Strona głównaKontaktZarejestruj sięZaloguj się

  • Czy wiesz, że wizerunek Sonica pojawił się po raz pierwszy w grze "Rad Mobile"? Wydana ona została w styczniu 1991 roku, czyli daleko przed premierą oryginalnej gry z jeżem.
  • Wyścigowy spin-off serii: "Team Sonic Racing", trafi na sklepowe półki w drugim kwartale 2019 roku. Wyprodukowany zostanie przez Sumo Digital, które odpowiadało wcześniej za "Sonic & All-Stars Racing Transformed".
  • Czy wiesz, że Jun Senoue (gitarzysta i klawiszowiec Sonic Team) początkowo nagrał 8 prototypowych piosenek do wprowadzenia/finału "Sonic Adventure"? Ostatecznie wszystkie porzucono na rzecz "Open Your Heart", które świetnie nadawało się do zapowiedzi gry na Tokyo International Forum w 1998 roku, a także samego powrotu jeża do walki o konsumenta, po paru latach od czasu anulowania "Sonic X-Treme".
  • Najnowsza główna gra z niebieskim jeżem: "Sonic Forces", jest już dostępna w sprzedaży. Klimatycznie gra przypomina wczesne next-genowe inkarnacje naszego podopiecznego, co jednych przyciągnie do tej produkcji, a innych zniechęci. Warto także wspomnieć o tym, że to pierwsza gra z serii, która w Polsce doczekała się oficjalnej lokalizacji za którą odpowiedzialna jest Cenega - dystrybutor poprzednich gier "Niebieskich".
  • Czy wiesz, że komiksy z Soniciem, które były wydawane przez Archie Comics, mają tytuł "najdłużej wydawanej serii komiksowej opartej na serii gier wideo", który został nadany w 2008 roku?
  • "Sonic Mania Plus" jest dostępna już dziś! Gra zawiera nowy czteroosobowy tryb kooperacyjny, grywalnego Mighty'ego i Ray'a, tryb "Encore" zmieniający położenie przedmiotów oraz przeciwników, a także wiele poprawek. W specjalnej fizycznej wersji gry (dostępnej tylko na konsole), otrzymamy 32-stronicową książeczkę z szkicami i projektami postaci, przeciwników i plansz, podczas okresu prezentowania projektu firmie i produkcji, a także podwójną okładkę, przypominającą grę na Segę Mega Drive.
  • Czy wiesz, że Chip z "Sonic Unleashed" pierwotnie miał być duszkiem, stworzonkiem podobnym do Chao, lub nawet... rybą?
  • "Sonic: The Wrath of Nazo" Aarona Cowderego, nie będzie miała swojej premiery (jak to planowano) pod koniec 2019 roku. Animowanie aktu 1 z 3 okazało się zbyt skomplikowane, co przełożyło się na nieokreślone opóźnienie premiery animacji. Na szczęście, film będzie 15 minut dłuższy niż pierwotnie zakładano.
  • Dokąd nocą tupta jeż? Zapraszamy do aktywności w działach "Porozmawiajmy" oraz "Dyskusje", gdzie każdy to może wtrącić swoje symboliczne "dwa grosze" do rozmów na różnorakie sprawy związane z wielkim, szerokim uniwersum niebieskiego jeża, które jest nie większe, niż wypociny Marvela, czy też DC.





 [ Posty: 538 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 32, 33, 34, 35, 36  Następna
Szukaj:
Autor Wiadomość
Offline
 Tytuł: Lipcowy Evil #3 (Wpis #36)
Post: 14 lip 2019, 15:16 
Awatar użytkownika
Kolega

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Przysłuchiwałem się uważnie całej rozmowie, jednak ciężko mi było określić z iloma Sztandarami mam tak naprawdę do czynienia. Jednak po chwili uświadomiłem sobie, jaka to będzie banalnie prosta robota. - (Tak, w końcu bitka!) - Mimowolnie również i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nawet zacząłem już cały uradowany ćwiczyć uderzenia, jakie wykonam swoim bejsbolem, kiedy nagle wpadłem na pewien pomysł.
- A może by tak zrobić jakąś małą dywersję? - zaproponowałem szeptem Hatiemu. - No wiesz, jakby tak rzucić coś w przeciwnym kierunku to raczej by się tym zainteresowali... - zacząłem tłumaczyć tygrysowi. - Moglibyśmy to wtedy załatwić po cichu bez tracenia naboi, które mogą nam się jeszcze przydać. Co o tym myślisz Hati?


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 lip 2019, 17:24 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Cóż, mam dość swojej drużyny gamoni więc taka zmiana na pewno podniesie moje morale - powiedziałam podpierając boki i uśmiechając się. - Poza tym jestem pewna, że Espio na pewno będzie miał na mnie oko... - rzuciłam mu groźne, przeszywające spojrzenie. Następnie znowu spojrzałam się na Tyrona nieco maślanymi oczami. - A więęęc?

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 lip 2019, 17:59 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Elna

- Jesteś za nią odpowiedzialny... - Tyrone przekazał to dobitnie Espio, na co ten kiwnął głową.
Reszta drużyny obserwowała to z ubocza. Norton chyba odetchnął z ulgą, bracia pancernicy po prostu pomachali, Wisp skupił się chwilowo mocniej na swoim leśnym koleżce, a Tim wyjął drewienko i znowu skrobał je, obserwując wcześniej twoją rozmowę z pobliskiej ławki.

Tyrone skierował się do kolejnego transportu, gdzie powoli kumulowano siły uderzające na to miasto.
- Zgodziłem się, bo zauważyłem że znasz się z dowódczynią tej grupy. - odezwał się nagle Espio, kiedy Vector też się oddalił.
- Elna z nami?! - Jo chyba chciała zaskoczyć Espio, ale ten obrócił głowę zanim zdążyła złapać go za barki. - Chodź, zaraz znajdziemy jakiś szary element ubioru z naszym znakiem, który będzie pasował. Wiesz, żeby wiedzieli, żeś jedna z nas! - od razu gestem ręki zawołała cię do siebie.
- Najpewniej tymczasowo... - poprawił ją Espio, obserwując przemieszczenie naszej dwójki w stronę grupki z małą skrzynką.
- Ojć, nie psuj marzeń! - kameleon dość neutralnie przyjął te słowa. Ciekawe, czy dostrzegł jak mogła wyglądać ta relacja... Ten gość wie czasami aż za dużo.

Stromagg

- Pytanie czy mamy czas... Ale przy odpowiednim wykonaniu... - Hati zaczął wewnątrz głowy oceniać ryzyko. - Miguel... Zdejmuj zielone części ubrań. - wyszeptał do fretkowatego.
- Słucham?! - ten z trudem powstrzymał głośniejszą mowę. Całe szczęście, że nie usłyszeli.
- Zaufaj nam. Udasz się do pomieszczenia obok i w odpowiedniej chwili wyjdziesz. Będziesz udawał rannego cywila...
- Słuchaj, to chyba zbyt...
- Na litość..! - Hati spojrzał w stronę domu zajętego przez Zieloną i Ruperta. Zielona znakami pokazała, że wszystko jest okej. Musieli rozprawić się już z tą dwójką.

- Dobra, szybka decyzja, idziesz czy nie? Musimy dojść do ratusza, a wiesz dobrze jak to wygląda. - Hati postarał się nakłonić kompana.
- Dobra... - Miguel westchnął, podając Młodemu strzelbę i naboje, po czym pozdejmował zielone części ubrań.

Ostrożnie dotarł do granicy ścian.
- Zielona i Rupert zajmą się tymi dwoma i kierowcami. - nakazał jeszcze, na co fretkowaty przytaknął.
- Robi się... - gdy tylko oczy jednego strażnika zgubiły ten kącik z oczu, szybko przebiegł na drugą i dołączył do dwójki.
- Uważnie dobrać cele. Najpierw pozbędą się tamtych dwóch... A kiedy zbliżą się do kierowców, uderzamy na najbliższych. Młody... - tu tygrys podał mu zdobyczny karabin zamiast strzelby. - Asekurujesz, gdyby coś nie wyszło. Możemy ci zaufać w razie czego?
- O-Oczywiście... - pies przyjął broń i przytaknął z delikatnym ukłonem.

Miguel zaczął swoją rolę. Umorusał się przed tym brudem i niczym ranny w nogę szedł kulejąc od budynku do dwójki gości.
- Pomocy! - wykrzyknął do Sztandarowych. Czatujący uspokoił resztę gestem ręki i zbliżył się do rannego.
Zielona zwinnymi ruchami dotarła do drugiego czatownika, chwytając go za usta i strzałą rozcinając szyję. Szybko pociągnęła go za sobą do budynku zanim inni by się zorientowali. Kierowcy na szczęście byli skupieni na obserwacji barykad.
Czatownik rozmawiał z "rannym", który upadł celowo na plecy, pokazując nogę. Gdy Sztandarowy pochylił się, dostał nagle jakimś nożem prosto w twarz. Czający się Rupert szybko zaatakował go od tyłu obejmując ramionami szyję, kiedy Miguel zadał mu szybkie dodatkowe ciosy broni, aż ten stracił przytomność.
- Kiedy tylko nasi znajdą się na linii pojazdów, bierzemy pozostałych. Młody, asekuruj akcję, kiedy my szybko weźmiemy koalę i niedźwiedzia. Stromagg, jeśli chcesz, atakuj pierwszy, ja wezmę drugą osobę. - Hati podał ostatnie instrukcje...

