Strona głównaKontaktZarejestruj sięZaloguj się

  • Czy wiesz, że wizerunek Sonica pojawił się po raz pierwszy w grze "Rad Mobile"? Wydana ona została w styczniu 1991 roku, czyli daleko przed premierą oryginalnej gry z jeżem.
  • Wyścigowy spin-off serii: "Team Sonic Racing", trafi na sklepowe półki w drugim kwartale 2019 roku. Wyprodukowany zostanie przez Sumo Digital, które odpowiadało wcześniej za "Sonic & All-Stars Racing Transformed".
  • Czy wiesz, że Jun Senoue (gitarzysta i klawiszowiec Sonic Team) początkowo nagrał 8 prototypowych piosenek do wprowadzenia/finału "Sonic Adventure"? Ostatecznie wszystkie porzucono na rzecz "Open Your Heart", które świetnie nadawało się do zapowiedzi gry na Tokyo International Forum w 1998 roku, a także samego powrotu jeża do walki o konsumenta, po paru latach od czasu anulowania "Sonic X-Treme".
  • Najnowsza główna gra z niebieskim jeżem: "Sonic Forces", jest już dostępna w sprzedaży. Klimatycznie gra przypomina wczesne next-genowe inkarnacje naszego podopiecznego, co jednych przyciągnie do tej produkcji, a innych zniechęci. Warto także wspomnieć o tym, że to pierwsza gra z serii, która w Polsce doczekała się oficjalnej lokalizacji za którą odpowiedzialna jest Cenega - dystrybutor poprzednich gier "Niebieskich".
  • Czy wiesz, że komiksy z Soniciem, które były wydawane przez Archie Comics, mają tytuł "najdłużej wydawanej serii komiksowej opartej na serii gier wideo", który został nadany w 2008 roku?
  • "Sonic Mania Plus" jest dostępna już dziś! Gra zawiera nowy czteroosobowy tryb kooperacyjny, grywalnego Mighty'ego i Ray'a, tryb "Encore" zmieniający położenie przedmiotów oraz przeciwników, a także wiele poprawek. W specjalnej fizycznej wersji gry (dostępnej tylko na konsole), otrzymamy 32-stronicową książeczkę z szkicami i projektami postaci, przeciwników i plansz, podczas okresu prezentowania projektu firmie i produkcji, a także podwójną okładkę, przypominającą grę na Segę Mega Drive.
  • Czy wiesz, że Chip z "Sonic Unleashed" pierwotnie miał być duszkiem, stworzonkiem podobnym do Chao, lub nawet... rybą?
  • "Sonic: The Wrath of Nazo" Aarona Cowderego, nie będzie miała swojej premiery (jak to planowano) pod koniec 2019 roku. Animowanie aktu 1 z 3 okazało się zbyt skomplikowane, co przełożyło się na nieokreślone opóźnienie premiery animacji. Na szczęście, film będzie 15 minut dłuższy niż pierwotnie zakładano.
  • Dokąd nocą tupta jeż? Zapraszamy do aktywności w działach "Porozmawiajmy" oraz "Dyskusje", gdzie każdy to może wtrącić swoje symboliczne "dwa grosze" do rozmów na różnorakie sprawy związane z wielkim, szerokim uniwersum niebieskiego jeża, które jest nie większe, niż wypociny Marvela, czy też DC.





 [ Posty: 434 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27 ... 29  Następna
Szukaj:
Autor Wiadomość
Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 15 maja 2019, 16:04 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Dobra... - Odsuwam się od tygrysicy. I badam ją wzrokiem - Podałem ci instrukcje. Ja teraz wezmę się za chowanie tego sprzętu, dla bezpieczeństwa weź maskę, płaszcz i to cacko, które masz na ręce. - Jeszcze temu wymyślę jakąś chwytliwą nazwę - Niech ci Clem jakby co pomoże w poprawkach ubrania. Tylko schowaj to wszystko porządnie, dziś już miałem rewizję od Ahmisa, więc spodziewam się nalotu na hotel. - Zaczynam pukać w podłogę, szukając pustego dźwięku, a razem z nim jakiejś pustej wnęki.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 maja 2019, 11:22 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Westchnęłam przekręcając oczami i podniosłam się z ziemi. To chyba był już czas ataku na to przeklęte Silver River. Nie odzywając się już podążyłam za resztą.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Majowy Evil #4 (Wpis #27)
Post: 16 maja 2019, 20:38 
Awatar użytkownika
Znajomy

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- (Ahh, i to się nazywa życie...) - zacząłem rozmyślać, przełykając ostatni łyk whiskey. - (Chociaż... Mogłoby się w końcu coś stać...) - dodałem, wyrzucając przy tym butelkę po alkoholu gdzieś na bok, najprawdopodobniej na moją stertę pustych butelek. Spojrzałem w tamtą stronę.
- No, no, no, zrobiła się już niemała kolekcja! - rzekłem z niemałym podziwem, kiedy zauważyłem, że tych butelek jest jednak trochę za dużo. - Kurła, no nic, zrobię w końcu coś pożytecznego i to posprzątam. - w końcu wstałem i odwróciłem się w kierunku sterty szkła. Już miałem łapać za pierwszą butelkę, kiedy usłyszałem głos Młodego.
- No to nici ze sprzątania... - rzekłem żartobliwie, odwracając się w kierunku psa, naszego nowego nabytku w drużynie. Przestało mi być do śmiechu, kiedy tylko zauważyłem kamienie, które trzymał w szczypcach.
- Sprawa jest poważna? - zapytałem poważnie, podchodząc do niego. - Wiesz młody, jak coś to mogę udostępnić coś z mojej prywatnej kolekcji. - zaproponowałem, szepcząc, by nikt poza nim tego nie usłyszał.
- Tylko mi tu bez żadnych zdziwień Młody. Może i alkohol to napoje bogów, ale jednak wy jesteście ważniejsi. - rzuciłem od razu.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 maja 2019, 21:28 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Caprie nieźle dawała w kość pozostałym, nawet nie byłam potrzebna do nadzoru. Przyjrzałam się okolicy. W oddali widziałam mury miasta. Miałam ochotę wybrać się tam i zobaczyć, jak wygląda życie mieszkańców. Ciekawiło mnie, jak bardzo potrzebowali uśmiechu.
Nieważne, jak dużo by potrzebowali i tak go dostaną!
Ściemniało się, przez co miasto było coraz to mniej widoczne. Cóż, próba także dobiegała końca, musieliśmy się wyspać na nadchodzący dzień.
Niepokoiły mnie statki niedaleko. Miałam świadomość, że sytuacja na świecie była niepewna, ale nie przypominałam sobie, byśmy dawali występ tak blisko potencjalnie niebezpiecznych dla nas sił. No cóż, najwyżej dostaną z bata!

