Zabitego znaleziono raptem minutę po śmiertelnym trafieniu, o godzinie 23:11, a zajął się tym ochroniarz który usłyszał rozbicie szyby. Strzał nastąpił z zewnątrz, a mieszkańcy miasta obecni o tej godzinie mówili o nietoperzu przelatującym przez niebo. Zgon potwierdzono o 23:30 z ramienia przybyłego na miejsce lekarza.

- Nawet jeśli ten prezes ma zastępcę, to i tak nie zmienia to innego faktu. - zwrócił uwagę kret. - W tej chwili zaczyna się najtrudniejsza faza twojego planu... Zgodnie z zapowiedzią minął tydzień i tego samego dnia ginie ważna osoba. - westchnął, biorąc łyk z używanego przez siebie kubka. Po ostatniej akcji sprzed tygodnia robił wszystko, by zawartością tego kubka nie była kawa.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 maja 2019, 10:45 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
-Ważny, nieważny... - Zaczynam chodzić po pokoju- Raczej dla Anonima był kolejnym kamykiem na drodze... - Popadama z tym łażeniem po sali w zły nawyk - Znikneliśmy z celownika Ahmisa i wiemy, że nie mamy doczynienia z lokalną odmianą wścieklizny. - W końcu przystaję -Ilu możesz znajomych wystawić Bruce?
- Spokojnie z dwunastu, może nawet zdołamy piętnastu. - Bruce spija łyk napoju. - Zależy czy jeden z kontaktów zdoła połączyć się z trzema kumplami wyrzuconymi ze straży... Wiesz kiedy, podczas mojego słynnego odpału. - porozumiewawczo puszcza oko.
- czy siedemnaście osób, bo liczę również Kirę, da radę? - Siadam obok Ottona, może dosłyszę, co on bełkocze do siebie, tak jakby go zabiłem a nijak mam pomysł, jak go podnieść na duchu.
- Byłeś w stanie zabić Herolda niemalże w pojedynkę... W otwartej walce powinniśmy go pokonać... Ale obawiam się, że nie skończy się bez strat. - odpowiada kret.
Otto cicho patrzy na palce.
"...zamiast tego może tak zabrać ją na ostatnią wycieczkę? Skoro mam i tak umrzeć, to zawsze można zobaczyć jeszcze więcej lądu..." Nawet mnie nie zauważa, skoncentrowany na jakichś swoich planach. Najwidoczniej chce wykorzystać najwięcej czasu, z tego, co mu zostało.
- Ot, masz tylko żonę? - Próbuję mu spojrzeć w oczy, choć wstyd jaki mnie zżera, jakimś cudem nakrywa czapką moje oczy.
- T-Tak... Chyba za miesiąc mini... minąłby rok po ślubie... - odpowiedź następuje niemalże natychmiast tak jakby w jakimś transie. Może nawet wiedział, że siedzę obok.
"Tak... czasami za mało z nią bywałem, teraz nadrobię to za wszystkie stracone dni..." kontynuuje następnie swoje rozmyślenia.
- Bruce, on już odpadł... Oszalał... - Patrzę na kreta - Wystawię się Łowcy i zastawimy na niego pułapkę. Cóż, pierwotnie zakładałem, że i Otto weźmie w tym udział, ale teraz musimy zmienić plany i to gwałtownie.- Ostatni raz próbuję dotrzeć do strażnika. - Ot, zabierz ją do miejsca, w którym się poznaliście, ewentualnie adoptujcie jakąś sierotę... Może po twoim odejściu nie będzie czuła się tak samotna...- Po co ja radzę trupowi? Przecież nawet nie wiem, co się dzieje, w jego głowie.... Jestem idiotą w tej chwili...
Otto spogląda nieruchomym wzrokiem w ścianę i powoli obraca głowę w moją stronę. Stykamy się źrenicami.
- Tak... To jest myśl! - mówi normalnym tonem i wstaje, hamując w połowie drogi do drzwi. - Ale muszę to dobrze przemyśleć... - pstryka palcami i obraca głowę... Szlag by cię... A no tak...
- Dziękuję... Zachorowałem na najgorszą rzecz znaną temu miastu, ale nie pozwolę jej zniszczyć ostatnich chwil! - w końcu opuszcza pomieszczenie, nie dając się spowolnić Bruce’owi. Biedny wariat...
- Dobra... jak ma zwariować od choroby, to niech może zwariuje szczęśliwy... - Bruce dopija napój i odkłada szklankę na stół. - Przynajmniej nie rzuci się na nikogo, a to najważniejsze.
Najbardziej mnie dotknęło jego podziękowanie, za co niby? Wzdycham, mimo że wolałbym skupić się na Ottonie, to doskonale wiem, że Herold jest większym zagrożeniem. - Teraz musimy się skupić na szczegółach, gdzie się taki nietoperz czuje niedogodnie? - Mimo mojego profesjonalnego podejścia to kret widzi mój niesmak związany ze strażnikiem.
- On patrzy na to inaczej... - zwraca mi uwagę. - Pamiętaj, ta choroba przetrzebiła statystycznie jedną na siedem osób na planecie... Z jego perspektywy pewnie nie jesteś niczemu winny. I z mojej w sumie też. To jedna z właściwie nieuleczalnych chorób... Każda teoria nadal nie została sprawdzona w praktyce. - wyjaśnia moje pytanie i chrząka.
- Pewnie światło zniweczy jeden z jego atutów. Nietoperze mają przecież echolokację, "widzą" w ciemnościach. - podaje pierwszą myśl na temat pytania.
- Więc musimy upozorować spotkanie nocą... Albo.... - masuję się po skroni - Co nietoperze wolą, otwarte czy zamknięte przestrzenie?
- Dać mu poczucie przewagi... - kiwa głową. - To w sumie ciekawa koncepcja i dobre pytanie... Ale osobiście obstawiam otwartą, przez jego kuszę. To zabójca, moim zdaniem najbardziej musisz uważać na jego bełty. Sam widziałeś, jak jedna wystarcza na zabicie osoby niezależnie od trafionego organu. - odpowiada po krótkiej chwili.
- Kolejna rzecz, on musi być pewien, że nie wciągamy go w pułapkę... Z kim się ustawić spotkanie, jak ukryć taką ilość ludzi i jak zastawić pułapki? Jakiś pomysł? Ja waham się między mną i Achmisem, któremu wręczę te dane o chorobie a pewnym chłopcem... Ewentualnie możemy zaaranżować spotkanie Burmistrza z Samym heroldobójcą, który pilnie potrzebuje jego pomocy... - Wymieniam moje koncepcje.
- Wow, kolego... - kret robi mocniejszy wdech i bierze kartkę. - Jeżeli masz samemu komuś potwierdzić chorobę, błagam, tylko nie temu długouchemu! - przestrzega mnie.
- Ten gość ma takie wpływy, że pewnie doprowadzi do kwarantanny całego miasta i zmusi do przebadania każdego. Znam to podejście i wiem, że istnieje pewne ryzyko obecności osłabionej choroby u niektórych osób. Wiem, bo słyszałem o takich przypadkach. A wiesz jak ostatnio, się to skończyło... - wyjaśnia. - Burmistrz z kolei... to mogłoby mieć sens, ale nie wiem jak, zareagowałby on sam na propozycję...
- Powiedz mu, że Heroldobójca musi przeniknąć do miasta, aby pozbyć się Łowcy... Na pewno czyta gazety, a może nawet boi się o własną głowę... Gorzej jak on sam jest pionkiem w grze Anonima...
- Tak... - Popukał się palcem po brodzie - Burmistrz przez całą sytuację na pewno chciałby zdobyć poparcie poprzez pozbycie się jednego z największych zagrożeń.
- Teraz, jak i gdzie to ustawić? Pamietaj, że skubaniec zmienia postacie i może się łatwo wtopić w tło... Potrzebujemy dowodu, że nikt na spotkaniu nie jest podrabiańcem.
- Czy aby nie masz jednej wskazówki? - przypomina mi Bruce. Rzeczywiście, skrzące zielenią oczy.
- Tylko jak go się rozjuszy...- Dobrze, że mi przypomniał, wyspany o wiele lepiej trybi - A nawet jeżeli wiemy o tej słabości, to czy zdążysz zauważyć u każdej z osób te oczy?
- Ja nie... Ale mamy Sokoła. - Bruce podaje jakiś nieznany mi... pseudonim? Tak brzmi jego ton. - To jeden z moich kumpli... Potrafi dojrzeć zarys muchy na tle bloku z odległości, gdzie wielu nie widziałoby nawet zarysu gwoździ... Był snajperem. - wyjaśnia mi.
- A gdyby temu sokołowi dać do wyboru obszar? - Prostuje się w siedzeniu - Bruce, uważasz, że byłeś śledzony? - Może to i jest pomysł, ale to wszystko zależy od tego czy Łowca wie o jego istnieniu.
- Nie... Ale z tym Heroldem nigdy nie wiadomo. - jakby pod wpływem instynktu Bruce ogląda się na drzwi. Tym razem znowu jest cień, ale wtedy postać wchodzi do środka.
- No i nasz własny obiadek już się szykuje. - Kira ze szczerym uśmiechem opiera się o ramię krzesła, zakładając ręce na piersi. - A gdzie Otto? - pyta natychmiastowo widząc jego nieobecność.
- Planuje... Swoje pożegnanie....- Teraz nie wstyd, a ja sam nasuwam czapkę na oczy.
- Och... - Kira od razu pochmurniała, jakby spuszczając oczy. - Słuchaj... w ciągu tego tygodnia poznałam wiele historii... - podchodzi i poklepuje po plecach, najwidoczniej wyczuwając powód zakrycia oczu.
- I raczej nie miałeś na to wpływu. Naprawdę, gdy Otto faktycznie okazał się na to chory, to w sumie żyłem bardziej nadzieją niż faktyczną myślą, że może on wyzdrowieć. Jeśli widać te bakterie gołym okiem, to nie była to już słaba choroba, którą organizm może obecnie pokonać. Trafić musiał na jeden z ostatnich bastionów tej wymierającej choroby. - wtrąca Bruce. Kira od razu mu przytakuje, wracając uśmiech na ustach.
- Nadal nie wiemy, jak i gdzie wykończyć tego zamaskowanego pajaca...- Patrzę na tygrysicę-Widziałaś trochę miasta, masz jakieś ciekawe miejscówki?
- Widziałam na obrzeżach jakieś opuszczone magazyny. - zwraca uwagę tygrysica, słysząc o Anonimie, jakby instynktownie sięgając do swojego scyzoryka. Paranoja zaczyna dotykać już nie tylko mnie a całe nasze towarzystwo.
- Pytanie, jak wygląda tam sytuacja. Jeśli dobrze kojarzę, o jakie magazyny ci chodzi, to było to pierwsze miejsce zarażeń Pustynną Grypą. - wtrąca Bruce.
- hmmmm... Do przemyślenia, masz coś jeszcze?
- Może być problem, Desert Harbor przez imigrację jest zaludnione w terenie uchodźców tak gęsto, że raczej trudno znaleźć miejscówkę. A pozostałe obszary albo są na chwilę obecną niezamieszkane, ze względu na istnienie pozostałości po Grypie, albo zamieszkuje je reszta miasta, gdzie raczej spotkać się oko w oko z Heroldem może być zbyt trudno. Jeżeli przez tydzień go nie widziano, a nagle dochodzi do zamachu... Mogę spróbować coś tam znaleźć podczas zbierania sojuszników. - Bruce nalewa kolejną szklankę soku, kupionego w sumie wczoraj, dla wszystkich obecnych.
- Dobra... Teraz, Wszyscy powinni wierzyć, że heroldobójca wygląda jak heroldobójca, a nie herlawy wiewiórczyna o słabej koordynacji w skradaniu się...- Patrzę na Kirę - przymierzałaś przygotowany specjalnie dla ciebie płaszcz?
Sprawdzałam wczoraj, przed snem. Jest w sumie moim zdaniem nieco przydługi... - stuknęła piętą o miejsce palców drugiej stopy. - Sięga mi do połowy stopy, patrząc od góry. Pytanie, czy taki był zamiar. - patrzy mi prosto w oczy, jakby czekając odpowiedzi.
- Muszą widzieć cię jak najmniej Kira, musisz wzbudzać respekt i tajemnicę, daj mi jeszcze chwilę, a skończę pracę nad maską i zniekształczacem głosu...