A wtedy Zielona, Miguel i Rupert stanęli już za pojazdami, szykując do ataku na kierowców...

Will

Powoli lis zniknął ci z oczu. Wędrował wyraźnie za tobą, aż zgubiłeś go gdzieś na uczęszczanej ulicy, gdzie zrobił się gwar ludu. Całe szczęście, że wszystko co miałeś nie stało się łupem kieszonkowców.

Dotarłeś do hotelu z ciuchami, zatrzymany przez Paula i jednego strażnika-guźca.
- Procedura nakazuje małą rewizję... - przekazał Paul i obaj przestudiowali pudełko oraz poprosili o kieszenie. Nie znajdując jednak żadnych rzeczy podejrzanych rzeczy przepuścili cię bardzo sprawnie.
- Przepraszamy za kłopot, chcemy po prostu uniknąć kolejnych sytuacji. - zakończył Paul, podając ci ciuchy z powrotem.

Niedługo później byłeś już przed pokojem, gdzie siedział Bruce i Derric.
- Może powinniśmy byli zaczekać, to by nie miała problemu za puszczenie go... - usłyszałeś głos Derrica zanim wszedłeś do otwartych drzwi. Zatrzymał cię strażnik-fenek, który na wszelki wypadek zrobił drugie sprawdzenie, ale nawet szybsze.
- Caroline mówi, aby się nie przejmować. Poradzi sobie z wyjaśnieniami puszczenia cię pomimo badań terenu... - zaszeptał ci w ucho, porozumiewawczo mrugając okiem. Czyżby także był po waszej stronie?


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 lip 2019, 18:29 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Wyluzuj panno Josephine, nie jestem tu dla ciebie - pomachałam jej przecząco rękoma. - Po prostu porządna armia musi pokazać wam, amatorom, jak to się robi. Co nie Espio - szturchnęłam go łokciem i uśmiechnęłam się do Jo. Następnie podeszłam nieco bliżej zrównując się z nią i powstrzymując ją przed ponownym złapaniem mnie za rękę. - Dobrze, że nie macie jednolitych mundurów. Wiesz jak lubię ten płaszcz.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 lip 2019, 20:12 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Wręczam nietoperzowi ciuchy i patrzę na niego pytająco.
- O co chodzi?
- Caroline miała pilnować tego pokoju. W skrócie, na razie nie powinna nikogo wypuszczać... Ale ciebie wypuściła i teraz się tłumaczy. - Nietoperz sprawdza. - Oho, dobry wybór. - Bierze pierwszą koszulę i ogląda, sprawdzając przy okazji cały wygląd. - Nie ma miejsca na skrzydła... Ale spokojnie, to proste do załatwienia.
- Mam nadzieję... W każdym razie byłem śledzony i nie poszedłem do magazynów...
- Och, kto? - Bruce wyciera swoje gogle z zamkniętymi oczami, uważnie jeżdżąc po ich szkłach.
- Lis... Cały czas miałem go na plecach i bałem się, że jest albo kimś od Ahmisa, albo Anonima...
- Opisz go trochę, może skojarzę. - Derric mówi cicho, aby fenek pod drzwiami nie usłyszał. W międzyczasie mierzy wzrokiem koszulę, badając jej ułożenie. Pewnie chce zrobić dziury na skrzydła.
- hmmm... - Drapię się po głowie... - Cóż... Miał szary kaftan... I był chyyyba brązowy, nie mogłem się porządnie przyjrzeć niestety...
Derric chwilę patrzy na koszulę jakby bardziej skupiony na jej dopasowaniu.
- Wybacz, ale nie kojarzę gościa. Najpewniej to jeden z agentów Ahmisa... - szept ledwo dociera do naszych uszu, po czym nietoperz bierze nóż ze stołu, nacinając nim powoli i starannie materiał na plecach.
- Przedostanę się inną metodą...
- Miej oczy dookoła głowy. Byłem w stanie zwodzić agentów Ahmisa głównie dlatego, że umiejętnie zmieniałem wygląd ciała. Jest ich zaskakująco wielu... - Derric uprzedza mnie cicho, następnie już nieco pewniej tnąc element. - Ktoś z was ma jakieś rzeczy do szycia? Nie jestem pewny czy dobrze naciąłem, a nie chcę, aby twój trud poszedł na marne przez dopasowywanie ubrań... Ech, typowe problemy nietoperzy... - To już mówi normalnie.
- Chyba coś miałeś Bruce... Dobrze kojarzę?
- Clem powinna mieć jakieś igły i tym podobne. Wprawdzie to do zszywania poważnych ran, ale gdy znajdą się włóczki... - Bruce wstaje i kieruje się do pokoju Clem, dogadując się z fenkiem przed drzwiami co do wyjścia. Ten puszcza go, bo Bruce obiecuje być na widoku.
- Może przejść dachami-Patrzę za okno...- One się wydają w miarę bezpieczne i niewielu może być na nich szpicli Ahmisa.
- Jeżeli się znasz na jakimś parkourze albo wyhodujesz skrzydła jak ja, to faktycznie. Dachy były dla mnie najbezpieczniejsze, kiedy już nie korzystałem z kamuflażu. - Derric szepcze to, kontynuując prace. Nacina teraz w oczekiwaniu na potrzebne rzeczy drugie miejsce, oceniając położenie skrzydeł. Robi to zaskakująco pewnie i najpewniej dobrze.
- Hmmm... Swoje poskakałem po dachach więc... Przebranie robi się powoli nudne i powtarzalne... Musimy się tam dostać, ewentualnie dogadamy się z Caroline.
- Widzę, bardzo jej ufasz. - Derric nagle przenosi oczy ze swojej pracy na mnie. Bruce tymczasem wraca z igłą i kłębkami piaskowej oraz szarawej nici, dopasowanej do koszul.
- Wyciągnęła rękę i z nami współpracuje to po pierwsze, po drugie. Nie mówię jej wszysytkiego... Ani prawdy.
- To mądrze z twojej strony. - Nietoperz gestem dziękuje za igłę, następnie zakłada wreszcie koszule, chcąc sprawdzić, jak wyszło prowizoryczne nacięcie dla skrzydeł. Chwilę macha nimi i po chwili zdejmuje. - Wiedziałem, że na ślepo coś zepsuję... - Bierze igłę i nawleka piaskową nić.
- Nie ma person idealnych. - Komentuję cicho.
- To prawda. Anonim może wydawać się obecnie najsilniejszą osobą, ale tak naprawdę sam wiesz, jaki jest pod kątem charakteru... - Były Herold wbija igłę w górną część, nieco ją łącząc z powrotem.
- yhymmm... - Rozkładam się w krześlę i myślę jak przekazać niezbędne wieści kompanii w magazynie