_________________
Życie samo do ciebie nie przyjdzie. To ty musisz przyjść do niego. I zapamiętaj sobie: duch marnieje, gdy człowiek odrzuca swoje pasje.Marzyciel, Laini Taylor

Kolesie na motocyklach zawsze wyglądają dobrze, dopóki nie zdejmą kasków.
Alex


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 maja 2019, 23:01 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Ailureen

Ciemności powoli okryły okolicę w przeskokach z niebieskiego na pomarańczowy, później na czerwony, wreszcie na czarny. W tej chwili też doskonale widać było gwieździste niebo.

Sen nastąpił całkiem sprawnie w nowym klimacie. Nawet nie spostrzegłaś się jak zamknęłaś oczy jak reszta i spaliście w oczekiwaniu na jutrzejszy dzień...
Wtedy jednak nastąpiło wybudzenie. Dalej noc? Księżyc jest jeszcze widoczny nad wzgórzami, musi być coś koło trzeciej rano.
Pozostała część ekipy spała dalej. Nagle nastąpił ciche stuknięcie.

- Uważaj... - syknął jakiś głos na zewnątrz stojący obok ciężarówki.
- Mówię ci, to tylko cyrkowcy. Nie wiem co takiego Luis widzi w tym złego... - odpowiedział drugi głos, jakby skacząc na jednej nodze i postękując.
- To Imperium, Esteban. Lepiej upewnić się i mieć spokój... - odparł drugi głos z dostrzegalnym zażenowaniem wobec towarzysza.

Kroki dwóch osób nieco szeleściły na trawie, powoli przechodząc gdzieś obok ciężarówki. Byli teraz blisko ścianki.

Elna

- ODDZIAŁY UDERZAJĄCE NA SILVER RIVER, ZEBRAĆ SIĘ! - ryk megafonu na obszarze namiotów tylko potwierdził, że czas ruszać.
Borsuk i jeszcze jakiś mierzący półtora metra chudzielcowaty lis zaczęli nakierowywać drużyny w odpowiednie strony.

Trafiliście w łącznie trzydzieści sześć osób + Chaotix w okolice innego namiotu, gdzie już czekał ostatni, czterdziesty żołnierz atakujący z południowego zachodu... Tyrone.
Obecny ważniejszy oficer z Zachodu zasłynął wśród Ruchu Zachodniego podczas walk o Chemical Plant mających zdobyć okręt, mający dostarczyć żołnierzy na obecnie zrujnowany Death Egg. Jego siły całkowicie przyblokowały jedną trzecią tamtejszych sił Imperium, dając dość czasu pozostałym. Czarny guziec chodził w kamizelce kuloodpornej i charakterystycznym hełmie kryjącym, oprócz głowy i potylicy, punkt między oczami oraz miejsca pod oczami.
Na jego brodzie widoczne były dwie blizny, a jeden z małych rogów był ułamany.

- Dobrze... żołnierze! - wstał z drewnianego krzesełka. Krzyknął, aby wszyscy obecni na placyku przed namiotem mogli go usłyszeć. I żeby ucichli. Teraz mógł mówić normalnie.
- Nie jestem mówcą, a poza tym gadanie i tak nie jest tym samym co czyny... - zaczął swoim silnym głosem. - Przybyliśmy tutaj wywalczyć wreszcie pokój... Więc kontynuujmy dzieło z Zachodu i teraz odzyskajmy City Line! Pokażmy Imperium, że jesteśmy w rzeczywistości silniejsi niż kiedykolwiek!*

Staliście w zgrupowaniach, rozłożeni nie na jakieś tam rzędy, a po prostu swoje kwatery. Obok stali Stephen i Steven, a za tobą Tim. Pozostali stali oddzieleni od ciebie przez pancerników.
- Elna... - usłyszałaś cichy głos skunksa za swoim barkiem. Jego oddech szedł nieznacznie po lewej stronie szyi. - Tak szczerze, chcesz walczyć za to miasto? Niby je znasz, zgodnie z twoimi słowami, ale... - kontynuował szeptem i przerwał.

Stromagg

- Cokolwiek na znieczulenie wystarczy... Pacjent potrzebuje odrobiny ukojenia, aby organizm mógł spokojnie leczyć rany. - odpowiedział dość spokojnie Młody, kładąc szczypce na dywaniku z sprzętem medycznym. Jego mowa nie byłaby dziwna, gdyby tylko nie mówił o pokiereszowaniu odłamkami na całej klatce piersiowej i brzuchu.

- Reszta nadjeżdża! - wykrzyknęła Zielona z lornetką w dłoniach, skierowaną w stronę przeciwną do barykady. Mniej więcej w tej chwili dosłyszalny był ryk silnika.

Zielona, czteroosobowa bryczka z kawałkami metalu jako dodatkową osłoną szyb zbliżył się do pozycji.
Wszyscy czterej pozostali członkowie drużyny w końcu dotarli na miejsce.

Miguel nie miał okazji współpracować w trakcie ataku na rafinerię, uczestnicząc w walkach o inne miejsca. Tym razem już dołączył do walki u waszego boku.

Bruno "Niemowa" Fabller był skunksem o charakterystycznych żółtych liniach zamiast żółtych. Ubrany w zielonkawy habit zakrywający usta i ciemne gogle, stosował w walce broń przypominającą harpun strzelający kołkami z szpikulcem. Zawsze miał torbę na plecach, z której sięgał pozostałe kołki. Broń zastępowała wśród niektórych żołnierzy Anonima strzelby, ponieważ pocisk potrafił wbić się w cel i dosłownie przybić do ściany. Pseudonim wziął się przez jego dysglosje.

Filip był prostym, młodym chłopakiem, szarym kozłem specjalizującym się w używaniu Rhythm Wispona. Podobno należał do rodziny śpiewaków i umie grać na flecie. Gaduła do potęgi -entej.

Ostatnią wychodzącą osobą była Xiaon. Drobna czarno-biała panda mieszkała na najbardziej Zachodnich Wyspach zwanych Archipelagiem Zagórskim, znane z wiosek zamieszkiwanych właśnie przez ten gatunek. Ubrana była w zielonkawe kimono przypominające te u karateków, jednak dostrzegalnie bardziej przylegające. W walce miała zazwyczaj biały Wispon i kij "bo" używany w walce w zwarciu. Zawsze wydaje się skrępowana i przy innych mało mówi. Zastąpiła pancernika poległego w rafinerii.