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 maja 2019, 20:59 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Ah, czyli mamy iść na pierwszy ogień i własnymi ciałami sprawdzić jak bardzo naszpikowane pułapkami jest Silver River? - burknęłam pod nosem, ale na tyle głośno by moja drużyna mnie usłyszała. - Cóż... typowe


Rozłożyłam ręce kiwając głową. Znałam dosyć dobrze miasto, ale mimo to atak mi się nie podobał. Być może włąsnie dlatego, ze znałam to miasto i było to ostatnie miejsce za które chciałabym umrzeć. Nie wykazując jednak tego, zwróciłam się do kompanów.

- No to co? Lecimy?

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 maja 2019, 23:05 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Sklep dał nam dokładnie wszystko, czego potrzebowaliśmy. Nasi najmłodsi cyrkowcy dostali czekoladę, żeby nie niecierpliwili się tak podczas kolejnego etapu podróży. Dzieci wpatrywały się w mijane budynki jak zaczarowane, ale to była normalka. Większość widoków nudziła im się po dłuższym czasie, więc cieszyły się na widok inny niż bezkresne pola. Były piękne, ale w końcu stały się monotonne i po prostu nudne.
W końcu dotarliśmy do miejsca, w którym mieliśmy następnego dnia rozłożyć namiot i dać występ, jaki się nie śnił filozofom w tym całym Imperium! Klasnęłam w dłonie.
- No dobra, kochani! - wszystkie pyszczki zwróciły się w moim kierunku, oczekując na plan działania. - Jesteśmy genialni i wspaniali, ale musimy zrobić próbę.
Dosłownie każdy jeden artysta poderwał się z miejsca. Wszyscy ucieszeni byli myślą, że w końcu rozprostują porządnie kości, widziałam to w ich oczach.
- Jaki scenariusz robimy? - zapytała Caprie, sarenka, która biła nas wszystkich na głowę, jeśli chodziło o sprawność fizyczną. Była także naszą choreografką.
- Dla Imperium... - zastanowiłam się. - Potrzebują tu śmiechu, więc niech będzie nasz flagowy program, kej?
Chociaż usłyszałam pomruki niezadowolenia, nikt nie okazał go na cały głos. Zamiast tego kiwali głowami. Pociągnęłam za dźwignię przed kabiną kierowcy (w sumie nie wiem po co nam była potrzebna, bo głównie jeździliśmy na automacie) i ciężarówka rozłożyła cały swój asortyment ćwiczebny. Dobrze, że pojazd jeszcze działał, teraz z pewnością nie byłoby nas stać na podobny.
- To co? Brać tyłki w troki i dać z siebie wszystko, bo batem popieszczę...