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 lip 2019, 21:23 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Tak, tak... Może jesteśmy cyrkowcami, bawimy ludzi, ale nie jesteśmy głupi - westchnęłam. Postanowiliśmy zaprowadzić lisa do garderoby.
Lis tym razem posłusznie ruszył z nami, trzymany pod pachami przeze mnie i Victora. W końcu znaleźliśmy się na miejscu. Posadziliśmy go na kanapie. Wpatrywałam się w niego, chcąc wyczytać z jego twarzy cokolwiek, ale cóż... Nie byłam zbyt dobra w takich rzeczach. Pokręciłam głową.
- Chcesz się napić herbaty, czy coś?
- Em, to pytanie retoryczne? - lisa chyba zaskoczyła ta reakcja.
- Przestaniesz? - poprosił Victor.
- Dobra, dobra... M-Mógłbym. Właściwie to nie chcemy tu zrobić problemów... - "jeniec" wyraźnie panikował.
- A my chcemy spokoju - nalałam herbatę do filiżanki i postawiłam ją na stoliku kawowym. - Nie wyglądacie na takich, którzy chcą tylko obejrzeć przedstawienie. W końcu nie oszukujmy się, wszyscy wiemy, gdzie jesteśmy...
Chwyciłam ciastko leżące obok dzbanka.
- Tak... jesteśmy... że tak to ujmę, "agentami" Luisa. - przyznał się od razu. Westchnął, jakby z ulgą. - Chcieliśmy zbadać to miejsce, żeby wiedzieć czy to może nie jest coś związanego bezpośrednio z Imperium. Wtedy natknęliśmy się na ciebie i uciekliśmy... Mój kompan uznał, że w nocy nie było nas widać i na wszelki wypadek warto zbadać ten namiot, dlatego postanowiliśmy obejrzeć spektakl i zbadać o co chodzi... - mówił już jakoś pewniej. Albo przyznanie się do tożsamości, albo herbata go przekonały. Na razie tej drugiej nie wziął.
Spojrzałam na Victora, po czym oboje przyjrzeliśmy się lisowi. Nawet moje beznadziejne zmysły zauważyły, że nie kłamie. No, przynajmniej w jakiejś części. Zjadłam kolejne dwa ciastka, mrużąc oczy, jakbym chciała wniknąć w głąb świadomości gościa. Trzeba go jeszcze zapytać o dysk, ale najpierw...
- Kim jest Luis? - uśmiechnęłam się, wracając do normlanego wyrazu twarzy. Kolejne ciastko zniknęło z talerzyka.
- Dowódcą Rebelii przeciw Imperium. Nie Ruchu Oporu, tylko... tutaj... - lis wstrzymał się. - Kiedy Imperium uderzyło... został więźniem... Okazał się jednym z tych dobrych do eksperymentowania. Do dziś nosi wiele blizn... - w końcu odważył się napić herbaty, choć ten temat przychodził mu z trudem.
- Ou... - Nie potrafiłam więcej wydusić. Zawsze interesowałam się tylko cyrkiem i jak wyprowadzić go z kryzysu. Czasami przy tym zapominałam, że istnieje coś poza nim. - Tobie też coś zrobili?
- Na pokaz oddział tych maszyn uderzył na moją wioskę. To było już dłuższy czas temu, czwarty miesiąc wojny. Chodziło tylko o zasianie strachu wśród spiskowców przeciw Imperium, co zakończyło się kilkoma rannymi... i kilkoma ofiarami. - tu lis przerwał. Victor wziął tymczasem jedno ciastko.
Spuściłam głowę.
- Przykro mi - powiedziałam, a w garderobie zrobiło się nagle dziwnie cicho. Tylko oklaski z areny ją zakłócały. Postanowiłam zmienić temat, więc wyciągnęłam dysk i położyłam go na stoliku.
- Zgubiliście to w trakcie ostatniej wizyty.
- Och... To mojego kompana. - lis chciał go już wziąć, ale wstrzymał rękę w połowie i spojrzał mi prosto w oczy. - Symbol naszej Rebelii... Potwierdza przynależność. - ręka dalej wisiała w powietrzu, niepewna czy powinna wziąć obiekt. - Więc dobrze słyszałem. - odezwał się wreszcie Victor.
Uśmiechnęłam się do alpaki.
- Nie szukał go? - zwróciłam się do lisa.
- Szukał po drodze, ale nie mieliśmy zbytnio czasu. Nie chcieliśmy też robić za dużo hałasu, bo nie wiedzieliśmy co zrobicie... - lis w końcu nieco odważniej wziął dysk w dłoń, ale nie chował.
Znowu pokiwałam głową. Ciekawe, czy przedmiot robił coś poza byciem durnostojką lub innym obciążnikiem do papieru. - A herbata smakuje? - rozwaliłam się na kanapie. - Jak dla mnie jest za słodka, ale co kto lubi. W każdym razie... co byście zrobili, gdybyśmy pracowali dla Imperium? Wiesz, podróżujemy po całym świecie, kiedyś o Róży Wiatrów było w miarę głośno. Poza tym - zaśmiałam się - tak trochę wam się nie udało z tymi zwiadami! - zabrałam kolejne ciastko. Rhys zapowiedział kolejnego cyrkowca.
- Jest dobra. - powiedział o herbacie i wtedy nastało drugie pytanie. - Gdybyście działali bezpośrednio dla nich, to mogłoby się zrobić... nieprzyjemnie. - lis widząc brak reakcji na wzięcie dysku schował go do kieszeni. - Luis jest akurat dość radykalny w takich tematach... Uważa, że to czysta zdrada i ci ludzie powinni... zginąć jak inni pechowcy. - przełknął z trudem ślinę, jakby obawiając się reakcji na te słowa.
- Czy fakt, że dajemy przyjemność tutejszym też się wlicza w bezpośrednie działanie dla Imperium? - zapytał Victor.
- Um... Tego nie wiem. My przyszliśmy to badać tak ogólnie, by mieć pewność że ten cyrk nie jest powiązany z Imperium... - nastąpiła odpowiedź.
- Według mnie ludzie to ludzie. Akurat na rozrywkę zasługuje każdy, jeśli nie krzywdzi ona innych - wstałam, by się rozciągnąć. - Mamy jeszcze kilka występów tutaj... Jeśli tak się martwicie, możecie posprawdzać, czy nie ma gdzieś szpiegów z Imperium. Bo myślę, że równie dobrze mogli pomyśleć, że pracujemy dla ich wrogów. A jak już mówiłam, my nie chcemy problemów.
Dziwnie wahał się z tym znakiem. Przekręciłam głowę, patrząc na jego kieszeń. Przysiadłam obok na ławie.
- A gdybyście wrócili bez tego kółeczka do szefa... Co by było? - machnęłam ogonem, przygarniając nim sobie cały talerz ciastek. Cynamonowe były zbyt dobre.
- Nie wpuszczono by nas. To identyfikator. Na szczęście mam jeszcze swój, ale w zwyczaju każdy nosi własny. Więc dalibyśmy radę, ale lepiej ich nie zostawiać na miejscu działań... - przyznał po pewnej chwili. Może czuł się zaniepokojony tym ile powiedział.
Wzruszyłam ramionami. Podałam talerz, bo zostały zaledwie trzy ciastka.
- Chcecie? - zapytałam z pełnymi ustami.
Victor wziął jeszcze dwa, kiedy lis zostawił ostatnie.
- No dobra... Jak wolisz, ale więcej dla mnie! - zjadłam ostatnie ciastko i znowu wstałam. Spojrzałam na zegarek, niedługo miał mieć miejsce wielki finał, na którym musieliśmy być wszyscy. - Cóż, dzięki za pogadanie. Czuję się trochę spokojniejsza. Zaraz wrócisz do swojego przyjaciela, więc dopijaj herbatkę, bo Caprie bardzo nie lubi, gdy ktoś ją zostawia.
Minęłam lisa i po chwili stałam przy szafie.
- O-Oczywiście. Dziękuję za tą dobroć. - lis ukłonił się i dopił resztę napoju. Następnie posłusznie wrócił do szafy, oczywiście tylną częścią, aby odegrać ostatni element tej "sztuczki".
Przepchnęliśmy szafę bliżej wejścia na arenę.
Poklepałam Rhysa po plecach, na co wilk podskoczył.
- Dobrze ci idzie!
Za mną zebrała się już grupa cyrkowców. Wyprostowałam się i pewnym krokiem wyszłam przed publiczność, uśmiechając się tajemniczo.
- Moi mili, niestety, ale zbliżamy się do końca widowiska. Przedtem jednak pragnę zaprezentować cały nasz cyrk!
Jak na komendę zza kulis wypadła Caprie, robiąc gwiazdy aż do środka areny. W powietrze porwał ją Finn, który odstawił ją dopiero na linie, gdzie już czekał na nią tańczący Rhys. Złapał ją za dłoń.
Obok mnie ustawiła się Zoe, Victor dopchał walizkę.
Stuknęłam laską w ziemię, a wokół areny pojawiły się słupy ognia. Publiczność podskoczyła. Gdy popukałam w szafę, ona również stanęła w ogniu. Wtedy z liny opuścił się Rhys, który jednym machnięciem peleryny ugasił płomienie. W namiocie zrobiło się zupełnie ciemno. Zoe okrążyła szafę, a pampasowiec obrócił ją pięć razy.
Pstryknął placami. Ściany skrzyni upadły, a przed widownią stanął zdezorientowany lis.

_________________
Życie samo do ciebie nie przyjdzie. To ty musisz przyjść do niego. I zapamiętaj sobie: duch marnieje, gdy człowiek odrzuca swoje pasje.Marzyciel, Laini Taylor

Kolesie na motocyklach zawsze wyglądają dobrze, dopóki nie zdejmą kasków.
Alex


Ostatnio zmieniony 15 lip 2019, 20:40 przez Pandojeż Alex, łącznie zmieniany 1 raz

Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 14 lip 2019, 22:54 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Ailureen

- Oto czas klepsydry minął... - Rhys odsłonił płachtę, pokazując przesypaną już klepsydrę. Wszyscy oklaskiwali, nawet dorośli, najwidoczniej chcący pogratulować efektów towarzyszących sztuczce.
Członek Rebeliantów Wispu wykonał nieznaczny ukłon i skierował się do swojego miejsca, albo raczej towarzysza.
Bo skoro koniec występu, widzowie wykonali ostatnie wiwaty i oklaski, zmierzając powoli do wyjścia.
- Na szczęście się wyjaśniło... - wyszeptał ci Victor na koniec.