- W końcu przybyliśmy. Nasi sąsiedzi z frontu dwie ulice stąd zdołali nieco przepchnąć front. - przekazał Miguel, wykonując salut w kierunku Gwendolyn i Hatiego.
- Spocznij. Jakieś nowe rozkazy? - Gwendolyn jako jego dowódczyni zajęła się tematem.
- Wypatrywać flar. Wkrótce mamy uderzyć na ratusz. - odpowiedział Miguel, stając już normalnie.
- O żesz... - Gwendolyn spojrzała w niebo i odetchnęła głęboko, kiedy Hati przełknął głęboko ślinę.

Ratusz... "Strefa zniszczenia"... Dziesięć razy przechodził z rąk do rąk. Niedobrze...

Will

- Dobra. - Kira kiwnęła i zaczęła wszystko zdejmować, aby wziąć po prostu w rękę. W ten sposób nie będzie tak rzucać się w oczy jak trafi na kogoś na korytarzu.

Stukanie o podłogę nie przynosiło efektu, aż znalazłeś coś przy swoim łóżku. Dwie deski okazały się nieco osłabione i można było je łatwo wyjąć.
Znalazłeś dziurę między drewnianą podłogą, a wsparciem z jakiegoś kamienia. Powinno starczyć miejsca do schowania reszty rzeczy.

- Max... Może nie powinnam pytać... ale Clem po przyjściu była jakaś delikatnie zaczerwieniona. Coś się stało? - zapytała nagle Kira, trzymając maskę na zwiniętym płaszczu i najpewniej gdzieś w środku urządzenie. - Znaczy... Dobra, w sumie nieważne. - natychmiast dodała zwrócona plecami do drzwi i zaczęła powoli odchodzić krokami do tyłu, jakby jednak upewniając się czy mimo wszystko nie odpowiesz.

~

* - akurat obecne siły Ruchu Oporu nie robią zbytnio wrażenia na tle tego co było na początku. Obecne siły wynoszą ok. 40 tyś żołnierzy, kiedy dla porównania na początku całej wojny siły Ruchu wynosiły 250 tyś. Niestety, poniesiono ciężkie straty.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 17 maja 2019, 0:26 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Nie chce mi się walczyć o żadne z tych miast jeżeli mam być szczera. Za dużo złych wspomnień - odszepnęłam mu odchylając głowę do tyłu - Ale jeżeli już muszę to Silver River jest najlepszym miejscem. Po prostu nie widzi mi się perspektywa umierania za nie. A niestety to najbardziej prawdopodobne podczas pierwszego szturmu. Znając moje szczęście dostanę jako pierwsza kulkę nawet jak będę się kryć za wami.


Zaśmiałam się po czym ponownie skupiłam się na Tyronie. Był moim dowódcą podczas ataku na Chemical Plant, ale nie wiązały mnie jakieś specjalne więzi. Szanowałam go jako żołnierza no i w sumie poczułam się nieco pewniej wiedząc, że to on będzie prowadził tą ofensywę.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 17 maja 2019, 18:08 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Skupiam się na podłodze, udając że nie słyszę niedogodnego pytania. To i tak nie będzie jedyna skrytka, jaką zamierzam zrobić tu, ale taki filmowy klasyk też się przyda. W ogóle, jeżeli tu już jest taka skrytka to ciekawe, co tam było schowane?

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 18 maja 2019, 1:07 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

- Cóż, raczej nie wszyscy wrócimy z tych walk... - odpowiedział Tim, jednak nie miał czasu już nic więcej dodać.

- ...więc wywalczmy lepsze czasy dla naszych potomków! - tymi słowami Tyrone zakończył
krótkie przemówienie, którego większość ominęłaś przez odpowiedź dla "Jima". Espio nagle ujawnił się kilka kroków od guźca i podszedł, wyszeptując mu coś w ucho. Ten tylko pokiwał głową z zrozumieniem.
- Atak nastąpi za około godzinę! Kto umie jeździć? - część starszych osób uniosła ręce. - Więc ruszajmy do pojazdów! - wydał rozkaz. Z waszej grupy rękę podniósł Steven. Z każdej kwatery wypadał przynajmniej jeden znający się na jeździe.

Za namiotem faktycznie przygotowane było kilka zdobycznych pojazdów bez bagażników, których rolę odgrywały jakby przyczepy. Każdy spokojnie mógł zmieścić cztery osoby na przyczepie i dwie w środku.
- Kwaterami! - nakazał. - Kolego, podaj imię. - zatrzymał jednego z wcześniej unoszących dłoń baranów.
- George.
- George, jesteś naszym kierowcą. - przekazał mu, kierując się w stronę pojazdu na czele.

Zbliżyliście się do środka transportu. Steven wsiadł za kierownicę trzeciego od przodu, a Stephen dosiadł się jako pasażer.

Will

- Tak, nie powinnam była pytać... - Kira chyba wyraźnie się skrępowała i opuściła wreszcie pokój, cicho zamykając drzwi.

Luka mogła pomieścić wszystko co akurat chciałeś schować. Na swój sposób wydawała się nienaturalna, dopóki nie dojrzałeś jakichś przewodów. Wtedy zauważyłeś strasznie zakurzoną skrzynkę, wtopioną w kamień, z symbolem błyskawicy i nieco rozmazanym napisem poniżej "awaryjne". Resztę białego napisu na zielonej blaszce zatarła delikatna korozja.
Najpewniej jakiś awaryjny system zasilania pokoju, gdyby korki główne nawaliły.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 18 maja 2019, 1:19 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Dobra, ci dwaj oczywiście trzymają się razem... - mruknęłam po czym dodałam energiczniej i rzuciłam się na maszynę. - Zaklepuję róg!


Wskoczyłam na pojazd i usadowiłam się w rogu uśmiechając się pod nosem. Poczekałam aż reszta mojej ekipy wgramoli się na przyczepę i w końcu będziemy mogli ruszyć.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 18 maja 2019, 9:46 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Hmmm... To się może kiedyś przydać. Biorę ze stołu Część krótkofalówek, głośniki i dmuchawkę. Część i tak sprzętu muszę rozwalić. Spodziewam się nalotu i Ahmis może mi wytknąć brak nitro w pokoju... Co wtedy by się stało? Nie mam bladego pojęcia. Wrzucam wszystko i zakrywam dziurę. Czas znaleźć kolejną skrytkę.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 18 maja 2019, 22:31 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

Pojazdy niedługo później ruszyły. Tim przeszedł po ściance i usiadł w rogu z tej samej strony co ty, naprzeciw niego Wisp i jedynie Norton wsiadł sprawnym wskokiem po podparciu nogi o tylny zderzak, siadając na ściance przyczepki, jako jedyny nie decydując się na "podłogę". Wiedział, że pojazdy nie będą jechać szybko więc nic mu nie grozi.