_________________
Życie samo do ciebie nie przyjdzie. To ty musisz przyjść do niego. I zapamiętaj sobie: duch marnieje, gdy człowiek odrzuca swoje pasje.Marzyciel, Laini Taylor

Kolesie na motocyklach zawsze wyglądają dobrze, dopóki nie zdejmą kasków.
Alex


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 maja 2019, 23:29 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Ailureen

Dalsza droga szła gładko. Tym razem pola zastąpiły drogi otoczone przeróżnymi kotlinami, drzewami jodłowymi, a na najwyższych szczytach widoczny nadal był śnieg. Trafiliście teraz na górskie tereny, dużo bliższe Cytadeli.

I ta w końcu pojawiła się po dłuższym zakręcie w lewo. Potężny, szary mur otaczał wielkie iglice, które w pewnym stopniu układały się w charakterystyczne wąsy. Najpewniej była tam twarz Eggmana, ale częściowo ją zdemontowano w wyniku zmian w dowodzeniu. Wielu nadal pamiętało straszliwe zbrodnie dyktatora. Następnie widoczne były mniejsze budynki, otoczone mniejszym murkiem z widocznymi czerwonymi flagami. Wszystko tworzyło wrażenie potężnej twierdzy, której zdobycie nie byłoby łatwe.
W oddali, obok tego miasta, widoczne było lotnisko dla krążowników latających. Nawet teraz stacjonowały tam cztery szare okręty Imperium.

W końcu dotarliście. Celem była wielka, zielona polana otoczona kamienną pętlą ścieżki. Ciężarówka stanęła na samym środku.

Powoli zaczęło się rozprostowywanie kości po dłuższej jeździe. Wszyscy wykorzystywali asortyment ćwiczebny, szybko przezwyciężając mały ból i skrzypnięcia. To była już kwestia czasu, kiedy zaczynać się miała próba.

Elna

- Przede wszystkim jesteście doświadczeni. Otworzycie drogę młodszym, nieco podnosząc im morale. - wyjaśnił szary ptak, następnie biorąc kartkę od kolejnej osoby, tym razem... skunksicy. Ich drużyna też uderzała na Silver River.

- Czas raczej się szykować. - przekazał Norton. Udaliście się wszyscy do jednego z wielu punktów poboru sprzętu. Dostałaś hełm, komunikator dopasowany do tegoż, Asteroid Wispona z samym "saturnowym" wispem, który wsiadł do maszyny i apteczkę z pasem, który można zapiąć na różne sposoby.
Norton otrzymał wispon-bicz, Stephen i Steven dwa Wispony-młoty, Tim także Asteroida, Wisp za to swój ukochany wispon-wiertło.
Oprócz tego, tylko Norton także dostał komunikator. Jako najstarszy członek ekipy, był też jednocześnie jednym z najbardziej doświadczonych.

- Witaj znowu, drużyno! Słyszałem, że działamy razem! - nagle znowu pojawił się Vector, poklepując po barku niepewnie trzymającego Wispon Tima. Tak po prawdzie, bardzo rzadko brał udział w akcji. Nie przypominasz też sobie, by musiał walczyć na dużą skalę przeciwko Mobianom, a ci zdecydowanie trafią się w mieści. Obok krokodyla widoczny był stojący jak słup Espio z kunaiem między palcami i latający wesoło przy nich Charmy... tego ostatniego chyba dopuścili przez wzgląd na jego umiejętność współpracy z pozostałymi Chaotix. Fakt że lata też pomaga...

Will
(dialog prowadzony wspólnie)


- Dobra. - kiwnęła mi głową.
- Kiedy zamierzasz zaatakować Herolda? Powinienem dać znać sojusznikom najszybciej jak to możliwe. - Bruce znowu wtrąca swoje, biorąc kolejny łyk. Dzisiejszy dzień rzeczywiście jest gorący. Trzydzieści stopni zdecydowanie przekroczone.
- Pytaniem nie jest kiedy ja to chcę zrobić, a kiedy on to zrobi. Obaj wiemy, że to ja jestem teraz celem, wie że się jego nie boję, zachowajmy ostrożność, nie śpieszmy się... Ale i nie ociągajmy. Ja pewnie spędzę dzisiejszy dzień na dopracowywaniu tych pułapek i elementów przebrania Heroldobójcy, popytaj się chłopaków ile czasu potrzebują na przygotowanie siebie. - odpowiadasz.

- Dobra, za chwilę zacznę. - Bruce odłożył opróżnioną po raz drugi szklankę. - Jedyne co mnie zastanawia to Ahmis. Słyszałem pogłoski od kolegi, że stracili kontakt z dwójką agentów, która miała śledzić wieści o Heroldzie... - powiedział o swoich wątpliwościach.
- Sądzisz że ten paranoik jest na naszym tropie? - Przyganiał kocioł kotłowi...
- Z nim nigdy nie wiadomo. Ma masę kontaktów, które przekazują mu wieści. Jeżeli byłem obserwowany przez losowe osoby, to może połączyć fakty o moich rozmowach z przyjaciółmi... - założył ręce na piersi. - Jedyne co możemy robić, to raczej czekać. I mieć nadzieję, że ten kretyn nie zdąży w niczym przeszkodzić. - dodał ponuro.
- Niech tylko spróbuje... - Kira jakby na zawołanie zrobiła wymach scyzorykiem tak mocne, że wyłożyło ostrze na zewnątrz. - ...a wówczas jego porucznikowanie się skończy. - w ciągu tego tygodnia miała okazję nieco dowiedzieć o Ahmisie i szczerze go znienawidziła.
- Cóż...Mogę zwrócić jego uwagę bezpośrednio na siebie i zorganizować fałszywy trop... Upozorować spotkanie i jednocześnie zrobić to prawdziwe. - zasugerowałeś.

Przytaknięcie kreta wyraźnie popierało sugestię.
- Tak, zdecydowanie trzeba go odciągnąć, bo inaczej może wszystko zepsuć. - Bruce zrobił przy tym małe przeciągnięcie rąk. Pod wpływem choroby Otta nieco odrodził mu się problem z snem, ale jednak dawał z tym radę. - Dobra, pójdę jak zwykle odwiedzić przyjaciół. Przy małej grze w karty dowiem się więcej. - skierował się powoli do wyjścia. Kira tymczasem znowu schowała scyzoryk i postanowiła wypić nieco pozostałej części butelki, starczającą na dwie szklanki.
- A ja idę dokończyć tę maskę i zrobić "podejrzane" zakupy... Tylko zajrzę do Clem czy się już przewietrzyła... - skierowałeś kroki do drzwi.
- Dobra... - poszedł głos tygrysicy za tobą. Gdy zamknąłeś drzwi, trafiłeś do holu, gdzie Bruce już znikał za rogiem gdzie są schody. Clem pewnie była na dworze.