Elna

- Cóż, też lubię swój płaszcz. Zaraz, no nie mów że to cały czas ten sam... - zachichotała i kiwnęła na pudełko obok. Apaszki, skrócone szaliki, chustki, koszule, spodnie, opaski... Do wyboru do koloru... No, do koloru niestety nie, bo ciągle tylko szary i jakiś prosty, biały znaczek, wyraźnie dodany ręcznie.
- Em... tak... to ten sam... Ale to dlatego, że bardzo go lubię! - powiedziałam\ś unosząc teatralnie rękę, a następnie owinęłaś się szalem. - Jak wyglądam?
Jo spojrzała z głową na bok i mimowolnie się uśmiechnęła.
- Jakbyś ubrała się na zimę, ale zapomniała o reszcie... - przyznała otwarcie. - Ale na swój sposób ci pasuje. - dodała.
- Czekaj, może być lepiej. Na pewno jest tu coś co sprawi, że będę wyglądać znośnie. - zaczęłaś nadal grzebać w ubraniach. Chwyciłaś za koszulę i już chciałaś ściągać swoją, ale wtedy sobie o czymś przypomniałaś i zaczerwieniając się odłożyłaś ją. Ubrałaś chustkę pod szyją, ale po chwili szybko zawiązałaś ją wokół ust. - A może tak klasycznie, jak wtedy w banku?
- Co potem i tak musieliśmy uciekać, bo górna część twarzy była zbyt rozpoznawalna? - chrząknęła w powstrzymaniu śmiechu na wspomnienie. - Niestety te wszystkie okulary i inne tak nie działają. - pokiwała smutno głową, spuszczając mi chustkę z ust, ale zostawiając na szyi. - Inne barwy i wyglądałabyś uroczo... - od razu się uśmiechnęła i pogrzebała w koszu, szukając jakiejś alternatywy.
- To chyba po prostu wezmę opaskę... - westchnęłaś i chwyciłaś za kawałek materiału z białym znaczkiem. - Wiem, że jest cliche, no ale nic lepszego tu nie ma, a to nadaje mi nieco paramilitarnej powagi! - powiedziałaś wzniośle, wyciągając rękę w przód i wskazując palcem przed siebie, drugą podpierając się pod bok.

Jo wzięła jedną z opasek, nakładając ją na ramię płaszcza.
- Ten płaszczyk jest chyba stworzony do takich gadżetów. Trzyma się jak ulał... - zawiązała względnie mocno, ale jednocześnie tak, że nie uwierało na obszarze bicepsu. - Cóż, skoro wszystko jest oczyszczone, to zawsze możesz spróbować koszulę w jakimś pomieszczeniu, jeśli jednak chcesz się uprzeć. Ja na przykład noszę szary top, bo mi dużo wygodniej niż z jakimiś dodatkami. Już wystarczą mi bardzo długie włosy... - tu palcami wskazała górną część ubioru.
- Nah, spasuję. Opaska jest spoko - powiedziałaś wyciągając z wewnętrznej kieszeni płaszcza małe lusterko i starając się ustawić je tak by było widać twoje ramie. - A teraz czekam na rozkazy moja pani! - wyprostowałaś się i zasalutowałaś.
- Spocznij! - zrobiła identyczny salut, ale dużo szybciej schowała dłoń. - Przenosimy się niedługo bliżej frontu. Będziemy wykorzystywać uliczki do akcji oskrzydlających. Naszym zadaniem będzie uderzanie na wrogów na ich własnym terenie. Znasz to miasto pewnie nawet lepiej ode mnie, więc na pewno to będzie owocna współpraca. - rozluźniła swoją pozycję, nieco poprawiając grzywkę na bok.
- Ta jest! Znam miasto jak własną kieszeń! - skomentowałaś i zaczęłaś rozglądać się za miejscem do siedzenia.

Ławki nieco się pozwalniały, kiedy żołnierze zaczęli przenosić się powoli na obszar walk, a ci co pozostają w sądzie poszli do środka. Zawsze można też siąść na fontannie.
- Ale bez długiego siedzenia, Elno! Niedługo idziemy dalej! - szturchnęła mnie lekko w bark lisica, dając od razu komendę o zabranie skrzyni przez dwóch członków. - A teraz dziesięć minut dla siebie. Ale macie tu być po tych dziesięciu minutach! No dobra, dozwolone spóźnienie o pół minuty... - odezwała się do wszystkich swoich Mobian i Mobianek. Ta grupa wynosiła jakieś dwanaście osób, a pewnie w innych częściach miasta czaili się kolejni...
- Rozumiem, że jedyne serwowane napoje to woda z fontanny? - zapytałaś i ruszyłaś w jej stronę. Siadłaś na brzegu i ręką zgarnęłaś nieco wody ochlapując sobie twarz i przecierając oczy. Pozostało przeczekać 10 minut nie usypiając wpadając do fontanny. Dodatkowe wyzwanie!
- Na piętrze jest automat z wodą. Zepsuł się czytnik monet i sprytni pracownicy wmontowali tam zatykalny kran, do tego stawiając stolik z kubeczkami. Dosłownie przy samych schodach z lewej. - jakiś ryś z jej grupy, ubrany w spodnie z tymże symbolem trzech rombów na lewym udzie, odpowiedział na to pytanie prawie od razu.
- Jeszcze mi nie trzeba. Ale za niedługo może mnie uderzyć leeciuuutki kac. W każdym razie dzięki. - odpowiedziałaś mu.
- Zezwalają na alkohol w Ruchu Oporu? - zapytała wyraźnie zaskoczona biała koala w czarnych obcisłych spodenkach i luźnej, szarej koszuli. Symbol miały jednak obie jej rękawiczki z żółtymi palcami.

- Haha, dobre sobie... - parsknęłaś. - To znaczy, w bazie Sergio jeszcze przymykają na to oko. Ale na froncie od razu się spinają. Ale ja mam to gdzieś, jestem poza zasadami. Nawet jak odłamki szkła mają pokaleczyć mi przełyk!
- Em... Co? - koala niemalże upuściła magazynek od pistoletu, do którego właśnie ładowała naboje.
- Co ty sobie zrobiłaś? - Jo wyraźnie spoważniała, zaskoczona tymi słowami. Pewnie pomyślała na początku, że te małe blizny przy ustach są od walk.
- No jak to co? Ostrzelałam bar i poczekałam aż alkohol ścieknie mi z półki do ust. - powiedziałaś bez większego entuzjazmu, jakbyś opisywała coś normalnego rozkładając przy tym ręce.
Jo instynktownie zbliżyła się i uważnie przyjrzała twoim śladom na ustach.
- No naprawdę, Elno, nadal mnie zaskakujesz... - dwoma szybkimi ruchami palca strąciła ci z kącika wargi jakąś resztkę szkła, jakiej udało się dostać.

- I zawsze będę. - wystawiłaś jej język, a potem sięgnęłaś za pazuchę po pistolet. - A przy okazji, macie może amunicję do tego modelu? Został mi tylko jeden magazynek. Niby mam jeszcze swojego Wisp... - panicznie obejrzałaś się na boki. Zobaczyłaś stojącego kawałek dalej Wispa, który trzymał twojego Wispona. - ...Wybaczcie na chwilkę. - Podbiegłaś do ptaka wyciągając dłoń lekko zakłopotana. - Hehe... dzięki, że mi go przypilnowałeś...
- Spoko, pilnuj go lepiej... Następnym razem mnie nie będzie, skoro przechodzisz na razie do nich. - ptak z poważną miną oddał mi broń. Ludziki cię chyba pozabijają...
Jo rozpoznała od razu broń i pokazała koalę gestem. Ta od razu wzięła jeden magazynek i ci podrzuciła.
- Załatwimy jeszcze z jeden po drodze. - dodała lisiczka.
- O, dzięki wielkie. - powiedziałaś chwytając magazynek i chowając go przy pasie. - No to co? Ruszamy?
- Za... osiem minut. - Jo pokazała gestem na stojącego obok czarnego jeża z szarą bandaną, który wystawił dłoń z elektronicznym zegarkiem.
- Ach... nie wiem czemu odniosłam wrażenie dłuższej rozmowy. - pogładziłaś się po brodzie, a następnie wzruszyłaś ramionami i usiadłaś na brzegu fontanny, chcąc bawiąc się z ludzikami.
Kwadratowe postacie siedziały jednak po turecku na ziemi, strzelając focha.
- Wow... Nawet Wispony potrafiłaś zmęczyć? - Jo z wyraźnym dystansem skomentowała zachowanie istotek.

Will

Plan powoli układał się w głowie, kiedy Derric już skończył zabawę z dwiema koszulami. Teraz pasowały idealnie, tak jak spodnie i nowe buty, do których błyskawicznie się przyzwyczaił. Usiadł znowu na łóżku i delikatnie przeszedł dłonią po swojej poranionej twarzy, kiedy do pokoju przybył... Nosek.
- Chciałem najmocniej przeprosić za działania... kolegi z pracy. - nosorożec odezwał się tu Derrica, ale najwidoczniej też do innych.
- Wykonuje prace. - odpowiedział nietoperz.
- Jego oskarżanie każdego kto tylko pasuje nieco do opisu jest okropne... W każdym razie, nie ma żadnych dowodów na obecność Herolda w tej okolicy. Dlatego straż zostaje zdjęta. Możecie normalnie opuszczać hotel. Jakieś pytania zanim odejdę? - Nosek zakończył te słowa pytaniem, po którym obejrzał się po kolei na każdego z was.