Zaczęliście mijać ostatnie namioty z widocznymi częstszymi barykadami. Linia ewentualnej obrony jednak już zniknęła i pojazdy już zniknęły.
- Dobra, Tim, tak właściwie to wiesz co mamy za zadanie na początku operacji? - zapytał Norton.
Skunks jedynie zaprzeczył głową.
- Właśnie zauważyłem, że byłeś nieskupiony. - zakręcił oczami. - Przechwytujemy działka przeciwlotnicze, aby nasze okręty mogły łatwiej zdominować niebo. Od czasu zajęcia Chemical Plant Imperium ma słabszą flotę, na dodatek potrzebną praktycznie na każdej części kontynentu. - wyjaśnił. - Ciebie to pytanie w sumie też dotyczyło, Elna. - obrócił oczami na ciebie.
- Już, Norton... - Wisp chciał się wtrącić.
- Chcecie końca tej wojny? To słuchajcie rozkazów. - na tym zakończył.

Tim nieco schylił głowę w dół, wzdychając. Brał pewnie winę na siebie, bo to on cię zagadał.
- Nie boicie się szpiegów? - zapytał nagle Wisp.
- Szpiegów? - Norton teraz skoncentrował się na ptaku.
- Słuchaj, jak inaczej dokonano ataku na transport Widmowego Rubinu, jak nie poprzez informacje od szpiegów?* Ten zdrajca co wysadził pewien czas temu kilka skrzyń nie jest raczej jedynym...
- W tej ekipie przede wszystkim są osoby doświadczone, Wisp. Osoby, które są w pełni świadome jakie jest Imperium. Najczęściej jego zwolennikami są ci kretyni, którzy nie byli ostrzelani przez Sentinele. - krótko objaśnił mu swoje zdanie Norton.

~
Informacja z wydarzeń w trakcie międzyrozdziałowym:


* - Transport Widmowego Rubinu nastąpił, zgodnie z planem, trzeciego dnia od czasu jego odzyskania. W operacji wzięły udział dwa okręty latające i kilka mniejszych helikopterów silnikowych [te małe transportowce] wzmacniających eskortę obiektu. W połowie drogi do Metropolis niespodziewanie wpadł on w przygotowaną przez Imperium zasadzkę złożoną z trzech okrętów, w tym jeden transportowiec z chmarą Buzz Bomberów.
Ostatecznie transport zdołał wydostać się z zasadzki, ale przypłacono to utratą jednego z okrętów, poważnymi uszkodzeniami okrętu przechowującego Rubin i niemalże wszystkich helikopterów silnikowych. W praktyce stracono połowę załogi eskorty. [statystycznie ok. 75 osób spośród 153]
Potwierdzone uszkodzenia Imperium to częściowe uszkodzenie trzech okrętów i unicestwienie większości chmary.

Will

Przedmioty zostały schowane, a dziura zakryta. Obserwowana samym wzrokiem wyglądała niepozornie, a w dodatku przez jej zapełnienie nawet pukanie już brzmiało bardzo podobnie do pozostałej części podłogi.

Zacząłeś sprawdzać resztę obszaru. Jak się okazało, znalazłeś słaby punkt w ścianie gdzieś między twoim pokojem, a pokojem po przeciwnej stronie, ale szybko zauważyłeś, że zakrycie tego jest praktycznie niemożliwe. Słaby punkt trzeba by było naprawić z odpowiednimi narzędziami... No cóż, wymówkę można znaleźć.

- Hejka, Max... - serce chwilę zamarło. Tuż za tobą znajdował się bowiem... Bruce? Jeszcze nie rewizja? - Rozumiem przygotowania, ale... - spojrzał na ścianę pozbawioną kilku mniejszych elementów.
- W każdym razie, sąsiedzi zza ściany narzekali na jakiś donośny dźwięk, a teraz mówią coś o stukaniu w ścianach... Wróciłem, więc wolałem cię ostrzec. - wyjaśnił. - Stukanie już rozumiem, ale możesz powiedzieć coś na temat donośnego dźwięku? - zapytał.
Szybko domyśliłeś się, że chodzi o gadżet z głośnikiem. Podczas testu stałeś plecami do ściany, gdzie siedzieli inni uciekinierzy z wioski.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 19 maja 2019, 2:39 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Kompletnie zignorowałam to co mówił do mnie Norton, patrząc się jedynie na okolicę. Gdy jednak został poruszony temat szpiegów postanowiłam się dołączyć. W końcu im więcej osób dołącza do Imperium tym dłużej potrwa ta niedorzeczna wojna...


- Coś mówiłeś o jakiś działkach jakąś minutę temu? - wyrwałam się nagle jakby z zamyślenia, i po chwili machnęłam ręką - Z resztą nieważne. Co do szpiegów no to skoro coraz więcej osób decyduje się do nich dołączyć to podejrzewam, że nie jest tam już aż tak źle. Wątpię żeby ot tak nagle się obudzili, że jednak wolą imperium.

- Raczej nie tyle obudzili z "wolę Imperium!", a bardziej po prostu cieszą się, że nie ma Eggmana. - odpowiedział Norton. - Szkoda, że nie wiedzą co zrobiło Imperium w Grand City... Zachód to przy tym był pikuś... - tu nagle przerwał. Wisp od razu spojrzał ci w oczy i wykorzystując spuszczony wzrok wilka pokazał palcem "ciii" i ruszał głową na "nie".

- Tragiczne historie są zawsze dobrą motywacją przed bitwą. Dawaj co tam masz - wysunęłam dłoń w stronę Nortona jakbym oczekiwała, że da mi jakiś przedmiot. Wispa zignorowałam rzucając mu jedynie kpiące spojrzenie.


Norton uniósł wzrok i warknął. Wisp przekręcił oczami i zaczął obserwować zastępujące polanę lasy. Drzewa iglaste ciągnęły się aż pod góry, a pojazdy wjechały na dokładnie wyrównaną ścieżkę.


- To nic ciekawego. - wywarczał Norton i skupił się na Wisponie. Tim przechodził wzrokiem na przemian z niego na ciebie, obserwując reakcje.