Chyba wychodzi na to że zaczniesz od zakupów, więc kierujesz się na zewnątrz. Na parterze trafiasz na recepcjonistkę-króliczkę, jednego z strażników rozmawiającego spokojnie z kelnerem przy stole o zamachu przedstawionym w gazecie, a do tego pancernika czytającego książkę.
- Clem? - dojrzałeś ją na zewnątrz.

Jeżyca stała oparta o ścianę zewnętrzną hotelu, przyglądając się wszechobecnym budynkom. Był ranek, więc ruch nie był jeszcze taki spory.
- Umm... Tak? - zapytała, obracając wzrok na ciebie. Przestała opierać się o ścianę i splotła ręce z tyłu, zmieniając położenia ciała przodem do twojej twarzy.
- Idę zrobić kompletnie niepodejrzane zakupy, aby zwrócić na siebie uwagę sił z którymi nie powinienem rywalizować. - Mówisz prawie konspiracyjnym szeptem. - Idziesz ze mną? Widać że trochę ruchu ci się przyda.
- D-Dobra. - przytaknęła nieśmiało, przyjmując zaproszenie. Nadal nie poruszyła bezpośrednio sytuacji sprzed tygodnia, ale jednak dostrzegalne było jej zakłopotanie przy twojej obecności.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 11 maja 2019, 23:57 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
No i kolejny Wispon trafia do moich rąk. Nigdy za nimi nie przepadałam mimo, że w akcji, w zręcznych rękach mogą być naprawdę skuteczne. Ale zręczności w posługiwaniu się Wisponami akurat mi brak. No cóż, na pewno nie będę mogła ich od tak porzucić jak to robiłam wielokrotnie podczas tych dziewięciu miesięcy. Z resztą dostałam już za to naganę.


- Meh.. czy ktoś mi przypomni jak ten model działa? Albo w sumie... - rzuciłam do swoich kolegów, gdy na scenie znowu pojawił się Vector. - Halooo! Panie Vectorze, sir! Czy mógłby mi pan przypomnieć jak działa Asteroid Wispon? Członkowie mojej drużyny są na to zbyt nierozgarnięci - uśmiechnęłam się głupkowato przyskakując bliżej krokodyla.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 maja 2019, 11:04 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Idziemy przez dłuższą chwilę w niezręcznej ciszy, po jeżycy widać, że tak samo, jak mnie jest jej wstyd za to, że nie udało jej się z Ottonem.
- Jeżeli myślisz o tym, o czym ja również myślę, to on nie ma ci nic za złe. Nawet się cieszy. Chce wykorzystać pozostały mu czas jak najlepiej...
- Ohhh...- Jej usta zrobiły podkowę.
- Dziewczyno, zrobiłaś więcej niż cała komenda przy nakładzie, przecież wiesz, że to jest nieuleczalne, a i tak przynajmniej mamy pewność, że Ot nie zabjie swojej rodziny w napadzie szału.
- On może się przynajmniej pożegnać... - Tu cię boli, co?
- A ty honorujesz swoich rodziców. Jesteście na równi z Ottonem.
- Masz śmieszną definicję równości...
- Nie rozumiesz, on nie może nic więcej zrobić. Jest trupem, i to nie jest nasza wina... Za to ty się mogłaś poddać, ale tego nie zrobiłaś. Jesteście równi, bo oboje chcecie wykorzystać swoje atuty. - Zaczęła masować się po skroni, widać po niej zmęczenie gołym okiem. Nie powiedziała, że mam rację ani nie dała mi plaskacza... Profit
- Chodź, postawię ci kawę na pobudzenie. - Skończyło się na kawie i jakiś słodyczach... Ale mnie stać... Chociaż z tej pokaźnej sumy z wioski zaczynają powoli zostawać drobniaki.I tak było warto... Nie, że słodkości poprawiły nastrój nam obojgu, ale oderwaliśmy się od tego...W ogóle jak na rewir dla emigrantów to jest tu całkiem przytulnie. Na humor Clem zapewne wpłynęło to, że wreszcie miała się komu solidnie wygadać. Wstaliśmy w końcu i ruszyliśmy w rewir straganów.
Trochę sprzętu audio, nitrogliceryny (nie wiem jakim cudem udało im się to przemycić do środka) i innych rzeczy, które mogą powiedzieć Ahmisowi wprost - Robimy coś podejrzanego. Do moich łupów mogę dodać jeszcze jakieś magnesy, kilka krótkofalówek (głównie popsutych), gwoździe i słuchawki z mikrofonem... Takie sporawe, jakie mają piloci samolotów. Ściągnę tylko nauszniki, okablowanie podłączę do kieszonkowego głośnika, trochę pomajstruje przy głosie i "tydym". Clem za to załatwiła trochę leków... Chyba niektóre środki nie były do końca legalne. Nie pytam, sam nie jestem święty. Przynajmniej teraz promieniała pełnią humoru. Oboje skierowaliśmy swoje kroki na hotel. Przydałoby się ukryć jakoś zakupy przed recepcjonistą... I tak to ogarneliśmy.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 maja 2019, 22:23 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

- Ach, oczywiście! - Vector z uśmiechem nieco się ukłonił, biorąc Wispon. Prawie natychmiast otoczyły go patyczkowate, fioletowe ludziki. - Można powiedzieć, że to taki biały Wispon w formie maszynowej. Pięć strzałów można oddać szybką serią, a w dodatku ludziki dają nieco ochrony. Absorbują nieco ataki i dają więcej szansy na przeżycie. Aktywuje się je poprzez odpowiedni chwyt, o tutaj... - ludziki powtarzały ruchy krokodyla, który chwycił broń nieco wyżej niż ty trzymałaś ją wcześniej.
Charmy'ego z jakiegoś powodu to bawiło, kiedy Espio po prostu stał w miejscu, jakby wtopiony w otoczenie obserwując okolice i krzątających się żołnierzy.

Tymczasem pozostali robili różne rzeczy, puszczając chyba mimo uszu twoje stwierdzenie na ich temat. Norton poprawił nieco hełm i upewnił się o dobrym ustawieniu Wispona, Stephen i Steven usiedli na pobliskiej ławeczce z przewalonego pnia, Wisp siedział po turecku na ziemi bawiąc się w jakąś gierkę z stukaniem rąk i macek w jakiejś kombinacji z swoim wispem.
Jedynie Tim obserwował całą sytuację z krawędzi namiotu swoim standardowym spojrzeniem.

- No... Panienka się w sumie przedstawi, skoro już tak zwraca na siebie uwagę. - Vector z delikatnym ukłonem zwrócił broń.

Will

Gdy dotarliście na miejsce, znaleźliście się przy drzwiach, przechodząc przez charakterystyczną zasłonę zastępującą drzwi.
- Witam, witam... - ten głos podziałał jak uderzenie gromu. - Słyszałem co nieco, że twoje gadanie o Heroldzie się sprawdza i faktycznie mamy takiego w mieście. - Ahmis stał obok wewnętrznej części ściany przy samej ramie. Następny od niego był szarawy nosorożec mierzący raptem metr i cechujący się bardziej krępą posturą, nawet jak na standard swojego gatunku.

Clem po usłyszeniu jego głosu spoważniała i humor nieco prysł. Gdy jednak także obróciła głowę w jego kierunku, przyjęła nieco bardziej obojętną minę.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 12 maja 2019, 23:10 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Elna Augustyna Rodriguez von Hassletroll - powiedziałam udając onieśmielenie i wystawiając rękę do ucałowania choć chwilowo się zawahałam jakby w obawie, żeby mi tej ręki nie odgryzł. - Jak już mówiłam to zaszczyt służyć u pana boku sir. Tylko dzięki pana bohaterskim czynom zaszliśmy tak daleko w tej wojnie.