Ostatnio zmieniony 15 lip 2019, 22:27 przez Davir, łącznie zmieniany 1 raz

Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 15 lip 2019, 16:04 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
-Dlaczego on taki jest? - Pytam z nutką obojętności. - Ta zaraza mu aż tak dokopała, czy jest coś jeszcze, co sprawia, że jest... Z całym szacunkiem: Paranoicznym chamem?
- Szczerze? Sami nie jesteśmy pewni. Może po prostu chce mieć pewność, że miasto będzie całe i dlatego podejmuje czasem... ostre środki. - Nosorożec mówi to tym swoim jakby znudzonym tonem.
- Proponuję poszukać rozwiązania jego problemu właśnie tam. Nic więcej nie mam do powiedzenia panie nosek. Miłego dnia. - Wracam do rozmyślań.
- Miłego. - Widząc brak pytań, nosorożec odchodzi razem z fenkiem.
- A ja zaraz ruszę do magazynu. Idziesz ze mną Derric? A może ty Bruce? -Patrzę po chłopakach.
- Lepiej, żebym na razie został. Wiesz, nie mogą nabrać podejrzeń. - Zwraca uwagę Derric.
- Może zostaniesz więc z Kirą i Clem? Ja wtedy wreszcie tam pójdę. - Odzywa się Bruce.
- Brzmi logicznie. - Przygotowuję się do wymarszu. - Kira ma pewne rekwizyty, jakbyś chciał się przygotować Derric. Na pewno ci je pożyczy. -Rzucam nietoperzowi miód. - A to do kawy jakbyście chcieli się jej napić.
- Jasne. - Derric idzie, celowo przystawiając dłoń do "ranionego" wcześniej serca. Najpierw dochodzimy pod pokój dwójki dziewczyn i Bruce puka. Otwiera oczywiście Kira, zawsze z tym swoim scyzorykiem, który chowa, gdy tylko widzi znajomą twarz.

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 15 lip 2019, 20:37 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Przyglądałam się wychodzącej publiczności. Gdy cały namiot opustoszał, zabraliśmy się za sprzątanie. Musieliśmy zaraz wyjechać, żeby dotrzeć do kolejnego miejsca. Pochwaliłam swój zespół za występ, a Victorowi i Rhysowi podziękowałam za pomoc z "zakładnikiem".
Nie minęło dużo czasu, gdy namiot stał się zupełnie płaski. Spakowaliśmy go do naszej ciężarówki, jak resztę rekwizytów.
W końcu mogłam odetchnąć. Dzieci znów ganiały się po całym pojeździe, miały jeszcze dużo siły, bo nie występowały z nami. Musiałam zapamiętać, żeby w następnym programie też miały swój udział...
Poszłam do swojego pokoju, zastanawiając się, co jeszcze nas spotka. Ci cali agenci może na razie się zmyli, ale nadal... Obawiałam się, że to nie będzie ostatnia tego typu wizyta.

_________________
Życie samo do ciebie nie przyjdzie. To ty musisz przyjść do niego. I zapamiętaj sobie: duch marnieje, gdy człowiek odrzuca swoje pasje.Marzyciel, Laini Taylor

Kolesie na motocyklach zawsze wyglądają dobrze, dopóki nie zdejmą kasków.
Alex


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 15 lip 2019, 22:50 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Ailureen

Ciężarówka wkrótce była już w drodze.
Rhys wykorzystał moment większego spokoju i zasnął, bo dzieci na drogę nieco przerwały swoje harce wraz z ruszeniem pojazdu z miejsca.
- Więc jak to było z tą dwójką? - Caprie chyba właśnie dowiedziała się kim był zabrany z publiczności lis i jego towarzysz.

Ciężarówka wjechała w pobliski tunel, na razie zostawiając widoczną w oddali Cytadelę poza zasięgiem wzroku.

Will

Derric pozostał u dwójki dziewczyn, kiedy sami skierowaliście się do magazynu.
Bruce nadal znał to miasto lepiej, dlatego w drodze wykorzystał kilka innych ścieżek jakich początkowo nie znałeś. Podróż o kilka minut na pewno się skróciła.
- Podejrzanie często widoczny szakal na szóstej... - odezwał się nagle cicho i dyskretnie przy jednym z zakrętów niemalże prowadzących na ulicę z magazynem. Rzeczywiście, dostrzegłeś jakiegoś kulejącego, szarawego szakala w ciemnej burce i apaszką na szyj. - Jak na kulejącego za szybko dotarł w to miejsce. To pewnie któryś z ludzi Ahmisa lub Anonima. Spróbujmy nieco zmylić trop. - kret skierował się nagle do pobliskiego sklepiku na rogu dwóch ulic.

Dość ciasny sklep miał na składzie jakieś drobne błyskotki i pierścionki. Po brzdąknięciu drzwiowego dzwonka natychmiast z sąsiedniego pokoju wyłonił się niski ryś w drobnych okularach i charakterystycznym szarym płaszczyku szybko dochodząc do lady i stając na podeście. Obok blatu widoczny od początku był za to wyższy nawet od Bruce'a krokodyl w czarnej kamizelce i opasce na prawe oko. Pewnie ochroniarz.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 lip 2019, 14:31 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Bruuuce... - Zaczepiam go półszeptem-Domyślam się, do czego dążysz, ale mogliśmy znaleźć jakiś inny sklep, który jest łącznikiem na przeciwległą ulicę.
- To przypadek. Po prostu to jest sklep z przejściem na przeciwległą ulicę... - Odpowiada całkowicie poważnie kret. Co w jego przypadku niestety nie jest nic nowego...
- Państwo coś kupują? - Przerywa nagle ryś, a krokodyl styka się z nami wzrokiem. Jego oko z nieznacznym bielmem może zrobić niektórym ciarki na plecach.
- W sumie tak, ale sprawa wygląda inaczej... - Bruce podchodzi do lady. - Główna przyczyna naszej obecności to chęć uniknięcia podejrzanego osobnika, który najprawdopodobniej może czyhać na nas gdzieś w okolicy. Tenże osobnik śledzi nas od kilku ulic. - Podaje powód przyjścia.
- Ach... Zawsze mi mówiono, "załóż sklep gdzie indziej, mieszkańcy nie będą ci tu przechodzić, aby unikać jakichś podejrzanych typków". A ja głupi nie posłuchałem. - Ryś o dziwo chyba jest przyzwyczajony. - Tam jest toaleta i drugie wyjście. - skrytym ruchem wskazuje inną kotarę po drugiej stronie lady.
Kret dziękuję krótkim kiwnięciem głowy.
- Tooooooooo... Było szybkie. - Przytakuję ku chwale umiejętności kreta -Bruce, z każdym dniem, coraz bardziej mnie zaskakujesz.
- Jeżeli sklep jest na takich obszarach, to prawie zawsze się tak dogadasz... To taki rejon, gdzie sklepy mają ochroniarza i właśnie takie tylne wyjścia. - Bruce odpowiada już w korytarzyku. Omijamy drzwi toalety i wychodzimy po drugiej stronie. Po lisie w kaftanie i "podstarzałym" szakalu ani śladu.
- Prowadź dalej w takim razie... U mnie po prostu się ściągało takich delikwentów w zasadzki...ale takich tu nie ma.
Na razie kierujemy się do magazynu od drugiej strony.
- Pamiętasz wszystkie wejścia wskazane przez Hondo? - Pyta cicho kret, obserwując widoczny w oddali budynek magazynu.
- Ja nawet wynalazłem inne...Ale dla trochę bardziej ruchliwych osobników... Wejdziemy normalnym przejściem.
- Hej, jestem ruchliwy! - Kret opuszcza wzrok. - Dobra... na bardziej wymyślne wejścia faktycznie nie pasuje... - Przyznaje od razu.
Zbliżacie się do wrót, straże nadal są.
- Rozumiem, że po prostu powiesz o tym spotkaniu, aby dali cynk odpowiednim osobom o zgodę na wpuszczenie?
Parskam cicho śmiechem. - Zaprowadzę cię do domu Hondo... tu jesteśmy na pewno śledzeni.
- Do Hondo konwencjonalnym, do magazynu... Proszę cię... Nie stać mnie na przekupienie strażników, którzy mogą być od Ahmisa.
- Wiesz, osobiście podejrzewam, że na spotkaniu te straże mogą być nadal... Tylko zmienią pozycje. - Zwraca uwagę kret. Znajdujemy lukę między budynkami i przechodzimy nią z powrotem na tamtą ulicę, wychylając się przed tym. Zauważamy szakala, który szwenda się nieznacznie okulały nieco dalej od sklepu, żebrając z pudełeczkiem w dłoni.
- Zdradza go też to, że chodzi normalnym tempem. Kulejący na pewno by chodził wolniej albo syczałby przy każdym kroku... Nawet bez przyuważenia go kilka ulic dalej bym się skapnął. - Upewnia jeszcze kret co do podejrzanego szakala.
- Już niedaleko...- Mówię cicho. -Zgubimy go w labiryncie.
- Chyba wiem już, gdzie się kryje. Mówił o wysokim budynku... - Kiwa głową w stronę budynku. Dobrze wskazuje. - Na razie pójdźmy naturalnie, żeby nie domyślił się, że wiemy. Jeśli nas będzie śledził, to jak mówiłeś, zgubimy go. - Ruszamy.
Przeszliśmy wzdłuż ulicy, nawet nie skręcając wzroku na szakala.
- No... To tutaj... - Wskazuję głową na dom, obok włości Hon do -Prawie tam, gdzie patrzę-Dodaję szeptem.
- Mhm... - Bruce obserwuje schody pożarowe, przechodząc po dwóch sekundach na wskazany budynek. Ich stopnie są dosięgalne na poziomie dachu budynku wskazanego przeze mnie.
- No, to wchodzim...
Wchodzimy do środka, po czym szybko kierujemy na górę. Kret uniósł uszy przed klapą.
- Ktoś wszedł do środka... - Przekazuje. Jego słuch zdecydowanie bije na głowę mój, ale raczej nadrabiam to lepszym wzrokiem.
- W takim razie przejdę pierwszy... I sprawdzę teren...
- Jasne... - Bruce niespodziewanie wyjął z torebki na pasie dwa kastety. - Ostatnio kupiłem, aby w razie potrzeby móc bić mocniej. - dodał cicho.
Na schody nawet kret powinien dać radę później przeskoczyć. Gorzej jakby się zarwały, ale wyglądają solidnie.
ale to ja w tym duecie jestem szybszy zwinniejszy i cichszy...
Wskoczyłem na schody, lądując idealnie na metalowym rusztowaniu. Dalsza droga poszła łatwo, ale wtedy przypominam sobie o wystających kamieniach. Bruce ma raczej za duże dłonie, aby móc się na nich dobrze chwytać... Na szczęście raczej nie musi ich używać, bo mamy przecież tutaj okna i jedne drzwi.
Których zresztą użyjemy...
Wkroczyłem do środka i zastukałem w klapę. Jak zwykle spadły schodki.
- Widziałem was z daleka... Ale gdzie Bruce? - szakal poleruje wnętrze jakiegoś obrzyna.
- Wpuszczę go... - Schodzę po kreta