- Dobra, to co powiesz na wymianę? Ja powiem tragiczną historię ze swojego życia, a ty mi powiesz o Grand City. Ostatecznie wyjdzie na jaw, że świat który mamy obecnie być może wcale nie jest warty ratowania! - wzburzyłam się nieco bardziej i nachyliłam się bardziej do przodu i przeszywając wzrokiem Nortona. Nie wiedziałam skąd u mnie taka ostra reakcja, ale jakoś mnie to nie obchodziło. Być może nieubłagane zbliżanie się do Silver River tak na mnie podziałało.


Krótka cisza. Wisp wytrzeszczył oczy i niepewnie spojrzał na waszą dwójkę.
Norton chwilę warczał i nagle obrócił głowę do tyłu kierunku jazdy, gdzie jechały inne pojazdy. W piątym wozie widoczni byli Chaotix i guziec.


- Zgoda... - odpowiedział zaskakująco spokojnym głosem, niepasującym do będącego jeszcze dwie sekundy wcześniej warczenia.

- Ooo, no proszę - powiedziałam nieco wybita z rytmu. Uspokoiłam się nieco i znowu przybrałam nieco bardziej wyluzowaną postawę opierając się o tył ciężarówki i wlepiając oczy w niebo nade mną - Ah, tylko którą z nich wybrać? No dobra, niech będzie ta pierwsza. Jak byłam mała to na moją rodzinną wioskę napadli bandyci, którzy urządzili sobie małą strzelaninę. Widok postrzelonego ojca i matka, która każe ci uciekać jak najdalej zapewniając, że wszystko będzie dobrze tylko po to żeby jej potem nie zobaczyć był o wiele mocniejszy niż każdy atak Sentineli jaki przeżyłam. - mówiłam to dosyć spokojnie, choć gdy wspomniałam matkę głos mi się lekko załamał. Nie popatrzyłam już na Nortona, ani resztę a jedynie na drogę prowadzącą do miasta.


Wisp patrzył z niedowierzaniem prosto w moje oczy gdy opowiadałam historię. Tim przerwał rozpoczęte przed opowieścią pukanie palcem o Wispon, a Norton już normalnym spojrzeniem pokiwał głową.


- Więc możesz zrozumieć ten ból. - teraz wzrok przeszedł na Nortona. - Wyobraź teraz sobie, że w jednym mieście jest sześć milionów Mobian... Po czym nagle atakuje je chmara maszyn wielkości wieżowców. Ostrzeliwują laserem wszystko co się znajdzie w polu widzenia, uderzają wieżowce, ich kroki doprowadzają do zapadania się dróg aż do metra... Byłem akurat w okolicy jednego z tych wieżowców i przeżyłem tylko dlatego, że miałem szczęście do obrywania jedynie nieszkodliwymi odłamkami... Obserwowałem, jak tysiące osób krzyczy, błaga o pomoc, chowa się... Uważasz, że widok postrzelonej rodziny jest bolesny? To prawda, ale świadomość, że wokół ciebie giną miliony, a ty nie możesz im nawet pomóc? Boli podobnie!


Norton aż zaczął dyszeć. Nastała cisza. Zauważyłaś, że Stephen obraca głowę w stronę przyczepki.


- Ta, rozumiem to w pełni. - uśmiechnęłam się ponuro. - Cóż, właśnie z powodu takich akcji miałam motywację by walczyć. Poziom zła jaki powodował Eggman przekraczał wszystko to co widziałam, przez całe swoje życie... a trochę widziałam. Jednak teraz? Ot taka sobie wojenka, już tak naprawdę nie wiadomo o co. Najlepiej by było gdyby obie strony po prostu dały sobie spokój - parsknęłam i zaczęłam rozglądać się po bokach.



Góry widoczne były w oddali, wyglądające jak malunek, w którym szczyty gór są białe od śniegu, a na ich podnóżach widoczne są zielone połacie lasów iglastych, rozdzielonych wykarczowanymi pobratymcami, których pnie widoczne są po bokach wyrównanej ziemnej drogi.
Ciężarówki jechały w odstępie trzech metrów od siebie, niemalże równym szeregiem.
W oczy rzucił mi się charakterystyczny wystający punkt góry, przypominający graniastosłup. Do granic miasta powinniśmy dotrzeć w jakieś pół godziny. Gdyby nie to, że atak miał nastąpić za czterdzieści. Najpewniej zatrzymamy się dużo wcześniej, aby rozeznać się w sytuacji.


- Przepraszam was... - powiedziałam cicho uśmiechając się. - Ale muszę pobyć chwilę sama. - Gwałtownie wstałam przeskakując na drugą stronę oparcia i podczas ostrożnego zeskakiwania z ciężarówki rzuciłam tylko "Dogonię was!" po czym przeturlując się po wylądowaniu pobiegłam w stronę mijanych lasów. Zaskoczeni członkowie drużyny nawet nie podążyli za mną. Słyszałam jakieś głosy, ale nie byłam pewna co dokładnie mówią, silniki zagłuszały już za mocno. Poczułam na sobie wzrok Chaotixu, ale niedługo później byłam pośród konarów drzew i pod igłami.


Pobiegłam jeszcze kawałek i w końcu zatrzymałam się rozglądając się po lesie. Wzięłam głęboki wdech, czując żywicę z sąsiedniego drzewa. Mój dobry humor błyskawicznie się rozsypał, gdy zaczęłam zdawać sobie sprawę co zrobiłam. Machnęłam jednak ręką i usiadłam pod drzewem. Ruch Oporu, Imperium Eggmana... to wszystko zdawało mi się teraz takie bez sensu. Od samego początku tej wojny walczyłam po tej stronie, którą uważałam za słuszną, ale teraz już sama nie wiedziała, co mam myśleć. Ponownie chwyciłam za swój nóż nie będąc pewna czy przypadkiem nie chce go wbić sobie w serce. Standardowo jednak spojrzałam się na literę "E". Uśmiechnęłam się, po czym do oczu napłynęły mi łzy. Westchnęłam ocierając je. Siedziałam tak przez chwile z pustką w głowie, wgapiona w trawę. Co jakiś czas rzucałam nożem w ziemię. Po chwili spojrzałam na swój komputerek na nadgarstku. Moje oczy zapłonęły nagłą nienawiścią do imperialnego sprzętu i chwytając nóż chciałam przebić urządzenie, lecz w ostatniej chwili się powstrzymałam. Westchnęłam i powiedziałam cicho:


- Dasz radę Elna... Dałaś radę do teraz, to dasz radę i później...