- Och, naprawdę dziękuję... - odpowiedź została osiągnięta, krokodyl wykonał ucałowanie dłoni. - Chociaż nie wiem, czy na pewno główne zasługi należą się mnie. - dodał po krótkiej chwili, poprawiając nieco przekręcony złoty naszyjnik.

Charmy zachichotał z ustami zakrytymi dłońmi. Vector postarał się jednak to zlekceważyć.

- Cóż, na pewno nie można umniejszać pana roli jak to robią niektórzy. Chodzą pogłoski jakoby ledwo potrafił pan prowadzić agencję detektywistyczną, a co dopiero armię! Oczywiście to są głupstwa - machnęłam ręką i pokiwałam głową nieco smutniejąc, ledwo powstrzymując uśmiech.

- Cóż, jakoś daje radę to prowadzić. - odparł Vector z uśmiechem i uderzeniem kciuka o pierś.

- Ta, tak dobrze, że zazwyczaj żyjemy na chlebie i wodzie... - odezwał się nagle Espio, obrócony plecami do mnie i wpatrujący się w dal. Skoncentrował wzrok na pobliskim transportowcu, który dostarczył pewnie kolejnych żołnierzy.

- No niestety, jest za mało zagadek. Najwidoczniej za szybko je rozwiązujemy. - krokodyl nie dał rady ukryć delikatnego zdenerwowania, ale zachował normalny ton.

- Albo wolą konkurencję...

- Nie masz czegoś do roboty?! - w końcu krokodyl obrócił się zakładając ręce na biodrach i kameleon po westchnięciu jakby rozpłynął się w mgle przez swój kamuflaż. Charmy przy tym wszystkim chichotał.

- Spraw do rozwiązania trzeba umieć szukać. W City Line doszło do wielu tajemniczych wydarzeń, które nigdy nie zostały rozwiązane. Wielu ludzi zniknęło, lub gorzej i nikt nie wie czemu. Trzeba tylko umieć szukać... - powtórzyłam nieco ciszej i posępniej gapiąc się przez chwilę w martwy punkt. Szybko jednak otrząsnęłam się i lekko zdezorientowana dodałam. - W każdym razie cieszę się, że mogłam pana w końcu poznać sir. Teraz udam się do swoich kompanów i przygotuję się na operację. Niech żyje wolna planeta! - krzyknęłam i zasalutowałam po czym odwróciłam się plecami do krokodyla i podeszłam bliżej do swojej drużyny.

- Dobrze, pani Elno Augustyno... Elno... - zrobił ukłon i pokierował się do kolejnych żołnierzy, jeszcze w oddali wygrażając pięścią Charmy'emu, który nadal chichotał i teraz nieco oddalony już komentując całą rozmowę.


W międzyczasie zastanawiałam się czy nieco nie przeszarżowałam z rolą... "Będę musiała na to uważać, bo potem jak żart mi się znudzi to będę miała tylko kłopoty." westchnęłam i popatrzyłam się na swoich kompanów.

- Co tam, jak tam? Jakieś plany? - rzuciłam z obojętnością w głosie. - Ktoś z was w ogóle był w Silver River?