_________________
„Ta pasja pcha mnie do przodu.”-Jhin


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 lip 2019, 22:09 
Awatar użytkownika
Przyjaciel

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Akurat wyjadałam z lodówki arbuzy i popijałam je sokiem pomarańczowym.
- No w dużym skrócie to rzucałam w nich jedzeniem i uciekli... - usiadłam obok Caprie, kładąc swoje zdobycze przed sobą. - A tak serio: zupełnie nie wiem, co sądzić. Niby nic się nie dzieje, jesteśmy bezpieczni, ale wątpię, że to wystarczy. Chyba neutralność im nie wystarczy... A jak wy myślicie? - zwróciłam się do zebranych wokół cyrkowców.

_________________
Życie samo do ciebie nie przyjdzie. To ty musisz przyjść do niego. I zapamiętaj sobie: duch marnieje, gdy człowiek odrzuca swoje pasje.Marzyciel, Laini Taylor

Kolesie na motocyklach zawsze wyglądają dobrze, dopóki nie zdejmą kasków.
Alex


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 lip 2019, 22:28 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Nah, tak tylko się boczą. Prawda? - ludziki pokręciły głowami. - Eh... no cóż, tak to jest jak ciągle ciska się nimi o ziemię. W każdym razie to jest Hyzio, Dyzio, Zyzio, Hyzia oraz Trevor. - wskazałam po kolei na ludziki. - Ten ostatni ma najgorzej, ale nie wiem czy wiesz czemu - pogładziłam się po brodzie sięgając pamięcią do znajomości z Jo.

- Nie pamiętam wzmianek o Trevorze... Ale to może dlatego, że takich tematów ze mną często nie poruszałaś. O ile o to chodzi... - lisica dobyła z kieszeni swoją drewnianą fajkę z cylindrową końcówką. Wsypała tytoń i zapalniczką przypominającą kształtem gaśnicę rozpaliła obiekt. - Nadal palisz?

- Przecież nigdy nie paliłam - wyciągnęłam z kieszeni paczkę fajek i pomachałam nimi. - To mam tylko po to by iść w ustronne miejsce i mieć spokój.

- Mhm... Cóż, każdy ma swoje argumenty. - zaśmiała się cicho i schowała zapalniczkę, wypuszczając kółko dymu. Musiała nauczyć się tego przez ten czas. Członkowie jej ekipy powoli robili porządki z szarymi częściami stroju, a do tego szykowali się powoli do drogi, wypoczywając czy poprzedzając podróż porządkami w własnym sprzęcie.

- Jednak jakbyś miała whiskey to oczywiście bym nie pogardziła. Gdyby była pozbawiona odłamków szkła to już w ogóle! - uśmiechnęłam się chowając paczkę do kieszeni.

- Obawiam się, że nie mamy... - Jo pociągnęła znowu.

- Josephine nie pozwala pić, bo liczy się u nas trzeźwe myślenie. - zwróciła uwagę koala.

- Nie przesadzaj, jak nie ma akcji to zezwalam! - zwróciła uwagę lisica, obracając głowę na towarzyszkę.

- Trzeźwe myślenie to moja nienajlepsza strona, ale skoro służycie pod Jo to wiecie co oznacza "szaleństwo" - pogładziłam koale po plecach i lekko poklepałam po głowie.- Więc jakoś się dogadamy!

- Heh, zdecydowanie znają szaleństwo... - Jo uważnie obserwuje koalę, która z całkowicie neutralną miną przyjmuje klepanie po głowie.

- Wiesz... Bądź przynajmniej na długość ramienia ode mnie. - towarzyszka spogląda mi prosto w oczy.

- To Naomi. Potrafi dobrze łączyć fakty... - wyraźnie lisica zasugerowała tu coś, robiąc tym razem coś w rodzaju gęstej chmurki z dymu.

- Z długości ramienia też mogę cię klepać po głowie wiec spoko Nao - powiedziałam odsuwając się i ledwo dosięgając ręką do jej głowy. Pistolet delikatnie musnął mój brzuch.

- Nie masz włożonego magazynka... - Jo z zainteresowaniem obserwowała dalszy ciąg zdarzeń.

- Ona nie musiała tego wiedzieć! - koala wkurzyła się na tą wzmiankę, cofając broń i po prostu strącając moją rękę na bok. - Pójdę się napić zanim pójdziemy... - skierowała się do wyjścia ewakuacyjnego, teraz mającego być wejściem.

- Raczej się tym nie przejmiesz, więc tylko powiem, że niedługo jej przejdzie. Po prostu ma chłopaka. - odezwała się lisiczka, gdy Naomi zniknęła w drzwiach.

- Wielkie dzięki Jo! Teraz wszystkie dziewczyny będą sądziły, że do nich zarywam! - właśnie zdałam sobie z tego sprawę. - Eh, chyba wyrwę jakiegoś chłopa na dwa tygodnie by odbudować swoją hetero reputacje... - usiadłam naburmuszona patrząc z wyrzutem na Jo. - Co tobie jest oczywiście na rękę, pewnie dumna z siebie jesteś! - mimowolnie się uśmiechnęłam.

- Oj, daj spokój. Nie widziałyśmy się dwa lata. Nawet jeśli mam już nową "znajomą", to jesteś tą eks którą i tak bardzo lubię. A zresztą... - kolejny dym uformował się znowu w pierścień. Lisiczka usiadła obok. - Naomi akurat pomyślała, że zarywasz, bo sama próbowałam swego czasu i domyśliła się kim dla mnie byłaś... Ale dobra, przerwijmy takie tematy. - dobyła nagle coś z kieszonki płaszcza. Stare zdjęcie. - Pamiętasz, jak robiłyśmy selfie tym moim aparatem? Tęsknię za nim... Zepsuł się podczas jednej z akcji, trafiony kulą. Ale ocalił mi życie!


Zdjęcie prezentowało naszą dwójkę, a w tle charakterystyczne wielkie jezioro ciągnące się obok Dreamwater. Jo wystawiła wtedy do trzymanego przez nią aparatu język, ustawiając mi nad głową królicze uszka z palców. Ja tymczasem miałam przymrużone oczy, wyglądając na nieco poirytowaną, ale moje kąciki ust układały się lekki uśmiech.