Zsunęłam się nieco niżej, niemalże do pozycji leżącej i wpatrzyłam się w korony drzew. Niby zwykły las, ale w pewien sposób mnie koił. Przypomniały mi się leśne wyprawy wraz z moim mentorem. To było tak dawno temu... Gdy wspomnienia wracały, leżałam tak jeszcze przez chwilę wpatrzona w górę.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 19 maja 2019, 15:54 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
-Jakby co to możesz im powiedzieć, że naprawiałem je i coś skiepściłem. Już to wyłączam. Poza tym porucznik "Paranoja Mc mam miedzianą rurkę zamiast kręgosłupa" wykrył u mnie nitro i nie przyskrzynił.
- Czekaj... Ahmis cię puścił? - Bruce otwiera lekko usta w zaskoczeniu. Wyjaśnienie pewnie usłyszał, ale skupia się mocniej na drugim zagadnieniu.
- Obaj wiemy, co to oznacza - Spojrzałem w skrytkę w podłodze-Część ukryłem, ale pomocą nie pogardzę.
- Em... właściwie to gdzie je schowałeś? - Bruce skierowuje oczy w ten sam punkt. Po kilku sekundach dopiero dostrzega. - O żesz ty... Dokręcić jakieś śruby i nic nie widać. - gwizdy uznania przyćmiewają chwilową ciszę.
- To może być za mało stary... - Patrzę na "Rękaw heroldobójcy"... Dobra nazwa, opatentuję ją kiedyś. - A jak tam na spotkaniu tak swoją drogą? - Podchodzę do drzwi i je rygluję.
- Do wieczora będziemy w komplecie. - odpowiada krótko. - Muszę jeszcze tylko subtelnie dać znać burmistrzowi o prośbie spotkania. - dodaje, podchodząc do desek i lekko je stukając nogą. Zwraca uwagę na dźwięk deski. - Kiedy nastąpiło spotkanie z tym kretynem? - pyta, stojąc obok miejsca skrytki i obserwując różnice między nimi. Głównie polegającą na braku śrubek.
- Emmm... Kiedy, rozeszliśmy się, ja z Clem robiliśmy zakupy i złapał nas dopiero w lobby hotelu. - Westchnąłem-Ale trochę czasu już minęło... Swoją drogą Kira już jest gotowa. Oh... I możesz dać instrukcję swoim chłopakom?
- Jasne... Ale skoro widział wszystkie zakupy, to jak zareaguje na brak stosunkowej większości? Już nawet nie chodzi o nitro... - odpowiada na pytanie i dzieli się spostrzeżeniem, wracając wzrokiem na mnie.
- Też o tym myślałem spokojnie - Zdejmuję materac z łóżka - Ale pomyśl, co by się stało, gdyby zobaczył częściowo uzbrojone ładunki? Albo to. - Wskazuję na rękaw.
- Ta... znając gościa, myślałby, że dozbrajamy Herolda... - Bruce kiwa z przyznaniem racji.
Łóżko miało drewnianą podstawę dla tegoż materaca. Można było tam schować jakieś płaskie rzeczy poprzez ułożenie ich poziomo. Wtedy jednak trzeba liczyć, że ewentualna rewizja nie zwróci uwagi na nieco wyższy materac. O ile nie sprawdzi materaców...
- Co myślisz o rozpruciu tego?
- Trzeba będzie upewnić się, że pierze nie znajdzie się na wszystkim wokół. - odpowiada Bruce, przyglądając się dodatkowo uważnie z bliska miękkiemu obiektowi.
- Szukamy dalej... i tak część tych rzeczy muszę zostawić, aby wyglądało to na czystą pracę majsterkowicza... Dobra, masz jakieś szczegóły dotyczące miejscówki od tego sokoła?
- Uszkodzony magazyn w wyniku eksplozji jakiejś beczki. - zaczyna Bruce i szybko pokazuje na wszelki wypadek ręką, żeby najpierw skończył. - Jest otoczony taśmami niepozwalającymi na wstęp i patroluje je ochrona straży, ale... burmistrz może załatwić sobie wejście i odsunąć straże. Moi kompani w takiej sytuacji sami zabezpieczą teren. Problemem w takim przypadku jest bardziej samo zainteresowanie Herolda tym miejscem... - wyjmuje nagle zza pasa kilka fotografii i pokazuje. Widać w nim piętrowy budynek z dziurą w dachu i piętrem zastąpionym rusztowaniami. Wszechobecne skrzynie nadają się idealnie jako osłony... Ale też mogą służyć w ten sam sposób Heroldowi.
- Mamy miejsce drugiego wyboru? Pamiętaj, że musimy odwrócić uwagę Ahmisa od naszych zagrań... - Wyciągam głośniki, które ma uruchomić Kira - Dobra, jesteście pewni tego magazynu?
- Mamy ewentualnie ten obszar dawnej epidemii. - Bruce obserwuje z zainteresowaniem urządzenie. - I tak, ufam w ten magazyn. Ryzyko polega na obecności straży, a kto wie, czy nie ma tam jakiegoś agenta Anonima...
- Kierowanie ludźmi oddaję tobie. Ty znasz najlepiej to miasto. - Drapię się po brodzie - Dobra, nie widzę sensu, aby mnie poznawali, ale poradź im żeby sobie upchali pod ubrania książki, albo wynaleźli jakiś wymyślny sposób na zatrzymanie bełta w ciele... - Rzucam kretowi głośnik - Trzeba to zamontować na miejscu spotkania, rozdać sprzęt do komunikacji między twoimi ziomkami i... - Pstrykam palcem - Zatkać im uszy, bo mogą dostać krwotoku.
- Uuu... Więc to ten bajer wydał dźwięk... - ogląda chwilę obiekt, przytakując na każdą podpowiedź.
Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Widoczne są przynajmniej dwa cienie.
- Oho, chyba rewizja. - szepcze.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 19 maja 2019, 19:58 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Nie podobało mi się to. Ani trochę. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się, mając nadzieję, że jednak przesłyszałam się i zaraz będę mogła wrócić spać. Sen był czymś tylko moim, a coś, co mi przerwało, musiało za to zapłacić spotkaniem twarzą w twarz ze wściekłą Ailureen Esarth.
Nigdy nie dzieliłam się z innymi tym, co mi się śniło. Zapisywałam to, jak zresztą wszelkie ogniowe informacje w notesie. Chciałam wrócić do swojego świata i mieć spokój chociaż na kilka godzin...
Wyszłam z pokoju, ziewając. Oczy nadal lekko mi się sklejały, przez co widok był rozmazany. Drzwi innych były zamknięte. No cóż, może jednak się przesłyszałam...
Postanowiłam przejść się do lodówki, by wyjąć arbuza. Po jedzeniu zawsze szybciej mi się usypiało.
Trzymając talerz, na którym ułożyłam trochę arbuzowych trójkącików, przeszłam do kabiny kierowcy, by otworzyć dach i wyjść popatrzeć na gwiazdy. Jedzenie, cisza i błyszczące kropki przypominające mi, jak niewiele znaczę, zawsze sprawiały, że sen jest jedyną i najlepszą opcją w życiu.
Chociaż wiedziałam to nawet bez tego.