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 maja 2019, 13:21 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Patrzę na jeżycę porozumiewawczo w nadziei, że ma ona jakiegoś asa w rękawie, i pobieżnie mierzę długouchego wzrokiem... - Cóż.... Skoro twój wywiad skupia się na tym, co nie trzeba, to w obywatelskim obowiązku leży wyręczyć nieudolne służby porządkowe...
- Uuu... Ostre słowa. - kiwa z zainteresowaniem, stojąc ode mnie na długość dwóch ramion. - Ostatnio dowiedziałem się o interesujących zakupach. Złapaliśmy nawet handlarza nitrogliceryny poprzez obserwacje jednego agenta... - spogląda centralnie na zakupy.
- Brawo, a mordercę prezesa firmy budowlanej też złapaliście tą metodą?
- Cwaniak... - zbliża się o krok, kiedy nosorożec chwyta go za bark. - Morderstwa nie są łatwą sprawą... Ale już mam metodę, jeśli jesteś tak ciekawy. - odpowiada.
- Jak uderzanie w brzuch niewinnego? - Clem w końcu włącza się do rozmowy, komentując przypadek, o którym dowiedziała się od Bruce’a. Ahmis wzdycha.
- Dobra... - spogląda nieco zmęczoną sprawą. - Więc... zdobyłem w międzyczasie nakaz na sprawdzenie tych rzeczy i upewnienie, że nie jest to nic nielegalnego. Robimy bez przeszkód czy z problemami? - pyta, wyjmując jakiś papierek i przystawiając na długość mojej ręki, idealnie do wzięcia i przeczytania.
Patrzę na Clem porozumiewawczo i podnoszę jej torbę... - Prosz... To wszystko, co mam... Tak swoją drogą, dobrze, że chociaż udało ci się jakimś cudem zdemaskować siatkę dostawców amunicji dla łowców...Co w tobie "Pokutnik" widzi.... To ja nie wiem...- No dalej pajacu... Zaintryguj się, podałem ci imię wymyślonego sekundę temu Herolda na tacy, zrób z tym coś... A to, że wziąłem paczkę Clem z nitro? Ona jest poza tym, a ja i tak jestem na celowniku.
- No cóż, obywatel też stróż, pomaga, gdy trzeba. - odpowiada na komentarz związany z magazynem.
Ahmis bierze torbę i zmierza razem z nami do stolika, aby spokojnie je móc położyć.
- Dużo techniki i sprzętu... Jesteś majsterkowiczem, jak widzę? - obserwuje kolejne sprzęty, aż w ręce wpada mu nareszcie nitrogliceryna. Zaraz obraca się do nosorożca i podaje. Ten chwilę obserwuje to bez słowa i kiwa głową. Clem zachowywała poważną twarz, ale widać było powoli stres.
- A po co ci coś takiego? - pyta długouchy, przystawiając mi nitroglicerynę blisko twarzy.
- Jestem... Byłem inżynierem budowniczym, pracowałem, właśnie robiąc takie rzeczy... Dla w sumie większej części ruchów oporu na całej planecie. - Staram się brzmieć pewnie, nie aby popisać się przedtym, pożal się boże stróżem prawa a aby uspokoić Clem. - Wiesz...Ja miałem trochę szersze horyzonty niż nieudolne polowanie na emigrantów... A do czego mi jest to potrzebne teraz? Cóż...Nie mogę wypaść z wprawy.
- Mhm... - Ahmis chwilę jeszcze obserwuje nitroglicerynę, aż odkłada ją obok reszty rzeczy. Teraz zaczyna wertować kilka leków.
- Fang, ty jesteś znawcą... - pokazuje kilka mniej rozpowszechnionych produktów i nosorożec bada nazwy kolejnych paczek. Spogląda na Clem.
- Zajmuję się medycyną. Pomagam nieraz poszkodowanym. - natychmiast odpowiada. Wcześniejsze moje słowa musiały dodać jej pewności siebie.
Krótka chwila badań i...
- Wszystkie wydają się w porządku. - wypowiada się po raz pierwszy cichym głosem.
- Dobra, dzięki za pomoc pomimo choroby. - Ahmis zaczyna wracać wszystko na miejsce. - Tym razem nic podejrzanego. Obym nie żałował ogólnej pobieżności... - dodaje i odchodzi. Nosorożec robi lekki ukłon i chwilę drapie się po gardle, idąc za królikiem.
Od tak nas puścił, śmierdzi mi to na kilometr, ale na razie i tak mam ważniejsze sprawy na głowie.
Pośpiesznym krokiem ruszamy w stronę swoich pokoi - Cóż... O to mi mniej więcej chodziło... Ciekawe czy załapał ten fragment z pokutnikiem... O i chyba chciałaś o czymś ty pogadać...
- Em... - Clem chwilę namyśla się, najpewniej zastanawiając, o co dokładniej biega. - Czy aby masz na myśli tę sytuację sprzed... - dostrzegam delikatne zaczerwienienie na jej twarzy. Przez cały tydzień nie poruszano tej sytuacji i jedynie podczas dialogu nieraz schodziła wzrokiem na boki.
- Ooooooooooo...Emmmm... Podobało ci się? - Zaraz dostanę po mordzie. Za takie teksty...
- Um... - jej wzrok opuszcza kontakt i jeżyca robi jedynie ruch ręki do kolców, jakby przygładzając jeden z nich. - W sumie... tak... - dociera do drzwi swojego pokoju, po czym wzdycha ciężko. - Może... zajmę się sortowaniem leków... - kiwa i kryjąc nieco twarz, bokiem wchodzi do środka. Spodziewany plaskacz o dziwo nie nastąpił. Miła rzecz nie skończyć z czerwonym policzkiem. Wracam do siebie.
Rygluję drzwi do kwatery mojej i Bruce'a, i ruszam do zakończenia prac nad sprzętem. Bomba miedziana, taka prosta w swojej konstrukcji, wystrzeliwuje, po detonacji w przeróżne kierunki miedziane rurki. Efekt jest podobny do "bełta" wyrzuconego z kuszy łowcy. Kolejna zabawka to dmuchawka na gwoździe, chociaż tu nie miałem za dużo pracy oprócz przycięcia główki takiego czegoś. Następnie wziąłem się za naprawę krótkofalówek, do komunikacji, i do detonatorów nitrogliceryny od Clem. Następnie biorę się za dokończenie maski. Większość głowy Kiry i tak będę musiał jakoś ukryć, a sporo jest tego szajsu. Pod koniec pracy wyszło mi coś na wzór kaptura opinającego całą głowę czarnym czerwonym materiałem, przez który przechodzą różne kable, od głośnika i mikrofonu, który zniekształca głos, aż po nastrojone do jednakowej częstotliwości walkie-talkie. Z przodu pozostaje maska, którą muszę jeszcze pomalować, a i jeszcze całość ponownie przewlec materiałem, aby ukryć to wszystko. Zaczynam malować , najważniejszym punktem maski jest czerwona gwiazda w centrum tego okrycia twarzy, rozchodzi się ona na cały biały obszar. Kiedy wreszcie kończę, odchylam się w krześle, aby zażyć chwilę odpoczynku i dać wygiętym plecom jakiegoś odpoczynku. Kolejnym problemem jest to, że muszę gdzieś ukryć to wszystko, w razie nalotu Ahmisa... Który jest prawie że pewny.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 maja 2019, 13:35 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Stephen i Steven na pytanie o obecność w Silver River unieśli rękę w tej samej chwili.
- Wycieczka. Pamiętam to miasto najlepiej, bo trochę napsociliśmy naszej wychowawczyni i się "zgubiliśmy". - uśmiechnął się cicho Stephen.
- A czy to nie było w Spagonii? - zapytał Steven.
- Nie ucz starszego... - udał sposępnienie Stephen.
- Starszego o sześć minut... - zrobił to samo Steven.
- I tak nie widzę różnicy. - rzekł nagle Wisp i Steven pokazał z uśmiechem swoimi dłońmi komentującego. Braciszek westchnął.

- Może powinieneś zacząć nosić coś wyróżniającego cię, co nie, Stephen? Nie chcesz chyba, żeby "kochaś" okazał się jego bratem przy jakiejś rozmowie... - nagle odezwał się Norton, stojąc niedaleko stołu taktycznego z obecnym tam borsukiem o dużo ciemniejszej sierści. Wnioskując po specjalnym żółtym pagonie na lewej piersi, oficer od tego uderzenia.
- Amel nie jest moją dziewczyną! - Stephen już nagle nawet w głosie nie brzmiał tak wesoło jak wcześniej. Jego czarna twarz, mająca z tyłu część zielonego pancerzyka typowego dla pancernika, stała się delikatnie zaróżowiona.

Will

Praca powoli szła naprzód. Bruce na razie nie wracał.
Miedziana bomba gotowa, dmuchawka poszła błyskawicznie, a kaptur i maska zostały już niemalże ukończone, właśnie skończyłeś malowanie i chwilę tak posiedziałeś, aż usłyszałeś pukanie.
- Max? - usłyszałeś głos Kiry za drzwiami. - Słyszałam od Clem, że wziąłeś nieco rzeczy do naszej... pracy. - tu chwilę zawahała się, najpewniej upewniając czy jest czysto. Na pewno? - No i skoro mam mieć swój udział przy korzystaniu z sprzętu, to chyba wypada to przetestować jak skończysz... - dodała na koniec.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 maja 2019, 14:06 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Odbezpieczam drzwi, aby wpuścić tygrysicę do środka, jednocześnie porzucając ostatni element (prawie gotowy) do wyposażenia herolda do walki z łowcą. Szerze to ta rzecz jest robiona z myślą o nim i o każdym, kto nazbyt wrażliwy słuch.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 maja 2019, 14:43 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Skąd w ogóle możesz mieć pewność, z którym walczyłeś Norton? To by wyjaśniało oburzenie. - wcięłam się do rozmowy. - Ty chyba, że oni mają ją także na spółkę. Amel pewnie tak czy siak by się nie połapała - uśmiechnęłam się rozkładając ręce. Następnie doskoczyłam bliżej stołu taktycznego i Nortona.


- W kaaażdym razie... wygląda na to, że znowu jesteście bezużyteczni i będziemy bezradnie błąkać się po mieście. To znaczy... wy będziecie, bo ja znam miasto jak własną kieszeń, ale jakoś nie chce mi się starać. Więc będziecie musieli zaufać nieomylnemu dowództwu - wskazałam na borsuka po czym niedbale zasalutowałam. Następnie siadłam na ziemi i wyciągnęłam swój nóż obracając go w rękach. - Jeżeli sprawa będzie wyglądała naprawdę źle to mooooże nas uratuję.


Uśmiechnęłam się i popatrzyłam się na swój nóż. Zmrużyłam oczy patrząc się na literę "E" wyrytą na dole ostrza, tuż przy zdobionej rękojeści. Następnie skupiłam się na swoim odbiciu. Ujrzałam swoje lekko rozczochrane włosy. Westchnęłam i przy pomocy noża zaczesałam je na czuja na bok. Przy końcowym ruchu lekko zacięłam jeden ze swoich kolców. Syknęłam lekko i spojrzałam na kapkę krwi na ostrzu. Przeglądając się w nim ponownie ujrzałam nieco krwi, która nawet nie kapała w dół. Uśmiechnęłam się kładąc się na ziemi.