- Po prostu nie lubię plotek... zwłaszcza o mnie... Dobre są tylko te, które ja rozpowiadam! - wyciągnęłam do góry palec. - A to zdjęcie faktycznie przywraca wspomnienia. Oczywiście muuuusiałaś co chwila jeździć do Silver River w interesach. Przez twoją chęć kontynuowania gangsterki ten związek nie mógł się udać. Ale z drugiej strony z powodu mojej chęci destrukcji świata też... Z resztą, omawiałyśmy to już. - machnęłam ręką i chwile milczałam. Po chwili dodsłam z uśmiechem. - No ale dobrze że miałaś tą kamerę. Przydała się.

- Oczywiście! Wiesz ile zdjęć operacyjnych zrobił? Dzięki tym fotkom mogliśmy szkodzić Imperium, kiedy nawet nie mogli nas namierzyć. Telefon na pewno by odkryto... - zrobiła kolejny kłębek dymu, który zaczęła delikatnie dziurawić palcem. - Jakby co, możesz zachować to zdjęcie na pamiątkę. Mam jeszcze parę innych... Na pewno z mniejszych zadupi...

- Dreamwater było spoko. - wzięłam zdjęcie i schowałam jej do kieszeni. - Dla ciebie może to była zwykła kryjówka bo w Silver River byłaś wtedy spalona, ale dla mnie to był jednak dom przez te kilka miesięcy. Nadal chciałabym tam postawić bar... - rozmarzyłam się. - Pamiętasz ten pusty kawałek terenu na lekkim wzniesieniu? Perfekcyjne miejsce!

- Ach, to wzniesienie? - uśmiechnęła się. - Pamiętam, że miałaś fioła na punkcie tego miejsca. - buchnęła kolejnym dymem. Fajka powoli się wypalała.

- Bo było serio dobre! Blisko tego najbardziej ruchliwego skrzyżowania, dosyć blisko centrum, jezioro też. Z reszta to Dreamwater wiec wszędzie blisko. Konkuerncję by się wygryzło mniej lub bardziej legalnie i byłoby git - zaczęłam rysować palcami plan miasta. - Szkoda tylko, że wtedy nie miałam ambicji... teraz mam, ale ta cholerna wojna...

- W końcu powinna się skończyć. Teraz przynajmniej nie ma ryzyka, że cała klientela może wyginąć... - jeden z członków jej ekipy, czarny skunks w szarej apaszce i dwoma pasami z magazynkami na ciele oraz pistoletem przy boku, zasalutował przed wami.

- Jesteśmy gotowi do przemieszczenia, pani!

- Daruj sobie to "pani", Cedric. Jestem Josephine, ewentualnie Jo lub Dowódczyni... - zrobiła krótki wymach palców przy swoim czole i wstała, otrzepując tył spodni. Szybko przejrzała liczebność
drużyny. Brakowało tylko jednej koali... - Gdzie Naomi?

- Mówiła, że nas dogoni... Dowódczyni.

- Więc czekamy pół minuty... Nie przyjdzie, to faktycznie będzie nas doganiać. - lisica zrobiła ostatni, niepełny pierścień z dymu i wytrzepała zawartość wypalonej fajki na ziemię, butem roztrzepując to po bruku okalającym fontannę.

- Phi... "Dowódczyni" - pobawiłam się chwile badziewiem na ręce. Dawno nie korzystałam wiec chciałam się upewnić czy w ogóle działa. - Brzmi dumnie. Na pewno nie chcesz abyśmy ci mówili "moja pani" a może nawet "ma'lady"?

- O, słyszysz? Idealne! - wskazała mnie i skunks kiwnął głową.

- Dobrze, moja...

- Żartowałam. Po prostu Jo lub Josephine... -

- Cały czas nie wierzę, że chcesz aby ktokolwiek używał tego obciachowego, pełnego imienia... - powiedziałam cicho a wtedy zobaczyłam Naomi, która wreszcie wyszła z papierowym kubkiem wody w dłoni. - O w końcu jesteś kochana! Mam nadzieje że nocą tak się nie guzdrasz - powiedziałam wstając i szykując się na odparcie ewentualnego ataku szybko też dodając. - I za żarty tego typu wiń swoją Dowódczynie. Gdyby nie ona to ograniczyłabym się do fizycznego dokuczania i zgryźliwych komentarzy od czasu do czasu.

- Nie dziwię się, że obie potraficie się dogadać. - Naomi wzięła kolejny łyk wody, nie próbując tym razem niczego z pistoletem czy własnymi kończynami.

- No widzisz, mówiłam. - potwierdziły się słowa Jo i po chwili nasza grupka była w drodze... Teraz dopiero znowu zwróciłam uwagę, że nie ma Espio. Ale to norma, pewnie znowu czai się w kamuflażu.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 16 lip 2019, 23:10 
Awatar użytkownika
Opiekun

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
Ailureen

- W obecnych czasach raczej ciężko o neutralność. Sama słyszałaś, nawet jeśli robimy wszystko by unikać konfliktów, to w końcu ktoś uzna, że nasze działania wspierają to złe stronnictwo... Całe szczęście, że to byli najwidoczniej mniej radykalni członkowie tych ostrzejszych Imperiofobów. - Victor w streszczeniu pokazał dlaczego cała sytuacja jest nieciekawa.
- "Imperiofobów"? - zapytał nagle Eric.
- To takie osoby, które chcą zmian w tej okolicy. - spróbowała mu łatwo wyjaśnić Caprie. - Nie przejmuj się tym, nam nic nie będzie. - Eric znowu zniknął w korytarzu ciężarówki.
- Nie podoba mi się to. Oby już nie było takich przypadków. - Louis też dodał swoje. Żona tylko przytaknęła, trzymając na rękach powoli zasypiającego Jake'a.
- Oby takich sytuacji jak najmniej. - przyznała Camilia.
- Zdecydowanie... - potwierdza już chyba dla formalności Finn. Rhys spał.

Ciężarówka przejechała wreszcie tunel. Tym razem Cytadela była widoczna bardziej od boku.

Elna

Droga w kierunku wody przywoływała wspomnienia. Tu od razu w oczy rzuciło się muzeum archeologii, tam znowu karczma, teraz niestety pozbawiona szyldu z dwoma kieliszkami i tabliczką "Na sprzedaż", jeszcze gdzie indziej natrafiłaś na restaurację gdzie serwowano zawsze niezłe desery.
Różnicą były wojska przechodzących żołnierzy Ruchu Oporu, a czasami też członków grupy Jo.

Nasza droga zaczęła niespodziewanie przechodzić przez... cmentarz. Trafiliście do Zielonego Skweru, obszaru pełnego drzew i pozbawionego budynków mieszkalnych, gdzie tenże cmentarz się znajdował.
Powitał was jak zwykle posąg gargulca siedzącego na kwadratowym kawałku skały, opartego łokciami o uda i podtrzymującego smętnie głowę.
- Na pewno powinniśmy tu przechodzić? - odezwała się jakaś hiena w szarej koszuli i luźnych bojówkach. Włosy miała związane w dredowy kucyk.
- Nie przesadzaj, Faiza. Skrócimy drogę, a zawsze można zostawić kwiaty komuś po drodze. O, widzisz, kolega pomyślał. - Jo miała rację, jeden z wilków w drużynie trzymał w rękach mały bukiet kwiatów.

Will

Kreta początkowo nie było na górze. Zszedłeś na najniższy stopień schodów przeciwpożarowych i już miałeś go nawet wołać, kiedy niespodziewanie wyłonił się. Ale nie sam.
Cielsko znajomego szakala wylądowało na dachu, szybko cofając się na czworaka.
- Błagam, ja tylko wykonuję swoje! - wykrzyknął, zasłaniając się ręką.
- Gadaj dla kogo pracujesz, albo te kastety obiją ci więcej niż brzuch... - Bruce pogroził mu pięścią z lśniącym na słońcu żółtym okryciem na pierwszych paliczkach dłoni.
- N-Nie mogę! Inaczej skończy się dla mnie źle! - zasłonił się drugim ramieniem i skulił, dygocząc.
Skwitowałeś to milczeniem. Jedynie ukłonem wskazałeś kretowi drogę do środka.
- Nie rób tego na dachu. Zapytam pewne osoby czy mają inne pomieszczenie do pogadanek. - wróciłeś do szakala. - Hondo, potrzebuję opaski na oczy, pustego pokoju... Masz taki na podorędziu?
- Tutaj mamy jeden pusty pokój, a chwilowo nikogo nie ma w domu... A opaskę mogę załatwić. - Hondo odłożył obrzyna i podszedł do skrzyń.
- Pożycz na sekundę z jakimś kneblem, jeśli łaska. - wyciągnąłeś rękę po przedmioty.