_________________
Życie samo do ciebie nie przyjdzie. To ty musisz przyjść do niego. I zapamiętaj sobie: duch marnieje, gdy człowiek odrzuca swoje pasje.Marzyciel, Laini Taylor

Kolesie na motocyklach zawsze wyglądają dobrze, dopóki nie zdejmą kasków.
Alex


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 19 maja 2019, 20:49 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Ailureen

Gdy przemieszczałaś się po okolicy, głosy nie były słyszalne, ani też kroki. Chyba jednak tylko się przesłyszałaś.
Przemieszczanie po ciężarówce było równie spokojne. Lodówka, kabina kierowcy, już po chwili dach.

- Szlag, szlag... - głos "Estebana" nagle powtórzył się.
- Cicho, Esteban... - syknął drugi, a wtedy wręcz instynktownie obróciłaś się wzrokiem ku okolicy ściany ciężarówki.

Dostrzegłaś widoczne w świetle księżyca dwie metrowe sylwetki. Pierwsza osoba była lisem, najpewniej żółtawym, z tatuażem wokół prawego oka, którego kontury pod światłem przypominały słoneczko. Jego ogon nie był jakiś pulchny, ale typowo lisi. Nosił kamizelkę i spodnie, miał zwykłe buty sportowe.
Tymczasem "Esteban" okazał się być czarnym szakalem z długimi, białymi "kolcami" na potylicy. Widoczny był tylko dzięki Księżycowi i żółtymi tęczówkami, nie nosił ubrań.
Obaj mieli jakieś obiekty, wyraźnie rozpoznałaś w nich Wispony, ale nie do końca pewne jakie przez ich ułożenie w cieniu.

Nastała cisza, dwójka nic nie powiedziała, stojąc jak wryci i wymieniając z tobą wzrok.

Elna
(dialog przeprowadzony wspólnie)


- Ten las naprawdę jest spokojny. Ale to nie wyjaśnia czemu opuściłaś transport... - niespodziewanie do twoich uszu dotarł znajomy głos. Na gałęzi drzewa pozbawionego igieł stał fioletowy kameleon. Wisiał głową do dołu, stopami podczepiony do dolnej części gałęzi, dłonie trzymając za sobą.
Espio. Musiał podążać od momentu, gdy zauważył z pozostałą częścią Chaotixu twoje zejście z pojazdu.
- Zwiedzenie spokojnego i błogiego lasu nie jest wystarczającym powodem? - odwróciłaś się w jego stronę uśmiechając. Byłaś lekko zaskoczona, ale w sumie miało to sens. Na pewno by ci tak łatwo nie odpuścili dezercji. Niemniej jednak zachowałaś spokój. Odsunęłaś się nieco na bok i ręką klepnęłaś w ziemię, zachęcając kameleona by ten usiadł.

- Cóż, przygotowania rzeczywiście potrafiły być czasem wyczerpujące. Ale pójść do lasów mogłaś w różnych momentach. Na pewno lepiej by było przed akcją. Uniknęłabyś oskarżeń o dezercję... - Espio zszedł z drzewa poprzez puszczenie nogami kory gałęzi i szybkiego obrotu stóp do ziemi. Jak na ninje przystało, zrobił to bardzo łatwo.
- Nie zdezerterowałam... jeszcze... - westchnęłaś patrząc się przed siebie. - Powiedz mi czy jest sens, żeby walczyć za coś w co się nie wierzy?
- A w co dokładnie wierzysz? - zapytał, zbliżając się powolnym krokiem, aż stanął tuż obok twojej siedzącej sylwetki.

Otworzyłaś usta by udzielić odpowiedzi, jednak zanim słowa wydobyły się z gardła, wstrzymałaś się. Zamiast tego po chwili milczenia odpowiedziałaś:
- To nie ma znaczenia. Wolałbym, abyś po prostu odpowiedział na moje pytanie. Dlaczego ty walczysz? Czy Agencja nie jest dla ciebie ważna?

- Zostałem ninją, aby móc pomagać temu światu, Elno Augustyno Rodriguez von Hassletroll. Dlatego razem z Vectorem i Charmy'm stworzyłem Agencję. Wybraliśmy Ruch Oporu nie dlatego, że nam płacą, [tylko nie mów Vectorowi] ale z powodu ich celów. Imperium nawet jak już nie próbuje zniszczyć całego życia, to chce toczyć wojnę mimo wszystko, więc stawiamy im opór. To tylko kwestia czasu, kiedy będą kontynuować dzieło zniszczenia, może najwyżej w innym wydaniu. Może widziałaś Green Hill? - odpowiedział [dorzucił szeptem] i rozejrzał się po pobliskich drzewach iglastych.
- Chciałeś chyba powiedzieć Sand Hill. - zaśmiałaś się opierając głowę o drzewo. - Ale jeżeli mam gdzieś ten świat to czy jest jakiś sens, żebym tu z wami była? - zapytałaś ponownie w końcu patrząc się w oczy kameleona.
- To pytanie powinnaś zadać sobie. - odpowiedział krótko kameleon, odwzajemniając wzrok.

- Wydaje się, że jest to bezsensu. - westchnęłaś, po czym uśmiechnęłaś się chowając nóż do schowka i gwałtownie wstając otrzepując kurz. - Tak samo bezsensu jak moje życie, ale mimo to jakoś żyję. Więc pociągnę to jeszcze jakiś czas, moi kompani nie mogą mieć za dobrze - śmiejąc się zaczęłaś zmierzać w kierunku drogi. - Lepiej już chodźmy. Do Silver River są jakieś trzy godziny piechotą.
- Jeśli idziesz wolnym krokiem. - Espio po zostaniu kilka kroków za tobą... po prostu zniknął. Typowy ninja...