- Czy można to uznać jako ranę wojenną i przepustkę do nie brania udziału w tej ofensywie? - rzuciłam ogólnie po czym nie czekając na odpowiedź ponownie zmieniłam pozycję na siedzącą.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 maja 2019, 21:37 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Stephen opuścił nieco twarz, oczami świdrując twoje.
- Brachu, spokojnie... - Steven poklepał go po barku.

- Rozróżniam ich. - odpowiedział wreszcie Norton. - Zarumieniony kolega ma nieco wykręcony w lewo nos, a Steven zawsze nosi nieco bielsze rękawiczki.
- Rzeczywiście... - Steven uważnie spojrzał na nos brata. - To pewnie pozostałość po walkach o tą miejscowość na północy. Pamiętasz? Kawałek gruzu po eksplozji pocisku ostrzałowego trafił cię w nos. - wyjaśnił.
- Nie... Czy to było podczas małego wstrząsu mózgu? - Stephen zbyt naturalnie zabrzmiał, faktycznie chyba zapomniał.

Tim trzymał się na uboczu, niemalże niewidoczny za namiotem, kiedy Norton stał przy stole taktycznym. Wisp dołączył do pancernych braci, pomagając nieco rozluźnić atmosferę.

- Znam kilka osób, które mają gorsze rany i dołączają do walk... - odpowiedział spokojnie borsuk na pytanie. - Więc nie. - dodał jakoś groźniej.
- Transport nowej drużyny! - skunksica-albinoska przybyła na miejsce w pełnym rynsztunku. Miała na sobie hełm, komunikator i Bomb Wispon.

Will
(dialog prowadzony wspólnie)


Kira wchodzi do środka robiąc jeszcze małe spojrzenie w lewo i prawo. Lekko otwiera usta na widok przygotowanych gadżetów. Cały sprzęt robił wrażenie.
- Dobra, zanim założysz całe ubrania, przymierz to. - Pokazujesz tygrysicy prawie dokończone dzieło. Jest to urządzenie składające się z kabli na długość całej ręki tygrysicy. W miejscu dłoni znajduje się głośnik.

- Chcesz wiedzieć co to jest? - zapytałeś.
- Wolałabym. - Kira szybko otrząsnęła się z wrażenia i wystawiła dłoń, zakładając dzieło przy twojej małej pomocy.
- Specjalnie dla samego Łowcy, zrobiłem... Hmmm... Jakby ci to wytłumaczyć... Kojarzysz gwizdki dla psów? - podnosisz maskę z łóżka. - Wydają one dźwięk na określonej częstotliwości, które wyczuwają tylko psy. W efekcie, aż je zgina z bólu. My jesteśmy nieco bardziej rozwiniętymi istotami, co nie znaczy, że też nie mamy czegoś takiego. Po prostu nas trafia szlag na innej częstotliwości. W skrócie, ten głośnik to jest gwizdek na nietoperze... A może i nawet na Mobian. Nie jestem pewien, nie testowałem tego jeszcze. - objaśniłeś działanie.
Kira chwilę patrzy ci prosto w twarz.
- Dopóki nie skrzywdzi wszystkich, to nie widzę problemu. Chyba... - ostatnie dwa zdania musiały wywołać u niej zwątpienie.

- Zaraz zobaczymy. - Patrzysz czy Kira wszystko założyła prawidłowo. Ponownie odkładasz maskę bo przypominasz sobie, że nie chcesz jej uszkodzić. - W kciuku masz przełącznik, uruchamiasz i przez przytrzymanie wypuszczasz dźwięk. - Ustawiasz się przed Kirą. - A teraz, wypróbuj to na mnie!
- Dobra. - chwilę się zawahała, ale wystawiła dłoń przed siebie i aktywowała dźwięki. Po krótkiej chwili poczułeś ból w uszach i niemalże natychmiast spróbowałeś je zakryć. Wtedy Kira wyłączyła dźwięki. - Test zaliczony? - zapytała, obserwując głośnik na dłoni.
Podnosisz dygocący palec.
- Jest lepiej niż przewidywałem! - Mimo bólu jesteś uradowany. - Jednak, główna siła jest w pozostałych głośnikach, zginając palec serdeczny uruchomisz kilka głośników naraz które rozłożę w miejscu spotkania. - Kira próbowała wykonać działanie. - ALE NIE RÓB TEGO TU! Za dużo sprzętu i możesz nam wysadzić bębenki. - Podnosisz maskę ponownie.

- Wybacz! Samo mi się nasunęło... - cofnęła palec serdeczny i delikatnie zachichotała zakrywając usta dłonią. Najpewniej chciała nieco rozładować w ten sposób sytuację, w końcu mogła was pozbawić słuchu. - Świetny gadżet. - dodała.
- Po prostu... Dobra zakładaj płaszcz.
Kira założyła płaszcz. Jak wspomniała jeszcze dzisiaj, sięgał jej do połowy bucików, dokładniej charakterystycznych żółtawych sandałów z na trzech zapięciach.
- Chyba trzeba załatwić jakieś buty... - spojrzała w dół na swoje stopy.

- Ohhh... Szlag... Czekaj... Jak dobrze kopiesz? - Zadajesz dziwne pytanie. - W sensie, wywalasz drzwi, wybijasz zęby itd.
Kira przymrużyła jedno oko na twoje pytania.
- Rzadko kopałam. Ale z skutków stwierdzam, że musiało przynajmniej zaboleć. - odpowiedziała, jeszcze robiąc ruchy rąk, aby sprawdzić ubiór w ruchu.
- A tak z ciekawości..Czym się zajmowałaś przed tym wszystkim?
- Mieszkałam na południu, tym kontynentalnym. Żyłam w jednej z wielu wiosek plemiennych. - odpowiedziała na pytanie. - Wiem, tygrysy nie są tam często spotykane... Jestem mieszańcem, mój ojciec zarabiał poprzez handel w tych okolicach. Pewnego razu zakochał się w jednej z plemiennych. Reszty chyba się domyślasz. - wystawiła ręce jakby chciała powiedzieć "ta-dam!"

- I spuszczania lania też cię tam nauczyli? Czym się tam zajmowałaś? - powtórzyłeś pytanie.
- Cóż... Z kast wybrałam ścieżkę wojowniczki... - odpowiedziała. - Nasz region już dużo wcześniej miewał małe wojny. Nawet jeśli moja wioska miała szczęście unikać większości z nich, to nawet na wypadek ataku obrońcy byli potrzebni. Nauczyłam się używać noża i łuku. - wyjaśniła dogłębniej.

- Łuku ci na razie nie załatwię, bo i tak jestem aktualnie pod kreską, ale jak trochę poczekasz to może popracuję nad jakimś kastetem czy coś... W każdym razie, mojego rozmiaru na pewno nie nosisz, a butów Bruce'a bym nie przymierzał z przyczyn czysto sanitarnych... - masywne buty kreta faktycznie byłyby problematyczne. Wyciągasz maskę. - A teraz zrzuć z siebie płaszcz bo będę musiał jeszcze rozprowadzić całe okablowanie i pokryć to dopiero nim. - Mierzysz prochowiec wzrokiem. - I mogę zaryzykować jego przykrócenie jeżeli znajdziesz dostatecznie wysokie i grube buty.
Kira już opanowała ułożenie płaszcza i niesamowicie sprawnie go zdjęła.
- Scyzoryk do walki wręcz mi w zupełności wystarczy. - odpowiedziała na słowa o kastecie i poklepała przytroczony do pasa obiekt. - Mogę postarać się coś znaleźć na targu. - dodała na wzmiankę o butach.