Podał mi trzy szmaty.
- Jedna do oczu, dwie na knebel... - Szakal jeszcze odłożył na stoliku dwa znalezione naboje do obrzyna.
- Dzięki i daj sekundkę. - Wróciłeś na dół schodów, przeskoczyłeś znowu na dach, kopnąłeś szpicla bez uprzedniej zgody kreta. Zanim ten jęknął, wsadziłeś mu do ust kneble, jeszcze zanim się zdołał przyjrzeć twojej twarzy, która akurat była w jednej linii z słońcem, miał już na oczach opaskę. - Na dół. - złapałeś szpiega za nogi.
Kret wziął go za ręce. Szakal chwilę tylko wierzgał, ale nasza wspólna siła szybko go uspokoiła.
- Te uliczki na szczęście nie są tak często uczęszczane... - ostrożnie znieśliście go na dół.
Niedługo później już jesteście w właściwym budynku i na drugim piętrze Hondo ostrożnym pchnięciem otworzył drzwi. Wnętrze dzieli się na trzy pokoje, każdy pozbawiony mebli. To pewnie dlatego nasz szakal miał pod ręką krzesło, które ustawił w drugim pomieszczeniu.
- Posadźmy go, zdejmijmy knebel a opaskę zostawimy. Gotowi?
Knebel spadł z ust szpiega.
- Błagam, powiem wszystko... - odezwał się cicho, kiedy Hondo jeszcze przełożył mu ręce za oparcie i związał jakimś twardym sznurem z solidnego materiału.

Oparłeś się o próg.
- Świetnie... Więc mów, od początku, chronologicznie, z wszystkimi motywami, niezbędnym kontekstem, dodatkami i tak dalej. Mamy czas.
- Ahmis... chce wiedzieć o co tu chodzi z tym magazynem... Podał mi rysopis i cóż, ruszyłem za wami, kiedy tylko was dopasowałem...
- Ahmis... - Hondo przetarł ręce, wstrzymując się przed daniem rasowemu towarzyszowi w gębę. Klęknął przed nim i szturchnął w brzuch. - Powiedz no, on jest taki porąbany jak mówią?
- Chyba trochę wyolbrzymiają... Ale część faktów to prawda... - odpowiedział mu szpieg.
- Oooooo... Pozwolę sobie poprawić. - przerwałeś. - Nie jest postrzelony jak Anonim, ale nie jest też tak stabilny jak, powiedzmy, taki Sonic, żeby daleko nie szukać. Kontynuuj swoją opowieść.
- Porucznik podejrzewał, że kryjecie się gdzieś w tej okolicy... Miałem znaleźć waszą siedzibę...
- A wtedy go znalazłem. - dopowiedział kret.
- Tak...
- Dobra, to co takiego na razie wiesz? - Hondo klepał dłoń o dłoń. Chyba chciał, aby szakal poczuł presję.
- Tyle co wtedy... Coś kombinujecie w magazynie...
- Na pewno tylko tyle?
- T-T-T-Tak! - wykrzyknął po dłuższym zająknięciu.
- Ciszej. Nikogo nie ma w okolicy. Nie zdzieraj gardła. - Hondo stuknął go nieznacznie w szyję bokiem dłoni.
- Co kombinujemy? Ile wiecie? Ilu was jest? Gdzie się spotykacie? Czy macie pośredników? Czy wezwałeś kumpli? - twój grad pytań miał na celu zasiać w nim większy strach i zamęt, tak aby nie był zdolny wymyślić żadnych fałszywych historii... Nie miał prawa się zawachać.
- Wiemy, że... coś robicie w magazynie, ale nawet nie rozumiemy tego, bo nie mamy dowodów na was... Nie... Nie wzywałem kumpli, naprawdę..!
- Ciszej. - Hondo znowu stuknął go w szyję.
- Spo-Spotykamy się w wielu miejscach, wymieniając informacje idące do Ahmisa... I... - przerwał, chyba już gubiąc się w pytaniach. Na czole dojrzeliście mocne krople potu opadające na szmatę kryjącą oczy.

Skoncentrowałeś go na innym pytaniu:
- Macie jakiś szyfr? Kod? Jakikolwiek sposób aby wywołać Ahmisa?
- Tego... Tego nie zdradzę...
- Wiesz, mamy tu całe dwie godziny zanim ktoś raczy tu przyjść. - Hondo powiedział to bez żadnego śladu blefu. Pewnie to prawda.
- Tego na pewno nie zdradzę... - szakal już postawił na swoim.
- Nie zdradzisz? Dobrze, to nam to wyśpiewasz... Chociaż nie, wyśpiewasz wszystko Ahmisowi, a nawet jeżeli to zrobisz to parszywym Falsetem nic to ci nie da... - zacząłeś chodzić po sali. - W oczach tego wariata jesteś zdrajcą. Nie uwierzy ci w nic, weźmie cię za jednego z... nas, a może za jednego z ludzi Anonima? Kto to wie? Cóż... - Przykładam usta do jego ucha. - Cokolwiek zrobisz, Ahmis oskóruje cię żywcem i nic cię przed tym nie uchroni. Pomyśl w jak parszywej sytuacji jesteś... Ja widzę dla ciebie szansę, aby wyjść z tej niemiłej sytuacji z niezłym zyskiem... Ale... Wolny jesteś osobnik... Sam wybierz.
- Ahmis... On... - szakal obrócił głowę w twoją stronę. - On ma większe wpływy niż myślicie...
- To jest groźba, marna próba uratowania siebie czy informacja? Jeżeli to trzecie, to nie krępuj się i kontynuuj.

Dwie sekundy przerwy
- To jest ostrzeżenie... Nawet jeśli faktycznie ten królik uzna mnie za zdrajcę, to ma dosyć wpływów... Aby postawić was na samym szczycie czarnej listy. Znajdzie tylko poszlaki, sypnie pieniędzmi... - Hondo niespodziewanie trzasnął go w gębę. Dwa zęby poszły sobie z ust i już nie wrócą.
- Brzmi jak marna groźba, koleżko. - pochwycił go za burkę i dwa razy wstrząsnął. - Nie znasz mnie bezpośrednio, ale powiem ci, że gdyby miał takie wpływy jak nam tu ściemniasz, to sam byłbym na szczycie jego czarnej listy... Ale nie jestem, pomimo że ma dużo lepsze dowody niż na tych dwóch koleżków. - puścił go. - Więc gadaj co chcemy wiedzieć, albo po prostu przyznaj, że to dużo prostsze niż jest naprawdę...
- Jego hasło na ten tydzień... to zagadka z psem...
- Jakaż to zagadka? - zapytał Bruce.
- Pies ma wściekliznę... - nastała cisza. Hondo zmrużył oczy i stuknął pięścią w otwartą dłoń. - Zrozumiecie, gdy będzie to potrzebne... - dodał od razu.

- Skąd mam wiedzieć że nie kłamiesz? - Poklepałeś Hondo po ramieniu na pochwałę jego umiejętności wyduszania informacji z innych... I zacnego ciosu. Kolejny do kółka wzajemnej przyjaźni Kiry. - Zresztą... Przydasz się... Jeszcze... Musisz się gdzieś stawić? Masz jakąś odprawę?
- Dostaję... cynk z potrzebnymi informacjami. Można rzec, że to taka odprawa... - wypluł na bok ślinę z krwią, chcąc wyraźnie uniknąć trafienia w kogoś z was. Chyba go złamaliście.
- Gdzie? - twoje pytanie było dobitne.
- Po prostu będąc w terenie, czasem jako list do domu... - po tym nastał krótki moment ciszy.


Offline
 Tytuł: Re: Sonic after Forces
Post: 17 lip 2019, 19:48 
Awatar użytkownika
Moderator

 Dane użytkownika: Dane użytkownika
- Meh... większość ludzi, których znam i tu leżą nie zasługują na kwiaty - powiedziałam cicho, tak aby tylko Jo usłyszała. - O patrz! To Kulawy John.


Podeszłam do grobu, gdzie obok zdjęcia groźnie wyglądającego psa widniała data urodzenia i obok śmierci. "Johnny Hund... nawet nie wiedziałam, że tak się nazywał" pomyślałam sobie.


- Spoczywaj w pokoju sukinsynu - powiedziałam cicho i splunęłam na grób idąc dalej. - Pewnie by się znalazło jeszcze kilka osób na tym cmentarzu, co nie Jo? Gdzieś tam jest Jednooki, Rzeźnik Portowy kawałek dalej. Kevin Scyzoryk i Gav leżą koło siebie. No i jeszcze Stary Moe i jego wielka krypta na skraju cmentarza. - zaczęłam wskazywać palcami na różne punkty. - Ale nie pamiętam gdzie jest Bill Sznurówka... czy on nie był... Ach! No tak, zapomniałam.... jest na... dnie... rzeki... - zniżyłam głos niemalże do kompletnego zamilknięcia i po chwili całkiem zamilkłam podziwiając cmentarną architekturę.

_________________
Obrazek

Już my wam damy popalić!
Imperium Eggmana zawsze na fali!


Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Szukaj:
 [ Posty: 538 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 32, 33, 34, 35, 36  Następna

cron



więcej linków
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group

Polityka Prywatności

Blueblur is a fansite that is not in any way officially affiliated with SEGA. Sonic the Hedgehog and other associated characters are owned and copyright © SEGA Corporation. Published material and comments represent the thoughts of their authors.
</body> </html>