Will
(dialog prowadzony wspólnie)


- Był w towarzystwie nosorożca... - Przełykasz ślinę. Taka chwila, w gardle drapie. W brzuchu tworzy się kalejdoskop. Chyba masz przekichane.
Patrzysz na kreta pytająco. - Jak to wygląda? - Wskazując cały pokój z nadzieją, że Ahmis będzie na tyle głupi i zaspokoi się tym co znalazł.
- Trzeba schować tą rękawicę... I najlepiej niech nitrogliceryna będzie na widoku... Będzie mniej podejrzanie. - odpowiedział cicho kret, szukając opcji schowania rękawicy. - Zmieścimy ją w tym schowku? - zapytał, wskazując skrytkę.
Pukanie stało się mocniejsze.
- Wiemy, że tam jesteście! - usłyszałeś jakiś nieznajomy głos.
- Otrzymaliśmy cynk od jednego z strażników, że należy przeszukać to miejsce! - dołączył po chwili drugi.
- To na pewno straż. Kojarzę jednego z nich. - dodał szeptem kret.

Nawet nie słyszysz go, szybko wygrzebujesz nitro wyciągając wszystkie kable i stawiając je na stół. Wciskasz w miejsce ładunków rękaw Heroldobójcy. Zakrywasz dziurę w podłodze. Przytakujesz kretowi aby otworzył drzwi, sam siadasz i udajesz że coś majstrujesz nad plastycznym kawałkiem materiału.

Drzwi rozwierają się i słyszysz kroki dwóch osób.
- Witam, młodszy oficer Danton... - pierwszy głos należał do czarnego skunksa z bardziej krętymi liniami.
- ...i starszy kapral Valdez... - drugi okazał się być fioletowym kameleonem.
- Porucznik Ahmis przekazał nam informacje o podejrzanych rzeczach... Musimy przebadać to pomieszczenie. - z torby u pasa Dantona wychodzi papierek. Akt zezwolenia na rewizję.
- Nie zalecamy się wymigiwać. - odezwał się też gruby głos od drzwi. Musiał być tam jeszcze jeden strażnik.

Odrywasz ręce od morderczego kawałka plasteliny, trzymasz ręce na widoku. Grzecznie czekasz na rozwój wydarzeń i w duchu masz nadzieję, że Ahmis wysłał najgłupszych z głupich.
- Sam porucznik Ahmis mnie z tym przyłapał i przepuścił... Pa... - Przypominasz sobie, że teraz to ty jesteś na muszce. - ...Panowie strażnicy.
- Postanowił to zrobić pewnie aby zmniejszyć czujność... Albo po prostu uznał, że neutralni badający będą bardziej prawdomówni. - Danton wziął nitroglicerynę od Valdeza. - Tak, słyszeliśmy o tym incydencie z zaatakowaniem pana. - dodał.
- Hm... Brutus, podaj listę rzeczy. - poprosił Valdez i bardziej do środka wszedł trzeci strażnik.
Wyższy o głowę od ciebie, masywny ciałem jak Bruce, na miejsce wszedł kolejny nosorożec, tym razem albinos. Podał kartkę.
- Musimy upewnić się, czy wszystko tu jest. Wtedy zaczniemy drugą fazę rewizji, gdzie sprawdzimy czy nie ma tu czegoś więcej. - kameleon zaczął sprawdzać listę i na przemian szukać rzeczy wypisanych na tej liście.

Jesteś spokojny, chociaż w środku wymyślasz kolejne wiązanki na temat korzeni, od strony matki strażników oraz porucznika Ahmisa.
- No dobra... chciałbym jednak wiedzieć gdzie jest głośnik. - zwrócił w końcu uwagę na brak elementów z samej rękawicy.
- Były zepsute, więc je musiałem wyrzucić... - W głowie słyszysz tylko pisk. - Wszystko spalone na wiór.
- Mhm. - Valdez bez większego zainteresowania jeszcze przejrzał listę. - Więc w sumie jedynym problemem jest ta nitrogliceryna.
- A kolega mógł nie wiedzieć o nielegalności takowej w tym mieście. - dopowiedział Danton, oglądając się na Bruce'a.
Kret spokojnie obserwował stojącego w framudze drzwi nosorożca-albinosa.
- Dobra... Jesteśmy zmuszeni zarekwirować nitroglicerynę. Sędziowie zadecydują o kolejnych konsekwencjach, ale przez wzgląd na różne fakty, najpewniej skończy się tylko na tym. Jakieś sprzeciwy czy coś? - Danton wpatrzył ci się w oczy przeszywająco. Gdyby wzrok zaglądał w duszę, znałby pewnie całe twoje życie.

- Kiedy mam przyjść pod ścian... - Gryziesz się w język. - Znaczy, na rozprawę?
- Jeśli będzie to obowiązkowe, dostaniesz odpowiednią wiadomość. To tylko jedna nitrogliceryna, w dodatku u osoby, która mogła nie wiedzieć o jej nielegalności. Chyba, że będziesz próbował zdobyć prawo do posiadania ładunków wybuchowych... To trochę skomplikowany proces. - odpowiedział na pytanie Danton, zmrużając podejrzliwie oczy po wyłapaniu wcześniejszych słów.
- Ok, wszystko jasne.

- Dobrze, to czas na drugą fazę... Trzeba się jeszcze upewnić, czy nie ma czegoś więcej. Nitrogliceryna to tylko część listy. - Valdez zwinął spis rzeczy w rulonik i po chwili zaczęła się druga faza przeszukania, polegająca na sprawdzeniu szafek.
- Dobra, wszystko się zgadza. - przekazał i ukłonił się, opuszczając pomieszczenie. Danton uczynił to samo, ale jeszcze obrócił się.
- Tak przy okazji, lepiej dajcie znać hotelowi, że wam się ściana nieco uszkodziła... - zwrócił jeszcze na koniec uwagę co do małej dziury w ścianie.
Drzwi się zamknęły. Bruce odetchnął po kilku sekundach z wielką ulgą. Nie znaleźli skrytki, ale straciłeś nitroglicerynę.

Jeszcze chwila ciszy, milczycie obaj. Uśmiechasz się. - Dobrze, że nie była najważniejsza. - Mówisz zduszonym szeptem.
- To jeszcze lepiej. - Bruce uśmiechnął się nieznacznie słysząc to.


Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Szukaj:
 [ Posty: 434 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27 ... 29  Następna

cron



więcej linków
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group

Polityka Prywatności

Blueblur is a fansite that is not in any way officially affiliated with SEGA. Sonic the Hedgehog and other associated characters are owned and copyright © SEGA Corporation. Published material and comments represent the thoughts of their authors.
</body> </html>