- Ja bym nie zawierzał całego mojego życia na wpół stępionemu kawałkowi stali aleeee....- Nie chcąc rozjuszyć tygrysicy przeciągasz zaimek. Kira faktycznie złowrogo zmrużyła oczy przy nazwaniu jej scyzoryka "stępionym kawałkiem stali", ale zachowała spokój. - Jak kupisz sobie buty to przy okazji załatw sobie może jakąś lepszą kosę niż to. - Wskazujesz nożyk. - A teraz. - Zmieniasz swój ton na usilnie oficjalny. - Klęknij trzynasty heroldzie i przyjmij swe miano. Czy ilu ich tam było...
- Um... dobrze... - Kira klękła na kolano.

Maska zakryła praktycznie jej głowę, materiał nawet okrył jej uszy, a części okablowania i odrutowania słuchawek delikatnie przechodziły przez materiał... Chociaż front maski prezentował się godnie. Jej piwne oczy krótką chwilę zamknęły się pod wpływem zbliżenia maski do twarzy, ale po chwili je otworzyła.
- Cóż... Przydałoby się jeszcze coś aby zakryć odrutowanie. - Stwierdziłeś cicho spinając i poprawiając niektóre kable na jej plecach, klatce piersiowej i ręce. - Masz tu jeszcze odbiornik z tych krótkofalówek. Będziesz słyszała w razie czego innych weteranów, jeśli chcesz wyłączyć, to po prostu przejdź przy przełączniku przy prawym boku. - Z daleka okablowanie na ręce i ciele wyglądało niepraktycznie, acz płaszcz powinien podołać w ukryciu tego.

Tygrysica wymacała przycisk, ale go nie ruszyła.
- Oby płaszcz miał wystarczająco twardą tkaninę. Te druty w pewnych miejscach budują wrażenie, jakby mogły nadszarpnąć materiał. - podzieliła się swoją uwagą. Dostosowała się już do maski.
- Podszyję trzecią warstwą i powinno być w porządku. I tak załatw sobie jakąś burkę na głowę, a na spotkanie załóż podwójne ubrania... W sensie spodnie na spodnie, koszula na koszulę itd. I jeszcze crem de la crem - Przełączasz przycisk z tyłu głowy. - To powinno całkowicie zmienić twój głos. Powiedz coś.
- Noszenie dwóch ubrań naraz to trochę problem w gorącym regionie... No i grube ubrania to też nie mój styl. Ale skoro trzeba, to załatwię coś. - odpowiedziała zmodyfikowanym głosem. Stał się zniekształcony i ciemny, niepokojący. Gdybyś jej nie znał to na pewno nie nazwałbyś Kiry kobietą.
Rzeczywiście, problem z ubraniam istniał.
Nosiła zazwyczaj luźne piaskowe spodnie dopasowane do sandałów i czerwony top, który pewnie dawniej zastępował jej bandanę strażniczki wioski. Na pewno to coś innego niż proponowany na akcję ubiór.

- Słuchaj, to zawsze jest mniejsza szansa, że w razie oberwania bełtem nie przejdzie cię na wylot a zostanie w ciele. Wtedy Clem zdoła cię odratować w razie porażki. Bo i taką trzeba zakładać. - Podchodzisz do stolika. - W ogóle muszę powiedzieć Bruce'owi, aby jego ludzie popodkładali pod ubrania jakieś książki w grubych oprawach, bądź sobie załatwili jakieś zbroje i ochraniacze.
- A teraz wskakuj w płaszcz i załatw sobie jakieś rękawice, a ogon owlecz wokół ciała. Musisz wzbudzać tajemnicę, zaufanie i strach jednocześnie. A ubiór to nie wszystko. - Uderzasz palcami o blat stołu. - Respekt... Musisz wzbudzić swoją osobą.

- Dobra, jakoś to przeżyje... - Kira wysłuchała monologu o ubraniach i po chwili wykonała kolejne polecenia. Ogon owlekła sobie wokół bioder, przekładając końcówkę przez pas, następnie nakładając płaszcz. Druty wydawały się nie wystawać z wyjątkiem kilku pojedynczych miejsc.
Sandały dawały nieco groteskowy efekt na tle reszty. Dłonie, buty i reszta głowy poza maską musiała już rozwiązać sama tygrysica.
- No...To wcisnąłem Ahmisowi, że nazywasz się "Pokutnik" aby rozpuścić fałszywą bajkę... Lepiej abyś miała dużo pseudonimów, ale reagowała tylko na jeden, Heroldzie, więc jak się chcesz nazywać?
- "Pokutnik" nawet pasuje... Skoro mam być Heroldem który zwalcza Heroldów, to tak jakby pokutuje za wcześniejsze dzieła Anonima. - odpowiedziała po krótkim namyśle. W sumie rzeczywiście, Rebelianci Pustyni zaczęli swoją działalność na kontynentalnym południu.

Zaczynasz się drapać po brodzie, po czym wyciągasz pędzel i czerwoną farbę spod stołu. - Odwróć się i pamiętaj, że musisz budzić szacunek już samą obecnością, a twoje zachowania powinny być nieprzewidywalne dla innych. Tyle tylko mogę ci pomóc w kwestii psychologicznej, muszę jeszcze wymyślić z Bruce'm o czym dokładnie będziecie gadać na spotkaniu... Mam nadzieję że będziesz ostateczną linią w tym przedsięwzięciu. - Podrzucasz pędzelkiem.
Kira obróciła się.
- Więc... co czułeś przy zabiciu Podświadomości? - zapytała nagle. Była jedną z pierwszych osób znających cię jako "Heroldobójca", kiedy odgadła to podczas rozmowy z Clem po śmierci przypadkowego kelnera.
- Oprócz tego że ktoś mi robi lobotomię bez znieczulenia i ten pokurcz wdziera się do mojej głowy? Nic więcej. - Zaczynasz malować tył płaszcza. - Herold to nie jest żadna boska istota czy coś takiego. Też potrafi umrzeć, tylko trzeba się w jego przypadku nieco postarać... - Na plecach Kiry widniała teraz pieczołowicie wymalowana trzynastka.
- Naprawdę zabiłeś go ołowiem? - zapytała, jeszcze nie wiedząc o malunku.
- Z przestarzałego karabinu znalezionego w starej szopie...- Zacząłeś cicho chichotać - Raczej nie był to pieczołowicie zaplanowany przez Anonima zamach w którym ktoś znikąd zjawia się w wiosce i zabija Podświadomość akurat tym, co znajduje się w opuszczonej konstrukcji.

- Podświadomość... - zapamiętała pseudonim. - Więc... lobotomia i gość był pokurczem... - nie czując już pędzla na płaszczu, obróciła się twarzą do ciebie.


Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Szukaj:
 [ Posty: 434 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26 ... 29  Następna

cron



więcej linków
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group

Polityka Prywatności

Blueblur is a fansite that is not in any way officially affiliated with SEGA. Sonic the Hedgehog and other associated characters are owned and copyright © SEGA Corporation. Published material and comments represent the thoughts of their authors.
</body> </html>